• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy

[25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#41
19.11.2022, 22:38  ✶  
Jennifer, Loretta, Elaine, Atreus, Séraphine, Leander, Theseus

Geraldine nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie opuszczą mury ich domu i zacznie się polowanie. Dusiła się trochę w tym towarzystwie. Starała się pilnować, nie mówić nic nieodpowiedniego, jednak średnio jej to wychodziło szczególnie, że widać, że wszyscy którzy się tutaj pojawili mieli wiele do powiedzenia. Dlaczego rodzice zawsze musieli robić taką farsę z ich urodzin, a mogła siedzieć gdzieś w lesie i obserwować srające lunaballe. Wydawało jej się to być dużo bardziej atrakcyjne od tego przyjęcia.

Wtedy gdzieś tuż obok pojawiła się Jennifer. - Oczywiście mamo, wiesz, że ja i szampan to naprawdę wyśmienite połączenie, nie mogłaś mi znaleźć lepszego zajęcia.- Pozwoliła sobie na krótkie przytulenie matki. Parsknęła ze śmiechu pod nosem, kiedy usłyszała komentarz Jennifer na temat sukienki Loretty, nie mogła się powstrzymać, chociaż naprawdę próbowała. Zakryła twarz dłonią, żeby nie zwracać na siebie uwagi. - Obawiam się mamuś, że panienka Lastrange mogłaby pływać w moich ubraniach, chyba że poszukamy tych z dzieciństwa.- Różnica w ich wzroście była ogromna, także nie sądziła, że pomysł matki w ogóle ma rację bytu. Na szczęście przyszła żona jej brata zaproponowała jej coś od siebie. Wspaniale - jeden problem z głowy.

- Tak, Geraldine, czarna owca rodziny.- Zażartowała jeszcze, kiedy Séraphine podeszła do ich małej grupki. Obserwowała przez chwilę kobietę, ciekawa była jaką jest osobą, w końcu miała zostać żoną jej brata, nie życzyła mu przecież źle - nawet jeśli często było im nie po drodze.

- Przed śniadaniem, po śniadaniu pewnie też będzie i przed obiadem.- Odpowiedziała Elaine, jakby było to coś najbardziej oczywistego na świecie. - Lubimy raczyć się trunkami przed polowaniem, jakoś tak łatwiej później idzie strzelanie z kuszy.- Dla Gerry było to normalne, nie była to taka pierwsza impreza w której uczestniczyła, chociaż rozumiała, że nie wszyscy mieli szansę kiedyś uczestniczyć w czymś takim. - Podoba mi się ten entuzjazm!- rzekła do Atreusa wręczając mu kieliszek z szampanem. - Muszę przyznać, że mama wybrała naprawdę wyśmienite trunki!

- Dziękuję.- Powiedziała krótko do Loretty - Chociaż do Ciebie to się nie umywam.- Wcale jej to nie przeszkadzało, Gerry było daleko do tego, aby się stroić, czy przejmować tym, jak wygląda. Eden zacisnęła dłoń na jej ramieniu, spojrzała na nią z góry, próbując zrozumieć, co się wydarzyło, chyba dotarło do niej, że tamta kobieta, która wspominała o tym, że jest jej kuzynką była raczej kimś obcym, bo Lestrange najwyraźniej też jej nie znała. Ciekawe, że tak wiele osób próbowało udawać, że należy do jej rodziny, musiało to być męczące dla Eden, później pewnie podpyta ją, o co w tym wszystkim chodzi.

- Bo pies to najwierniejszy przyjaciel człowieka.- Rzekła jeszcze do Eden. Miała nadzieję, że Thes nie będzie miał jej za złe tych wszystkich uszczypliwości, które atakowały go z każdej strony. Spodziewała się, że tak będzie, może nie powinna go ze sobą tu zabierać, nie chciała, żeby czuł się gorszy.

Geraldine zauważyła jakieś poruszenie, najwyraźniej ktoś jeszcze pojawił się przed ich domem. Trevor. Tego, to się nie spodziewała tu zobaczyć, ciekawe, czy go zaprosili, czy sam się wprosił. Była niemalże pewna, że chodziło o tą drugą opcję. W sumie to nawet się cieszyła, że się tutaj pojawił, miała nadzieję jednak, że nie dojdzie do żadnej, nieprzyjemnej wymiany słów, bo zbyt wiele obcych osób się kręciło wokół.

