• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[25.06.1972] Please don't burn the house down

[25.06.1972] Please don't burn the house down
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#1
08.01.2024, 14:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2024, 00:53 przez Ambrosia McKinnon.)  
Czasem, kiedy nie wiedziała co ze sobą zrobić, prześlizgiwała się na zaplecze Zamtuza i szukała matki. Chciałaby powiedzieć, że wcale nie potrzebowała rad od rodzicielki, ale ta, obdarzona należytymi dla Trelawneyów umiejętnościami, zwyczajnie widziała i wiedziała więcej. Stawiała też karty, a nawet jeśli Rosie mogła sobie przecież sama porozmawiać z własną talią, to ktoś nie tak dawno zarzucił jej stronniczość i czy była to prawda czy nie (absolutnie nie!) to czasem potrzebowała zdania kogoś, kto zwyczajnie przeczyta jej karty, a nie będzie się z nimi targował, co miała w zwyczaju.

Dlatego też z samego rana zamknęła za sobą przejście do burdelu, chowając je w ścianie zaklęciem i samej nie wiedząc, czy była zadowolona z wizyty u rodzicielki. Ta ni to ją zganiła, ni to pochwaliła, ostatecznie jednak, kiedy wydawało się że wszystko sobie powiedziały, spychając rozmowę na inne tematy. Na żale i plotki dnia codziennego, którymi dzieliły się nad całkiem dobrym śniadaniem i filiżanką herbaty. Ambrosia bardzo chciałaby powiedzieć, że była to herbata bardzo zwykła, ale skończyło się na tym, że kiedy wypiła ostatni łyk i spojrzała na dno, zobaczyła sylwetkę byka. Świetnie.

Przeszła przez wąski korytarz, który oddzielał smętny pokój duchów od pomieszczenia, które stanowiła Ataraxia. Jej kroki były szybkie i praktycznie przypominały pośpieszne dreptanie dzieciaka, kiedy wreszcie dopadła do drzwi pokoju i otworzyła je z rozmachem.
- HADES - zawołała, spodziewając się, że ten jeszcze smacznie śpi, bo przecież była całkiem wczesna pora. Podbiegła do kanapy na której się rozwalił i klęknęła za nią, opierając ramiona o oparcie leżanki patrząc na zaspanego brata z rozdrażnieniem, że nie jest już natychmiast w pełni przytomny. Dała mu łaskawe trzy sekundy, zanim odchrząknęła. - Byłam u mamy i pyta jak tam z tobą. Powiedziałam jej, że nijak w sumie i jeszcze żyjesz i zaśmierdzasz mi kanapę. Mógłbyś z nią porozmawiać, wiesz? Bo ja nie mam na to czasu. - oznajmiła, jakby nieco niezadowolona z tego, że musiała robić za pośredniczkę, ale prawda była taka że pewnie nie ważne kiedy jej brat by się do Felicity odezwał, to ta i tak pragnęłaby tylko więcej i więcej kontaktu z synem, którego niedawno uważała za straconego. - A teraz słuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzać. Nie będzie mnie przez jakiś czas. Niedługo wyjeżdżam i nie chcę. Powtarzam, nie chcę!!! - cholera, miała się nie powtarzać. - Żeby tu był absolutny burdel jak już wrócę. Nie po to mamy jeden za ścianą, żeby powielać tego typu energię i tutaj, rozumiemy się?


