• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04/08/1972] Duma i uprzedzenie || Cameron & Heather

[04/08/1972] Duma i uprzedzenie || Cameron & Heather
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#11
13.02.2024, 23:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 06:54 przez Heather Wood.)  

- Tak, rozumiem, rozumiem. - Przynajmniej próbowała zrozumieć, ta rozmowa brnęła w dziwnym kierunku, sama zaczęła się w niej gubić, a rzadko kiedy wątpiła w bystrość i jasność swojego umysłu. Zdenerwowanie Camerona najwyraźniej oddziaływało również i na nią, niedobrze. Jeśli we dwójkę stracą nad sobą panowanie, to może skończyć się źle. Tak, czy siak jakoś powinni sobie poradzić, jak zawsze, przynajmniej ona w to wierzyła, on wydawał się być coraz mniej przekonany.

- Czy mam ci przypomnieć, że wspinałeś się dla mnie na pal, jakieś dziesięć razy? - Ciągle próbował ją zadowolić, ale ona wcale nie miała takich wielkich wymagań. Trochę też poniosło ją z tą ilością prób, ale Lupin wykazał się wtedy ogromną determinacją, wiele to dla niej znaczyło, chociaż nie wiedziała, czy faktycznie było potrzebne, bo jego dłonie na tym ucierpiały, a musiały być w idealnym stanie, żeby mógł leczyć innych. - Kiedy ja naprawdę lubię twój pokój. - Nie widziała nic złego w spędzaniu tam czasu, może i jego rodzeństwo czasem pojawiało się w nim bez zapowiedzi, z początku było to irytujące, ale z czasem stało się nawet zabawne. - Nie powiem, pomysł sam w sobie nie był najgorszy, tyle, że najwyraźniej ktoś się domyślił, że nie powinno nas tutaj być. - Co wcale nie było takie zaskakujące, w końcu wszyscy znali Heather, na pewno ktoś się kapnął, że nie była zaproszona. - Tylko spokojnie, doceniam to, co zrobiłeś, naprawdę Cami, może zupełnie niepotrzebnie, nie to jest teraz istotne. Najważniejsze, że jesteśmy w tym razem, a razem nigdy nie stanie się nam żadna krzywda. - Wood brzmiała naprawdę pewnie w tym, co mówiła. Złapała Lupina za dłoń i delikatnie ją uścisnęła. Nie było już odwrotu, musieli sobie z tym poradzić.

- Jestem pewna, że niczego nie będę żałować. - Chciała, żeby zrobili to w ten sposób, jaki wybrał. Nie zamierzała kwestionować jego planu, mimo, że nie było to do końca zgodne z jej naturą, dla Camerona jednak była w stanie odrzucić swoje przyzwyczajenia i dostosować się do jego decyzji.

Wydawało się, że zbliża się moment egzekucji, muzyka, jakby się uspokajała, kobiety o których mówił Cameron nie dawały za wygraną, jeszcze chwila, moment i będą mieli to za sobą.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#12
15.02.2024, 12:34  ✶  
— J-ja też go lubię. Ale... Z-zasługujesz na coś więcej. Taka prawda. — Wzruszył sztywno ramionami. — B-bez względu na to, czy ja ci to z-z-zapewnie, czy dojdziemy do tego r-r-razem. I chciałbym, żebyś mogła brać udział w takich imprezach. B-bo wiem, że to uwielbiasz, nawet jeśli k-k-kolacja z mugolskiej knajpy też ci poprawia h-humor — odparł, starając się jednak nie dać ponieść emocjom. Przynajmniej jeszcze nie. — A, no i... Trzymam cię za słowo, tak?

Utwór grany przez orkiestrę w końcu dobiegł końca i Lupin mógł przejść do kolejnej fazy planu. Zanim współorganizatorki zdołały wedrzeć się na parkiet, Cameron złapał Rudą za rękę i poprowadził ją w tylko sobie znanym kierunku. Zmierzając ku podwyższeniu, złożył naprędce ręce jak do modlitwy, odmawiając najbardziej podstawowe modły, jakie znał z okresu dzieciństwa. Wątpił, aby po wszystkich grzeszkach, jakie popełnił w ostatnich latach swojego życia, Matka Natura była skłonna udzielić mu łaski, jednak nie za bardzo wiedział, do kogo innego mógłby się zgłosić. Bądź co bądź, była głównym bóstwem czarodziejskiego panteonu i coś mu się od niej należało po tym, jak jej niełaska utrudniła mu wspinaczkę na majowe pale podczas Beltane.

Kątem oka widział skonfundowane twarze gości czających się na linii parkietu. Zerknął nerwowo w drugą stronę, ku kobietom, które zwróciły wcześniej uwagę na niego i Heather. Teraz wydawały się tkwić w jeszcze większym zdumieniu, gdy uświadomiły sobie, że niezaproszony gość zmierzał w kierunku sceny. Ich zdaniem pewnie był intruzem, tylko jeszcze nie wiedziały jakim: takim, który przyszedł się napić i nażreć za darmo, czy raczej jednym z tych, którzy mają w zwyczaju pozostawiać po swoich wizytach zieloną czaszkę na niebie. Na szczęście Cameron nie należał do tych drugich.

— Dzięki — odezwał się do kelnera, który go mijał i zgarnął z tacy pełny kieliszek szampana.

Ignorując wszelkie protesty, wskoczył na podium, czując, jak żołądek zawiązuje mu się na supeł. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że byłby w stanie wylądować w takiej sytuacji. Jeśli roztaczał wcześniej podobne plany, to zazwyczaj bazował je na fantazjach, opowieściach innych ludzi z kolorowych szmatławców i powieści, jakich pełno było w londyńskich księgarniach. Nie zgadłby, że przyjdzie mu doświadczyć czegoś podobnego na własnej skórze.

Zaczął poruszać ustami, jednak nie był w stanie wydobyć z siebie głosu. Położył rękę na brzuchu i wziął kilka głębokich wdechów. Tylko nie puść teraz pawia, tylko nie puść teraz pawia, powtarzał sobie niczym mantrę, dopóki nie upewnił się, że do końca nie zepsuje tej... wiekopomnej chwili. Nie miał pojęcia, komu bardziej wryje się w pamięć: organizatorom, gościom, mediom, jemu czy Heather. Cameron przyłożył czubek różdżki do swojego gardła, wzmacniając siłe i donośność swojego głosu.