Na całe szczęście tuż po toaście znalazła chwilę, aby odetchnąć. Przystanęła z Thesem gdzieś z boku. - Oczywiście, że weźmiemy, zgarniemy jeszcze to co upolujemy, wyniesiemy alkohol i zrobimy sobie porządną urodzinową ucztę u nas w domu.- Uśmiechnęła się do przyjaciela, wreszcie mogła choć na chwilę zdjąć z siebie te maskę, którą zakładała przy wszystkich. - Przepraszam Cię za to wszystko, widzę, jak co chwilę Cię podjudzają.- Chciała z nim to omówić, bo skoro ją to tak irytowało, to jego za pewnie również, choć może to po nim spływało? Miała nadzieję, że się dowie, jak to widzi. - Nie wiem, co wymyślił ojciec, to niespodzianka. Jak w ogóle doszło do tego, że przyszedłeś tu w tych cichobiegach? Rozumiem te wszystkie cizie, ale Ty?- Musiała zadać to pytanie, bo nadal nie mogła uwierzyć w to, że Fletcher przyszedł tutaj nie do końca przygotowany.

Razem z Thesem pojawiła się przed szkatułką. Miała nadzieję, że choć w jej urodziny los będzie jej sprzyjał. Oczywiście, nie wszystko poszło po jej myśli. Jej przyjaciel wylosował kogoś innego. Posłała mu współczujące spojrzenie, choć z drugiej strony cieszyła się, że to nie ona wylosowała pannę Lestrange, próbowała znaleźć ją wzrokiem, aby pokazać Fletcherowi, która to, jednak nie mogła jej znaleźć. Sięgnęła więc do szkatułki i wylosowała kartkę. Przeczytała ją najpierw po cichu i humor jakby jej się popsuł. - Leander.- Powiedziała na głos, jednak brata również nie było. - Chyba wyszli gdzieś razem.- Szepnęła jeszcze do przyjaciela.

Stary Zabójca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Trevor Yaxley
#42
20.11.2022, 12:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2022, 03:00 przez Trevor Yaxley.)  
W całym swoim całkiem długim życiu uczestniczył w niejednym polowaniu organizowanych z różnych okazji. Wykładana przez skrzaty domowe broń i amunicja pozwalały mu sądzić w oparciu o wszystkie znane mu rodzinne tradycje, że te istoty odpowiadały za przygotowanie polowania. Widząc, jakie poruszenie wywołał u tych skrzatów swoim nagłym pojawieniem, przewrócił oczami. W żadnym stopniu nie skomentował tego, że żona jego dalszego kuzyna była panią tego domu. Nie jego cyrk, nie jego małpy. Zwyczajnie go to nie obchodziło. Ani przedtem, ani teraz. Miał dość swoich problemów. Przyglądał się temu skrzatowi spod zmarszczonych brwi, dostrzegając posyłane mu te nerwowe spojrzenia. Dawniej to było nie do przyjęcia. Jednak skrzat nie był niczemu winien. Było to odbicie jego napiętych stosunków z całą rodziną. Czekał na przybycie któregoś z jego krewnych. Dobrze byłoby wiedzieć, na czym stoi. Skoro już przybył. Zakładał, że nie zostanie na długo.
Dostrzegł zmierzającą ku niemu i temu skrzatowi domowemu sylwetkę mężczyzny. Jennifer nie raczyła wyjść do niego osobiście, co dobrze oddawało ich wzajemne relacje. W oczach rodziny był czarną owcą, choć to oni zawiedli go pod każdym względem. Obrzucił surowym, ale też czujnym spojrzeniem nieznanego mu mężczyznę, uparcie wciskającego dłonie w kieszenie szaty. A po chwili wybierającego broń. Nie wyglądał on na szczęśliwego. Przypadło mu niewdzięczne zadanie, jakim było wyjście mu naprzeciw i odprawienie go. Zaproszenie go do środka nie wchodziło w grę, patrząc na ich napięte stosunki i jego problemy z prawem, w które swoim zdaniem został wpakowany jak widły w gnój. I smród tego gnoju bezustannie się za nim ciągnął.
— We własnej osobie — Rzucił z lekkim wzruszeniem ramion. Uniósł jedną z brwi, słysząc słowa płynące z ust tego czarodzieja. Widać było, że podchodzi do nich stosunkowo sceptycznie. Tak jak powinno się podchodzić do pozorów okazywanej uprzejmości. Nazwisko tego czarodzieja także zrobiło swoje, w jego mniemaniu nie oznaczało nic dobrego. Spojrzał raz jeszcze na tego czarodzieja i wyciągniętą ku niemu dłoń. Przez chwilę sam wahał się w kwestii wyciągnięcia ręki ku temu czarodziejowi celem wymiany uścisków dłoni. Ostatecznie tego zaniechał.
— Teraz możesz już porzucić te pozory uprzejmości i przejdź do sedna sprawy... bo ominie cię to polowanie. Ja też nie mam całego dnia na stanie tutaj — Od razu przeszedł do rzeczy, mówiąc jak zawsze wprost. Niech mają to już za sobą i każdy pójdzie w swoją stronę. Podróżowanie w ten sposób nie trwało chwilę. Przed trzema laty cenił sobie takie polowania i chętnie w nich uczestniczył. Teraz też polował, choć nie dla rozrywki.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#43
20.11.2022, 14:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2022, 14:32 przez Theon Travers.)  
po toaście Theon odłącza się od pozostałych, bierze karteczkę ze szkatułki, po czym udaje się do Seraphiny Prewett i ojca.