she was a gentle
sort of horror
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#2
08.01.2024, 21:26  ✶  
Kuuurwaaa! Dokładnie, piękne i siarczyste kurwa! I na dodatek nie wydobyło się z mojej niezadowolonej, zaspanej mordy, bo wpierw kląłem sobie w myślach, zbierałem fakty, powiązania w tej swojej mądrej główce, też w międzyczasie uspokajałem się, że to nie poprawka z czasów dzieciństwa, gdzie to mój doskonały, przeuroczy Senior Padre Aurelius wysłał mnie na zesłanie do Durmstrangu, a tam poranki były gwałtowne, wstrętne, bezduszne. HADES! Tak, też tak na mnie wołano. Albo MCKINNON! Też z taką potęgą, aczkolwiek bardziej męskim głosem, a nie dziecinnie-smarkato-damskim.
- Kurwa! - poprawiłem się już głośno, bo się jednak nie odchrzaniła ta pszczoła paskudna. Która to była godzina? Nieprzepisowa na pewno. - Masz ty swoje życie czy cię po prostu posrało, Ambrosia?! - zapytałem ją, bo oczywiście jak na młodszą siostrę przystało, to musiała być wielce porządnicka i truć mi dupę, żebym się ogarnął, kiedy byłem ogarnięty po stokroć bardziej niż ona. Po prostu na inny sposób, którego nie rozumiała.
Przetarłem oczy i zamrugałem kilka razy, ale to była tylko chwila mojej niewinności, bo zaraz spojrzałem na nią jak na wariatkę. Gdyby ktoś mnie pytał, to tak, Ambrosia McKinnon była wariatką, trzepniętą młodszą siostrą, którą właśnie zesłało na mnie oboje rodziców. Ileż ja im zawdzięczałem... Pal licho!
- Nie będę jej odwiedzał. Daj mi spokój. Patrzy na mnie, jakby zobaczyła ducha, i się tak we mnie wpatruje i patrzy, że mnie to totalnie krępuje, poza tym mam ważniejsze sprawy na głowie - stwierdziłem, właśnie rozważając, czy zapalić papierosa przed śniadaniem, czy może jednak po śniadaniu, czy lepiej przed i po śniadaniu, żeby się zanadto nie ograniczać. I fajnie, bo w końcu nadeszły dobre informacje, że ta zrzęda wyjeżdżała! Święto!
- Przez jakiś czas to ile...? - zapytałem ją, bo tylko to do mnie właściwie dotarło. Nie wiem, co mogło jej chodzić po głowie, że burdel... - Wiesz, co wczoraj wysrałem, siska? Byka. Albo barana...? Cóż, co to może znaczyć??? - dodałem tak dla sportu, w ramach braterskiej złośliwości. Ceniłem sobie te jej czary-mary, przewidywanie przyszłości i te błyskotliwe rady, bo nie raz przygotowały mnie psychicznie na najgorsze, ale jednak teraz prosiła się o wszystko co najgorsze. Ja to jej zrobię burdel... Taki burdel, jakiego to nie widziało jej serce drogie.
Wstałem z kanapy, ciskając kołdrę na stolik. Tuż obok szklanki po wodzie. Jaki idealny porządek. Wszystko miało swoje miejsce! I wzruszyłem sobie ramionami. Czasami za bardzo przypominała mi Felicity. Trelawneyki z krwi i kości. I duszy też.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#3
08.01.2024, 22:50  ✶  
A to gnój.
Zmierzyła go zniesmaczonym spojrzeniem, kiedy to postanowił się drzeć, jakby jutra nie było. Nic tylko spał i się zaśmierdywał na tej kanapie, a ona tutaj z sercem do niego, grzecznie zagaduje i zawraca mu głowę z czystej sympatii. Niewdzięcznik jeden.
- Kto rano wstaje, temu Matka daje, a tobie by się akurat przydało - sarknęła. Na przykład mieszkanie by mu się przydało, żeby go żona reszcie w łaski z powrotem przyjęła, a nie kazała mu spać na kanapie w salonie młodszej siostry. Do tego to w ogóle doszło na tym świecie, żeby musiała go niańczyć.
Spojrzała na niego, marszcząc przy tym groźnie brwi, bo najwyraźniej miał ją za kompletnie pomyloną. Może i w pewnym stopniu była, ale takiego, że sobie mógł na takie spojrzenia pozwalać.
- Nie chcę ci przypominać, nie śmiałabym zwyczajnie, ale chyba muszę, że BYŁEŚ MARTWY, idioto. - może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale dosłownie zapadł się pod ziemię. Przepadł i ani nie powiedział do widzenia, ani żeby się wszyscy od niego odpierdolili. Nawet jej było na początku smutno, ale potem próbowała go wywołać i ją wtedy szlag trafił, bo nie była aż takim beztalenciem, żeby brata nie wyciągnąć z zaświatów.
- Tyle ile mi wyjdzie - odpowiedziała nieprzyjemnie, patrząc na niego jakby się z kimś na rozumy pozamieniał. - No proszę, nie wiedziałem że postanowiłeś prowadzić katalog swoich wyczynów na klopie. Powiedz, robisz zdjęcia, czy możesz rysujesz, żeby sobie zapamiętać kształty i lepiej mój śledzić swoje poczynania z dnia na dzień? - zapytała z przekąsem, przez moment jeszcze patrząc na niego z dołu, zanim wreszcie podniosła się zza kanapy. Poklepała dłonią poduszkę, na której jeszcze przed chwilą się wylegiwał, zanim złapała ją w obie ręce i ciepnęła ją w niego. - To znaczy, że jesteś tępym klocem, szczególnie ten baran. Powtórz co powiedziałam, że ma tutaj nie być wrócę, żebym wiedziała że zrozumiałeś, albo pożałujesz!!


