22.11.2022, 21:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 20:30 przez Sophie Flint.)
Od samego początku miała podejrzenia, że coś jest ewidentnie nie tak. Facet, który sprzedawał jej świstoklika, informował, że jest zarejestrowany, że ma ustawione odpowiednie parametry nawigacyjne. Sophie uwierzyła mu bez najmniejszego nawet sprzeciwu z dwóch, istotnych powodów. Po pierwsze, miała kompletnie dosyć podróżowania. Od kilku dni nieustannie dręczyły ją bardzo ciężkie nudności tym spowodowane. Nienawidziła teleportacji a niestety używanie świstoklików, bardzo ten sposób transportu przypominało. Po drugie, po prostu chciała już znaleźć się w Londynie. Wiedziała, że jeśli tylko spotka Cynhtię, na pewno wszystko się ułoży. Kuzynka wysłucha ją, zrozumie i co najważniejsze, pomoże obmyślić jakiś strategiczny plan działania. Tak, to było proste i zrozumiałe. Musiało się udać.
W życiu nie podejrzewałaby, że ostatni etap podróży nie pójdzie tak, jak pójść powinien. I gdyby ktoś ją zapytał, nawet przez myśl by jej nie przeszło, że spadnie prosto na Merlinowi winnemu chłopaka! Świstoklik "wypuścił" ją ze swojego wnętrza na ulicy Pokątnej, kilka metrów nad ziemią, co wystarczyło, aby znalazła się nad głową jakiegoś mężczyzny i na niego gruchnęła. Nawet nie zdążyła krzyknąć, czy cokolwiek powiedzieć. Łup! Oboje leżeli na ziemi.
Potrzebowała dłuższej chwili, aby zrozumieć, co się stało i w zasadzie dlaczego. W głowie jej się kręciło, zjedzona poprzedniego dnia kolacja podeszła niebezpiecznie wysoko ku górze.
- Oh Merlinie... - Zdołała tylko wystękać, zanim nie stoczyła się z mężczyzny na bruk, byle tylko uwolnić go od swojego ciężaru. Jakaś kobieta przechodząca obok tylko prychnęła i napomknęła coś o "tych głupich zabawach". Ale ona miała to w nosie. Martwiła się o tego biednego faceta.
- Ja bardzo przepraszam. Mój świstoklik był wadliwy. Nie planowałam te... Castiel?! - Ostatnie słowa ugrzęzły jej w gardle, gdy zorientowała się, na kogo spadła. Co prawda chciała zobaczyć Cynthię, ale jej bliźniak w sumie też mógł się nadać.
W życiu nie podejrzewałaby, że ostatni etap podróży nie pójdzie tak, jak pójść powinien. I gdyby ktoś ją zapytał, nawet przez myśl by jej nie przeszło, że spadnie prosto na Merlinowi winnemu chłopaka! Świstoklik "wypuścił" ją ze swojego wnętrza na ulicy Pokątnej, kilka metrów nad ziemią, co wystarczyło, aby znalazła się nad głową jakiegoś mężczyzny i na niego gruchnęła. Nawet nie zdążyła krzyknąć, czy cokolwiek powiedzieć. Łup! Oboje leżeli na ziemi.
Potrzebowała dłuższej chwili, aby zrozumieć, co się stało i w zasadzie dlaczego. W głowie jej się kręciło, zjedzona poprzedniego dnia kolacja podeszła niebezpiecznie wysoko ku górze.
- Oh Merlinie... - Zdołała tylko wystękać, zanim nie stoczyła się z mężczyzny na bruk, byle tylko uwolnić go od swojego ciężaru. Jakaś kobieta przechodząca obok tylko prychnęła i napomknęła coś o "tych głupich zabawach". Ale ona miała to w nosie. Martwiła się o tego biednego faceta.
- Ja bardzo przepraszam. Mój świstoklik był wadliwy. Nie planowałam te... Castiel?! - Ostatnie słowa ugrzęzły jej w gardle, gdy zorientowała się, na kogo spadła. Co prawda chciała zobaczyć Cynthię, ale jej bliźniak w sumie też mógł się nadać.