— Ekhm... P-panie i p-panowie? — zaczął niepewnie, testując siłę rzuconego zaklęcia. Wybałuszył oczy, gdy jego głos poniósł się echem ponad głowami gości, mknąc ku odległym korytarzom. A więc dlatego komentatorzy używali tych czarów podczas meczów quidditcha! To wiele wyjaśniało. — Mogę zająć wam momencik? To znaczy... No, w sumie nie macie większego wyboru. Skoro już zacząłem, to już równie dobrze mogę dokończyć, co nie?

Wyszczerzył zęby w uśmiechu, jednak goście zdecydowani nie przeszli vibe checku. Teraz było jednak za późno, aby się wycofać, a poza tym było to zbyt ważne, aby pozwolić bandzie czystokrwistych zepsuć mu resztę wieczoru, więc...

— N-nazywam się Cameron Lupin. Jestem s-stażystą w Szpitalu św. Munga w L-londynie.

Dopiero te słowa zdawały się przykuć uwagę pojedynczych osób na sali. Może uznali, że to nie zwykły gość zabiera głos, a reprezentant placówki medycznej? Dobrze, to mu da trochę więcej czasu.

— N-n-najprawdopodobniej mnie nie znacie. Nie jestem aż taki w-ważny. Przynajmniej nie teraz i nie dzisiaj. — Uśmiechnął się krzywo, unosząc nieśmiało kieliszek z szampanem mniej więcej na wysokość podbródka. — Ale na p-p-pewno znacie moją partnerkę. To H-heather Wood stoi... O właśnie t-tutaj! — Wskazał na najniższy stopień podwyższenia. — Ją to na pewno kojarzycie: g-gwiazda quidditcha, wielka brygadzistka M-ministerstwa Magii... N-bależą jej się wszelkie nagrody i oklaski za to, jak wywiązuje się ze swoich obowiązków. Serio. Jest n-niesamowita w tym, co robi i ma w d-d-departamencie świetny przykład. N-nienawidzę jej za to. — Zaśmiał się z własnego żartu. — Żartuję oczywiście. T-t-trochę przesadzam. Nie przepadam za jej pracą

Oderwał wzrok od bliżej nieokreślonego punktu i spojrzał prosto na Heather. Wszelkie oznaki stresu i zdenerwowania zeszły na drugi plan, bo w tym momencie... To ona była dla neigo najważniejsza. Poleciała mu pojedyncza łezka, której jednak niedane było nikomu zobaczyć. Uniósł kąciki ust w uspokajającym uśmiechu. To nie miała być kolejna pogadanka na temat tego, czemu powinna znaleźć sobie inną pracę.

— Pytacie dlaczego? — rzucił w tłum, chociaż nikt tak naprawdę nie zadał tego pytania. — Bo ja ją po prostu cholernie... K-kocham. Z głębi serca. W życiu bym nie zgadł, że w tym wieku będą czegoś tak bardzo pewny. L-ledwo wierzę w to, jak mało mam p-pieniędzy w skrytce G-gringotta po w-wypłacie. — Jego publiczność chyba zaczęła się rozkręcać, bo goście zaczęli przebijać się na przód i komentować między sobą. Chyba faktycznie doszło do nich, że na balu znalazła się słynna Heather Wood w towarzystwie swojego... narzeczonego? Męża? Czasopisma nie były pewne, więc czytelnicy też nie. — Ale tego jednego jestem pewny w stu procentach, w pewnej rozciągłości. H-heather to dziewczyna, z którą jestem g-gotowy spędzić resztę życia. A przynajmniej do czasu aż nie będzie miała mnie dosyć i się mnie nie pozbędzie.

No dalej, już jesteś blisko, dopingował się. Ręce zaczynały mu się trząść, jednak zdołał podnieść kieliszek z szampanem do ust. Wypił całą zawartość jednym haustem, odstawiając naczynie na ziemię. Zaczął zbliżać się do Heather krok po kroku, aż znalazł się na parkiecie, a potem... Przyklękł na jedno kolano i sięgnął do kieszeni po drobne zawiniątko. Brenna ostatnio pytała go w liście, czy ma problemy ze znalezieniem pierścionka.

Oczywiście, że miał. Był Lupinem. Jego brat ledwo zdołał uciułać na ten, który chciał przekazać swojej damie serca, a pracował w szpitalu od lat. Jak on miałby go nadgonić w tak krótkim czasie? Zamiast pierścionka wyjął... Drewnianą obrączkę z gustownymi rycinami. Gdyby Heather przyjrzała jej się z bliska, dostrzegłaby, że był to element balustrady schodów w rezydencji, w jakiej właśnie przebywali. Eh, tak to było, jak trzeba było wszystkie dotknąć na drodze na salę. Czy planował to od samego początku? Czy od początku zamierzał się oświadczyć jej w tych murach?

— H-heather — Uśmiechnął się do niej, kierując ku niej niepozorny ''pierścionek zaręczynowy''. — Nie tak to sobie wyobrażałem i ty pewnie też, ale p-prawdę mówiąc, nie jestem w stanie sobie wyobrazić lepszej chwili na ten moment, biorąc pod uwagę niesłychaną gościnność naszych drogich gospodarzy. — Nie ma to, jak zrobić sobie dupochron w czasie mowy zaręczynowej. — Myślę, że to jest to. Nie wiem, co nas czeka po drugiej stronie i jak długo będziemy żyć w spokoju, ale wiem, że to odpowiedni czas, żeby zadać tobie to jedno, najważniejsze pytanie... Heather Wood, czy zechcesz zostać moją ż-żoną... To znaczy n-narzeczoną! Narzeczoną! — Speszył się momentalnie. Robił to pierwszy raz i w gruncie rzeczy improwizował. — Ekhm... Czy uczynisz mi ten zaszczyt, moja droga?

Cała jego twarz się rozświetliła, gdy zbliżył się do niej z pierścionkiem. Nie tylko jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, ale śmiały się jego policzki i oczy. Rodzina go zabije, że zrobił z tego takie przedstawienie i planował to zrobić nieco inaczej, jednak... To była ich chwila. Powinna cieszyć zarówno jego, jak i Heather. A Ruda nie byłaby sobą, gdyby nie podzieliła się swoim największym szczęściem z resztą społeczności.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#13
16.02.2024, 07:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 07:26 przez Heather Wood.)  

Nie było w tym fałszu. Faktycznie Ruda lubiła pokazać się od czasu do czasu i na jakiejś większe, bardziej oficjalnej imprezie. Tak już miała, jednak nie uważała, żeby Cameron musiał jej zapewniać takie rozrywki. Wydawało jej się, że to ona była za to odpowiedzialna, no i on nawet do końca tego nie lubił, chociaż miała wrażenie, że z czasem nawet się z nimi oswoił i sprawiały mu większą przyjemność. Nie był już nimi tak spanikowany, jak na samym początku i zaczął się odnajdywać całkiem nieźle w świetle reflektorów. - Mam ciebie Cami, nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba, naprawdę. - Powiedziała jeszcze cicho. - Jasne, trzymaj, jestem w tym z tobą. - Zapewniła go jeszcze.

Nie miała pojęcia dokąd ją prowadzi, ani co za sprytny plan wymyślił. Nie przeszkadzało jej to wcale, pozwoliła się prowadzić w nieznanym kierunku. Z Cameronem była w stanie pójść wszędzie, nawet skoczyć za nim w ogień, więc nie było tu żadnej róznicy. Zbliżali się ku podwyższeniu, co nieco ją zaskoczyło, nie odezwała się jednak ani słowem, szła za nim nadal, pewna tego, że to, co wymyślił jest słuszne.

W przeciwieństwie do Lupina, Ruda w ogóle nie spoglądała na twarze zgromadzonych wokół nich osób. Nie obchodziły ją zupełnie. Liczył się tylko Cameron i jego plan, co pomyślą ludzie? Dlaczego akurat dzisiaj miało ją to obchodzić, skoro nigdy się tym nie przejmowała. Nie obchodziło jej to. Może i nie byli zaproszeni na te wydarzenie, jednak przecież nie chcieli zrobić tutaj nic złego, tylko się zabawić, to, że organizatorzy o tym nie wiedzieli wcale nie robiło na niej wrażenia. Zresztą każdy ją znał, nie wpadłaby tu bez jakiegoś przebrania, gdyby miała kogoś skrzywdzić, bo zostałaby skreślona.

Wtedy Lupin wskoczył na podium, przed tych wszystkich ludzi. Wood wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Nie chciał stąd uciec, myślała, że zmierzają ku wyjściu, tylko stanął w samym centrum tej imprezy, teraz to już na pewno zostaną przyłapani i pozbawieni drogi ucieczki. Przystanęła w miejscu i wpatrywała się w niego z niedowierzeniem. Co to był za plan, bo nie wydawał się jej w tej chwili sprytny.

Martwiło ją to, że stoi tam, przed tymi wszystkimi ludźmi, bo wiedziała, jak Lupin reaguje na tłumy. Nie przychodziło mu łatwo występowanie przed taką ilością osób, nie był do tego stworzony, ale nie widziała w tym nic złego, nie wszyscy musieli być. Biedny Camiś, na pewno bardzo mocno to przeżyje, cokolwiek chciał tam zrobić. No i teraz nie było odwrotu. Wood nie odrywała swojego spojrzenia od jego twarzy nawet na sekundę.

Głos Camerona głośno zabrzmiał - tak, że słyszał go chyba każdy na tej sali, zaklęciu skutecznie udało się go podgłośnić tym drobnym zaklęciem. Co ty kombinujesz Camiś. Przeszło jej przez myśl, bo nadal nie była pewna, nie miała pojęcia, co się dzieje. Nie odwróciła się jednak nawet na chwilę, tylko nadal wpatrywała w chłopaka, bo to on był dla niej najważniejszy, nie mogła też złapać go za rękę, jak robiła to zawsze, aby dodać mu otuchy, bo stała niżej, więc tak naprawdę stał się głównym celem zainteresowania wszystkich gości.

Kiedy z jego ust wybrzmiało jej imię, odwróciła się na sekundę do gości i pomachała im uśmiechając się przy tym od ucha do ucha, trwało to jednak może kilka sekund, bo po chwili ponownie wpatrywała się w najcudowniejszego chłopaka na świecie, gotowa go bardzo szybko ściągnąć z podwyższenia, gdy tylko nadejdzie taka potrzeba.

,Nie liczyło się jednak otoczenie, Cameron mówił o niej tak pięknie. Nie odrywała od niego wzroku, o co chodzi w tym całym przedstawieniu? Poczuła się nawet przez chwilę trochę nieswojo, a nie zdarzało się to często. Później wszystko wydarzyło się bardzo szybko, tak, że Ruda ledwie zdążyła mrugnąć. Cameron wypił zawartość kieliszka, znalazł się przed nią a potem uklęknął.

Dotarło do niej, co się dzieje. Wpatrywała się w niego swoimi niebieskimi oczami, które w tej chwili błyszczały z radości. Jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewałaby się, że to się wydarzy, że w ogóle będzie marzyć o tym, aby spędzić z kimś resztę życia. Wszystko się jednak zmieniło, ten chłopak stał się miłością jej życia i chciała z nim być do końca, który mógł nadejść w każdej chwili. Nie było sensu tracić czasu, bo mogła nie mieć go zbyt wiele przy swoim trybie życia. - Tak, tak, tak! - Wykrzyczała z radością, i zbliżyła się do niego.

To nie była pierwsza próba włożenia jej na palec pierścionka zaręczynowego, ale pierwszy raz była pewna, że chce to zrobić, że chce właśnie z tym chłopakiem spędzić resztę swojego życia. Zbliżyła się do niego i wyciągneła w kierunku Lupina swoją dłoń. Mógł już wstać, założyć jej ten cholerny pierścionek na palec - swoją drogą stworzył bardzo ładny, nie miała pojęcia kiedy udało mu się to zrobić.