she was a gentle
sort of horror
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#4
10.01.2024, 22:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2024, 22:08 przez Hades McKinnon.)  
Ja mogłem od zawsze i na zawsze pozwalać na takie spojrzenia, bo byłem jej jebanym, starszym bratem. Należało mi się, tak jak należało mi się szkodliwe, jakieś dopłaty od rodziców dla zdrowia mojej psychiki, za przebywanie z nią dłużej niż trzy sekundy.
Machnąłem sobie ręką. Dwie wróżki się zebrały, co nie potrafiły ogarnąć, że po prostu wyjechałem, a nie zdechłem... Hehe. Za sprawą pewnego małego zagłuszacza zapewne, o ile takie rzeczy istniały. Cóż, oficjalnie mogłem jebnąć takiego bąka, że smrodem przysłonił wszelkie wizje obu McKinnonek. W dupie to miałem zresztą, ale miło by było, gdyby wspomniała, że próbowała mnie wywołać siska, jednak za mną tęskniła i te sprawy. Chciała porozmawiać z bratem od serca... czy też od duszy może, aby szkoda, że nie próbowała zastosować spokoju przy rozmowach ze mną, kiedy KURWA żyłem.
I serio? Rzucanie we mnie poduszką? To była ta jej dojrzałość, dorosłość czy też porządek w domu? Nawet tej poduszki nie podnosiłem. Niech se leży, gdzie leży. Póki Rosie jej nie podniesie, hihi. Wiedziałem, że w końcu pęknie z tym pierwsza, bo ja nie zamierzałem, choćbym miał spać na twardym podłokietniku kanapy swoją mądrą główką.
- Tyle ile ci wyjdzie - przedrzeźniłem ją, odpalając papierosa i ruszając do kuchni. - Co jadłaś na śniadanie...?! Poza tym to warto byłoby mnie uprzedzić, na ile czasu mam wolną chatę, bo wiesz... Nie wiem, jak bardzo intensywnie się starać zrobić tu burdel. Gdybym spiął pośladki, to może doba wystarczy, ale się trochę rozleniwiłem, żyjąc na garnuszku siostry, więęęc... Potrzebuję więcej. Dób. Dni. Okresu ze swojego życia. Rozumiesz, nie? - rozwinąłem się nieco, zastanawiając się, czy puściła już buraka złości, czy jeszcze nie, ale jeszcze się nie odwracałem, żeby nie jebnąć śmiechem. Była taka zabawna. Swoją drogą, ciekawe, czy byli ludzie, którzy posiadali kolekcje zdjęć kupy. Może ci z mugolskich laboratoriów...? Tak jak antropolodzy mieli schizę na punkcie kości, a Ambrosia na punkcie dziwności.
- Żałuję tylko tego, że nie było mnie przez dwie ostatnie gwiazdki, ale chętnie przytulę tamte prezenty w tym roku... Możesz powiedzieć Matce i Ojcu, że jestem biedny brat, co nie dostawał od nikogo prezentów przez ten czas, to będzie dziewięć prezentów od najbliższej rodziny. Piękna sprawa, prawda, S O W O - stwierdziłem, pierdoląc od rzeczy, ale w końcu się odwróciłem do niej i uśmiechnąłem niewinnie. Jak najbardziej nawiązywałem z tą sową do jej własnych słów, że nie będzie latała do Matki i jej wszystkich informacji o mnie zanosiła... Ta, jak znałem życie, to pierwsze co pobiegła zrobić. Ojciec też już pewnie wiedział, jaki to byłem okropny człowiek. Zresztą, on się do mnie nie odzywał, bo jebnąłem pracę w Departamencie Tajemnic, bo wyjechałem bez słowa i bo wróciwszy, będę bawić się w szeregowego BUMowca. Kompletnie tego nie rozumiał, ale nie był w tym osamotniony. Też siebie nie rozumiałem, ale było mi z tym dobrze. - Mamy świeże mleko?
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#5
11.01.2024, 00:04  ✶  
Patrzyła do niego bezkreśnie oburzona, marszcząc przy tym brwi, co zwyczajnie wyglądało trochę śmiesznie, biorąc pod uwagę fakt, jak różnego byli wzrostu. Jakimś dziwacznym cudem, trzech najważniejszych mężczyzn w jej życiu (sory tato) czyli Axel, Hades i Otto, było cholernymi gigantami, na których zawsze patrzyła z dołu i bardzo, ale to bardzo starała się mimo wszystko robić to niezmiernie władczo. Czasem jej to wychodziło, ale z Hadesem był ten problem, że płynąca w ich żyłach wspólna krew, jakoś rozrzedzała ten cały efekt, który próbowała uzyskać. Niemal zawsze byli więc zamknięci w tańcu starszego brata i młodszej siostry. Dużego chłopca i małej dziewczynki.

