• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04/08/1972] Duma i uprzedzenie || Cameron & Heather

[04/08/1972] Duma i uprzedzenie || Cameron & Heather
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#1
07.02.2024, 03:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 00:15 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

—04/08/1972—
Wiejska posiadłość pod Londynem, Wyspy Brytyjskie
Cameron Lupin & Heather Wood



Już ustaliliśmy, że będziemy najszczęśliwszym małżeństwem na świecie

Ty mnie nigdy nigdzie nie zabierasz!. Te słowa rozbrzmiewały w głowie Camerona wiele razy w ciągu ostatnich dwóch, trzech tygodni. Czasem mimowolnie powtarzał tę frazę, przedrzeźniając rozbawiony ton głosu Heather. To był niewinny żart, rozumiał to. Nie chciała źle, a on nie powinien chować urazy. Po prostu się z nim droczyła, jak to mieli w zwyczaju, dy spędzali kolejne popołudnie razem. Mimo to, trochę go to zabolało. W gruncie rzeczy nie miał za bardzo czym się przed nią pochwalić.

Talent medyczny jakiś tam miał, ale czerpał z niego praktycznie zero profitów. Pomimo tego, że latał, jak poparzona między Szpitalem św. Munga a Apteką Lupinów jego zarobki były znikome. Wypłaty z rodzinnego interesu przypominały bardziej kieszonkowe i znikało ono w zastraszającym tempie. Tak to jest, gdy na długich dyżurach trzeba korzystać ze szpitalnej kafeterii. Dyżury, phi. Tyle czasu na nich spędzał, a skrytka w banku była równie pusta, jak przed rozpoczęciem szkolenia. Chciał zrobić Heather jakąś niespodziankę, zapewnić jej prawdziwą rozrywkę. W końcu lato chyliło się ku końcowi!

Okazja do tego nadarzyła się pod koniec lipca, gdy Cameron spotkał w barze starego znajomego z Hogwartu. Na piątym roku nauki ''nielegalnie'' podleczył nogę Hektora Greya przed ważnym meczem Quidditcha. Gdyby nie on, chłopak spędziłby rozgrywki w Skrzydle Szpitalnym. Nikt przy zdrowych zmysłach nie napoiłby go taką ilością eliksirów. To znaczy: nikt poza Cameronem. Ścigający był zdesperowany, a to była wyśmienita okazja do zdobycia doświadczenia. I przysługi, jaką teraz mógł odebrać.

Okazało się, że były Krukon został zatrudniony przez firmę ochroniarską, która strzeże prywatnych przyjęć. Nic dziwnego, po Beltane wszyscy woleli zainwestować w zabezpieczenia. Od slowa do słowa, okazało się, że w sierpniu miał odbyć się bal kostiumowy inspirowany jakimiś powieściami. Hektor nie wiedział do końca czyjegoś autorstwa. Raz twierdził, że chodziło o jakąś Austen, aby zaraz stwierdzić, że to chyba był jednak Darcy Lockhart. Magia i uprzedzenie, Duma i uprzedzenie, kto by tam się rozeznał, gdzie widniała różnica? W końcu najważniejsze, że...

— ...jest tu elitarnie! — zawolał do Heather, poprawiając zapięcia swojej szaty.

Owszem, Grey wprowadził ich na imprezę bez okazania zaproszeń, ale słowem nie napomknął o strojach. Mieli jednak szczęście; okazało się, że gospodarze przyjęcia zadbali o to, aby nieprzygotowani goście mogli skorzystać z przygotowanych przez nich zestawów w komnacie garderobianej. Dobrze, że bardziej się skupili na ochronie zewnętrznej, pomyślał Cameron. Weszli tu praktycznie ''na krzywy ryj''. Lupin nie przyznał się Rudej, że kompletnie nie mają zaproszeń, zamiast tego po prostu powiedział, że są tu ''po starej znajomości''. Nie do końca kłamstwo, nie do końca prawda.

— Nie wiedziałem, że tylu ludzi jarają te klimaty. Te wszystkie suknie i eee surduty?

Nie bardzo wiedział, jak nazywają się niektóre wariacje szat wyjściowych, jakie mieli na sobie co poniektórzy faceci. Poprawił wystylizowane przy pomocy magii włosy, podążając za Rudą przez korytarz. Spędzili tu już jakieś dwie godziny, a on dbał, aby nigdzie nie zostawali za długo. Pół godziny na głównej sali, cyk, idziemy do bocznej galerii! Obrazy nam się znudziły? Chodźmy na piętro, aby tam z góry oglądać tańczących. Tym razem Ruda jednak nalegała na to, aby to ona wybrała kolejny przystanek na ich wycieczce po posiadłości. Merlinie, dopomóż, aby to się nie skończyło jakąś katastrofą.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#2
07.02.2024, 09:56  ✶  

Na pewno nie chciała, żeby Cameron zapamiętał ten niepotrzebny komentarz na dłużej. Nie sądziła, że weźmie jej słowa tak bardzo do siebie, bo wbrew pozorom naprawdę zdawała sobie sprawę, że jest w tej chwili bardzo mocno zarobiony. Musiał przetrwać ten staż, żeby później stać się wybitnym uzdrowicielem, czasem jednak ją denerwowało, że mają dla siebie tak mało czasu i że mijają się częściej, niż by tego chciała. Gdzieś na bok odeszły przemyślenia o wspólnym zamieszkaniu, a nie chciała też osaczać go za bardzo, bo bała się, że może to być za niego zbyt wiele. Ruda dopiero uczyła się tego, jak powinna postępować, w zasadzie nigdy jej na nikim nie zależało tak bardzo, jak na nim, ale też nie do końca potrafiła to okazywać. Miała nadzieję, że jej wybaczy tamtą słowną zaczepkę, która miała być tylko i wyłącznie żartem, który wziął sobie za bardzo do serca.

Nie miała pojęcia, w jaki sposób Cameron załatwił im wejściówki na to przyjęcie. Gdyby tylko wiedziała, że była to taka intryga na pewno byłaby zachwycona. W końcu zrobił to, aby ją uszczęśliwić, czyli mu na niej zależało, a to był powód do dumy, przynajmniej dla panny Wood.

- Jest wspaniale. - Odpowiedziała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha, bo zupełnie nie spodziewała się, jak będzie wyglądało to przyjęcie, a miało być naprawdę interesująco. Nie przygotowała się na przebierany bal, ale organizatorzy pomyśleli o wszystkim.

Przebrała się w suknię, która wprowadziła ją w nastrój imprezy. Wyglądała dziwnie, ale najwyraźniej nie tylko ona, bo wszyscy prezentowali się podobnie. Camiś wyglądał uroczo w tym czymś, co na siebie założył. Rzadko kiedy widziała go takiego eleganckiego, no chyba, że sama wyciągała go na jakieś oficjalne imprezy.

- Bogactwo miesza w głowach, nie mają na co wydawać pieniędzy to organizują sobie takie zabawy. - Nie, żeby ona sama nie wydawała pieniędzy na głupoty, tylko dlatego, że mogła, ale o zorganizowaniu takiego przyjęcia w życiu by nie pomyślała.

- Tam chyba ktoś na czymś gra, idziemy zobaczyć? - Pociągnęła Camerona za rękę wpychając się w tłum. Nie łatwo było im się przebić przez tych ludzi, bo najwyraźniej każdy chciał zobaczyć ten występ.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#3
10.02.2024, 00:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2024, 00:53 przez Cameron Lupin.)  
To nie była jej wina. Taki po prostu już był. Chociaż jego problemy z samooceną wciąż były obecne, tak starał się im nie ulegać. Tutaj jednak zadziałała jego duma... Już i tak wystarczająco dużo narzekał na pracę Heather w ostatnich miesiącach. Musiała mieć tego kompletnie dosyć, chciał więc dać jej coś, co jej to wynagrodzi. Co więcej, nie samą pracą żył człowiek, a chociaż Ruda miała bardzo poważną posadę, tak Cameron nie chciał, aby się w niej zatraciła. A miał wrażenie, że gdyby nie była taka dzika, to ku temu by to zmierzało.

Dobrze było mieć swoje tajemnice. Owszem, wolałby otrzymać zaproszenie osobiście lub wygrać je w konkursie organizowanym przez Proroka Codziennego, ale nie był aż tak ważny. Był tylko gościem, który dla paru pismaków był znany z tego, że Wood przedstawiała go jako swojego chłopaka łamane na narzeczonego. Gdyby napisał do kogokolwiek z mediów o przysługę, podesłaliby co najwyżej pod Aptekę Lupinów jakiegoś fotografa, żeby złapał Heather z samego rana. Ta intryga była dla niego swoistym symbolem tego, że potrafił załatwić coś samodzielnie, a przy tym nie wykorzystać do tego znajomości czy rozpoznawalności swojej dziewczyny.

— To s-super! — Odwzajemnił jej uśmiech, chociaż jego wargi zadrżały nerwowo.

Impreza miała potencjał do tego, aby faktycznie zapaść jej w pamięć, a więc był na dobrej drodze. Oby teraz tylko niczego nie zepsuć. I tak mu dopomóż Merlinie i Matko Naturo.

— Co nie? — sarknął pod nosem, zatrzymując się na moment, gdy z naprzeciwka ruszyły w ich stronę dwie rozgadane pary. Cameron przesunął się nieco na bok, żeby umożliwić im swobodne wyminięcie ich, po czym wznowił marsz przez korytarze posiadłości. — I coś się nie zapowiada na to, żeby chociaż wznieśli t-toast na jakiś cel cha-charytatywny. — Uśmiechnął się krzywo pod nosem. Ostatnio przynajmniej byli oficjalnie zaproszeni i wywalczyli sobie miejsca w pierwszym rzędzie. — Nawet nie wpadł mi w oko nikt, kogo właściciele mogliby wystawić na sprzedaż.

Wiosenne przyjęcie dobroczynne w Dolinie Godryka było dla niego szalenie surrealistyczne. Z perspektywy czasu ta cudowna, pełna wrażeń noc przypieczętowała też początek zmian w otaczających ich świecie. W sumie było tam nawet zabawnie. Napili się za darmo, wzięli udział w aukcji, popatrzyli sobie, jak to Brenna Longbottom handluje swoim rodzonym bratem, a noc zakończyli w ogrodzie, posyłając w ciemność nocy kolejne salwy śmiechu. Akurat to nie było samo w sobie nieprzyjemne. To wiadomości, jakie dostali nazajutrz sprawiły, że nigdy już nie zdołają spojrzeć na ten dzień w pełni pozytywnym świetle.

— Nie wiedziałem, że tak lubisz skrzyyyypce! —zaczął, jednak zaraz został poprowadzony przez Heather do przodu.

Zaczął rozglądać się gorączkowo na prawo i lewo, szepcząc pod nosem szczątkowe słowa przeprosin, gdy potykali się o kolejne kobiety i towarzyszących im mężczyzn. Tłumek zaczął im wprawdzie ustępować, jednak Lupin czuł na plecach ich wzrok. Na tym właśnie polegała różnica w imprezie Longbottomów, a przyjęciu kogośtam: tutaj nie mieli żadnej protekcji ze strony gospodarza. Ba, nie mieli nawet przy sobie zaproszeń, jakimi mogli się podeprzeć na wypadek jakiejś ostrzejszej wymiany zdań. Jak podpadną, to będą kompletnie udupieni.

— Heather, w-wolniej tro-ochę! — wymamrotał, pozwalając się jednak dalej prowadzić przez Rudą. Spuścił wzrok na swoje buty, gdy jakaś starsza blondynka spojrzała na niego z góry. — P-prawie ją p-p-odeptałaś. T-to się nie skończy za dobrze...

Kiedy się w końcu zatrzymali, wylądowali tuż przed parkietem na którym tańczyło kilka gustownie ubranych par w różnym wieku. Za tancerzami, na lekkim pdwyższeniu znajdowała się ekipa grajków-muzykantów, którzy również przywdziali stroje odpowiednie epoce. Ciekawe, czy im za to dodatkowo zapłacili, pomyślał, bo na samą myśl, że miałby spędzić całą noc przygrywając tej bandzie bogaczy w ciasnym surducie, to dwa razy by się zastanowił, czy przyjmować ofertę takiej roboty.
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#4
10.02.2024, 20:50  ✶  
Gdyby Darcy wiedział, że cała ta zabawa, wszyscy ci goście, całe wydarzenie, miało znaczenie głównie w kontekście randki Heather i Camerona, że to oni byli najważniejszymi bohaterami tej historii, załamałby się niechybnie. Ale nie wiedział - pojęcia nie miał i dzięki temu mógł promienieć na środku sali, bardzo z siebie zadowolony, wypinając przed siebie pierś. Odziany był w elegancki surdut, włosy miał starannie uczesane i wyobrażał sobie, że jest w tej chwili dużo lepszy od bohatera swojej książki, która to zainspirowała to przyjęcie, a nawet lepszy od uwielbianego przez wszystkich Darcy'ego Jane Austen (o którym zresztą na tej sali, był pewny, nikt nie słyszał, a za to wszyscy słyszeli o nim!).
Jako że był sławnym autorem, i w dodatku zdobył pewne bogactwo, a jest prawda powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony, otaczał go wianuszek panien. Cztery piękne siostry, jedna ładniejsza od drugiej, rozmawiały z nim, i jedna mówiła coś o grze na klawikordzie, druga o tym, jak zgubną rzeczą jest duma, trzecia o oficerach (Darcy stropił się tutaj nieco, bo nie widział na sali ani jednego oficera), a czwarta starała się nieco przyhamować wypowiedzi tej pierwszej i trzeciej.
– Zaraz w sali obok odbędzie się podpisywanie książek! Każdy gość może otrzymać egzemplarz! – przypomniała jeszcze gospodyni, pęczniejąc z dumy, że ma tu tak sławnego gościa. Choć w istocie Darcy pewnie aż tak słynny nie był: ot dorobił się ogromnej i bogatej fanki, co miała fantazję zorganizować takie przyjęcie i jeszcze stać ją było na kupno dwustu egzemplarzy, by rozdawać je każdemu, kto został zaproszony na bal.
Albo nie został.
Zauważywszy w pewnym momencie Heather i Camerona, kiwnął im głową nieuważnie, wszech oboje kojarzył z Hogwartu. Ale nie poświęcił żadnemu wiele myśli, dumny bardzo, z siebie, z całego tego przyjęcia, z tego, że najważniejszy jest tutaj on.
Oj, panie Darcy…
To już nie duma, a pycha i brak tylko Lizzie, która dałaby ci po nosie.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#5
10.02.2024, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2024, 22:08 przez Heather Wood.)  

Przyzwyczaiła się do jego narzekania, gdyby to ona była na miejscu Camerona pewnie czułaby się podobnie. Starała się zrozumieć jego punkt widzenia i podchodzić do wszystkiego w miarę rozsądnie, chociaż z tym rozsądkiem nadal miewała problemy. Uczyła się ciągle, jak powinna się zachowywać. Nie była nauczona tłumaczenia się przed kimkolwiek ze swoich czynów, nie żeby teraz czuła jakiś obowiązek, po prostu chciała, żeby wiedział, że wszystko z nią w porządku, żeby spał spokojnie. Starała się być z nim w stałym kontakcie, żeby nie zamartwiał się bez powodu.

Każdy miał swoje tajemnice. Wood nie powiedziała nikomu o tym, co przytrafiło się jej podczas jednej z ostatnich akcji dla Zakonu Feniksa. Nie wiedziała też do końca, co się tam wydarzyło, jeden z mężczyzn, w którego trafiła zaklęciem padł na ziemię i nie wstał, nie miała możliwości, żeby sprawdzić, co się z nim stało. Nie była pewna, czy przypadkiem go nie zabiła. Wolała o tym nie mówić, bała się, że w oczach Camerona stałaby się mordercą, zdecydowanie nie umiałaby sobie z tym poradzić. Trudne przyszły dla nich czasy, łatwo było przekroczyć pewne granice, niby w imię dobra, jednak co stanie się później, może będą wszystkich rozliczać? Nie był to jednak odpowiedni moment na takie zmartwienia. Liczyła się ta chwila, ten bal, gdzie mogli wreszcie spędzić czas razem, nie martwiąc się niczym innym.

Zaśmiała się, kiedy usłyszała kolejny komentarz Camerona, jakże czasami potrafił wszystko podsumować kilkoma słowami. - No, na pewno nie widziałam tutaj nikogo pokroju Erika Longbottoma, nigdy nie zapomnę, jak się wtedy o niego zabijali. Ten to ma dopiero branie. - Nie dziwiło jej to wcale, w końcu każdy pewnie marzył o tym, żeby spędzić wieczór z kimś jego pokroju. Takich idealnych czarodziejów można było szukać ze świecą.

- Też tego nie wiedziałam. - Zaśmiała się, bo właściwie, to chyba nawet nie lubiła tych skrzypiec, ruszyła po prostu za tłumem, bo wydawało jej się, że dzieje się tam coś ciekawego, dlaczego miałoby ich to ominąć. Miała też wrażenie, że Lupin coraz lepiej odnajdywał się na przyjęciach tego pokroju, z czego była nawet dumna, bo wydawało jej się, że miała w tym swoje zasługi. Coraz częściej sam prowokował fotografów, chyba spodobała mu się również ta gra.

- Jak wolniej, nie umiem wolniej, przecież wiesz. - Chyba nie zamierzał jej tutaj zatrzymywać, kto jak kto, ale ona wszystko w swoim życiu robiła szybko, nie umiałaby zwolnić. - Nawet, gdybym ją widziała, to i tak bym jej nie zauważyła. *** - Co ją obchodziła jakaś baba, szczególnie, że była zupełnie obca, liczyło się tylko ich szczęście, a nie kogokolwiek innego.

Kiedy przemykali przez tłum dostrzegła w nim Darcy'ego Lockharta, ciekawe, gdzie zgubił siostrę, był za to otoczony wianuszkiem wielbicielek, nigdy nie potrafiła zrozumieć tego, że potrafił sobie owinąć dziewczęta wokół palca. Ona sama już od czasu nauki w Hogwarcie nie widziała w nim nic atrakcyjnego. Kiwnęła mu jednak głową na przywitanie, żeby nie było.

Zatrzymali się przed parkietem, gdzie tańczyło już kilka par. Spojrzała na Camerona z błyskiem w oku, po raz kolejny zamierzała go wrobić w coś głupiego. - Jak mniemam, nie masz nic przeciwko temu, żeby do nich dołączyć. - Nim zdążył jej odmówić objęła go zwinnym ruchem, aby mogli zacząć podbijać parkiet.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#6
12.02.2024, 02:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 02:18 przez Cameron Lupin.)  
I to właśnie spory problem, pomyślał z przekąsem. To była jednak z tych cech charakteru Heather, za którą można było ją pokochać do bólu lub znienawidzić do cna. Żyła w ciągłym biegu, nie bacząc na to, co się działo wokół niej. Chociaż karierę szukającej pozostawiła za sobą, tak dalej targały nią w wiatry, tylko nieco inne. W szkole Cameron poniekąd jej tego zazdrościł. Ilekroć wchodziła do pomieszczenia pełnego ludzi, ich aura jej nie przytłaczała; to ona wywierała wpływ na otoczenie, poniekąd wymuszając reakcję na jej osobę ze strony innych. Była pewna siebie, ale jak to mówią, do arogancji jest wtedy pół kroku...

Widok Lockharta sprawił, że prawie się zatrzymał. Powinien był przewidzieć, że ten się tutaj pojawi. Bądź co bądź, ten bal był organizowany na cześć jego twórczości. Może naprawdę ma dobre pióro, zaczął się zastanawiać Cameron. Osobiście nie miał przyjemności sięgnąć po wypowiedzi znajomego z Hogwartu, jednak skoro zjawił się tutaj jako autor i podbił serca kasiastych gospodarzy... To musiał trafić w jakąś niszę, która uznawała jego tomiszcza za godne uwagi? W przeciwieństwie do swojej partnerki Lupin spuścił głowę w dół, unikając kontaktu wzrokowego z Darcym.

— W-właściwie to m-mam pewne o-obie... — zaczął, jednak zanim zdołał zaprzeczyć, Heather wciągnęła go na parkiet.

Gdy tylko wyszli przed szereg, zaczęło mu piszczeć w głowie. To był okropny pomysł, bo wylądowali na widoku dosłownie wszystkich gości. Gdyby nie Ruda, która poprowadziła ich na właściwą pozycję na parkiecie i przejęła pierwsze skrzypce, zapewne zastygłby jak słup soli. Zamiast tego poddał się jej woli, jej ruchem, starając się nie zapomnieć o tym, aby oddychać.

(Aktywność Fizyczna) Czy Cameron zacznie potykać się o własne nogi podczas tańca? (Porażka = TAK, Sukces = NIE)
Rzut O 1d100 - 67
Sukces!

Ledwo kojarzył melodię, czy układ kroków, jaki obowiązywał w tej części przedstawienia. Po raz kolejny zdał sobie sprawę, o ile przyjemniejszy był bal Longbottomów. Tam przynajmniej było nieco luźniej. To ten surdut tak go cisnął, czy po prostu robił się coraz bardziej zestresowany? Rzucał nerwowe spojrzenia na prawo i lewo, starając się wybadać kolejność kroków. Na Heather praktycznie nie patrzył, wbijając spojrzenie w podłogę, aby jej nie podeptać. Ku jego własnemu zdumieniu udało im się dotrwać do końca zwrotki, a utwór wygrywany przez muzyków znacząco zwolnił, pozwalając, aby roztańczeni goście również mogli sobie pozwolić na chwilę oddechu. Cameron przesunął dłoń na plecy dziewczyny, masując je delikatnie.

— J-jesteś niemożliwa. Zdajesz sobie z tego s-s-sprawę? Mogliśmy tu umrzeć po p-pierwszych k-kilku obrotach. — Westchnął cicho, starając się ukoić skołatane nerwy. Dalej miał wrażenie, że wszyscy na nich patrzą, jednak duma wynikającego z tego, że niczego nie zepsuł podczas tańca, była zbyt duża. — M-myślałem, że cię podepczę i...

Na dobrą sprawę już jej wybaczył to, że zachowała się to lekkomyślnie. A nawet nie zdążył jej tego konkretnie wypomnieć! Ech, zdecydowanie miała z nim za dobrze. Jak narzekał, to zaraz przepraszał, jak coś mu się nie podobało, to też i tak podążał w ślad za nią... Kto by to wszystko dla niej robił jak nie on? Uśmiechnął się pod nosem, gotów się wyluzować i wziąć udział w kolejnym tańcu, gdy jego wzrok padł za tłumek zebrany za parkietem. Kilka kobiet zerkało w ich stronę, szepcząc coś między sobą i przeglądając jakiś plik dokumentów... Dobry Merlinie, czy te wariatki miały listę zaproszonych gości?

— Heather? Mogę cię o coś prosić? — Ponownie skierował wzrok na jej twarz. Uniósł kącik ust w krzywym uśmiechu. — Co by się nie działo... Z tej nocy... Zachowaj tylko te wspomnienia, które dają ci radość. Rozumiesz? J-ja... J-ja... J-ja...

Zaciął się, a kiedy już zebrał się na odwagę na to, aby kontynuować i puścić farbę na temat tego, jakim cudem właściwie udało im się wejść na tę imprezę... Muzyka na powrót rozbrzmiało, tym razem zapraszając na parkiet jeszcze większą ilość gości. Oczy Camerona rozbłysły, a on sam nabrał powietrza w usta, nadymając się, jak ta ryba, którą widzieli w akwarium w tej jednej knajpce. Raz, dwa, trzy... Głęboki oddech, a Cameron zaczął prowadzić Heather w tańcu. Do następnej przerwy, tłum tancerzy ukrywał ich przed wzrokiem współorganizatorek przyjęcia.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#7
12.02.2024, 11:30  ✶  

Miała świadomość, że jej charakter jest ciężki. Szła przez życie niczym taran, przepychała się łokciami, nie przeszkadzało jej, że ktoś może na tym ucierpieć. No chyba, że najbliżsi. Tych nigdy nie zraniłaby celowo, zdarzało się jej to robić przez narwany charakter. Próbowała uczyć się nie myśleć tylko o sobie i swoich pragnieniach, jak widać na załączonym obrazku, szło jej to jednak różnie. Nie bała się walczyć o swoje, zawsze dostawała to, czego chciała, była okropnie butna i arogancka, najgorsze było to, że zdawała sobie z tego sprawę.

Jak zawsze, nie dała dojść Cameronowi do słowa. Nim zdążył zareagować zaczęła go prowadzić w tańcu. Szło jej to całkiem nieźle, lata doświadczenia robiły swoje. Zresztą, jak każda aktywność ruchowa, to była jej smykałka, jakiej tylko dziedziny sportu by nie spróbowała, to zawsze szybko się jej uczyła, a po krótkiej chwili wychodziło jej to perfekcyjnie.

Zauważyła, że Lupin jest rozkojarzony. Dopiero w tym momencie do niej dotarło, że mogło to być dla niego niekomfortowe, tańce przed tym całym tłumem... każdy miał swoje granice, a ona sukcesywnie, ciągle przesuwała te jego. Zrobiło jej się głupio, po raz kolejny, ale nie mogli tego przerwać, nie w tej chwili. Brnęła więc dalej w ten taniec.

- Jestem niemożliwa, to prawda. Na pewno byśmy nie umarli, znasz kogoś kto umarł w tańcu? - Uśmiechnęła się do chłopaka serdecznie. Musiała jakoś wynagrodzić mu ten cały stres - zdecydowanie. Widziała, że się stara, że próbuje spełnić jej oczekiwania, tyle, że one wcale nie były takie wysokie. Wystarczało jej to, że zawsze był tuż obok niej, nie potrzebowała niczego więcej. Wytrzymywał wszystkie głupoty, na które go namawiała.

Nie zauważyła, że ktoś im się przyglądał, w tej chwili całą swoją uwagę skupiła na chłopaku, który stał tuż przed nią i wydawał się coraz bardziej panikować, nie miała pojęcia, czym było to spowodowane.

- Zawsze. - Co to w ogóle za pytanie, mógł ją prosić o co tylko chciał, w każdym momencie. - Dlaczego to brzmi tak bardzo dramatycznie? - Nie wiedziała, co mogło spowodować, że takie słowa padły z jego ust, ale wydawało się jej, że zrobiło się bardzo poważnie.

Wtedy muzyka zaczęła grać znowu, nie dali im dokończyć tej krótkiej wymiany zdań. Zniknęli w tłumie tańczących, gdzie tym razem to Cameron prowadził. Nie odzywała się do niego póki co ani słowem, bo nie miała pojęcia, co się właściwie przed chwilą wydarzyło, mógł jedynie poczuć, że jej dłonie mocniej go objemowały, bo w tej chwili i ona zaczęła się stresować.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#8
13.02.2024, 02:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 17:47 przez Cameron Lupin.)  
W gruncie rzeczy wiedział, w co się pakował. Musiał mieć świadomość, że ta impreza nie dostosuje się do jego oczekiwań, a to raczej on będzie musiał ulec jej wymaganiom. To powinna być jego pierwsza myśl, gdy wpadł na pomysł, aby skombinować wejściówki na ten bal. Nie nazwano tego wydarzenia grą terenową lub wizytą w magicznym dworku. To był bal, a na blau się tańczyło. Tyle że nie twista, a coś bardziej tradycyjnego.

Cameron dorastał na tętniącej życiem Ulicy Pokątnej, gdzie krzyżowały się ścieżki czarodziejów ze wszystkich środowisk, a handel był drugim najpopularniejszym językiem zaraz po angielskim. Nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby nauczyć się tańczyć. Jasne, nauczyciele w szkole próbowali nauczyć ich paru układów, gdy przychodziła pora na wyprawienie większego wydarzenia, ale od opuszczenia murów Hogwartu, Cameron tak naprawdę zbytnio o to nie dbał. Był na paru weselach (też z Heather), ale głównie po prostu gibał się do muzyki w swoim pokoju lub pozwalał, aby to Ruda prowadziła. Tak jak teraz.

— Ruda, Super-brygadzistka, Narzeczona, Niemożliwa Dziewczyna... Sporo tych tytułów jak na jedną osobę — rzucił, uczepiając się jej słów, jakby były jego kołem ratunkowym w tym dramacie. Odwzajemnił jej uśmiech, chociaż kąciki jego ust drgały nerwowo. — Masz już w planach następny?

Musiał coś wymyślić. Przepychanie się przez ludzi z powrotem ku bocznym galeriom i salonowi nie wchodziło w grę. Te babki zaczęłyby krzyczeć, a ktoś by ich zatrzymał... Na tym etapie nie wykluczał nawet, że w tłumie mogli się kryć przebrani ochroniarze, którzy gotowi byli ich w każdej chwili wyprowadzić. Taki piękny wieczór zniszczony. I to wszystko przez to, że nie mogli im wcześniej wysłać zaproszeń i musieli się wprosić. Cholerna arystokracja.

— J-ja... J-ja... — Obrócił Heather w tańcu, starając się złapać oddech i przestać się jąkać. — Ch-chyba mamy problem, bo... N-nie byliśmy tak w-właściwie zaproszeni.

Objął ją mocniej, jakby chciał ją w ten sposób powstrzymać przed ucieczką. Na pewno jakoś się z tego wykaraskają. Muszą. Cameron wziął głęboki oddech. Czuł wstyd; mógł to lepiej zaplanować, bardziej się postarać, może wtedy nie wyszłoby to na jaw tak szybko. Mógł powiedzieć jej prawdę. Zaakceptować to, że po prostu nie wszystko mógł jej zapewnić tylko dlatego, że nie miał statusu, nie miał pieniędzy, nie miał nazwiska i...

— Mam plan. Tak myślę — poinformował ją nagle, gdy praktycznie zetknęli się twarzami. — Jeśli podejdą, wymijamy pary obok i prosto na podwyższenie, blisko orkiestry. Musisz mi zaufać.

Tak jak on ufał jej, gdy wypędziła go z Beltane w obawie o jego życie, tak teraz ona musiała zaufać mu. A przynajmniej jego chorej wyobraźni i koncepcjom, które stworzyła. Muzyka przyspieszyła, zmuszając ich do tego, aby stawiać szybsze i pewniejsze kroki.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#9
13.02.2024, 10:37  ✶  

Sama forma tej imprezy była bardzo specyficzna. Różniła się od tego, gdzie zazwyczaj bywali. Nie oszukujmy się, jedno i drugie pewnie wolałoby teraz siedzieć w jakimś pubie, pić piwo i zagryzać je kebabem. Jednak Wood od czasu do czasu lubiła się wystroić i poudawać damę, ta sytuacja była wręcz idealna do tego. Ona w przeciwieństwie do Camerona nie miała problemu z tym, żeby przeskakiwać między swoimi różnymi wersjami, potrafiła bez problemu odnaleźć się w miejscu jak to, bo bywała na podobnych wydarzeniach dosyć często. Przychodziło jej więc to z łatwością.

Ruda od zawsze towarzyszyła matce na różnych bankietach, balach. Była jej jedyną córką, musiała tam błyszczeć, przynosić dumę swoim rodzicom, szczególnie, że odkąd tylko pamiętała byli na świeczniku, wcale nie tak łatwo być córką jednej z najlepszych szukających na świecie. Czekali na jej błędy, a ona z satysfakcją im się podkładała, bawiły ją te wszystkie artykuły w gazetach i plotki, lubiła jak o niej mówili, nie ważne co, ważne, aby nie dała o sobie zapomnieć.

- Może mam, a może nie. - Oczy jej błysnęły, jednak nie powiedziała mu o czym pomyślała. - Już daj spokój, nie musisz się ze mnie nabijać. - Czuła, że próbuje jej dogryźć, wcale nie była taka wspaniała, zdawała sobie z tego sprawę.

Ruda nadal nie miała pojęcia, co się dzieje. Wiedziała, że coś jest nie tak, tyle że póki co nie uzyskała żadnych konkretnych informacji. Cameron obrócił ją w tańcu i wreszcie to z siebie wyrzucił. Jej twarz wskazywała na to, że myśli, bardzo intensywnie, co nie zdarzało się zbyt często. - Dobra, nie bylismy zaproszeni, to co my tu właściwie robimy? - Jakoś im się przecież udało tutaj wejść. Nie było czasu na zadawanie pytań, później jej o wszystkim opowie, teraz powinni działać.

Nie stresowała się wcale brakiem zaproszenia, co mogą im zrobić, wyrzucić stąd? Nie był to koniec świata, Lupin objął ją mocniej, przyciągnął do siebie. Najwyraźniej miał jakiś plan, zamierzała mu zaufać. - Jestem w tym z tobą, tylko powiedz kiedy zaczynamy. Ufam ci, zawsze. - Dodała jeszcze.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#10
13.02.2024, 17:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 17:47 przez Cameron Lupin.)  
— N-nie n-nabijam! — odparł, nachylając się subtelnie ku Heather. — Lepiej być określanym przez kilka tytułów niż przez jeden. Ludzie nie są jednowymiarowi. T-to, że jesteś ruda, nie znaczy, że to centrum twojej osobowości. Rozumiesz, co mam na myśli?

Gdyby wszyscy bez namysłu uznali Heather za ''Rudą'' momentalnie ściągnęła ku sobie wszystkie stereotypy dotyczące rudowłosych kobiet jak chociażby gorący temperament. Człowieka nie określała jednak tylko jedna cecha, stanowili sumę swych doświadczeń, a takie tytuły dosyć jasno wskazywały na głębię, jaka się za tym kryła. Wskazywała na bogactwo przeżyć, kładąc akcenty na najważniejsze rozdziały w historii życia.

Nieco wystraszył się na widok jej poważnej miny. Słowa, które wypłynęły z ust panny Wood, wybiły go z rytmu. Miał wrażenie, że zupełnie odmiennie postrzegają sytuację w jakiej się znaleźli. Może faktycznie przesadzał? Tak bardzo chciał sprawić jej przyjemność, że wszystkie przeszkody jakie mogli napotkać urosły w jego oczach do rangi śmiertelnego niebezpieczeństwa.

— Ch-chciałem cię zadowolić — mruknął speszony, walcząc z samym sobie, aby nie odwrócić spojrzenia od jej twarzy. Zaniżony ton głosu sprawił, że jąkanie nieco ustąpiło. — N-nie powinnaś kisić się przez resztę lata w moim pokoju. Na co dzień nie mam gdzie cię zabrać, a potem usłyszałem o tym balu, więc... P-p-przeszmuglowałem nas tutaj. Po znajomości. Leczyłem jednego z ochroniarzy w H-hogwarcie.

Nie chciał się do tego przyznawać. Naprawdę liczył, że dotrwają do końca tej nocy i nie wzbudzą niczyich podejrzeń. I może nawet by im się to udało, gdyby Cameron był bardziej stanowczy. Gdyby stwierdził, że to on decyduje, co będą robić. Tylko że to nie było w jego stylu. Zawsze brał pod uwagę zdanie najbliższych, w tym wypadku Heather. Oczami wyobraźni widział scenę, gdzie wymykają się do ogrodu pod koniec przyjęcia i dopiero wtedy, gdy już nie mają nic do stracenia, zdradza jej, jak właściwie udało mu się to załatwić. Nie sądził, że będzie musiał zrobić to na sali balowej.

— M-mam nadzieję, że nie pożałujesz tego za dziesięć minut — wyszeptał, zwalniając nieco kroku.

Skoczna muzyka zdawała się tracić na energiczności, sprawiając, że goście raz jeszcze zbliżyli się ku sobie w wolnym segmencie tanecznym. Kątem oka Cameron zerknął ku kobietom, które ich obserwowały z tłumu. Dalej tam były. I dalej patrzyły, ewidentnie zerkając co rusz na papiery, jakie miały ze sobą. Lupin ledwo nauczył sobie radzić z prasą, a teraz miał stanąć w szranki z arystokracją? To dopiero będzie wyzwanie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (6184), Darcy Lockhart (320), Heather Wood (5098)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa