• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[28 października 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców, Theon & Leviathan

[28 października 1971] Pierwsze ataki śmierciożerców, Theon & Leviathan
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#1
12.12.2023, 07:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2024, 16:27 przez Theon Travers.)  

28 października 1971, Lake District National Park
Theon & Leviathan


Z plotkami już tak bywa, że niektóre z nich roznoszą się lotem błyskawicy. Informacja przekazana pierwszym osobom, dociera do kolejnych uszu, a każda jej następna wersja wzbogacona zostaje o nowe elementy - zarówno te mniej jak i bardziej prawdopodobne. Możliwe, że tym razem nie wyglądało to inaczej.

O rezerwacie, który miał powstać na terenie Lake District National Park, mówiono od kilku tygodni. Był to projekt zapoczątkowany przez grupę czarodziejów o pochodzeniu mugolskim. Grupę szlam. Początkowo niewielkie przedsięwzięcie, które - o ile wierzyć temu, co na ten temat mówiono - z biegiem czasu miało się rozwinąć na tyle, aby stanowić konkurencje dla działalności jaką prowadziła rodzina Rowle.

Tak jakby faktycznie w zasięgu mugolaków znajdywało się konkurowanie z czymś, co czystokrwista, doświadczona w tym temacie rodzina, rozwijała od pokoleń.

To jak wyglądała prawda, dla Theona nie miało żadnego znaczenia. Miesiące jakie spędził wśród ludzi popierających sprawę, wiernych Czarnemu Panu, nauczyły go, że tutaj nie było miejsce na dyskusje. Skoro decyzja została podjęta, a zadanie zlecone - należało się tym zająć. Chwila zawahania, chwila zwłoki... to mogło zbyt wiele kosztować. Potencjalnych konsekwencji niesubordynacji nie chciałby odczuć na swojej skórze.

Dlatego też w umówionym dniu, o wyznaczonej porze, zjawił się w odpowiednim miejscu. Ubrany w charakterystyczne szaty, nie mając jeszcze twarzy skrytej za maską, czekał na swojego towarzysza, trzymając w dłoni częściowo już wypalonego papierosa. Odpowiadało mu to, że swojej tożsamości ukrywać przed nim nie musiał. Znał Draconisa od wielu lat. Nie wyobrażał sobie, żeby miał tę wiedze wykorzystać kiedyś przeciwko niemu.

Przecież stali po tej samej stronie barykady.

Kiedy usłyszał zbliżające się kroki, rzucił papierosa na ziemię, dogasił przydeptując butem. Niby mógłby zainteresować się wytworami magicznymi, których gasić nie było trzeba, ale jakoś niekoniecznie go to interesowało. Odwrócił się w stronę towarzysza.

- Masz potrzebne informacje? - zamiast dzień dobry, cześć, czołem, innego gówna, zadał pytanie dotyczące sprawy, którą mieli się zająć. Jako osoby pracujące w Ministerstwie, mogli wyciągnąć pewne plany dotyczące powstającego rezerwatu. Przydatne, skoro chcieli się w to miejsce udać. Na własne oczy zobaczyć jak wszystko powstaje. Dokonać inspekcji. Theon mógłby się zająć tym co prawda osobiście, ale z racji na pozycje swojej rodziny, Leviathan nie musiał się przy tym jakoś szczególnie natrudzić. Stanowił lepszą opcje. Dzięki nazwisku, którym się podpisywał i przedstawiał, łatwiej było mu otworzyć każde kolejne drzwi w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Byliby skończonymi głupcami, gdyby z tego po prostu nie skorzystali.

A choć na temat Theona można było powiedzieć wiele, to niekoniecznie pasowało do niego określenie głupiec... nawet jeśli czasami usilnie starał się na takiego wyglądać.

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#2
02.01.2024, 07:13  ✶  
Ciężko było uwierzyć w koncept, że cos mogło stanowić konkurencję dla działalności jego rodziny. Ta idea wydawała się niezwykle obca i odległa, ale z drugiej strony napawająca niepokojem, a co za tym szło, daleko idącą niechęcią, której korzenie okazywały się tym mocniejsze, im więcej czasu mijało. Pamiętał, ze pierwsze wzmianki o tym śmiechu wartym rezerwacie wywołały u niego pobłażliwy uśmiech. Był pewien, ze ta cała zabawa skończy się szybciej nim się zaczęła, nawet i bez jego udziału. Ale czas płynął i sprawa przestała być czymś, co można było zbyć uśmiechem.
Dodatkowo cala sytuacje podgrzewał fakt tego, kto w ogóle się za konkurencyjną działalność łapał. Motłoch, w których żyłach płynęła krew nie warta nawet splunięcia, co dopiero mówić o jakichkolwiek dziedzinach, które od wieków kultywowały rodziny czystokrwiste, a które zdążyły na tym polu wyrobić sobie należytą reputację. Boleśnie jednak zdawał sobie sprawę z tego, ze przyzwolenie na to, by te chwasty rozrastały się bez kontroli, mogło w przyszłości nie tylko źle odbić się na działalności jego rodziny, ale także i na idei za którą stali.
Tę kwestię zdążył poruszyć z nim nawet jego ojciec, w wyraźny sposób zniecierpliwiony tym, co rozprzestrzeniało się na terenie Lake Districkt National Park. A on ani nie chciał rodziciela rozczarować, ani tez nie miał nic przeciwko temu, by wziąć sprawy we własne ręce.
Delikatny powiew wiatru kołysał czarna szatą w która był ubrany, kiedy krok za krokiem zbliżał się w stronę Traversa, nonszalancko popalającego sobie papierosa. Podobnie jak on, nie miał na sobie maski, ale to nie stanowiło przecież dla nich najmniejszego problemu. Znali się wystarczająco dobrze, by posiadać chociaż cień pewności, ze ich sekret był bezpieczny u tego drugiego.
- Niedługo planują oficjalne otwarcie. Czekaja ich ostatnie wykończenia, ale część okazów nawet już przyjechała i wciąż nie są puszczone wolno - zatrzymał się obok niego, spoglądając na niego przelotnie, acz jakże znacząco. Nie było chyba nic lepszego niż rozsierdzenie bestii i puszczenie jej wolno. Nie tylko zmniejszyłoby to im ilość pracy, co zagwarantowało że większa część miejsca zostanie zrównana z ziemia, niszcząc wszelkie dotychczasowe starania właścicieli. A te były... powiedziałby że średnie i wcale nie z uprzedzenia. Przyszły rezerwat przez ostatnie parę dni odwiedzał pod swoją zwierzęcą postacią i miał wrażenie, że pomimo wszelkich zapewnień i wspaniałych wizji na przyszłość, mugolaki ledwo wiedziały za co właściwie się łapały i jak odpowiednio ugryźć temat. Byli niczym dzieci w piaskownicy, naiwnie budujące swoje niestabilne zameczki. - Mają jedną ogromną zamkniętą zagrodę, gdzie trzymają zwierzęta. Wystarczy złamać zabezpieczenia i dostać się do środka, ale wydawały się niezwykle proste. Bardziej chroniące to, co znajduje się w środku przed wydostaniem.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#3
05.01.2024, 17:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2024, 11:36 przez Theon Travers.)  

Różnica wieku nie była w ich przypadku szczególnie duża. Z Leviathanem znali się od czasów szkolnych. Relacja nie odeszła w zapomnienie wraz z chwilą, kiedy Travers opuścił Hogwart. Na nowo odżyła, kiedy obydwaj spotkali się na ministerialnym korytarzu. W jakimś stopniu, gdyby nie Rowle, po wydarzeniach mających miejsce w ostatnich miesiącach, Theon zapewne rzuciłby wszystko w cholerę. Tak jak oczekiwali jego bliscy. Zamiast tego zdecydował się pozostać na miejscu.

Włożył w to wszystko zbyt wiele sił, żeby tak po prostu się wycofać.

Może nawet na dłużej zniknąć z Londynu?

Podjęta przez niego decyzja nie została dobrze przyjęta przez babkę, ojca, nawet matkę. Pozwoliła mu natomiast zachować, a nawet rozwinąć pewne znajomości. Dała mu ponadto szanse dalszego rozwoju. Może i nie podążał swoją wymarzoną ścieżką, ale jaki sens miało rezygnowanie z tego, co zdołał wypracować? Czym innym miałby się zajmować?

Nie traćmy jednak na to czasu. 

- Trzymają wszystko w zamknięciu? W jednej zagrodzie? - zmarszczył brwi, analizując informacje przekazane przez Rowle'a. Nie znał się co prawda zbyt dobrze na magicznych stworzeniach, ale nawet dla niego brzmiało to niezbyt przekonująco. Budziło pewne wątpliwości. Czy oni mieli jakiekolwiek pojęcie na temat tego, na co zdecydowali się porwać? Theon co prawda nie przykładał nigdy szczególnie dużej wagi do czystości krwi, aczkolwiek w tym konkretnym przypadku musiał przyznać, że na wierzch zdawał się wychodzić brak należytego rozeznania w świecie, którego twórcy rezerwatu na ten moment nie zdołali jeszcze poznać w odpowiednim stopniu. Działali na oślep. Mogli wyrządzić krzywdę sobie, innym czarodziejom, a do tego jeszcze tym nieszczęsnym stworzeniom, którym nie byli w stanie zapewnić odpowiednich warunków.

I pomyśleć, że ktoś na to wszystko wydał zgodę. Tak po prostu przyklepał. Nie zastanawiał się nad niczym. Jego babka miała dużo racji, twierdząc że Ministerstwo Magii schodziło w ostatnim czasie na psy. Gniło od środka. Potrzebne były tutaj zmiany. Duże zmiany. Prawdziwy podmuch świeżego powietrza.

Z miejsca, w którym się znajdywali, mieli raczej ograniczoną widoczność. Gdyby jednak podeszli z Leviathanem nieco bliżej, mogliby zobaczyć przynajmniej część zabudowań. Tylko czy aby na pewno powinni się z tym wszystkim nadmiernie śpieszyć? 

- Wiemy, co udało im się na ten moment sprowadzić? - zapytał, nie chcąc iść do tej nieszczęsnej zagrody na ślepo. Wolał pierw zebrać nieco informacji. Zorientować się w tym, na co powinien się przygotować. Nastawić. Z wyciągniętą przed siebie różdżką mógł się rzucić każdy głupi. To nie było skomplikowane. Wymagające. Niestety, konsekwencje takiej lekkomyślności potrafiły niekiedy okazać się całkiem bolesne. A do tego również trudne do odwrócenia. Usunięcia.

Zrobił kilka kroków do przodu, stając z boku większego drzewa. Nadal w bezpiecznej odległości, ale ze znacznie lepszym widokiem na to, co rozciągało się przed nimi.

- Ten budynek, to pewnie ta cała zagroda? - wskazał na jedno z bliższych im zabudowań. Z miejsca, w którym się znajdywali, być może nawet byliby w stanie się tam przedostać. I nie zwróciliby na siebie nadmiernej uwagi. Wystarczyła tylko odrobina szczęścia.

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#4
19.01.2024, 00:11  ✶  
- Na planie koła - złapał papierosa w zęby, palcem rysując w powietrzu kółko. - Na środku znajduje się plac, dookoła są rzędy boksów. Tymczasowe rozwiązanie, bo liczą na to, że zaraz je wypuszczą - dookreślił nieco, łapiąc się na tym, ze faktycznie to co powiedział mogło nie zabrzmieć szczególnie dobrze. Prawda jednak była taka, że ich cel wydawał się oszczędzać przestrzeń, ale też przede wszystkim pieniądze. Gromadzone w rezerwacie zwierzęta miały przecież zostać potem puszczone wolno i żyć w naturalnym środowisku, a nie kisić się w zagrodach. Do tych miał trafiać tylko wtedy, gdy było to najbardziej konieczne, co często oznaczało choroby, konieczność leczenia lub innego ich skontrolowania.
- Mam wrażenie, że trochę za bardzo liczą na to, że nie stanie się nic złego - uśmiechnął się krzywo, z pewnym politowaniem, bo oto właśnie wchodzili oni, cali na biało czarno, gotowi pokazać szlamom że za niedbalstwo należało sowicie zapłacić.
Ministerstwo Magii niewątpliwie musiało wydać na to wszystkie jakieś zezwolenia, ale po pierwsze, jakby ktoś zapytał teraz Leviathana, jakie podania sam musiał składać, to odpowiedziałby że przecież ma od tego ludzi, a po drugie, to co działo się w nowo tworzonym rezerwacie zdawało podchodzić pod jakąś szarą strefę. Rowle też z pewnych dość wyraźnych powodów, o wiele chętniej zwalał tutaj winę właśnie na niekompetencję szlam, niż pana szefa departamentu, czyli własnego ojca.
- Trzy walijskie zielone. Bardzo pospolite, ale pewnie dlatego je mają, bo łatwiej o ich transport na terenie Brytanii, a na jednego jeszcze czekają. Do tego dwa czarne hebrydzkie. Wystarczy otworzyć zagrody, żeby zrobił się kocioł, tylko trzeba się postarać, żeby pracownicy nie zareagowali - sprawdzenie co też takiego sobie do tego swojego rezerwatu zamówili, nie było na szczęście żadnym wyzwaniem bo wystarczyło się wystarczająco ładnie uśmiechnąć do starych kolegów z ministerstwa. Równie dobrze mógł próbować z ojcem, ale ten udawał że niczego nie widział, chyba tylko dlatego, że według niego Leviathan powinien wykazać się w pełni i bez jego nadmiernej pomocy.
- Jeśli są to zabezpieczenia podobne do tych, które zazwyczaj się stosuje w rezerwatach, to nie powinno być większego problemu ze złamaniem tych zaklęć. Nikt zazwyczaj nie podejrzewa, że ktoś obcy przyjdzie narobić bałaganu - on na przykład nie posądzał o podobne wyczyny nikogo, ale prawdę powiedziawszy, kto głupi rzucałby się na biznes takiej rodziny jak Rowle?
- Tak - kiwnął głową, kiedy Theon wskazał na krągłe zabudowanie, znajdujące się gdzieś w dole, które wyglądało na całkiem obszerne, chociaż wewnątrz było jeszcze pokaźniejsze, powiększone odpowiednimi zaklęciami. - Możemy trochę poczekać, aż zacznie się szarzyć, wtedy mniejsza szansa, że ktoś zwróci na nas uwagę, co ty na to?
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#5
22.01.2024, 12:16  ✶  