Nigdy by się przed nim nie przyznała, że zależało jej na tyle, żeby poświęcić czas na cały ten cyrk z wywoływaniem go. Powinno mu wystarczyć, że kiedy już trzasnęła mu w pierwszym odruchu drzwiami przed nosem, jak zobaczyła po powrocie, to po tym jak krzyknęła sobie od serca ze złością, na całe gardło i tak że pewnie ją słyszał po drugiej stronie i sąsiedzi też, zaraz otworzyła te drzwi i rzuciła mu się na szyję, wyzywając go przy okazji.

Oj ona sobie tę poduszkę zostawi na później, on jeszcze zobaczy. Niech sobie śpi na tym podłokietniku, na zdrowie jemu i jego starym plecom, bo lata to mu leciały mimo wszystko, taki młody to już nie był. Ona ją sobie potem weźmie i go udusi nią zwyczajnie i będzie już po problemie. Albo nie, nie będzie, stwierdziła z niesmakiem, bo baran i tak wstanie z martwych.

- Tyle, ile mi wyjdzie - przedrzeźniła jego przedrzeźnianie, łapiąc się przy tym pod boki i tupiąc przy tym nogami, dokładnie tak samo jak kiedy byli mali i kłócili się o bzdury najważniejsze pod słońcem rzeczy, tak jak teraz. - A co cię to interesuje? Nagle się tak martwisz o moją dietę? - sarknęła, idąc za nim zaraz, ale on chyba i tak wiedział, że nie zostawi go samego, bo nawet się nie obrócił w drodze do kuchni. - WCALE! Właśnie o to chodzi, że wcale. Czy ty rozumiesz co ja do ciebie mówię? - zgrzytnęła zębami, oczywiście czerwieniąc się na buzi.
- A co z moimi prezentami, co? Z tego co liczę, to też mi się liczą za ostatnie gwiazdki, ty nie bądź taki sprytny, bo się jeszcze zmęczysz!! - wlazła za nim do tej kuchni, niczym cień, zrzędząc mu przy tym nad uchem. - Sam im to powiedz, jak jesteś taki hop do przodu! - oznajmiła mu jeszcze, wciąż się piekląc, więc kiedy tylko się wreszcie do niej obrócił, mógł ujrzeć rozlewającą się po całej twarzy czerwień.
- Nawet jak było, to już dawno pewnie skisło od samej twojej obecności - rzuciła, ale jednocześnie sięgnęła do drzwi lodówki i wyciągnęła z niego karton, stawiając go na blacie, zanim znowu stanęła przed bratem. - Powiedziałam, żebyś coś powtórzył, słyszałeś? Liczę do trzech - ale nie miała zamiaru dać mu szansy. - Raz, dwa, TRZY! - rzuciła najszybciej jak się dało i wsadziła mu palucha w dziurkę od nosa.