Nie bardzo miał w tej kwestii wybór. Zwłaszcza, kiedy obok kręciła się matka. Ciężko było zadowolić Jennifer, zawsze znalazło się coś, co można było zrobić lepiej. Było to coś z czym musieli się mierzyć wszyscy Yxaleyowie. Również w tym przypadku Theon mógł zająć się lepiej przedstawianiem gości. Matka dała mu to aż nadto wyraźnie do zrozumienia wtrącając się w cały proces. Przedstawiając innym Séraphine Anne oraz jej ojca. Nie bardzo rozumiał komu były potrzebne dodatkowe szczegóły, ale nie zamierzał tego komentować. Tak samo nie zareagował na wtrącenie Theseusa, który poprawił go w kwestii imienia. Jakby dla kogokolwiek miało znaczenie to, jakie imię nosił pierwszy lepszy czarodziej półkrwi. Było to raczej... cóż, raczej małó prawdopodobne. Przynajmniej w oczach Theona.

Nie zatrzymywał swojej partnerki, kiedy ta wyraziła zainteresowanie rozmową z kuzynką. Sam nie ruszył się z miejsca. Jakoś nie paliło mu się do tego, żeby chodzić z jednego końca salonu na drugi i z powrotem. Odetchnął z ulgą, kiedy opuściła ich matka. Skupił się na ojcu, kiedy ten postanowił wygłosić toast i zaprosił wszystkich zgromadzonych do tego, żeby sięgnęli po szampana. Sam oczywiście od alkoholu się nie migał, zrobił co należało. Wypił całą zawartość lampki. Odczekał kilka chwil, pozwolił, żeby pierwsze osoby podeszły do szkatułki po czym sam również ruszył w kierunku kominka. Wyłowił odpowiednią karteczkę. Odsunął się na bok, żeby nie blokować nikomu dostępu. Odczytał imię partnerki, która została mu zaoferowana przez los.

- Bez alkoholu się tutaj nie obejdzie. - Skomentował to na głos. Oczywiście słowa wypowiedział pod nosem, nie na tyle głośno, żeby mogły dotrzeć do większej grupy osób. O ile w ogóle ktokolwiek miał możliwość je wychwycić. Sporna kwestia.
Rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu Logana. Potrzebne mu było odpowiednie towarzystwo, zanim trafi w objęcia Eden. Może można było się jeszcze jakoś od tego wymigać? Jeśli znalazłaby się odpowiednia wymówka, coś  w stylu... zapomnianych dokumentów, które pilnie trzeba dostarczyć szefowi. Bo to wcale nie tak, że dokumentami Theon się zbyt wiele nie zajmował, odkąd przenieśli go do Biura Łączników z Centaurami.

Nie widząc nigdzie kuzyna, Yaxley zdecydował się ruszyć w stronę jego partnerki. Odnalezienie tej na szczęście nie sprawiało równie wielu trudności.

Jeśli chodzi o Seraphine, ta przed toastem usłyszała jeszcze o dawnych przewodnikach po faunie i florze Walii. Ponoć w bibliotece należącej do Yaxleyów, można było znaleźć kilka historycznych prac, jeszcze średniowiecznych, traktujących o Teyrnas Gwynedd - Królestwie Walii, które dopiero w XIII wieku stało się częścią Anglii. Gerard nie miał wystarczającej ilości czasu, żeby powiedzieć na ten temat coś więcej. Trzeba było zająć się swoimi obowiązkami. Całe szczęście kobieta zdecydowała się do niego wrócić po toaście i kontynuować wcześniejszą rozmowę. Widać trafił na kogoś, kto choć trochę szanował historię.

- Zależy o co pytasz, Seraphino. - Odpowiedział, pozwalając sobie upić kolejnego łyka brandy. Niewiele alkoholu pozostało w szklance, ale może to i dobrze. Nie powinien wlewać w siebie zbyt dużej ilości procentów. - Dawniej polowania służyły nie tyle rozrywce, co zapewnieniu pożywienia. Ptactwo, dziki, jelenie, króliki... - Wymieniając, prostował kolejne palce wolnej dłoni, którą wcześniej zacisnął w coś na kształt pięści. Ot, wyliczał. - ...kiedyś były jeszcze wilki, niedźwiedzie. Ludzie o wiele częściej się na nie udawali, szkoliliśmy w tym celu zwierzęta. Mój pradziadek chociażby, to po nim otrzymałem imię, prowadził tutaj hodowlę psów...

