Norka nie przestawała głaskać Leo, pewniej się poczuła, gdy dostrzegła, że mu sie to podoba, bo, co jak co, ale potrzeby kociaków to ona potrafiła zrozumieć w mig. Lata doświadczenia robią swoje, było to można wyczuć w tym, jak się z nimi obchodziła. Leo na pewno doceni jej umiejętności. Dopiero po chwili do niej dotarło, że takie czułości chyba nie do końca są na miejscu. Jej dłoń zatrzymała sie nagle, a po chwili ją zabrała, nieco zestresowana. Leo mógł zauważyć nagłą zmianę nastawienia panny Figg. Nie powinna sie tak spoufalać, bo to nie wypadało, jeszcze ktoś by ich tutaj przyłapał na tych zabawach...
Wtedy Leo wrócił do swej normalnej postaci, bo za taką uznała jego ludzką formę. Rozwalony na blacie niczym księżniczka na swoim łożu. Najwyraźniej zapomniał o tym, jak duży jest w tej wersji, bo szkło zaczęło lecieć. Straty nie były jednak spore, gdyż szklankę udało mu się złapać w locie, ucierpiała jedynie filiżanka. Norka spoglądała na to zaskoczona, jednak zareagowała śmiechem na rozbijającą się o ziemię zastawę. Nie było to jej obce.
- Nic się nie stało. - Powiedziała jeszcze w głos, chociaż już obgadali sprawę ewentualnych strat. Uważała, że to normalne, że przy pracy ze szkłem, część z niego kończy w kawałkach. Taka była kolej rzeczy.
Nie musiała jednak sprzątac, bo Leo wyśmienicie sobie radził z zaklęciami czyszczącymi. Podejrzewała, że tak jak i ona często musiał sobie radzić z konsekwencjami swojej niesubordynacji. Nie bez powodu to właśnie chłoszczyść było ulubionym zaklęciem panny Figg.
- Na to przyjdzie czas wieczorem. - Zdecydowanie wolała o tej porze nie pić zbyt wiele. Była malutka, nie należała do osób, które miały mocną głowę, a dzień był jeszcze długi. Musiała mysleć przyszłościowo, żeby ten biznes jakoś przetrwał. To i tak jakiś cud, że się skusiła na coś choć trochę alkoholowego. Bywały dni, że wystarczały jej trzy drinki i stawała się odpowiednio wstawiona, albo zupełnie wstawiona i musiała wędrować do swojego łóżka, aby nie zasnąć przypadkiem pod stołem. Nie była idealnym materiałem na barmana, bo najlepszy to byłby taki, który mógłby pić z gośćmi jak najdłużej. Ona za to mogła wysłuchać i na trzeźwo, więc tym nadrabiała, nie oceniała, po prostu była, gdy ktoś tego potrzebował.
Obserwowała uważnie poczynania Leo, widać było, że wie, co robi i zna się na rzeczy. Sięgnęła po szklankę, nim jednak wypiła jej zawartość uważnie obejrzała kolor, później powąchała, dopiero wtedy zamoczyła usta. - Słodkie, ładnie pachnie, nie czuć wódki. - Smakowało jej to, ale to bywało niebezpieczne, bo mogłoby się wydawać delikatne, a z zaskoczenia zaatakować przy wstawaniu, już ona znała takie zdradliwe trunki. - Myślę, że nie mogłam lepiej trafić. - Chyba znalazła prawdziwy skarb, który był idealnym uzupełnieniem klubokawiarnii.