Może i każdy z nich miał swoje życie, to jednak o pewnych wartościach rodzinnych się nie zapomina. Tutaj akurat mieli tylko siebie jako bracia, bo nawet siostrę im gdzieś wywiało. I nawet jeżeli dzieliła ich odległość, kontakt ze sobą mieli i sobie pomagali. Richard nie widział powodu, dla którego miałby już przestać być pomocnym bratem, kiedy w tej chwili widział co się z Robertem dzieje. Był skłonny do porzucenia swojej pracy w Norwegii i zamieszkać na dłużej w Londynie.
Robert potwierdził jego słowa, lecz jak Richard mówił dalej widział, że brat z alkoholem zaczyna przesadzać. I to zapewnienie, że Robert nie potrzebuje opiekunki. Brew Richarda uniosła się ku górze, ale zaraz obie zmarszczył. Dla sprawdzenia jego pracy umysłowej, zadał jeszcze jedno pytanie, ale w tym samym czasie, obserwując poczynania brata. Zabrał ręce i skrzyżował je na klatce piersiowej, stojąc z boku i po prostu patrząc. Skoro nie potrzebował opiekunki, to na pewno sobie poradzi. Sprawnie naleje alkoholu do szklanki. Wypije i odleci na tym jebanym fotelu ojca.
To co jednak widział Richard, było wstydem. I dobrze, że tylko on tutaj był i nikt więcej. Nie dość, że Robert rozlał, ledwo utrzymywał karafkę, strącił szklankę, gdzie ta potłukła się, młodszy Mulciber westchnął. Nie reagując na jego przekleństwa.
- Właśnie widzę. Świetnie Ci idzie. Opiekunki to może nie potrzebujesz. Ale brata już tak.Stwierdził, ale oklasków raczej bratu nie dał. Podszedł do niego, wziął jego rękę i przerzucił sobie przez ramię.
- Zaprowadzę Cię do Twojej sypialni. I nawet nie waż mi się protestować.
Rzekł stanowczo. Jak mu Robert zacznie cyrk odwalać, to siłą go zaciągnie do jego pokoju. A miał naprawdę dużo ciekawych pomysł jak tego dokonać. W najgorszym wypadku, zamknie go w piwnicy z Henriettą, gdzie wspólnie będą dochodzić do siebie. Drugą ręką objął go w pasie. Zabrał jego różdżkę i schował do tej magicznej kieszeni, gdzie miał swoją. Nie zostawi tego przedmiotu na widoku w gabinecie. Chwycił go za przerzuconą rękę i obszedł z nim biurko powoli. Jeżeli Robert próbował coś sam iść, to raczej na marne i musiał przyznać, że sam nie dojdzie tam, gdzie by chciał. Richard także potrafił być uparty. Tyle że robił to dla dobra swojego brata.
Koniec końców, czy były protesty, zaprowadził Roberta do jego sypialni. Szło to długo i opornie, gdyż trzeba było pokonać stopnie na schodach. A Richard nie opanował jeszcze teleportacji łącznej. Byłoby znacznie szybciej.
W komnacie Roberta, Richard posadził brata na jego łóżku, zgarniając ręcznie narzutę i pomagając się mu położyć. Nie dość, że schlał się, to jeszcze był mocno osłabiony przez klątwę. Połączenie jednego z drugim nie było dobrym pomysłem. Może próbował uśmierzyć ból, jaki nadal odczuwał? Dlaczego mu tak niewiele mówi?
- Odpoczywaj. Zajmę wszystkim aż dojdziesz do siebie.Zapewnił go dla uspokojenia. Jego różdżkę położył na szafce nocnej, aby miał pod ręką. Zdjął mu buty i przykrył narzutą.
”Co ja z Tobą mam… Same problemy ostatnio.” - dopowiedział sobie w myślach.
Zostawił Roberta samego, kierując się pierw na dół do gabinetu. Tam trzeba zrobić odpowiedni porządek, aby nie jebał alkoholem.
- Selar! Belenos!
Zawołał skrzaty, stojąc przy biurku, gdzie poprawił opakowanie chusteczek w szufladzie i domknął ją. Po czym zgarnął z blatu biurka karafkę oraz swoją szklankę odstawiając na swoje miejsce. Wezwane skrzaty pojawiły się tak szybko jak potrafiły, na zawołanie Richarda.
- Słucham, Panie?
Odezwał się Belenos, jako ten bardziej może odważniejszy od swojej towarzyszki? Mulciber spojrzał na nich, a potem na cały bałagan przy biurku. Wrócił spojrzeniem do nich.
- Robert odpoczywa i radzę nie wchodzić do jego pokoju, póki kogoś nie zawoła. Na dwa dni, wolałbym, aby nie przyjmował gości. Jest zmęczony podróżą i musi odpocząć. Poza tym, sprzątnijcie ten bałagan.
Wskazał na biurko, gdzie był rozlany alkohol, a na podłodze roztrzaskana szklanka, która narobiła charakterystycznego hałasu. Skrzat zrozumiał i teleportował się po potrzebne materiały do sprzątania. I kiedy wrócił, ze skrzatką zajęli się sprzątaniem. Richard pozostał, aby dopilnować ich pracę, żeby czasem nie odkryli coś, czego nie powinni. Mieli tylko ogarnąć bałagan, jaki po sobie pozostawił Robert. Nic więcej. Znaleziony korek trafił na swoje miejsce. Richard spojrzał na zawartość alkoholu, ale nie dolewał sobie. Jedynie zapalił papierosa. Potrzebował tego nałogu bardziej niż chlania. Musiał być trzeźwy jako jedyny z ich dwojga.
Gdy skrzaty skończyły, Richard zostając znów sam w gabinecie, dopalił papierosa i zabrał ze sobą znalezioną wcześniej szatę, zamykając gabinet. Udał się do siebie, gdzie na łóżko rzucił czarną szatę. Przejrzał swoje ubrania, jakie tutaj miał, szukając czegoś konkretnego. Jako że miał wszystko idealnie poukładane, znalezieni konkretnego szalika męskiego na lato nie stanowiło problemu. Nie wiedział, czy Robert taki ma, ale może mu się przydać. Richard dostał od kogoś za coś, ale go nie nosił. Może bratu się przydać. Ciemny granat. Jedwab. Jakby sprowadzony był z innego kraju. Mniejsza o to. Zabierając ze sobą szatę, w jakiej Robert tutaj wrócił, wszedł do jego pokoju, aby sprawdzić czy spał. Złożony szalik zostawił mu na szafce nocnej, aby miał czymkolwiek zakryć ślad na karku. Noszenie golfów w ciepłe dni, może nie być wygodne, ale to od niego już będzie zależało.
Czarną szatę złożył odpowiednio i schował ją głęboko w szafie. Później powie Robertowi gdzie jest i niech zrobi z nią co uważa. Zamknął szafę, rzucił okiem na brata, jakby chciał się upewnić, że śpi. Skrzaty miały zakaz wchodzenia, aby nie zobaczyły śladu na karku Roberta. Jeszcze tego by im brakowało. Lewe przedramię brata pewnie też nie było zakryte a zaklęcie maskujące, mogło nie działać.
Miał już wyjść, ale rozejrzał się jeszcze po jego pokoju, wzrok zatrzymując na jednym z obrazów.
Sukces!