W tym właśnie momencie, kiedy Gerard zaczął coraz bardziej rozwodzić się nad tematem, do Gerarda i Seraphiny podszedł Theon. Przez chwilę wszystkiemu się przysłuchiwał, ale będąc świadomym, że w tych okolicznościach przyszłoby mu długo czekać na odpowiedni moment do zadania pytania, zdecydował się przerwać ojcu.

- Logana gdzieś wywiało? Czyżby przestraszył się, że ktoś go trafi w dupę z kuszy? - Zapytał.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#44
20.11.2022, 15:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2022, 15:07 przez Bard Beedle.)  

Mijały kolejne minuty. Przesuwały się wskazówki zegara. Kto chciał, ten mógł na spokojnie zjeść śniadanie, napić się, psychicznie nastawić do udziału w polowaniu. Temu ostatniemu ciężko było odmówić, kiedy miało się świadomość, iż wiąże to się z rodzinną tradycją. Ze szkatułki ubywało kartek. Wreszcie wszystkie trafiły w ręce członków rodziny i zaproszonych gości. W międzyczasie Jennifer dopilnowała tego, żeby zawartość szkatułki uwzględniała dodatkowego gościa. Trevor również znalazł się na liście uczestników, a jego partnerem został Logan. Pary prezentowały się następująco:


Eden Lestrange & Theon Yaxley
Geraldine Yaxley & Leander Yaxley
Logan Borgin & Trevor Yaxley
Seraphina Prewett & Séraphine Anne Leroux
Elaine Delacour & Atreus Bulstrode
Theseus Fletcher & Loretta Lestrange


Kiedy nadeszła pora udania się na polowanie, gościa zostali poproszeni o udanie się na zewnątrz. Miejsce zbiórki znajdywało się przed głównym wejściem, na podjeździe. Czekały tutaj już na wszystkich dwa stoły wypełnione bronią i amunicją. Do wyboru były noże, różnego rodzaju kusze, arbalety. Powinno wystarczyć dla wszystkich. Dla każdej pary przygotowano też kompas, mapę, niewielki zapas wody. Zanim wszyscy zainteresowani udali się do lasu, raz jeszcze głos zabrał Gerard. Tym razem jednak zamiast wygłaszać kolejny toast, upewnił się, że każdemu znane są zasady. Nikt nie chciał, żeby podczas polowania doszło do jakiegoś nieszczęścia.

- Na powrót do posiadłości macie trzy godziny. Bez obaw, dostaniecie wiadomość, kiedy czas będzie dobiegał końca. Gdyby wcześniej coś poszło nie tak, zdarzył się jakiś wypadek, pamiętajcie o zasadach bezpieczeństwa. Zostajemy w bezpiecznym miejscu, to ułatwi odnalezienie was w lesie. Wysyłamy sygnał w postaci czerwonych iskier. Zaklęcie jest wszystkim znane?  - To i wiele więcej padło ze strony mężczyzny. Znaczna część informacji najpewniej i tak umknęła zgromadzonych. Sam Yaxley nie miał zresztą w tym przypadku większych złudzeń. Dobrze wiedział jak to bywało. Nie było to jego pierwsze polowanie, nie było też zapewne ostatnim, za którego organizacją będzie miał przyjemność stać. Bo tym dla niego ta organizacja właśnie była. Nie brałby się za takie zadanie, gdyby za tym wszystkim zwyczajnie nie przepadał. Trochę żałował, że sam dzisiaj nie mógł ruszyć razem z nimi w las, ale było jak było. Tak to już jest. - Jeśli nie macie pytań, pozostaje mi życzyć wszystkim udanych łowów. 

Po tych słowach, dało się usłyszeć odgłos jakby wystrzału? Zaklęcie hukowe? Informowało ono o tym, że odliczanie się rozpoczęło. Za 3 godziny od teraz wszystko miało dobiec końca. Trzeba było tylko je przetrwać.


kilka informacji



1. Będzie czytelniej, jeśli na potrzeby polowania, każda para założy własny temat. Tutaj możecie napisać pierwsze posty, o tym jak się przygotowujecie i ruszacie w drogę.
2. Nie narzucamy wam w jakim czasie powinny pojawiać się odpisy, dogadajcie się, ale mamu jedną prośbę - uporajmy się z tym najpóźniej do 2 grudnia.
3. Jeśli w trakcie polowania będziecie potrzebowali wsparcia, oznaczajcie mnie lub piszcie na pw (konta Theon/Robert) lub na discordzie.
4. Może się zdarzyć, że w trakcie polowania, drogi wybranej pary się ze sobą przetną, nie zakładajcie wtedy drugiego tematu, po prostu piszcie w temacie jednej z par. Kiedy wspólna część polowania dobiegnie końca, wróćcie do swojego tematu.
5. Dla pary, która upoluje Jelenia i pierwsza się z nim zamelduje na terenie posiadłości, przewidziana jest nagroda.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#45
21.11.2022, 23:16  ✶  
Przyglądał się panującym naokoło niego wymianom zdań z obojętnością, w głowie mając już tylko potencjalne warunki zakładu z Elaine i tego, o co w ogóle mogli dzisiejszego dnia grać. Oczywiste było, że skoro sama wyszła z taką propozycją, to musiała mieć już coś na myśli. Z błądzenia myślami wszędzie, tylko nie w okolicach przyjęcia Yaxleyów, wyrwał go głos Theona, który ich przedstawił. Wywołany do tablicy ubrał na moment grzeczny uśmiech i kiwnął głową, wszystko w automatyczny sposób, bo przebudzony częściowo z marazmu, o wiele bardziej pochłonięty był poszukiwaniem spojrzeniem wcześniej zaproponowanego szampana.
- Wiesz gdzie mnie szukać - rzucił cicho do Elaine, bez sprzeciwu oddając ją w ręce Serafiny, samemu odsuwając się od nich i kierując w stronę przygotowanego dla gości stołu ze śniadaniem. Podobnie jak swoja kuzynka, postanowił coś przekąsić. A przede wszystkim sięgnąć po obiecanego szampana, od razu zabierając się za upijanie z kieliszka, kiedy ten tylko trafił w jego ręce. Nałożył sobie też nieco jedzenia na talerz, zabierając się do konsumpcji niewielkiego posiłku, czekając aż jego narzeczona skończy nadrabiać towarzyskie zaległości.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#46
21.11.2022, 23:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2022, 23:54 przez Theseus Fletcher.)  
- Hau, hau. – żachnął się jeszcze na koniec tego przekomarzania. Wyglądał na niezadowolonego psa, niewybieganego psa. Ale widząc jedzenie rozjaśniła mu się nieco twarz a brzuch wydał niewesoły warkot, słyszalny pewnie tylko dla Geraldine.

- I będziemy jeść upieczone na rożnie mięso, palcami. – kiwał głową w uznaniu dla swojego pomysłu, który w połączeniu z przyciszonym głosem i przymrużonymi oczyma, stawiał go prawie jak w konspiracji przeciwko sztućcom.

- Mam to gdzieś – powiedział z uśmiechem. – Nie musisz przepraszać. – wzruszył ramionami. Już więcej nie chciał się nad tym nawet zastanawiać a fakt, że Geraldine miała w sobie przez to jakieś wyrzuty, nie napawał go pozytywnymi emocjami. Wolał za to skupić się na tym, co dopiero przed nimi.

- Szczerze mówiąc, to ja po prostu się spieszyłem i nie pomyślałem… – przyznał, a potem przechylił głowę w bok. Jakby na potwierdzenie swojego psiego podobieństwa. – A właściwie to może byłem po prostu podekscytowany czymś. – poprawił się ładnie. Geraldine mogła zauważyć, że wypowiedziawszy ostatnie zdanie, ożywił się. – Ale o tym później…

Przyglądał się karteczce, przeczytał raz jeszcze imię Loretty. Skojarzył fakty, później połączył nazwisko z twarzą. Mimo że nie przebywał z ludźmi z wyższych sfer zbyt często… o ile można powiedzieć, że często przebywał z jakimikolwiek ludźmi, tak nie był absolutnym głąbem. Yaxleyówna od czasu do czasu mówiła mu o swojej rodzinie – o Leandrze z największą pasją, o jego wybrance i tego jakim uczuciem darzyła ją łowczyni również.

Cóż, będzie musiał się na własne oczy i uszy przekonać. Nie miał jednak wobec niej uprzedzeń ani oczekiwań, mimo zasłyszanej u przyjaciółki opinii.

Atmosfera w salonie i w ogóle na piętrze, gęstniała. Od rozmów codziennych, ale już bardziej skierowanych z ekscytacją ku samemu polowaniu. Być może gospodarze mieli w zanadrzu jakieś inne rozrywki na cześć bliźniaków czy zaręczyn, o których Theseus zapomniał z kolejną sekundą po usłyszeniu tej… nowiny.

- Powodzenia, jakbyś potrzebowała pomocy, to krzycz. – powiedział na odchodne do przyjaciółki. Wiedziała pewnie, że nie podważał jej umiejętności, a wręcz przeciwnie – martwił się, że przyjdzie jej do głowy zapolować na Leandera.

Przechodzę tu: http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=554 - zapraszam @Loretta Lestrange
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#47
22.11.2022, 10:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2022, 10:35 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

- Oczywiście, że palcami, tak smakuje najlepiej.- Uśmiechnęła się do Thesa. Nie mogła się doczekać, aż stąd wyjdą i wrócą do domu. To na tą część urodzin czekała najbardziej. Nie lubiła tych oficjalnych spotkań organizowanych przez matkę, co to bowiem za przyjemność świętować urodziny z zupełnie obcymi ludźmi? Dla niej żadna.
- Niby wiem, że masz to gdzieś, ale sama ta świadomość, że od tylu lat jeszcze im się to nie znudziło mnie męczy. Jakby nie mogli sobie dać spokoju.- Theseus towarzyszył jej od lat, myślała, że z czasem po prostu przyzwyczają się do jego obecności. Fakt, na początku było gorzej, twierdzili, że jej się znudzi, że to pewnie chwilowe. Jednak ta chwila trwała już dobre dziesięć lat, musieli akceptować to, że zawsze jest przy jej boku.
- Zostawiasz mnie z tą niewiedzą? Teraz nie wiem jak wytrzymam do później!- Nie miała nawet możliwości go przycisnąć, żeby podzielił się informacją, bo czas naglił i zaczynało się polowanie. No ale trudno, jakoś będzie musiała wytrzymać.
- Ja, pomocy? Nie sądzę.- Roześmiała się w głos. - Za to Ty się nie krępuj wołać, gdyby te lakierki utknęły gdzieś w błocie, powodzenia Thes!- Zdecydowanie wolałaby to właśnie z nim udać się na polowanie, ale rozumiała też zamysł rodziców związany z tą losowością. Nie wszyscy tutaj obecni mieli doświadczenie, ktoś też musiał pilnować tego, żeby nie zrobili sobie krzywdy. Wszak wręczyli im dosyć niebezpieczne narzędzia.

Geraldine podeszła do stoły, na którym znajdowała się broń. Rodzice skompletowali całkiem niezły zestaw. Zastanawiała się przez chwilę, czy wybrać kuszę, czy arbalet, sięgnęła jednak po to pierwsze, dodatkowo zabrała kołczan pełen bełtów, przyglądała się jeszcze chwile broni i postanowiła zabrać ze sobą dwa noże - mogą się przydać.

Kiedy Leander pojawił się w środku ruszyła w jego kierunku - Idziemy razem, mam nadzieję, że jesteś równie szczęśliwy, co ja, wybierz broń, tylko taką, żebyś nie zrobił sobie krzywdy.- Jak widać nie do końca wierzyła w jego umiejętności związane z łapaniem zwierzyny. Poczekała na brata, wystrzał sugerował, że czas zacząć. - Ruszajmy, chcę mieć to jak najszybciej za sobą.- Nie zamierzała ukrywać tego, że nie jest szczególnie zadowolona z tego, że to właśnie z nim idzie na polowanie.

Całkiem szybkim tempem ruszyła w stronę lasu, który znajdował się nieopodal ich rodzinnej posiadłości. Weszli w jego głębie. Gerry rozglądała się uważnie, w poszukiwaniu zwierzyny.

Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#48
23.11.2022, 18:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 21:03 przez Logan Borgin.)  
Z Trevorem na zewnątrz, później sam w środku.

Kiedy uścisk ręki pozostał bez odwzajemnienia, Logan w końcu wolno opuścił dłoń wzdłuż ciała. Teraz w jego oczach wyraźniej niż dotychczas malował się chłód, a pod nim było skryte coś więcej; podejrzliwość. Nie był pewien czy chodzi o brak szacunku ze strony przybysza, czy jakiś rodzaj obawy — ale na korzyść Trevora zdecydowanie nie przemawiały plotki, które Logan słyszał na jego temat ani opinia, jaką cieszył się wśród własnej rodziny. Ile w tym prawdy, oczywiście nie miał pojęcia, ale już w pierwszych sekundach zdążył wyrobić sobie niekorzystną opinię na temat krewniaka Theona.

Ale kiedy się odezwał, jakaś głęboko skrywana część Logana musiała przyznać, że podobał mu się ten rzeczowy ton odarty z wyszukanych komplementów. W innych okolicznościach — w świecie, w którym Loganowi choć odrobinę by na tym zależało — mogliby się pewnie dogadać na wielu płaszczyznach z tak konkretnym podejściem. Takie przynajmniej przez moment odniósł wrażenie; z tym wrażeniem zaś nie zrobił kompletnie nic.

— Świetnie — skwitował tonem wypłukanym z emocji. — Stajnie są na tyle, któryś skrzat pokaże ci drogę. Nad nimi są jakieś pokoje dla służby, może któryś jest wolny. Tam nikt nie powinien łazić — rzucił obojętnie, nie mając zielonego pojęcia co innego mogłaby chcieć Jennifer. Tylko taka opcja w jego mniemaniu brzmiała sensownie. Z resztą jak dla niego obcy mógł spać nawet w sypialni wujostwa; nie jego problem. Był prawdopodobnie, najgorszą niańką jaką można sobie wyobrazić. — Doskonałe wyczucie czasu, ale pospieszyłbym się na twoim miejscu. Za chwilę zaroi się tu od gości — dodał po pauzie, skinąwszy krótko głową w stronę stołów zawalonych amunicją. Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i odszedł z powrotem w kierunku głównych drzwi do posiadłości Yaxleyów.

W środku od razu przeszedł do stołów zastawionych jedzeniem, gdzie zjadł lekkie śniadanie, przyglądając się przy tym powoli wychodzącym na zewnątrz gościom. Został już niemal całkiem sam, kiedy wreszcie wziął kartkę ze swoim nazwiskiem.

— No kurwa mać — warknął, kiedy zobaczył swojego partnera.

Wątpił, żeby ciotka zrobiła to przypadkiem.



Przechodzimy do osobnego wątku z polowaniem.


some people are such treasures that you really
just wanna bury them
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#49
23.11.2022, 22:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 22:09 przez Eden Lestrange.)  
Mimo uszu puściła docinki Leandra à propos zjadania lokatorów; prawdę powiedziawszy słuchała go z równie wielkim zaangażowaniem, co bzyczenia muchy. Niby rejestrowała obecność szkodnika, niby ją irytował, ale do rozmowy mimo wszystko niczego wartościowego nie wnosił. Przeniosła spojrzenie na Lorettę, jakby chciała dać znać, że wystarczy jedno słowo, a nadzieje jej narzeczonego na wiszący nad ich głowami żyrandol, ale sama nie odezwała się więcej. Jedynie odprowadziła dwójkę spojrzeniem, chcąc dobrze zapamiętać, w którą stronę wybyli.
Tak w razie czego.
Wiedziała, że ostatnimi czasy los bardzo lubił sobie z niej pokpiwać. Może przyćmiło ją na chwilę, może już permanentnie zgłupiała, ale miała mimo wszystko nadzieję, że chociaż jedno publiczne przyjęcie minie jej bez zbędnych nieprzyjemności. Bal u Longbottomów nie do końca poszedł po jej myśli, więc może chociaż przyjęcie u Yaxleyów? Zwykle w okolicznych lasach wyzbywała się frustracji, a wszelki gniew ulatywał wraz z rozpędzonymi bełtami.
Niestety nie tym razem.
Wyciągnęła kartkę z nazwiskiem, rozwinęła ją powoli, a potem przeczytała treść kilkukrotnie, z każdym kolejnym razem licząc, że się zmieni. Nie zmieniła się. Eden poczuła niesamowitą potrzebę napicia się czystego spirytusu z gwinta, ale jedynie pokręciła głową i zamrugała intensywnie, próbując wybić sobie ten pomysł ze łba. Nigdy nie upadnie tak nisko, żeby pić przed południem, a już zwłaszcza nikt nigdy nie zobaczy jej pijącej alkohol prosto z butelki. Była kobietą z klasą i zasadami, których nie będzie puszczała w niepamięć przez żadnego faceta. Nieważne jak bardzo prymitywny był.
Dlatego chwyciła jedynie szklankę z wodą, żeby chociaż poudawać, że się znieczula. Podobno kłamstwo powtórzone tysiąckrotnie magicznie zamieniało się w prawdę; wiara góry przenosi i takie tam.
- Jak zapatrujesz się na zostanie jedynaczką? - zapytała, podchodząc jeszcze na chwilkę do Geraldine. Pojawiła się za jej plecami, rzuciła komentarz do ucha dziewczyny nie zatrzymując się, po czym mijając ją uniosła tylko brwi sugestywnie. Szła przez chwilę tyłem, by jeszcze na moment nawiązać kontakt wzrokowy z panną Yaxley, a następnie do góry podniosła szklankę wody, ustami bezgłośnie wypowiadając "Przemyśl to", jakby chciała wznieść toast i skusić Gerry do tej wspaniałej wizji świata, w którym męska linia Yaxleyów tragicznie wymiera. Eden wybitnie podobał się ten pomysł, ale z wcielaniem go musiała jeszcze chwilkę poczekać.
Odwróciła się wreszcie w kierunku wyjścia, oddała szkło plątającemu się pod nogami skrzatowi, po czym odnalazła spojrzeniem Theona, z którym przyszło jej odsiedzieć wyrok następnych trzech godzin z hakiem. Jak do tego doszło, że dobre dziewczyny muszą oglądać świat zza krat i to jeszcze w takim towarzystwie?
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia - zaczęła, zbliżając się do jubilata. - Zapłacę ci trzysta galeonów, jeśli nie odezwiesz się do mnie ani słowem przez całą wyprawę. Stówka za godzinę - to uczciwa stawka. Jako prezent urodzinowy dorzucę też do tego moje milczenie - zaproponowała, podpierając się pod boki z anielskim uśmiechem. Była gotowa się targować, naprawdę. Cokolwiek, żeby tylko niczego nie mówił. Liczyła, że się zgodzi - w międzyczasie zaczęła wybierać kuszę, szukając wzrokiem tej, której zwykle używała podczas odwiedzin.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#50
24.11.2022, 13:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2022, 13:05 przez Theon Travers.)  

Miał nadzieję, że los da mu nieco więcej czasu na przetrawienie otrzymanej wiadomości. Theon nieszczególnie przepadła za kobietą, której imię widniało na kartce. O ile wcześniej nawet cieszyło go całe te polowanie, tak teraz miał chęć się z tego wykręcić. Przy okazji mógłby nawiać z całej tej imprezy, która niekoniecznie trafiała w jego gusta. Zwłaszcza, że połączona została z zaręczynami, które boleśnie przypominały o tym, w jak niewielkim stopniu Yaxley mógł decydować o samym sobie. To wszystko całkiem skutecznie pozbawiało go niewielkiego zapasu dobrego humoru, który nadal znajdował się w jego posiadaniu.

Nie zdążył uzyskać odpowiedzi od ojca i Seraphiny. Nie zdążył też znaleźć Logana. Zamiast tego przyszło mu się cieszyć towarzystwem Eden. I cieszył się nim aż tak bardzo, że z tej radości o mało nie zaczął skakać pod sam sufit. Żałował, że nie zaopatrzył się dotąd w żaden alkohol. Gdyby się chociaż trochę znieczulił, łatwiej byłoby przetrwać ten koszmar.

- Nie masz dla mnie nic, co byłoby nie do odrzucenia. – Odpowiada. Nie skupia się przy tym na całej propozycji Eden. Wystarczy mu pierwsza część jej wypowiedzi. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że z takimi pijawkami jak przyjaciółka Gerry, nie wchodzi się w żadne układy.

Następnie pozwala sobie wyciągnąć rękę w kierunku Eden, odsuwając ją na bok. Skoro już podeszła, to nie będzie tej rozmowy prowadził przy ojcu. Gerard co prawda od dawna uważał, że kto się lubi ten się czubi i na ich relacje patrzył z przymrużeniem oka, ale człowiek nigdy nie wie, kiedy u boku łowcy pojawi się jego żona. Jennifer nie była już tak łaskawa...

- Bez obaw, nie będę zabawiał Ciebie niepotrzebną gadką, szkoda języka. – Zwraca się do kobiety, ledwo oddalają się na te dwa kroki od Gerarda i Seraphiny. – Bardziej bym się obawiał, że sama się nie powstrzymasz. – Dodaje pochylając się w stronę stołu, zgarniając z niego trochę jedzenia. Tyle, że Theonowe trochę, byłoby najpewniej w stanie wykarmić całą armię. I jeszcze by tego żarcia zostało na dokładkę dla kilku chętnych.

Kiedy pierwsze osoby wychodzą przed budynek, rusza w kierunku drzwi i nie bardzo ogląda się przy tym za Eden. Niech nadąża, jeśli tylko jest w stanie. Słuchając jednym uchem tego, co gada ojciec, przygląda się broni rozłożonej na stołach. Jego spojrzenie na dłużej zatrzymuje się na arbalecie. Broń wykorzystywana w głównej mierze podczas polowań, wydaje się być dobrym rozwiązaniem. I to właśnie na nie decyduje się Theon. Sprawdza czy dobrze leży w ręku, uprawnia się czy wszystko z arbaletem jest w porządku. Następnie dobiera amunicję, dwa noże myśliwskie,  bierze też resztę rzeczy, które na potrzeby polowania przygotowali rodzice. Nie zabiera mu to wiele czasu. Po kilku minutach może już ruszać w drogę. Reszta zależy od Eden.

- Tamta powinna być odpowiedniej wagi. – Wtrąca się, wskazując na nieco mniejszą, zgrabniejszą kusze. Dla niego byłaby już zbyt lekka, żeby korzystanie z niej miało na dłuższą metę sens. – I lepiej się z tym pośpiesz, Malfoy, nie zamierzam czekać.

Po tych ostatnich słowach ruszył w kierunku lasu. Do pokonania było kilka metrów, zanim wreszcie zniknął pomiędzy pierwszymi drzewami. Na ten moment na niczym jeszcze się nie skupiał. Dobrze zdawał sobie sprawę, że żeby natrafić na coś wartego uwagi, trzeba było wejść głębiej. Oddalić się od rodzinnej posiadłości. Jelenie i dziki nie zwykły kręcić się pod oknami Yaxley'ów.


Przechodzimy do osobnego tematu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1004), Bard Beedle (5087), Eden Lestrange (1814), Elaine Delacour (914), Geraldine Greengrass-Yaxley (2629), Logan Borgin (3191), Loretta Lestrange (2477), Seraphina Prewett (2007), Séraphine Anne Leroux (3323), Theon Travers (4220), Theseus Fletcher (1359), Trevor Yaxley (722)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa