23.11.2022, 15:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:29 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".
[sesja otwarta dla osób, które skręcą sobie nogi, jeśli ktoś by chciał fabularnie pomocy uzdrowiciela, to niech po prostu wbijaXD Jak ktoś jest w lokacji też, poradzimy sobie - w razie czego podsumuję na priv, jak wygląda ostatnia sytuacja
]Las był podstępny.
Taka myśl tkwiła w głowie Florence, chociaż uzdrowicielka opuściła obszar poszukiwania jajek cała i zdrowa. I to z jej powodu zamiast ruszyć dalej, rozstawiła się gdzieś w pobliżu. Narzuciła kawałek materiału na kamień i na nim przysiadła. Jej udało się uniknąć wszystkich niecnych pułapek, jakie zastawiała przyroda - splątanych korzeni drzew, wystających z ziemi, wykopów, skrytych pod mchem, kolczastych gałązek - ale istniała możliwość, że ktoś nie będzie miał tyle szczęścia.
Była poza Mungiem, ale pewne odruchy były zbyt mocno zakorzenione, aby się ich pozbyć. Ot posiedzi sobie tutaj, odpocznie po tym "spacerze dla zdrowotności na łonie natury", który regularnie zalecała pacjentom, a który sama odbyła pierwszy raz od lat. I przy okazji upewni się, że Knieja Godryka nikogo nie zaatakowała. (Podobno niektóre drzewa tutaj to byli umarli. Florence wprawdzie niezbyt to wierzyła, ale co jakiś czas zerkała podejrzliwie w stronę najbliższego dębu, na wypadek, gdyby zechciał nagle przemówić albo walnąć ją gałęzią.)
Tymczasem zajęła się doprowadzaniem swojego stroju do idealnego porządku. Różdżką usunęła plamę zieleni z kolana, pamiątkę po nieszczęśliwym upadku, gdy potknęła się o jajko. Wygładziła zagięcia na rękawie. Z torby wyciągnęła lusterko i upewniła się, że fryzura dalej jest taka, jaka miała być i żaden kosmyk nie ośmiela się z niej wyzwolić. Skupiona z jednej strony na tych oględzinach, z drugiej na upewnianiu się, że Knieja Godryka nagle nie dostanie nóg i nie ruszy na wojnę niczym enty, na moment nawet zapomniała o snach, znakach, popiele i własnym niepokoju.
Gdy skończyła, lusterko wrzuciła z powrotem do torebki i zajęła się głównie obserwacją kolejnych osób, wychodzących z jajkobrania. Na razie nikt nie wyglądał, jakby potrzebował pilnej pomocy uzdrowiciela, ale nie z Florence takie numery. Rok temu miała w Ostarę dyżur w szpitalu i pamiętała, że na oddział dwa piętra niżej trafiło siedem osób ze złamaniami, trzy z poparzeniami, a jej samej przyszło uporać się z pięcioma przypadkami urazów pozaklęciowych, gdy ktoś sknocił jakiś czar, zapewnie po pijanemu.
U jej stóp stał koszyk. Z ośmioma, idealnie ułożonymi w nim jajkami. Dziewiąte porzuciła gdzieś w trawie, tylko dlatego, że nie pasowało do układu, a utrzymywanie porządku było małą obsesją Florence.