Dziewczyna nie potrafiła w głowie ułożyć sobie obrazu Crowa. Zatracał się, zmieniał i nie mógł ukształtować w jedno, stawał się odległa dusza, bezkształtem, czymś nienamacalnym i niezrozumiałym. Nie potrafiła go określić jako potwora, ale nie mogła też określić jako kogoś dobrego. Był człowiekiem zagadką, śmiał się pomalowany krwią, zdawał się udawać, że wszystko było w porządku, a ciemne, brązowe oczy Aveliny uważnie wbijały się w niego i próbowały zrozumieć z kim miała do czynienia. Wiedziała, że nie powinna tego robić, nie powinna zadawać pytań i nie powinna nawet o nim myśleć, ale jego aparycja powodowała, że czuła ludzką ciekawość. Może potrzebowała poczuć adrenalinę, zagrożenie i strach? Tkwiła za kociołkiem z wywarami i czuła często nudę, mimo że kochała to robić.
– Wiem – odparła krótko nie przerywając czynności. Musiała to zrobić, musiała zrobić cokolwiek nawet jeśli było to tylko zmywanie krwi z twarzy człowieka, który z łatwością pokonał trzech oprychów. Nie myśl o tym, próbowała wyrzucić to z głowy, aby uspokoić rozkołatane serce, a gdy odmówił wzięcia eliksirów nic na to nie powiedziała. Jedynie zostawiła je obok niego, mógł je zabrać, mógł je sprzedać, mógł zrobić z nimi co chciał.
– Możesz zapalić – odparła patrząc na papierosy, ale po chwili znowu spojrzała na jego twarz. Zagryzła wargę i odsunęła się na odpowiednią odległość wbijając wzrok w jakiś bliżej nieokreślony punkt. Nie należała do rozmownych osób, raczej stroniła od wypowiadania słów, wolała milczeć, więc dlatego też tak bardzo ukochała sobie swoją kocią wersję, w której nie musiała mówić. Mogła leżeć, obserwować i słuchać, ale nigdy nie musiała mówić o sobie i o tym jak się czuła. – Chodźmy stąd – spojrzała znowu na niego. – Nie chce tu być, raczej byliby debilami jakby wrócili, prawda? – zapytała zaczesując kosmyk włosów za ucho.