she was a gentle
sort of horror
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#6
19.01.2024, 00:11  ✶  
Stary... Ja stary! Suka miała szczęście, że nie czytałem w myślach, bo dopiero dałbym jej popalić. Jak tak dalej pójdzie, to jej będzie strzelało w kręgosłupie, a nie jej cudownemu, wspaniałomyślnemu i przede wszystkim żywemu braciszkowi, więc... Może nawet chciałem to zobaczyć? Ambrosia była karłem, więc gdyby jeszcze podpierała się na lasce, to już w ogóle wyglądałaby przekomicznie.
I kurwa! Zrobiłem wymowną minę, bo nie przemyślałem tego tematu prezentów dobrze, kiedy zaczęłam rzucać pomysłami, żeby mi tu moi drodzy bliscy nadrobili stracone święta. Może jednak lepiej było to przemilczeć, więc skoro dopiero to Ambroska słyszała, to może zapomni, a ja będę udawał niewinnego, że ja wcale nic takiego nie mówiłem, gdyby jednak okazało się, że piętnaście minut później matka wyśle mi sową prezent pod choinkę i to, kurwa, w czerwcu!
Wydąłem usta i wzruszyłem ramionami, zaglądając do tych szafek, ale niczego ciekawego tam nie było. Spiżarnia... Dobre sobie. Dobrze, że chociaż to mleko miała, bo przyschnąć i umrzeć w ogóle można było w tym miejscu. Miałem już nawet złapać za karton i się z niego napić, ale PRZEGIĘŁA.
Cofnąłem się gwałtownie z tym nosem, bo to za chuja nie było przyjemne, kiedy ktoś ci wkładał cokolwiek w którąkolwiek dziurkę. Może kiedyś bym nie narzekał, ale teraz sprawa była jasna. Kategoryczne nie ruchaniu moich dziurek, a to jeszcze było niepożądane wtargnięcie, więc - krótko mówiąc - gwałt. Zaraz tu wezwę specjalne służby i ją zamkną...
Ale wpierw to jednak musiałem się uspokoić, bo kiedy tak głowę gwałtownie cofnąłem, to przypierdoliłem w wiszącą za mną szafkę, więc zakląłem siarczyście, nawet nie fatygując się, żeby potrzeć tył głowy, rozmasować, sprawdzić, czy jeszcze jest może cała, czy już w dwóch częściach. O nie! Moje ręce wystrzeliły do przodu by dorwać Rosie nim ucieknie i jej przede wszystkim nie darować za tak szczeniackie zachowania z rana. Z RANA! Było jebane rano, a ja nawet nie zdążyłem napić się mleka, papieros to... chyba gdzieś spadł z wrażenia na podłogę. Katastrofa! Złapałem ją w pasie, jakby była szmacianą lalką, a jak dla mnie to nawet i mogła nią być, bo wcale jakoś szczególnie nie ważyła i też nie wyglądała jak na człowieka, po czym wziąłem i ją rzuciłem na stół. Trochę może jednak położyłem, ale trochę też rzuciłem by poczuła nieco smak bólu i jeszcze bardziej ten porażki.
Pokręciłem głową ostrzegawczo, by nie próbowała się podrywać do kolejnego ataku. Srogo ostrzegałem spojrzeniem.
- Nie spinaj się tak, dziewucho. Nie zamierzam tu robić żadnego burdelu. Jakby cię te twoje śmieszne wróżby nie oświeciły, to ja cię oświecę, że dalej jestem wierny Persephonce, więc robienie burdelu z twojego, pożal się Matko, jakże luksusowego mieszkania nie leży na liście moich pragnień. Daj żyć... Szczególnie, że mnie wybudziłaś z cudownego snu, r a n o i JESTEM KURWA GŁODNY - odparłem, te ostatnie słowa to właściwie warcząc przez zęby, bo jednak człowiek bywał rozdrażniony jak go coś tak gwałtownie budziło, szczególnie kiedy sobie smacznie spał, niczego złego dzień wcześniej nie przewidywał na kolejny poranek, a jeszcze liczył sobie spokojnie we śnie puchate owce, pewnie obracał w ramionach swoją żonę, której nie obracał od wieków, i może jadł jedzenie do jedzenia. Aż mi zaburczało w brzuchu... Meh.
Schyliłem się, żeby podnieść tego papierosa, bo faktycznie upadł na podłogę. Wziąłem nieco przetarłem i zaciągnąłem się wielce umęczony.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#7
19.01.2024, 01:11  ✶  
- Fuj - podsumowała wymownie, tak jakby ktoś ją zmusił przed chwilą, jakaś siła nieczysta może, do zapakowania mu palca w nos. Skrzywiła się przy tym, patrząc na swoją dłoń, jakby z lekkim obrzydzeniem zdając sobie sprawę, co właściwie właśnie popełniła, a potem już w ogóle wykrzywiła buzię w wymownym geście, jakby zaraz miała tutaj rzygnąć. - Przysięgam, jakbym włożyła palec w jakiś rozrośnięty krzak. Powinieneś sobie tam przyciąć te chaszcze, bo naprawdę, to woła o pomstę do MaAAAAAAAAA - urwała, a słowa przerodziły się w dziki, pełen oburzenia wrzask, kiedy brat porwał ją z ziemi i miotnął na stół. Pewnie gdyby byli w rodzinnym domu, już dawno darłaby się na całe gardło Mamo, Hades znowu mnie bije. Ale zamiast tego zakończyła swoją upiorną kakofonię, która miała nadzieję, że wżarła mu się boleśnie do tego zaspanego mózgu.

Uniosła podbródek, patrząc na niego bojowo, jednocześnie splatając ręce przed sobą, niczym obrażone dziecko, które właśnie tylko trochę i tylko na chwilę przyznawało się do porażki i było z tego powodu absurdalnie wręcz niezadowolone.
- I bardzo dobrze, bo jakbyś nie był, to byśmy się pogniewali - syknęła na niego, bo niewierność Persephonie to była kwestia zupełnie niewyobrażalna i w ogóle nie należało nawet o niej wspominać, taka bzdurna była. - Ale moje mieszkanie to ty może szanuj chociaż trochę, co? - sarknęła jeszcze, łypiąc na niego z niesmakiem i zaraz po tym jak sobie zamajtała w powietrzu nogami, zsunęła się ze stołu.

- Odsuń się i mnie kurwa nie denerwuj. SIADAJ - wskazała mu palcem krzesło przy stole i postawiła też na nim mleko, zaraz sięgając do szafek, które to je przed chwilą bezczelnie obtłukł tym swoim durnym łbem, kiedy się tak miotał zupełnie nie wiedzieć czemu. Machnęła różdżką, włączając czajnik, wyciągając talerz z szafki i rzeczy z lodówki. I zaraz przed Hadesem stał talerz z kanapkami.
- Tydzień. Może dwa - oznajmiła nagle, jak gdyby nigdy nic, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie pod tytułem; ile to miało jej nie być, kiedy już sobie pojedzie. Wciąż miała na twarzy lekko zniesmaczony wyraz, jednak mówiła już o wiele spokojniej, jakby od niechcenia idąc na pewien kompromis. Zalała też zaraz kawę w kubkach i podsunęła mu jeden pod nos, swój zalewając ogromną ilością mleka i zasypując również mnóstwem cukru.


she was a gentle
sort of horror
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#8
20.01.2024, 00:17  ✶  
No kurwa nie wierzyłem. Czyżby ta mała żmija odpuściła sobie zapasy z braciszkiem? Łohohoho. Święto! I chwała, bo nie miałem ochoty robić jej krzywdy, a potem lecieć z nią do Munga by ją poskładali. Pełen chilloucik, może wizyta u Persephonki...? Musiałem czym prędzej znaleźć nam jakieś znośne lokum, bo nie mogłem tak w nieskończoność przebywać z dala od niej.
A właśnie, jeśli chodziło o relacje z Persephonką, to...
- Czy ty przypadkiem nie powinnaś trzymać mojej strony, S I O S T R O!? - zapytałem, bo tak na to patrząc, na ten układ sił, to mi się nie podobało, że tu jakiś się zawiązał pakt jajników przeciwko mojej osobie, gdzie pewnie jeszcze Rosie lekką ręką namówiłaby Felicity, w sensie rodzicielką naszą, do poparcia każdego jej pomysłu, więc przy tym również Persephony. Może jednak nie powinienem być za bardzo miękki przy tych babach, bo mi na głowę wchodziły. Aż zanadto, a zapewne miało być jeszcze gorzej.
- To ty mnie nie denerwuj. Kto komu darł mordę nad uchem z samego rana, kiedy to jeszcze spał?! - zapytałem, bo też nie wiedziałem, co to było za rozkazywanie tutaj. Byłem oburzony, pełen rozkmin o tym wchodzeniu mi na głowę, ale mimo wszystko usiadłem, ale tylko dlatego że chciałem, a nie potemu, że mi kazała. Tak. Poza tym chyba w kościach czułem, że zaraz dostanę jedzonko, więc zapomniałem od razu o całym złu tego świata, kiedy zobaczyłem kanapeczki na stole. TO JA ROZUMIAŁEM JAK DIABLI.
Oczy mi zalśniły, a na ustach pojawił się przeogromny uśmiech. To się nazywało NIEBO, kiedy jedzenie samo się robiło, przywołane myślami i człowiek nie musiał przysychać już głodem. Czym prędzej zgasiłem fajka o popielniczkę i zabrałem się za kanapkę. Wziąłem ją w dłonie niczym bóstwo największe i powąchałem czule.
- Jedzonko - stwierdziłem oniemiały i wgryzłem się w kanapkę, mrucząc coś pod nosem o tych przepięknych chmurkach czy tam owieczkach, co to je liczyłem we śnie. To było zdecydowanie jak te owieczko-chmurki. I mleko, i kawa. Aż przeszedł mnie dreszczyk, kiedy do mojego nosa dotarł zapach tej bezczelnie mocnej, czarnej kawy. Zapewne bym się na nią rzucił jak głupi, ale ja nie byłem głupi. Wiedziałem, że była gorąca.
- Nie zamierzam pucować ci okien, ale mieszkanie we względnym ładzie zachowam. Nie możesz na mnie narzekać, bo wcale najgorszym na świecie bałaganiarzem nie jestem... Pamiętaj, że wyrosłem na durmstrandzkiej dyscyplinie - odparłem, nieco zarozumiale, nieco sarkastycznie, ale chcąc ją uspokoić. Ale pewnie nieco, bo faktycznie bałagan mógł być, ale to bardziej w sytuacji, gdybym znowu ślęczał nad książkami do swojej książki, a tego na razie nie zamierzałem sobie robić w najbliższym czasie. Jak już, to najwyżej napiszę poradnik jak obchodzić się ze starszym bratem, ale to oprę na własnych, bolesnych doświadczeniach.
- Gdzie ty w ogóle jedziesz?! Mama ci pozwoliła? - zapytałem, bo w sumie to powinienem raczej w pierwszej kolejności o to zapytać, ale nie zapytałem. Teraz pytałem z mordą w połowie wypełnioną kanapką. Zaraz też pokręciłem głową w totalnym niezrozumieniu. - I nie za dużo tego cukru...? Co ty robisz najlepszego!? Kawa jest najlepsza gorzka, inaczej traci sens bycia.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#9
03.02.2024, 03:31  ✶  
Rosie posłała Hadesowi jeszcze jedno, bardzo gniewne spojrzenie. Czasem zdarzało jej się mierzyć jednak siły na zamiary, a w tym momencie zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli jeszcze raz ją tak na stole posadzi, to jej kościsty tyłek nie będzie bolał tylko do końca aktualnego dnia, a przez dwa następne. Zwyczajnie za bardzo ceniła sobie komfort siedzenia, by sobie tak łatwo go odmawiać. A przynajmniej tak sobie tłumaczyła to chwilowe zawieszenie broni.

- Trzymam? - zmarszczyła brwi jeszcze groźniej, wyciągając ręce ku górze. - Ślepy jesteś? Bardziej już chyba nie mogę, biorąc pod uwagę gdzie aktualnie mieszkasz??? - zapytała butnie, obracając się dookoła swojej osi i chcąc w ten sposób objąć gestem całą kuchnię, w której właśnie sobie zasiadali. Jej skromnym zdaniem robiła w tym momencie aż nadto i jeszcze więcej, żeby mu łaskawie udowodnić, że kiedy było trzeba to akurat stała po jego stronie. Ani go stąd nie wyganiała, ani zgryźliwie nie podkładała mu pod nos gazety z działem nieruchomości, chociaż w sumie mogłaby, bo ile można.

- Nie mam najmniejszego pojęcia o czym ty teraz bredzisz, musiało ci się coś ewidentnie przyśnić - odparła, spoglądając na niego tak, jakby faktycznie właśnie to jemu się któraś klepka odkleiła i wszystko to wcześniej to był tylko i wyłącznie zły sen. Wątpiła jednak, by dał się na to tak łatwo nabrać, a szkoda właśnie, bo by się jej przydało teraz, żeby był typem osoby co frenetycznie powtarza 'to tylko sen' w kontekście swojego życia.

- Nie musisz - cmoknęła, ale nieco karcąco, ale w gruncie była zadowolona z jego odpowiedzi. - Jakby je wypucować, to wtedy nie będą wpisywać się w ogólny klimat Nokturnu. Tu przecież wszędzie brud i smród, a jeszcze by mi ktoś z łatwością do środka zajrzał, tak być nie może. - zaśmiała się nawet. - Aha, dumstrandzka dyscyplina, dobre sobie. Uważaj, bo jeszcze za którymś razem ci w to uwierzę. Jedyne czego cię tam nauczyli to jak zniknąć z powierzchni ziemi, nie mówić o tym nikomu, a potem pojawić się któregoś dnia jakby nigdy nic - poprawiła sukienkę, przesuwając się na krześle tak, żeby móc usiąść na jednej nodze, a potem zamieszała swoją kawę, z wyraźny zadowoleniem. Od kiedy pokazała Lorraine co pija, ta zaczęła nazywać to 'Specjałem Rosie' i teraz za każdym razem kiedy ją sobie robiła, mimowolnie myślała o tym w ten sposób.
- Do Francji - odpowiedziała jak gdyby nigdy nic, ale nie patrząc na niego w ogóle, robiąc łyżeczką jeszcze jeden obieg, a potem delikatnie zdejmując z niej ostatnią kroplę napoju o rancik szklanki. - A mama wcale nie musi wiedzieć. A pewnie i tak już wie, z tym swoim trzecim okiem. - nachmurzyła się nieco, upijając parę łyków. - Wypraszam to sobie, chcesz sobie pić gorzką lurę, która wykrzywia ci twarz, proszę bardzo, ale od mojej kawy ty się odczep - fuknęła, odstawiając szklankę na stół, ale jakby nieco bliżej siebie i wciąż obejmując ją dłońmi. Uważała to za całkiem zabawne, jak bardzo lubiła słodycze. Jakby odzywała się w niej jakaś stara krew, jeszcze tych krewnych, którzy parali się cukiernictwem, zanim wszyscy uświadomili sobie, że ładowali w swoje łakocie amortencję.


she was a gentle
sort of horror
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#10
05.02.2024, 00:05  ✶  
- Musisz przyznać, siostrzyczko, że to zniknięcie to wyszło mi wręcz Oscarowo - roześmiałem się, wzruszając ramionami. Niby luz-blues-chill, ale na dobrą sprawę, to męczyłem się paskudnie z dala od Persephonki, więc się cieszyłem, że tych kilka spraw, które mi tak stały kością, jednak się przesunęło pomyślnie i je wydaliłem daleko od siebie. - Powiem tak, trzeba mieć kontakty w samym piekle, żeby być tak piekielnie boskim jak ja - stwierdziłem zadowolony z tego mitologicznego nawiązania. Swoją drogą, rodzice z pewnością bardziej mnie kochali jako pierworodnego, skoro dali mi imię po zacnym starożytnym bogu podziemi, a Rosie dali imię... Hmm... Może jakiejś kanapy z przyszłości. KANAPA AMBROSIA. Tanio, miękko i przyjemnie.
- Trochę jak ten Filip z Konopi Żal przemawia przez twoją dupę, że twój brat potrafi, a ty byś nie potrafiła - stwierdziłem sobie jakże dumnie, jak ten paw się puszyłem, prostowałem, kanapkę dalej jadłem. Omnomnom. Zapewne mi zaraz stanie w gardle, kiedy tylko siostrzyczka mi jej pożałuje, ale wtedy wykrztuszę i połknę ponownie. Niech się lepiej zastanowi, czy chciałaby podobne obrazy oglądać w swojej jadalni. Bądź co bądź będzie jadała w tym miejscu... cóż, do swojej usranej, staropanieńskiej śmierci. Może dołączy do niej jakiś kot, a może nikt... Za wyjątkiem braciszka, kiedy to jego droga małżonka wyrzuci go z domu, bo coś. Czasami popełniałem błędy, wpadałem na jakieś głupio-mądre pomysły, ale najważniejsze, że ostatecznie byliśmy sobie przeznaczeni oraz uwielbiała się ze mną jebać, Persephonka w sensie, więc mi wszystko ostatecznie uchodziło mniejszym lub większym płazem, a kobieta nie mogła się mnie pozbyć. Po prostu byłem jak ten karaluch.
- Phi! A co tam jest w tej Francji? Żabojady? - zapytałem, kręcąc głową. Ostatnimi czasy, co bym tylko głowy nie okręcił, to ktoś popierdalał do Francji, a to do Paryża, a to jakaś jebana Marsylia. Co te ludzie? Jak gdyby tu, w naszej urokliwej rodzimej Anglii, nie było wystarczająco miejsc do zwiedzania. A obok taka cudowna, surowo-zielona Szkocja... I ta dziwniejsza Irlandia, ale też była. Ewentualnie Islandia, ale to było jednak trochę dalej i raczej ciężko byłoby na nią drogę przebrnąć wpław, ale mogłem takiej Rosie sprzedać ogromnego kopa, że by tam sobie pofrunęła wesoło.
- Chwila, moment! Rosie, pij sobie, co chcesz, nawet takie wstrętne gówno, ale mi się spowiadaj tu, natychmiast, z kim tam zamierzasz podróżować do tej Francji??? - zapytałem, jednak przerywając konsumpcję, bo były rzeczy ważne i ważniejsze. Podniosłem nawet spojrzenie na Ambrosię i się w nią wpatrywałem, jak gdybym zamierzał jej właśnie przebić wzrokiem łeb na wskroś. Nie obiecałem, ale kto wie... Czasami już byłoby lepiej kogoś zabić niż pozwolić by popełniał jakieś głupie błędy. Wciąż i wciąż. Szalone miałem pomysły, kanapki były smaczne, ale Ambroska to na pewno nie buja się już w towarzystwie tego paskudnika. Na pewno nie... Niepotrzebnie panikowałem, no nie?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (5654), Hades McKinnon (6036), Stanley Andrew Borgin (3086)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa