23.11.2023, 05:20 ✶
Zareagował dokładnie tak, jak mogła zareagować osoba, która wcale nie chciała aż tak sprawiać wrażenia rozluźnionej, ale gdzieś na drodze do tego powinęła jej się noga. Zmarszczył więc brwi, ale w jakiś dziwny sposób był to wyraz karykaturalny, który w tym momencie wcale obok powagi nie był w stanie stać. Chyba to wyczuł, bo westchnął, uśmiechając się do niej krótko, ale dało się zauważyć, że boleje nad swoimi brakami w zachowaniu się tak, jak by sobie tego życzył.
- Mógłbym cię próbować zapewniać, że daleko mi do drętwego buca, ale zwykle tego obietnice okazują się rozczarowujące - mrugnął. W ten nienaturalny dla człowieka, gadzi sposób, który był udziałem działającej na niego klątwy. Kiedy tak stawiała sprawę pojawienia się, bo wysłała list - kiedy te słowa wybrzmiały wreszcie w powietrzu, w jego głowie pojawiła się myśl, że w pewien sposób mogło to być traktowane aż nazbyt optymistycznie. Kiedy sobie takie przybycie umyślił, w jego głowie wyglądało w pewien sposób impertynencko, bo przecież ani jej na list nie odpisał, ani w inny sposób się nie zapowiedział, tylko smętnie zapukał do drzwi jej domku.
Uśmiechnął się do niej z zadowoleniem, bo nie miał zamiaru krzywo patrzeć na rzucony komplement, nawet taki będący powtórzeniem słów kogoś innego. Stary Macmillan zapewne chciał dobrze przedstawić córce przyszłego męża, jednocześnie licząc na to, że był chociaż odrobinę podobny do ojca.
Spełnił też jej oczekiwania, kiedy podzieliła się z nim anegdotką na temat jej spotkania z Lazarusem, bo uśmiechnął się, kręcąc przy tym lekko głową.
- Tak, to brzmi jak on - podsumował, bo niezbyt skory był do dyskutowania na temat swojego drogiego rodzica. W pewien sposób też chyba był pod wrażeniem, że w ogóle się do niego odezwała, domagając się rzekomych przeprosin, bo Lazarus, przynajmniej w mniemaniu syna, potrafił onieśmielać ludzi bardziej od niego.
Miała rację, ale ten fakt jakoś dotkliwie go ranił i uderzał w nieprzyjemny punkt. Małżeństwo było kompromisami, ale nie był w stanie o nich myśleć, kiedy w głowie górowała myśl, że wszystko to zostało dla niego zaplanowane za jego plecami. Słyszał głos ojca, który powtarzał mu, że powinien wziąć się w garść, ale on bardzo tego nie chciał. Skrzywił się więc, ale w tym momencie nie patrzył na nią, a gdzieś w bok, jakby nagle zawiniła mu czymś ściana. W tym momencie poczuł, że bardzo chętnie by się jednak napił z nią tej pigwówki, nie dla towarzystwa, a dla chociaż odrobiny znieczulenia, jakie mogłaby mu zapewnić w tym momencie.
Tak samo też jak ona mówiła, tak on milczał, raczej kiwając na jej słowa głową i w ten sposób dając jej znać, że mimo wszystko jej słucha i jakoś przetwarza to wszystko co miała mu do powiedzenia, nawet jeśli szło mu to trochę opornie. W końcu jednak odchrząknął, kiedy padło pytanie, do którego zadania z resztą sam ją zachęcił.
- Nie wiem - odpowiedział niemal machinalnie, tylko po to, żeby zaraz podrapać się po policzku w zastanowieniu. - To chyba nie jest coś, na co człowiek zwraca uwagę. Z jednego z moich smoczogników, próbującego upolować drugiego z mało zadowalającym skutkiem? - w jego głowie pobrzmiewała wyraźna nuta powątpiewania, kiedy wyprostował się nieco, spojrzeniem szukając inspiracji gdzieś na suficie, a myślami mimowolnie uciekając do Snowdonii i woliery tych małych stworzeń właśnie.
- To w takim razie, jeśli mogę; powiedziałaś, że będziesz siedzieć to tu, to tam i pić między innymi drink w którym topią się gwiazdy. Czy może to znaczy, że wiesz jak go przyrządzić? - zapytał, absolutnie w tym momencie poważny, niezbyt też zainteresowany tym, jak cudownie musiał w tym momencie wypaść, kiedy wyglądał jakby z całej rozmowy wyłapał przede wszystkim to. - A i, hm, jakich rzeczy byś nie zniosła? W małżeństwie w sensie.
- Mógłbym cię próbować zapewniać, że daleko mi do drętwego buca, ale zwykle tego obietnice okazują się rozczarowujące - mrugnął. W ten nienaturalny dla człowieka, gadzi sposób, który był udziałem działającej na niego klątwy. Kiedy tak stawiała sprawę pojawienia się, bo wysłała list - kiedy te słowa wybrzmiały wreszcie w powietrzu, w jego głowie pojawiła się myśl, że w pewien sposób mogło to być traktowane aż nazbyt optymistycznie. Kiedy sobie takie przybycie umyślił, w jego głowie wyglądało w pewien sposób impertynencko, bo przecież ani jej na list nie odpisał, ani w inny sposób się nie zapowiedział, tylko smętnie zapukał do drzwi jej domku.
Uśmiechnął się do niej z zadowoleniem, bo nie miał zamiaru krzywo patrzeć na rzucony komplement, nawet taki będący powtórzeniem słów kogoś innego. Stary Macmillan zapewne chciał dobrze przedstawić córce przyszłego męża, jednocześnie licząc na to, że był chociaż odrobinę podobny do ojca.
Spełnił też jej oczekiwania, kiedy podzieliła się z nim anegdotką na temat jej spotkania z Lazarusem, bo uśmiechnął się, kręcąc przy tym lekko głową.
- Tak, to brzmi jak on - podsumował, bo niezbyt skory był do dyskutowania na temat swojego drogiego rodzica. W pewien sposób też chyba był pod wrażeniem, że w ogóle się do niego odezwała, domagając się rzekomych przeprosin, bo Lazarus, przynajmniej w mniemaniu syna, potrafił onieśmielać ludzi bardziej od niego.
Miała rację, ale ten fakt jakoś dotkliwie go ranił i uderzał w nieprzyjemny punkt. Małżeństwo było kompromisami, ale nie był w stanie o nich myśleć, kiedy w głowie górowała myśl, że wszystko to zostało dla niego zaplanowane za jego plecami. Słyszał głos ojca, który powtarzał mu, że powinien wziąć się w garść, ale on bardzo tego nie chciał. Skrzywił się więc, ale w tym momencie nie patrzył na nią, a gdzieś w bok, jakby nagle zawiniła mu czymś ściana. W tym momencie poczuł, że bardzo chętnie by się jednak napił z nią tej pigwówki, nie dla towarzystwa, a dla chociaż odrobiny znieczulenia, jakie mogłaby mu zapewnić w tym momencie.
Tak samo też jak ona mówiła, tak on milczał, raczej kiwając na jej słowa głową i w ten sposób dając jej znać, że mimo wszystko jej słucha i jakoś przetwarza to wszystko co miała mu do powiedzenia, nawet jeśli szło mu to trochę opornie. W końcu jednak odchrząknął, kiedy padło pytanie, do którego zadania z resztą sam ją zachęcił.
- Nie wiem - odpowiedział niemal machinalnie, tylko po to, żeby zaraz podrapać się po policzku w zastanowieniu. - To chyba nie jest coś, na co człowiek zwraca uwagę. Z jednego z moich smoczogników, próbującego upolować drugiego z mało zadowalającym skutkiem? - w jego głowie pobrzmiewała wyraźna nuta powątpiewania, kiedy wyprostował się nieco, spojrzeniem szukając inspiracji gdzieś na suficie, a myślami mimowolnie uciekając do Snowdonii i woliery tych małych stworzeń właśnie.
- To w takim razie, jeśli mogę; powiedziałaś, że będziesz siedzieć to tu, to tam i pić między innymi drink w którym topią się gwiazdy. Czy może to znaczy, że wiesz jak go przyrządzić? - zapytał, absolutnie w tym momencie poważny, niezbyt też zainteresowany tym, jak cudownie musiał w tym momencie wypaść, kiedy wyglądał jakby z całej rozmowy wyłapał przede wszystkim to. - A i, hm, jakich rzeczy byś nie zniosła? W małżeństwie w sensie.