Pieniądze. Każde przedsięwzięcie, mniejsze czy większe, w pewnym momencie wymagało sięgnięcia po kolejne środki. Niezbędne do dalszego rozwoju. Wykonania kolejnego kroku. Theon doskonale wiedział jak to funkcjonowało.  Jego rodzina, poza łamaniem klątw, zajmowała się również finansowaniem przeróżnych inicjatyw. Często były to badania naukowe, ale wbrew pozorom, Delilah Travers nie zamykała się na inne przedsięwzięcia. O ile istniała szansa na to, że wsparcie się jej zwróci, można było podjąć dialog. Omówić zasady współpracy.

Czy w przypadku rezerwatu tworzonego przez szlamy, byłaby w stanie zauważyć jakikolwiek potencjał? Było to mocno wątpliwe.

- Ponoć nadzieja umiera ostatnia, ale jest też matką głupich. – wzruszył ramionami. Taki tam frazes, ale zarazem stwierdzenie bardzo prawdziwe. I niewątpliwie pasujące do okoliczności.

Widząc papierosa u Leviathana, sam miał ochotę sięgnąć po kolejnego. Trzeciego już w tym dniu. Okropny nałóg, z którym niekoniecznie miał chęć walczyć. Nie czuł takiej potrzeby. Postarał się dostać do kieszeni, do znajdującej się w jej wnętrzu paczki fajek oraz zapalniczki. Nie trzeba było go długo namawiać, a w zasadzie to nawet wcale.

Zapalił.

- Hebrydzkie powinny narobić zamieszania. – przytaknął. Wiedze miał ograniczoną, ale smoki występujące na terytorium Wielkiej Brytanii kojarzył. Ogólną wiedze na ich temat posiadał. Poza tym pochodził ze Szkocji, a to nie pozostawało w tym przypadku bez znaczenia. Hebrydy znajdywały się stosunkowo blisko rodzinnej posiadłości. – Pewnie muszą źle znosić przebywanie w boksach. – zastanawiał się na głos. Dla niego to był jakiś poraniony pomysł, żeby w ten sposób przetrzymywać smoki. Jak długo zamierzali zostawić je w zamknięciu? Mieli dużo szczęścia.

Wyglądało na to, że trafiło im się tego szczęścia zdecydowanie więcej niż rozumu.

- Chyba, że je czymś, nie wiem, otumanili? – nie znał się na tym, nawet nie był pewien czy smoki można było czymś otumanić, ogłupić? Theona nieszczególnie ciągnęło w kierunku pracy z tego rodzaju stworzeniami. Ze swoim szczęściem zapewne stosunkowo szybko posłużyłby jakiemuś walijskiemu za podwieczorek. I nawet jedna kość by się po tym nie ostała. – To w ogóle możliwe?

Leviathan był w tym przypadku dla niego mózgiem operacji. Powinien być we wszystkim lepiej zorientowany. Z pewnością posiadał niezbędną wiedze. Theon ufał mu na tyle, żeby we wszystkim… no dobra, prawie we wszystkim się dostosować.

Czekając na odpowiedź zaciągnął się papierosem.

- Jak uważasz, ale w tych maskach prawdopodobnie i tak byśmy rzucali się w oczy. – niekoniecznie za nimi przepadał, ale rozumiał dlaczego ich używali. Bywały przydatne. Ułatwiały pewne rzeczy. Nie kwestionował, ale przywyknąć do ich noszenia… z tym miał nadal problem. – Teren jest zabezpieczony na wypadek teleportacji? – zaproponował inną opcje, o ile ta wchodziła w grę. Nie uśmiechało mu się sprawdzać tego teraz. Podczas akcji. Aczkolwiek kto wie? Może Rowle zbadał to już wcześniej? Czasami warto było po prostu zapytać.

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#6
02.02.2024, 03:50  ✶  
- W takim razie mamy szczęście, że najwyraźniej czekają na nas sami głupcy - odparł ni to siląc się na poważny ton, ni to od niechcenia, zaciągając się trzymanym między palcami papierosem. Prawda jednak była taka, że mieli fortuna się chyba faktycznie do nich uśmiechała, bo kiedy Leviathan tak sobie punktował w głowie, co można było zrobić nie tak podczas tworzenia rezerwatu, odnosił wrażenie że przynajmniej połowa z listy mogła zostać odznaczona jako mająca miejsce. Czy z przypadku czy z zaniedbania, coś szło nie tak i niezmiernie go to drażniło. Bo nawet jeśli jego duma nie pozwalała mu przełknąć gładko faktu, że mugolaki zabierały się za tak spore przedsięwzięcie, tak ich niedbałość czy właśnie - nadzieja, doprowadzało go do pasji.

- Każde zwierzę da się otumanić, ale z różnym skutkiem. Nawet jeśli coś takiego by im się udało, to nie da się ich całkowicie wyłączyć z funkcjonowania, a odpowiednio pobudzone zrobią swoje. Stres, nieznane otoczenie, ograniczona przestrzeń - te czynniki w zupełności wystarczą do zapoczątkowania reakcji łańcuchowej. A jeśli nie, to zawsze można w nie uderzyć zaklęciem, to je wystarczająco rozsierdzi - ale mimo wszystko, skrzywił się nieznacznie kiedy to mówił. Zestresowany smok to jedno, ale wściekły to była już zupełnie inna bajka. Do poskromienia takiej bestii potrzebne było zwykle paru doświadczonych czarodziejów. Praktycznie im więcej tym lepiej, szczególnie jeśli chodziło o transportowanie ich z miejsca na miejsce. Kiedy były wściekłe, nawet najbardziej doświadczeni smokolodzy ginęli, a Rowle bardzo nie chciał zakończyć żywota spopielony przez jedną z bestii, które tak podziwiał.

- Zrobimy tak, kiedy dostaniemy się do środka, musimy zdjąć zabezpieczenia z boksów, żeby móc z powodzeniem je otworzyć, no i zostaje nam kopuła. Na pewno jest wzmocniona, żeby nie została łatwo zniszczona czy to z zewnątrz czy wewnątrz. Ja się zajmę jednym, ty drugim, oszczędzi nam to czasu. Potem trzeba wypuścić to co tam mają; szybko zrobi się chaos i zaraz powinni pojawić się jacyś opiekunowie, ale bardziej będą skoncentrowani na uwolnionych pupilach. To powinna być łatwa zabawa - wzruszył ramionami i rzucił niedopałek na ziemię, przygniatając go podeszwą buta i dusząc tym samym pozostały żar.

- Nie boisz się, że ktoś zapamięta twoją buźkę? Może wpadniesz w oko jakiejś stróżującej opiekunce i co wtedy? - zacmokał na niego rozbawiony, wsuwając dłonie w kieszenie spodni. - Są koszmarne, wiem, ale w sumie możemy założyć je już w środku. - wzruszył ramionami, bo jemu było w tej kwestii wszystko jedno. Sam jednak nienawidził tych głupich masek, bo czuł się trochę, jakby udawał się na bal przebierańców, za każdym razem kiedy dane mu było wykonywać jakieś zadanie dla Czarnego Pana. Zwyczajnie nie mógł siebie brać wtedy w pełni na poważnie. - Teleportacja w tej pracy to czasem być albo nie być, więc nie ma tam niczego takiego. - zapewnił go jeszcze, uśmiechając się do niego krótko.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#7
12.02.2024, 19:59  ✶  

Podobnie jak Leviathan, Theon nie miał ochoty skończyć spopielony przez jednego ze smoków, które znajdywały się na terenie powstającego rezerwatu. Dostrzegał ryzyko, które wiązało się z całym tym przedsięwzięciem. Nawet jeśli daleko było mu do smokologa, domyślał się, że we dwoje mieliby praktycznie zerowe szanse, gdyby przyszło im mierzyć się z rozwścieczoną bestią. Pozostawało mieć nadzieje, że Rowle miał plan. Solidny, przemyślany. W końcu całego tego zadania nie otrzymali wczoraj, mieli czas, żeby to odpowiednio zorganizować.

Albo raczej - on miał, Leviathan.

- Kopuła, boksy, uwolnienie smoków. - powtórzył za swoim partnerem. Nie brzmiało to najgorzej. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Theon przy okazji założył, że kiedy tylko uda im się wykonać tę część zadania, konieczne będzie przeniesienie się w bezpieczne miejsce. Takie, z którego będą mogli wszystko obserwować i po prostu czekać na pojawienie się mugolaków oraz ludzi z nimi współpracujących. Ilu ich było? O to też będzie musiał dopytać. Za chwilę. Za moment.

Poczuł ulgę, kiedy usłyszał, że z teleportacją nie będą mieć problemu. Zarazem przez myśl mu przeszło, że jak mógł być taki durny? To oczywiste, że pracując ze smokami, tego typu ograniczenia mogą być równoznaczne z wyrokiem śmierci. Zmniejszałyby szanse czarodzieja na wyjście z opresji obronną ręką. Nawet o tym nie pomyślał.

- Wtedy będę musiał zaciągnąć ją do łóżka. Może się zakocha i nie piśnie ani słówka. - czy on kiedykolwiek był poważny? Takie sytuacja dałoby się zapewne policzyć na palcu jednej ręki. Teraz jednak, mimo wypowiedzianych słów, widać było, że starał się pozostawiać skupionym. Skoncentrowanym na zadaniu. Może dlatego ten żart był tak słaby? Tak niskich lotów? - Po zdjęciu zaklęć i uwolnieniu smoków, teleportujemy się z powrotem w to miejsce? - zapytał, rozglądając się po okolicy. Mieli stąd dobry widok, ale czy faktycznie mogli się tutaj przyczaić? Czy nie było to zbyt blisko? Nie wiązało się z tym zbyt duże ryzyko? Theon nie był przekonany, a zarazem nie miał też lepszego pomysłu. - I jeszcze jedno. Orientujesz się ile osób może się pojawić, kiedy zorientują się, że mają tu problem? Zakładam, że raczej nie będziemy mieć przewagi?

Chyba, że byłaby to przewaga wynikająca z zaskoczenia. Tylko czy tym dysponowali? Raczej mało prawdopodobne. Przecież zaklęcia same z siebie nie zostałyby zdjęte. Czymś oczywistym było, że za tego rodzaju zdarzeniem musiał ktoś stać. Ktoś im zapewne wrogi. Ktoś kto w negatywny sposób odbiera całe przedsięwzięcie.

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#8
26.02.2024, 03:19  ✶  
- A może nawet przejdzie nawet na naszą stronę, jeśli się odpowiednio postarasz - mruknął w odpowiedzi, ale to jak odpowiadał mu Theon, chyba nieco tknęło go że powinien sam nieco bardziej się skoncentrować. Podchodził do tego zadania z pewną nonszalancją, ale chyba wynikało to z faktu, że w pewien sposób czuł się jak w domu; w końcu na smokach znał się cholernie dobrze. Były jego specjalnością, a przez to całe przedsięwzięcie wydawało się kolejnym zwyczajnym dniem w rezerwacie. Pomijając aspekt siania absolutnego chaosu.
- Brzmi dobrze. Przynajmniej będziemy mieć z tego miejsca dobry widok - pokiwał głową, zgadzając się bez problemu na wybrane miejsce. - Więcej jak dwoje, to na pewno. Ale nie martw się, jak wszystko pójdzie dobrze, to będziemy ich najmniejszym zmartwieniem - poklepał go jeszcze po ramieniu, uśmiechając się do niego pokrzepiająco.

Nie pozostawało im nic innego, jak przystąpić do właściwego planu. Niebo zszarzało, odbierając światu ostrość i zapowiadając rychłe nadejście nocy. Obydwoje teleportowali się niżej, między budynki, pomiędzy którymi życie zdawało się albo w ogóle nie toczyć, albo robić to z niezwykłym rozleniwieniem. Skądś dochodziły rozbawione rozmowy, które z łatwością dało się wyminąć, ale oprócz tego? Miejsce zwyczajnie zdawało się cierpliwie czekać na sądny dzień otwarcia.

Wślizgnęli się do wcześniej opisywanego przez Leviathana budynku, gdzie znajdowały się tymczasowe zagrody smoków, gdzie przywitał ich intensywny zapach siarki. Oprócz tego dało słyszeć się rozmowy z pokoju socjalnego, ale drzwi do niego pozostawały zamknięte, a przez to i łatwe do ominięcia. Mogli się więc rozdzielić; Theon poszedł zająć się kopułą, a Rowle zagrodami.

Tak jak się spodziewał, użyte zabezpieczenia były proste do rozpracowania - głównie dlatego, że wiedział jakie procedury stosowano w takich miejscach i jak się tego pozbyć. A potem bestie wysunęły się na arenę. Z pewnym rozczarowaniem Rowle zauważył, że były nieco ospałe; może faktycznie czymś je odurzali, a może wciąż zachowywały ostrożność, skonsternowane nagłym wypuszczeniem z boksów. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że Travers uporał się ze swoim zdaniem szybciej od niego.

Levi wycelował różdżkę w jedną z bestii. Tę, która znajdowała się najbliżej niego, kiedy stał na balkonie, jaki otaczał okręgiem przestrzeń w centrum budynku. Zaklęcie wystrzeliło, uderzając w pokryty łuskami zad, a stworzenie wyglądało nieco, jakby bardzo szybko dotarły do niego nowe realia otoczenia. Smok rozdziawił paszczę, a ryk poniósł się po arenie, zanim zatańczyły w ślad za nim pojawiły się płomienie.

Zakotłowało się, a sytuacje tylko podsycił fakt, że w poprzednio mijanym pokoju zawrzało, a potem dało się słyszeć pierwsze odgłosy teleportacji i poddenerwowane krzyki. W pierwszej chwili faktycznie nikt nie zwrócił na niego uwagi, ale w końcu jakaś twarz odwróciła się w jego stronę, wypluwając z siebie ponaglenie do pomocy, ale zdanie zostało urwane w połowie, kiedy oczy prześlizgnęły się po znajdującej się na twarzy masce. A potem różdżka delikwenta wyskoczyła z dłoni, kiedy Rowle postanowił go zwyczajnie rozbroić, skazując na łaskę stworzeń, które jakimś nowo odzyskanym gniewem próbowały znaleźć sobie drogę na wolność.

Było dla niego coś niezwykle satysfakcjonującego w tym procesie; tym, by to smoki same wyznaczyły swoją sprawiedliwość, w czym on pomagał zręcznie wyprowadzonymi zaklęciami, które w najlepszym przypadku utrudniały pracownikom zadanie, a w najlepszym kończyły się dla nich tragicznie.

Budynki płonęły, a smuga czarnego dymu wznosiła się ku górze, kiedy spotkali się na nowo w miejscu zbiórki. Nie było mowy o otworzeniu tego miejsca na czas. Ba! Kiedy tak na to patrzył, to nie było mowy o otworzenia go nie tylko w najbliższej przyszłości, ale w ogóle. Nikt poważny nie zainwestowałby przecież w to pieniędzy po tak spektakularnej katastrofie.

Ostatni skrzydlaty cień przetoczył się po nocnym niebie, kiedy oboje teleportowali się z trzaskiem, zostawiając miejsce samemu sobie. Rowle jeszcze następnego dnia, całkiem zadowolony, przyjął prośbę o relokację paru smoków ze zniszczonego grajdołka mugolaków.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leviathan Rowle (1942), Theon Travers (1748)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa