28 października 1971, Lake District National Park
Theon & Leviathan
Z plotkami już tak bywa, że niektóre z nich roznoszą się lotem błyskawicy. Informacja przekazana pierwszym osobom, dociera do kolejnych uszu, a każda jej następna wersja wzbogacona zostaje o nowe elementy - zarówno te mniej jak i bardziej prawdopodobne. Możliwe, że tym razem nie wyglądało to inaczej.
O rezerwacie, który miał powstać na terenie Lake District National Park, mówiono od kilku tygodni. Był to projekt zapoczątkowany przez grupę czarodziejów o pochodzeniu mugolskim. Grupę szlam. Początkowo niewielkie przedsięwzięcie, które - o ile wierzyć temu, co na ten temat mówiono - z biegiem czasu miało się rozwinąć na tyle, aby stanowić konkurencje dla działalności jaką prowadziła rodzina Rowle.
Tak jakby faktycznie w zasięgu mugolaków znajdywało się konkurowanie z czymś, co czystokrwista, doświadczona w tym temacie rodzina, rozwijała od pokoleń.
To jak wyglądała prawda, dla Theona nie miało żadnego znaczenia. Miesiące jakie spędził wśród ludzi popierających sprawę, wiernych Czarnemu Panu, nauczyły go, że tutaj nie było miejsce na dyskusje. Skoro decyzja została podjęta, a zadanie zlecone - należało się tym zająć. Chwila zawahania, chwila zwłoki... to mogło zbyt wiele kosztować. Potencjalnych konsekwencji niesubordynacji nie chciałby odczuć na swojej skórze.
Dlatego też w umówionym dniu, o wyznaczonej porze, zjawił się w odpowiednim miejscu. Ubrany w charakterystyczne szaty, nie mając jeszcze twarzy skrytej za maską, czekał na swojego towarzysza, trzymając w dłoni częściowo już wypalonego papierosa. Odpowiadało mu to, że swojej tożsamości ukrywać przed nim nie musiał. Znał Draconisa od wielu lat. Nie wyobrażał sobie, żeby miał tę wiedze wykorzystać kiedyś przeciwko niemu.
Przecież stali po tej samej stronie barykady.
Kiedy usłyszał zbliżające się kroki, rzucił papierosa na ziemię, dogasił przydeptując butem. Niby mógłby zainteresować się wytworami magicznymi, których gasić nie było trzeba, ale jakoś niekoniecznie go to interesowało. Odwrócił się w stronę towarzysza.
- Masz potrzebne informacje? - zamiast dzień dobry, cześć, czołem, innego gówna, zadał pytanie dotyczące sprawy, którą mieli się zająć. Jako osoby pracujące w Ministerstwie, mogli wyciągnąć pewne plany dotyczące powstającego rezerwatu. Przydatne, skoro chcieli się w to miejsce udać. Na własne oczy zobaczyć jak wszystko powstaje. Dokonać inspekcji. Theon mógłby się zająć tym co prawda osobiście, ale z racji na pozycje swojej rodziny, Leviathan nie musiał się przy tym jakoś szczególnie natrudzić. Stanowił lepszą opcje. Dzięki nazwisku, którym się podpisywał i przedstawiał, łatwiej było mu otworzyć każde kolejne drzwi w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Byliby skończonymi głupcami, gdyby z tego po prostu nie skorzystali.
A choć na temat Theona można było powiedzieć wiele, to niekoniecznie pasowało do niego określenie głupiec... nawet jeśli czasami usilnie starał się na takiego wyglądać.