W chwili kiedy przed nią uklękł zupełnie zapomniała o tym całym tłumie, który zaczął ich oklaskiwać w momencie, w którym się zgodziła. Musiał go sporo ten występ kosztować, zważając na to jaki miał charakter. Zbliżyła się jeszcze bliżej niego, tak, że ich twarze praktycznie się stykały. - Kocham cię. - Powiedziała cicho, a później złożyła pocałunek na ustach chłopaka.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#14
17.02.2024, 02:02  ✶  
Kiedy padł przed nią na kolana, cały świat uległ zmianie; zmniejszył się do nieprawdopodobnej wielkości, jakby utworzyli jakąś magiczną kieszonkę w strukturze czasu i przestrzeni, w której mogli trwać w tym jednym momencie powieki. On tak pełen wątpliwości, a jednak stawiający wszystko na jedną kartę pomimo tego, że w gruncie rzeczy nie miał tego nawet na początku w planie. Ona zawsze skora do działania, ale zaskakiwana przez każde zdanie, jakie padło z jego ust na tej soli, co nie pozwoliło jej na dobrą sprawę dostosować się do sytuacji.

Miał ochotę się śmiać. Tak szczerze, jak podczas niezliczonych letnich nocy spędzonych na szkolnych błoniach, gdy nie mieli na głowie pracy, problemów swoich najbliższych i konfliktu na skalę krajową, który mógł w mig zakończyć ich szczęście. Przez te kilka chwil, to wszystko nie istniało. Nie miało prawa istnieć, bo musiało się poddać jednej z najprostszych a przy tym najbardziej pierwotnej rzeczy na świecie — ludzkim emocjom.

— Naprawdę? — zaśmiał się cicho, wydychając ciepłe powietrze prosto na jej usta. — A myślałem, że to będzie miało odwrotny efekt. Ja to mam szczęście, co?

Oddał pocałunek, gładząc delikatnie jej policzek, aby zaraz przenieść dotyk na jej podbródek. To było totalnie warte tego wszystkiego. Gorzej, że wraz z uderzeniem euforii na pierwszy plan rzeczywistość zaczęła wdzierać się na pierwszy plan... Świadomość tego, że stali na środku parkietu po kilkuminutowej przemowie, zaręczynach i... Nawet nie wiedzieli, czy ich nie wywalą. Ba, Cameron nawet nie zwracał zbytniej uwagi na to, czy robiono im zdjęcia, czy krzyczano, czy wiwatowano, a może nawet płakano nad szczęściem młodej pary.

— Albo nas tu spalą na stosie, albo zostaniemy gośćmi honorowymi — wyszeptał jej do ucha, przytulając mocno.

Głęboki oddech.

Potem następny.

Dopiero wtedy zebrał się na odwagę, aby oderwać spojrzenie od Heather i faktycznie zmierzyć się z tłumem.

Wszyscy się na nich gapili. Dosłownie wszyscy. Niektórzy byli rozradowani, inni skonfundowani, inni znudzeni, bo pewnie nie pierwszy raz widzieli zaręczyny na tego typu imprezach. A jednak każde z nich patrzyło, a Cameron nie do końca wiedział, co powinien z tym fantem zrobić. Pomachać do nich? Usunąć się w cień i pozwolić, aby to Heather przejęła stery?

Spojrzał na swoją narzeczoną i zrobił z uśmiechem krok do przodu. A potem następny. I jeszcze jeden, aż... Zaczęło mu się kręcić w głowie, a obraz przed oczami stał się zamglony. Zatoczył się i prawie potknął o własnej nogi i chyba tylko to, że Ruda dalej trzymała go za rękę, sprawiło, że nie wywalił się jak długi na parkiet.

— Heather? Jakoś mi tak dziwnie... Słabo — wymamrotał, starając się uśmiechać, jednak czuł, że coraz trudniej mu utrzymać równowagę. — Chyba potrzebuję trochę... P-powietrza... I... W-ódy...

Nawet w ostatniej chwili przed utratą przytomności w ramionach świeżo upieczonej narzeczonej musiał odwalić jakiś szajs i przejęzyczyć się. Co zrobi panna Wood, skoro jej partner odpłynął w jej rękach? Zacznie panikować? Wezwie lekarza? Gospodarzy? Położy go na podłodze i przeciągnie do bocznej komanty, ciągnąc go za nogi? Teraz już wszystko zależało od Heather.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#15
17.02.2024, 15:22  ✶  

Wood nie kryła swego zaskoczenia, najchętniej zaczęłaby skakać z radości, ale to był trochę słaby moment, szczególnie, że ona zdawała sobie sprawę z tego, że wszyscy na nich spoglądają. Będzie mogła to zrobić, kiedy wreszcie stąd wyjdą i na spokojnie porozmawiają, chociaż rozmowa nie była chyba pierwszą rzeczą, którą chciała zrobić w tej chwili. Miała ochotę zamknąć się z Lupinem w tym jego pokoju, z dala od tych wszystkich oczu, które aktualnie skupiły się na nich.

- Nie wiem, które z nas jest większym szczęściarzem. - Może razem byli? Naprawdę nie spodziewała się, że to się wydarzy. Faktycznie, ludzie coraz częściej sugerowali, że są narzeczeństwem, niektórzy myśleli nawet, że ślub już ich połączył, jednak to wszystko nie było sformalizowane. Nawet ona zaczęła się w tym gubić, a teraz miała pewność, że Cameron wybrał ją, że chciał tego, bo do swoich uczuć nie miała najmniejszych wątpliwości. Zrozumiała to jakiś czas temu, ale nie chciała go naciskać, nie chciała sugerować, chciała, żeby sam mógł podjąć decyzję.

Heather nie przejmowała się tym, że organizatorzy wiedzieli, że nie powinno ich tutaj być. Gdyby teraz wyrzucili ich na oczach gości, sami by sobie strzelili w kolano, bo stali się największą atrakcją tego balu. Nie oszukujmy się, musiało się tak wydarzyć, chcąc nie chcąc jej obecność na pewno byłaby zauważona, nie należała do tych anonimowych osób, a teraz przy nich wszystkich Cameron poprosił ją o rękę, a ona się zgodziła! Nadal nie mogła uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło, nie przewidziała, że może zrobić coś takiego, a wydawało jej się, że zawsze potrafiła rozgryźć, co siedzi w jego głowie, jak widać nie.

- Nic nam nie zrobią, skłaniam się ku temu, że już jesteśmy gośćmi honorowymi, są zachwyceni. - Szepnęła mu jeszcze cicho na ucho, aby dodać mu odwagi, bo zauważyła, że zaczyna do niego docierać, co się wydarzyło. Mogło się to skończyć źle, bardzo źle. Wiedziała, że Cameron potrafił bardzo panikować, oby ich to teraz nie spotkało.

No i wykrakała. Jakby się zawahał, kiedy się do niej zbliżał, tyle, że nie było to zamierzone. Emocje musiały powoli zacząć z niego schodzić, uścisnęła go mocniej, a po chwili złapała pod rękę, bo bała się, że wyląduje na ziemi.

- Dostaniesz wódę, na pewno ci się po tym wszystkim należy. - Rzekła jeszcze do niego cicho, po czym krzyknęła dużo głośniej. - Przepraszamy za to przedstawienie, ale czy jest na sali uzdrowiciel? - Ona na pewno nie będzie w stanie mu pomóc, znając siebie to mogłaby tylko zaszkodzić.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#16
19.02.2024, 15:24  ✶  
Prędzej czy później przyszedłby taki czas, gdy jedno z nich musiałoby oficjalnie zadeklarować, co faktycznie czuje do tego drugiego. Od pamiętnego balu charytatywnego u Longbottomów prasa nie dawała im spokoju, a wydarzenia z Beltane zdawały się tylko podsycać atmosferę nabierającej prędkości miłosnej afery. Nie musieli nawet pojawiać się zbyt często razem publicznie, a gazety i tak się o nich rozpisywały, jakby byli największą atrakcją sezonu. Jakby wszystkich ogarnęła jakaś miłosna gorączka i to związki wskoczyły na pierwszy plan w obliczu zagrożenia ze strony Śmierciożerców i innych problemów magicznego świata.

Słyszał pogłoski, że majowe pale połączyły czarodziejów i czarownice jakąś przedziwną więzią, jednak... Im się przecież nie udało, prawda? Nie zatknęli na czubie kolorowego wianka zaplecionego przez Heather. A jednak wydarzenie to zbliżyło ich do siebie bardziej niż inne, zupełnie jakby dopiero wtedy uświadomili sobie jak samotni i jak smutni by byli, gdyby nie mieli siebie nawzajem. Czy to też była magia majowych pali, czy też własna desperacja dała o sobie znać, pchając ich ku sobie jeszcze bardziej? Zapewne nigdy nie poznają odpowiedzi na to pytanie: Beltane pozostawali już daleko za sobą, zwracając się ku obowiązkom i przyjemnościom codziennego życia.

Okoliczności zmusiły poniekąd Lupina do tego, aby zwalczyć niechęć przed wystąpieniami, tłumami ludzi i zadać to najważniejsze pytanie. Nie wyobrażał tak sobie własnych zaręczyn. Sądził, że jeśli przyjdzie co do czego, to odbędzie się to przelotem — w kuchni podczas wspólnego przygotowywania śniadania, paląc papierosa na balkonie, popijając tani alkohol nad Tamizą czy jedząc obiad z rodziną. Poza tym po nieudanej próbie zaręczyn ze strony Cedrika, młodszy z rodzeństwa martwił się poniekąd, że i jego spotka podobny los. W końcu nikt nie mógł mu zagwarantować szczęśliwego zakończenia tej historii.

A teraz było już po wszystkim i utrata przytomności była swego rodzaju ulgą dla młodego czarodzieja. Nie musiał znosić spojrzeń, szukać wymówek i rozedrgany szukać pustego fotela. Zamiast tego po prostu odpłynął, zrzucając całą odpowiedzialność na swoją narzeczoną. W końcu to był obopólny związek, czyż nie? On swoją część wykonał, teraz Heather mogła przejąć pałeczkę. Teraz mogła wzywać pomocy, dziękować przelotem ludziom, których paręnaście minut wcześniej prawie zadeptała, a potem zamknąć się wraz z nieprzytomnym Cameronem do sali. Czy towarzyszył im jednak uzdrowiciel?

Nie, niestety nie. Ruda była więc zdana na siebie i łaskę innych gości, którzy pomogliby jej przenieść Lupina do jednej z bocznych sal, gdzie mógłby odetchnąć i (miejmy nadzieję) odzyskać przytomność.

~~*~~

Przez te trzydzieści pięć minut Cameron śnił piękne sny. Leżał na łące, otoczony polnymi kwiatami. Powietrze niosło ze sobą zapach ziół i owoców z pobliskiego lasu. Nie pamiętał, jak się tu znalazł, ani co robił wcześniej. O nic nie musiał się martwić. Rozkoszował się po prostu szumem wiatru i śpiewem ptaków, przymykając leniwie oczy, gdy ciepło słońca ogrzewało jego twarz. Był szczęśliwy i spokojny. Tak mu się przynajmniej wydawało, bo czegoś mu w tym wszystkim brakowało. Powinien tu być ktoś jeszcze, ktoś...

— Heather! — Poderwał się nagle z kanapy, prawie uderzając o wiszącą nad nim głowę Rudej.

Gdyby nie to, że dalej było mu słabo i momentalnie opadł na poduszki, pewnie teraz miałaby pięknego guza. Lupin rozejrzał się gorączkowo na wszystkie strony, starając sobie przypomnieć, co się właściwie stało. Byli na imprezie, tańczyli, a potem... A potem ktoś ich prawie przyłapał, więc on... Oświadczyl się. No tak, oświadczył się. A Ruda zaakceptowała jego lipny pierścionek zerwany z balustrady schodów. Huh.

— Kocham cię, wiesz? — wymamrotał, dotykając mimowolnie swojego czoła. Kręciło mu się w głowie i czuł się, jakby właśnie wyszedł z sali zabiegowej po parogodzinnej operacji. — Na Merlina, przecież to było czyste szaleństwo. Ale chyba nas stąd... Nie wyrzucili?
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#17
19.02.2024, 16:47  ✶  

Ludzie lubili interesować się życiem innych. Zresztą, czy życie miłosne upadającej gwiazdy quidditcha nie był to zdecydowanie przyjemniejszy temat do czytania od tego kto znowu zginął? Wood przywykła do tego, że o niej piszą, wiedziała jednak, że Cameron może to traktować nieco poważniej niż ona. Sama trochę bała się tych deklaracji, nie chciała, żeby czuł się zmuszony do czegokolwiek, bo to nie byłoby fair. Musieli żyć własnym życiem, a nie sugerować się tym, co mówią inni.

Tyle, że sama łapała się na tym, że zaczęła myśleć o nim zdecydowanie poważniej. Nie było w niej tej lekkości, która znajdowała się w jej życiu jeszcze kilka miesięcy temu. Jakby podczas Beltane faktycznie się coś zmieniło, może naprawdę zadziała się tam jakaś magia? Tyle, że im nie udało się wrzucić tego nieszczęsnego wianka na pal, a ponoć to było prowodyrem tego, co działo się później. Najwyraźniej dosięgło i ich, tyle, że w nieco inny sposób. Kiedy się obudziła po tej okropnej nocy, uświadomiła sobie, że czegoś jej brakuje, bardzo szybko dotarło też do niej, czego konkretnie. Na pewno miało to związek z tym, jak chłopak zaopiekował się po jej wypadku, poświęcał jej każdą chwilę, nie był to pierwszy raz, ale dopiero teraz to faktycznie doceniła.

Tak właściwie to Heather było wszystko jedno, jak to zrobił, liczyło się tylko to, że do tego doszło, że czuł to co ona, że chciał z nią spędzić resztę życia, chociaż nie mogłaby zaprzeczyć, że podobało jej się to, że odważył się to zrobić przy tych wszystkich ludziach. Mimo wszystko nie wymagała od niego aż takiego poświęcenia, bo miała świadomość, jak reaguje na takie sytuacje, szczególnie, że to był jego pierwszy raz, nigdy przecież się nikomu nie oświadczał.

Wybrał całkiem szybki sposób, aby się wymigać od tego, co mogło się wydarzyć. Zemdlał. Ruda spanikowała, próbowała znaleźć medyka, najwyraźniej jednak Lupin był jedynym obecnym na tej sali, co za niefart, że to akurat on potrzebował w tej chwili pomocy. Na całe szczęście nie pozostawili ich samych sobie, pomogli przemieścić go do innej sali, gdzie mógł na spokojnie dojść do siebie. Właściwie wszystko się dobrze skończyło, bo nikt nie wyrzucił ich z tego balu, a chyba o to im chodziło.


Miała chwilę dla siebie. Siedziała przy nim, czekała, aż wróci do żywych. Palcami lewej ręki dotykała drewniany pierścionek, który stał się tym zaręczynowym, musiała przywyknąć do jego ciężaru. Wydawała się być zadowolona, chociaż towarzyszyło jej zmartwienie, nie miała bowiem pojęcia kiedy i czy w ogóle Cameron postanowi się obudzić. Zdążyła nawet wysmarować wyjca do Brenny, uważała, że musi się jej pochwalić tym, co się stało, a co mogło wyrazić emocje lepiej od jednego, niewinnego wyjca? Nie było takiej rzeczy.

- Ostrożnie, głuptasku. - Udało jej się uniknąć czołowego zderzenia z Cameronem, jeszcze tylko tego im brakowało. - Powoli, zemdlałeś, musisz uważać. - Starała się go nieco przystopować, bo naprawdę nie chciałaby, żeby sytuacja się powtórzyła.

- Tak się składa że wiem, i nie tylko ja to wiem, ci wszyscy ludzie na tamtej sali też to wiedzą. - Chciała mu przypomnieć, co właściwie się przed chwilą wydarzyło, chociaż powinien to pamiętać, prawda? Nie stracił przez to omdlenie świadomości tego, co się wydarzyło. Miała nadzieję, że tak nie było. - Nie wyrzucili, myślę, że mogłoby to nie zostać odpowiednio przyjęte przez czasopisma. Pozwolili nam tu dojść do siebie, po tym całym przedstawieniu. Jak się czujesz? - Zapytała jeszcze, bo nie wyglądał dobrze, nadal był blady i wydawał się zmęczony. - Coś ty sobie w ogóle myślał? - Zapytała ciekawa, bo naprawdę nie wiedziała, jak właściwie doszło do tego, że zdecydował się na taki poważny krok.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#18
21.02.2024, 22:20  ✶  
— Wszyscy wiedzą? — powtórzył tępym głosem, jakby Ruda właśnie powiedziała mu, że zgłosił się do wyścigu miotlarskiego. — Nie musisz mówić tego takim tonem, jakby to była jakaś wielka tragedia, wiesz?

Z trudem powstrzymał się przed tym, żeby nie pokazać jej języka w ramach protestu.

— Właśnie tak mi się wydawało, że nie będą zbyt chętni, żeby nas stąd wywalić po takim... Zaszczycie. — Wyszczerzył zęby, jakby wszystko poszło według jego planu.

Spoważniał nieco po ostatnim pytaniu Heather, co w połączeniu z bladą cerą i otumanieniem po utracie przytomności, sprawiło, że wyglądał wyjątkowo chorowicie. Podniósł się z pozycji leżącej do siedzącej, wbijając spojrzenie w Heather. Przyglądał się przez dłuższą chwilę jej twarzy, starając się odgadnąć, jak właściwie czuje się po zaręczynach. Na sali wydawała się zachwycona, jednak... Czy nie zawsze musiała taka być w towarzystwie? Była młoda i psotliwa, ale była też jedną z najbardziej rozchwytywanych celebrytek. Gdzieś tam mógł się czaić fałsz. Zabolało go w sercu na samą myśl.

— Wiesz, to nie moja szefowa wypisuje z pytaniami o to, czy jesteśmy narzeczeństwem, małżeństwem i czy przypadkiem nie powinna kupić pierścionka w moim imieniu — rzucił z ironią, rozpinając guziki przy kołnierzu odświętnej szaty. Musiał wziąć kilka głębokich oddechów. — Uznałem, że skoro tak wypytuje, to rozmawiacie o tym, a ty... Masz dosyć czekania i naprawdę chcesz tego. — Spojrzał na nią z uczuciem. — Ja też tego chcę, ale sama wiesz, jak żyjemy, co nie?

Wyciągnął rękę w jej stronę, aby ścisnąć dłoń dziewczyny. Gdyby mieli czekać na spokojny czas, to prawdopodobnie nigdy nie powiedzieliby sobie, czego tak właściwie od siebie oczekują. Byliby zbyt zajęci celebrowaniem tych kilku godzin, jakie mieli dla siebie pomiędzy dyżurami w Szpitalu św. Munga a wyprawami w teren inicjowanymi przez Brygadę Uderzeniową.

— Oczywiście, nie oświadczyłem się tylko po to, żeby nas uratować z opresji — zapewnił ją z krzywym uśmiechem. — Chciałem to zrobić na koniec imprezy, gdzieś w ogrodzie, jak na balu u Longbottomów. Organizatorzy... Nieco mnie pospieszyli. Nie sądziłem, że zorientują się aż tak szybko. To dlatego tak szybko cię przeganiałem z sali do sali. Wybaczysz mi?

Ścisnął delikatnie jej dłoń, zerkając na drewnianą obręcz, która posłużyła mu za pierścionek. Westchnął cicho, obracając ozdobę na palcu Rudej.

— Znajdę dla ciebie coś lepszego. Obiecuję. — Wstał z kanapy i objął krótko swoją dziewczynę, nie, narzeczoną. — Po prostu będę potrzebował trochę czasu. Wprawdzie pierścionek Cedrika leży nieużywany, ale jestem prawie pewny, że załatwię coś bardziej... W twoim stylu.

Spróbował unieść Heather w powietrze i chociaż zrobił to z całkiem sporą, jak na siebie gracją, tak gdy tylko odstawił Rudą na parkiet, od razu zakręciło mu się w głowie. Wrócił na kanapę i sięgnął po chusteczki. Już miał przetrzeć sobie twarz, gdy jego uwagę przykuł wypisany na niej cytat.

— Duma związana jest z tym, co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli — przeczytał na głos, aby zaraz sarknąć donośnie. — Ale banda pojebów. Myślisz, że to mądrości gospodarzy czy Lockharta? — Pokręcił głową, ścierając pot ze swojego czoła. — Dawaj, zerknij na inne. Może zrobili kilka wariantów.

Nawet Brenna Longbottom nie miała takiego pierdolca, żeby zamawiać jedyne w swoim rodzaju chusteczki na swój bal. Co niby potem się z nimi miało dziać? Wywalali je do śmietnika? Oddawali gościom w ramach podarku na koniec wieczoru? Paranoja, czysta paranoja.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#19
22.02.2024, 10:43  ✶  

- Wszyscy wiedzą. - Powtórzyła się, żeby to do niego dotarło, chociaż chyba nie musiała, bo wyglądał, jakby zrozumiał. - Nie tragedia, raczej komedia, gdybyś tylko widział ich miny. - Niestety, Cameron przegapił praktycznie całą reakcję publiki na swoje przemówienie. Nie da się ukryć, że musiało to wyglądać zabawnie dla postronnych. Naprodukował się, wygłosił piękną mowę, a później zemdlał.

- To było całkiem sprytne posunięcie. - Nikt nie śmiałby ich wyrzucić z tego balu, po tym, co się wydarzyło. Ba, Ruda przeczuwała, że jutro w gazetach pojawi się bardzo dużo artykułów o tym, co się tutaj działo i staną się bohaterami większości z nich. To nie był pierwszy raz.

Jego kolejne słowa wprawiły ją w krótkie zamyślenie. Czy jej rozmowa z Brenną, mogła wpłynąć na decyzję, którą podjał? Nie chciała, żeby czuł jakikolwiek nacisk z jej strony, miała nadzieję, że to nie tak, że faktycznie prędzej, czy później zdecydowałby się na taki krok, tylko to teraz nie miało sensu, te całe rozważania, bo to zrobił, przez tymi wszystkimi ludźmi, musiał być naprawdę zdecydowany.

- Ach, Brenna, gadałyśmy chwilę, o różnych sprawach, takich bardziej głębokich. Wiesz, kręci się koło niej ten Bulstrode, brat Twojej szefowej. Nie wiem, jak to możliwe, ale czuję, że coś się między nimi święci. Zmartwiło mnie to trochę. Mając tyle rozsądku być tak zadziwiająco ślepą na błędy i głupotę ludzką. - Wolała się nie zagłębiać w to, z czego wynikły te listy, ani o co im faktycznie chodziło. Chciała się też przy okazji wytłumaczyć trochę przed Cameronem, że to nie tak, że tylko o nim plotkowali, ale o innych typach też, żeby nie było. Martwiła się tym, że Atreus kręci się niedaleko Longbottom - Wnioski, które wyciągnąłeś były słuszne. - Może jednak warto było trochę im pomóc, Longbottom okazała się być jakąś wróżką, która jeszcze bardziej pchnęła ich ku sobie, bo w sumie to najwyraźniej nie do końca potrafili mówić o swoich oczekiwaniach. Młodość rządziła się swoimi prawami. - Nie ważne jak, ważne, że żyjemy. - Uśmiechnęła się promiennie, znowu sięgnęła po głupi żart, zawsze, kiedy się denerwowała to to robiła.

Ujęła dłoń chłopaka, dobrze się stało, że mieli chwilę, żeby to wszystko przedyskutować. - No, ja myślę, ucieczka z opresji to trochę słaby powód na oświadczyny, to w końcu decyzja na całe życie - Usta drgnęły jej w uśmiechu, gdy to powiedziała. Całe życie, brzmiało fantastycznie, szczególnie u boku kogoś takiego, jak Cameron. Miała jednak więcej szczęścia, niż rozumu.

- Ta przebieżka była całkiem zabawna, przynajmniej dla mnie. Oczywiście, że ci wybaczę. - Nie widziała w tym nic złego, taka sytuacja, czy coś. Tym bardziej, że uknuł naprawdę niesamowitą intrygę, aby ją zabrać na to przyjęcie, na pewno Wood zapamięta ten bal do końca swojego życia.

- Nie przejmuj się, nie liczy się pierścionek, a ten kto go wręcza. - Nie przywiązywała wagi do takich szczegółów, szczególnie, że biżuterii miała pod dostatkiem, naprawdę różnej. - Ten jest w moim stylu. - Dodała jeszcze, bo jakby nie patrzeć Ruda nie była typowym dziewczęciem, więc idealnie do niej pasował.

Zaskoczyła ją ta próba podniesienia jej, nie, żeby nie było to miłe, jednak przed chwilą obudził się po omdleniu! i to on niby był tym rozsądniejszym z ich dwójki. - Camiś, uważaj, bo nie chciałabym, żebyś powtórzył to przedstawienie, jesteś jedynym medykiem na tym balu, a sam wiesz, że jak będę próbowała ci pomóc, to mogę tylko pogorszyć sprawę. - Dosiadła się ponownie do niego, należał im się odpoczynek - zdecydowanie.

- Nie zdziwiłabym się, gdyby to Lockhart dodał coś od siebie, uważa się chyba za filozofa, czy coś. - Wood nie miała chyba specjalnie dobrej opinii o Darcym, ale nie rozwodziła się nad tym jakoś dłużej.

Sięgnęła po kolejną chusteczkę, jednak był na niej ten sam napis, który przed chwilą przeczytał Cameron. - Nie, zrobili takie same, pojebanie na poziomie względnym. - Przeraziłoby ją gdyby wydrukowali całą serię z różnymi cytatami.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#20
22.02.2024, 14:34  ✶  
— A więc zgodnie z planem, będziemy najszczęśliwszym małzeństwem na świecie, tak? — Uniósł pytająco brew w figlarnym geście. — Może nikt nas nie przebije zbyt szybko...

Pokiwał powoli głową.

— Panienka jest aż nazbyt łaskawa, — Faktycznie, to osoba była ważniejsza, jednak pierścionek również był istotny! Bądź co bądź, Ruda miała nosić go przez co najmniej kilka następnych miesięcy lub nawet dłużej, jeśli przyjdzie co do czego i staną przed ołtarzem. Jak Merlin dopomoże. — Jednakowoż... Nie ma potrzeby udawać skromnej. Narzeczony wszystko załatwi.

Musiał. Drewniana nakrętka była wprawdzie darmowa i była ''specyficzna'', jednak Cameron do tak poważnej sprawy, jak zaręczyny chciał podejść tradycyjnie. Przynajmniej na tyle jak bardzo pozwalał mu jego charakter i portfel. Nie wiedział, jak załatwi Heather pierścionek z prawdziwego zdarzenia, ale miał zamiar to zrobić. Jeszcze nie wiedział jak, ale to zrobi. I uda mu się to bez pomocy ze strony swoich krewniaków, familii Rudej czy zasobnym oszczędnościom Brenny Longbottom.

— Noo, zgadzam się z tobą. Też bym nie chciał się oświadczać drugi raz. Raz na całe życie wystarczy. — Uśmiechnął się półgębkiem. Dalej skręcało go w żołądku ze stresu, a myśli mimowolnie krążyły wokół tematów takich jak praca, dom, przyjaciele i rodzina. Nie miał pojęcia, jak zareaguje jego matka czy rodzeństwa. O ojca z jakiegoś powodu się nie martwił. Po zaręczynowych perypetiach Cedrika będzie pewnie zachwycony, że chociaż jednemu synowi się udało dopiąć swego. — Zwłaszcza z kimś, kto tak uroczo się uśmiecha!

Uśmiechnął się od ucha do ucha, co sprawiło, że jego policzki stały się bardziej wypukłe. Oparł na nich dłonie, jakby w ten sposób chciał odwzorować to, jak widział Rudą. Może nie był najbystrzejszym stażystą w Mungu, ale Heather znał jak własną kieszeń. Gdy musiała, wiedziała jak ukryć przed nim pewne rzeczy, jednak radość ciężko było skryć za zmarszczonym czołem i zmartwieniem w oczach. Zresztą teraz nawet nie musiała tego robić. Byli kompletnie bezpieczni w tej małej salce, do której zostali zesłani przez gospodarzy.

— Muszą bardzo lubić te jego książki — mruknął, gniotąc chusteczkę w dłoni, aby zaraz odrzucić ją w kąt pokoju. — Może trochę na to za wcześnie... Ale jak zamierzasz się przedstawiać? Heather Wood-Lupin, Heather Lupin, czy zrobimy fikołka i to ja przyjmę twoje nazwisko? — Sarknął cicho, zapraszając gestem Rudą na kanapę. — Bo wiesz... Ja chyba nie miałbym nic przeciwko?

Oczywiście, gdyby przyjęła jego nazwisko, byłby zachwycony, ale gdyby naciskała na to, aby zostać przy swoim, nie miałby zbyt wielu wyrzutów sumienia, żeby tytułować się jako Wood. Rodzice pewnie patrzyliby na to nieco krzywo, ale przecież zawsze byłby Lupinem w sercu, czyż nie? Przecież nie wskoczyłby zaraz na miotłę albo nie zaczął zarządzać biznesem swoich przyszłych teściów. Policzki chłopaka pokryły się intensywną czerwienią, gdy zdał sobie sprawę, że czeka ich rozmowa nie tylko z jego rodzicami, ale też rodzicami jego wybranki.

— Zostańmy tu jeszcze trochę, dobrze? — Oparł głowę na ramieniu dziewczyny. — Tak z pół godziny, a potem... Spróbujemy się po raz ostatni przebić przez ten tłum. Pójdziemy na spacer, pogadamy, popijemy, pocałujemy się parę razy...

Kwestia rozmów z rodzicami będzie musiała poczekać. Bądź co bądź, powinni trochę poświętować. Kto wie, kiedy będą ku temu następną okazję? Gdy oboje odpoczęli po zaręczynach w sali balowej, zdecydowali się opuścić przydzieloną im komnatę. Ledwo zamknęli za sobą drzwi, a zaczęli ich obskakiwać goście, którym przewodzili gospodarze, pragnący jako pierwsi pogratulować zaręczyn młodej parze. Tym razem Cameron postanowił siedzieć cicho i tylko odzywać się półsłówkami, pozwalając, aby to Heather grzała się tym razem w atencji gości wysokiego formatu. Para była zmuszona spędzić tam jeszcze jakiś czas, a kiedy skorzystali z okazji, aby wymknąć się głównym wejściem... Na zewnątrz czekała na nich armia dziennikarzy i fotoreporterów. Lupin ścisnął mocno rękę Heather.

— Chyba mamy ostatnią bitwę do stoczenia. — Pocałował Rudą w policzek i poprowadził ich ku tym zgłodniałym sępom. Ktoś musiał im pokazać, kto teraz rządzi na salonach.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (6184), Darcy Lockhart (320), Heather Wood (5098)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa