• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika

[08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#11
15.02.2024, 15:31  ✶  

Czy Dora go pocieszyła swoimi słowa? Odrobinę. Przynajmniej wiedział, że nie była to jej pierwsza akcja, ale nadal będzie czuł za nią odpowiedzialność. Zwykle pracował sam, albo wydawał rozkazy swoim ludziom, ale nigdy nie współpracował w akcji z alchemikami, czy też zielarzami. Martwił się, że może coś pójść nie tak i dziewczynie coś się stanie pod jego okiem. Tę lekką paranoje wywołały u niego informacje od Colette, z którą rozmawiał jeszcze nie tak dawno temu. Miał jednak nadzieję, że była to bzdura, a ludzie, którzy tu zginęli po prostu mieli pecha. Tymoteus zwariował, bo nie uratował przyjaciół, a im nic się nie stanie. Byli wyszkoleni, Brenna i Vincent nie raz byli razem w tarapatach i zawsze wychodzili cało.

– Po prostu trzymaj się blisko – mrugnął do niej, a potem spojrzał na Paskudę, która zaczęła się rządzić. Uśmiechnął się nawet pod nosem, ale nie skomentował tego. Pełne skupienie i współpraca. Musiał nauczyć się współpracy, aby nie pakować ich w tarapaty, nie? Zmacał kieszeń, gdzie były papierosy i westchnął. Z tylnej kieszeni spodni wyjął gumę do żucia i wsunął ją do ust. Cokolwiek, aby zająć swój nałóg. Guma miała smak tytoniu, ale nie pomagała tak dobrze jak uzależniające papierosy.

Skinął głową Brennie. Nawet cieszył się, że mógł zamykać ten ich nieszczęsny pochód. Martwiło go trochę to, że ostatni ludzie, którzy tu byli nie wrócili, a właściwie to wrócił tylko jeden obłąkany człowiek. Trzymał się jednak pozytywnych myśli. Ciągle sprawdzał kieszenie swoich spodni w poszukiwaniu papierosów. Nie chciał tutaj palić, ale myśl, że one tam są uspokajały go. Wkurzała go ta słabość, ale mógł rzucić w każdym momencie, prawda? Kiedy tylko mu się za widzi po prostu przestanie. Było to bardzo możliwe, prawda? Był silny, prawda?

Puścił Menodorę przodem i wsunął się zaraz za nią do środka. Schylił mocno głowę, ale z każdym krokiem sufit piął się w górę, aż w końcu mógł iść wyprostowany. Było to dziwne i zauważył to w tym samym momencie co Brenna. Tunel był dziwny, był nienaturalny. Miał okazję być w wielu jaskiniach i zwykle szedł w nich schylony, aby nie zaryć głową o sklepienie. Teraz szedł wyprostowany. Spojrzał na swoją partnerkę, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć nadepnął na monetę. Zmarszczył brwi i schylił się po nią.

– Dziwne – mruknął pozwalając zerknąć Dorze na jego znalezisko. Ruszył dalej, aby nie tracić metrów w odległościach od pozostałych. – Jest stara – powiedział do dziewczyny i podsunął jej monetę. – Ciekawe ile osób było tu przed nami.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
15.02.2024, 20:33  ✶  
— Mówię całkowicie szczerze, panno Wood — odparł nieco ostrzej, niż zamierzał z nachmurzoną miną. — Nienawidzę takich miejsc. I obawiam się, że nic się w tej kwestii nie zmieni w ciągu kilku najbliższych godzin, więc radziłbym uzbroić się w duże ilości cierpliwości. — Wzniósł oczy ku niebu, gdy rudowłosa Brygadzistka próbowała zwizualizować sobie, ile to dwa metry. — To tyle ile mam wzrostu minus pięć centymetrów.

Oczywiście, że wykorzystał okazję, żeby dodać sobie kilka centymetrów. Odebrał od Dory swoją porcję eliksiru wiggenowego i wkroczył w ciemność chwilę po Morfeuszu i Brennie. Czy kamień spadł mu z serca, gdy okazało się, że jaskinia była nieco większa niż zakładali? Czy wszystkie wątpliwości wyparowały z jego głowy? Nie, oczywiście, że nie! Faktycznie, wymiary tunelu mogły przewyższać ich początkowe szacunki, jednak wcale nie sprawiły, że Erika ogarnął spokój. Kroki stawiał z mniejszą pewnością siebie i zerkał nerwowo przez ramię, rzucając tęskne spojrzenie ku światłu powierzchni.

To musiał być jakiś spisek. Ledwie dzień wcześniej praktycznie wepchnął Geraldine Yaxley do leża błotoryja-giganta, a teraz z własnej woli schodził pod ziemię. To musiał być cholerny znak od losu, pomyślał, ściskając mocniej rączkę swojej różdżki. Paranoja, czysta paranoja. No, ale przecież nie mógł zawrócić. Był aktywnym członkiem Zakonu Feniksa, a to wiązało się z pewnymi zobowiązaniami. A jednak odmówienie udziału w misji na podstawie lęku przed małymi przestrzeniami mogło nie zostać uznane za wystarczający powód do odmowy wykonania rozkazu przez Albusa Dumbledore'a.

— Wydaje ci się. To miejsce nie miało być czasem opuszczone? — rzucił do Heather bez większego namysłu, nie zatrzymując się. — Myślałem, że jesteśmy tu po to, żeby ich uprzedzić, dopóki nie wiedzą o tym miejscu.

Może źle zrozumiał komunikat dowództwa Zakonu? Może już wszystko mu się mieszało w głowie po ostatnich tygodniach? Może faktycznie potrzebował urlopu w Lecznicy Dusz, żeby to wszystko sobie poukładać i... Skąd tu się wzięły papierosy?, pomyślał zaalarmowany, gdy pośród grudek ziemi wypatrzył znajomy kształt tekturowego opakowania. Zmarszczył brwi. Czy faktycznie mogli przybyć za późno?

Erik przykląkł na jedno kolano, udając, że poprawia wiązanie buta, aby zaraz zgarnąć przy okazji paczkę z ziemi. Przyjrzał się zawiniątku, starając się określić, czy zna markę lub rodzaj papierosów. Następnie zgniótł opakowanie w dłoni i ruszył w dalszą drogę, zwalniając nieco kroku.

— Wood? Nie ociągaj się — rzucił, przystając na moment. Spróbował złapać z nią kontakt wzrokowy i poczekał, aż zrówna się z nim, zanim ruszył dalej. — Zerknij.

Wepchnął jej w rękę paczkę papierosów, uważnie obserwując jej reakcję. Może jednak Ruda miała rację?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
16.02.2024, 10:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 10:56 przez Brenna Longbottom.)  
Transmutacja i kształtowanie Bren, rzuciłam PO zamiast W, ale i tak sukces

Gdyby Erik oświadczył, że nie czuje się na siłach, Brenna prawdopodobnie bez mrugnięcia okiem by to zaakceptowała i nikomu nawet nie wspomniała, że zabranie go tutaj było rozważane. Nic jednak nie powiedział - był tu jednak, podnosił papierosy z ziemi, stał obok Heather, która przez ułamek sekundy miała wrażenie, jakby chłodne palce musnęły jej kark.
Zdawały się mokre.
Pokryte wodą.
Złudne wrażenie jednak zaraz przeminęło, a poza tym nie działo się nic.
Brenna odwróciła na moment spojrzenie, słysząc za sobą głos Erika i drgnęła, widząc, co ten znalazł. Ktoś dotarł tutaj przed nimi – a Vincent Prewett trzymał w dłoni dowód na to, że ten korytarz przemierzali i inni. Wyspa była ukryta, ale nie dość dobrze: może nigdy nie miała zniknąć na stałe, a może coś, co mieszkało w tych głębiach, chciało zostać znalezione i mimo wszystkich zaklęć ściągało do siebie kolejne osoby. I albo to teraz zakończą, albo… podzielą los dotychczasowych śmiałków, staną się kolejnym ogniwem łańcucha. Nakarmią coś w tych podziemiach – ale o tym wiedział tylko Morpheus.
Morpheus, który przez ułamek, próbując spojrzeć do przodu, widział błysk szkła i własne odbicie. Nic więcej.
– Chodźmy – mruknęła Brenna, zaciskając szczęki. Wysforowała nieco bardziej przed Morpheusa, jakby chcąc go osłonić. Nie było jednak przed czym: nic się nie działo, a tunel skończył się nagle, otwierając na grotę, która ginęła w ciemnościach, niemożliwych do oświetlenia żadnym lumos. Widzieli zaledwie jej mały fragment. Przytłumiony, mrugający blask zaklęcia padł na kogoś, kto leżał na posadce, jakieś dwa metry od wejścia. Brenna go nie znała: pośród nich wszystkich rozpoznać go mógł wyłącznie Morpheus Longbottom.
Tak, on z łatwością rozpoznał rude, charakterystyczne włosy Alistaira.

Wyjaśniało to obecność papierosów. Latarnik odnalazł ostatecznie drogę na wyspę, podążył tropem przepowiedni i…
Brenna przykucnęła, sięgnęła po jakiś kamień i rzuciła go do przodu, jakby sprawdzając, czy nie uruchomi jakiejś pułapki. Wszystko wyrywało się w niej, by podbiec do młodzieńca, upewnić się, czy jest żywy, ale nie mogła biec na łeb, na szyję, kiedy za sobą miała ludzi. Machnęła różdżką, transmutując kamień w ptaka. Ten zaczął latać po jaskini i… nie działo się nic? Kolejny czar miał stworzyć więcej światła: ale chociaż się powiódł, to wciąż nie oświetlało całej groty.
– Nie idźcie przez chwilę za mną – poprosiła Brenna, o czym zbliżyła się do leżącego mężczyzny.
Wciąż nic.
Brenna prawie chciała, żeby coś się zaczęło działać. Ten absolutny brak zagrożeń zdawał się straszny sam w sobie, bo wciąż ich wyczekiwała.
Przykucnęła przy mężczyźnie, dotknęła jego szyi, nadgarstka, potem przewróciła go na plecy i przyłożyła głowę do jego klatki piersiowej.
– Nie żyje.
Gdyby zdecydowali się teraz podejść bliżej – Erik, który od dawna pracował w Brygadzie i Dora, która zaczynała szkolenie uzdrowicielskie – mogliby stwierdzić, że nie widać żadnych ran ani śladów przemocy. Nie wyglądał też jakby trafiła go avada: oczy miał zamknięte, a po jego twarzy błąkał się uśmiech. Musiał umrzeć niedawno. Może spóźnili się zaledwie o parę minut? Wyglądał jednak w oczach Dory… ciężko było to stwierdzić, ale jakoś niezdrowo: jakby od jakiegoś czasu nie jadł ani nie pił. Ale czy trup mógł wyglądać zdrowo? Erik nie czuł też charakterystycznego zapachu, który wskazywałby na nekromantyczne zaklęcie.
Heather zdało się, że ktoś szepce jej do ucha. Nie idź dalej. Koniec wody to kłamstwo.
Vincent natomiast, w blasku nowego światła, już po tym, jak Brenna przykucnęła przy rudym mężczyźnie, przez ułamek sekundy miał wrażenie, że dostrzega, że coś leży nieco dalej od Alaistaira. Coś białego. Coś jak…
…kości?


Odpisy do 20.02, godzina 20.
Albo po tej turze, albo po kolejnej możecie się spodziewać rozbicia na sesje.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#14
16.02.2024, 11:21  ✶  

Oddech Morpheusa zadrżał, ale przeżył w swojej pracy dość czasu, aby nie rzucać się na pomoc każdemu, kto omdlewał w podejrzanych korytarzach, gdy głosy w głowie mówią o śmierci i uwolnieniu. Palce świerzbiły go, aby zapalić, podobnie jak Vincenta, tylko on pogodził się już z tym, że nałóg trawił jego organizm. Zabawne, że gdy był młody, palenie uznawano za pro-zdrowotne i stąd właściwie się ono wzięło w jego życiu. Znów sięgnął po talię kart, aby dodać sobie otuchy.

— To Alistair, mężczyzna, który usłyszała przepowiednię o wyspie — powiedział ściszonym głosem. — Coś się pożywia tymi, którzy tu wchodzą. Wydaje mi się, że coś próbuje mnie ostrzec w mojej głowie. Głosy, o których mówił Charon. On czeka w mroku, by się pożywić, by się uwolnić. Czy mówią do kogoś jeszcze?

Spojrzał po towarzystwie z zaciętą miną Niewymownego. Jego oczy zalśniły mu determinacją oraz dziwną fascynacją. Musiał dotrzeć do sedna tej sprawy. Źródła ciemności. Persefono, córko potężnego Zeusa, przybądź, błogosławiona. Jedyne życie i śmierć cierpiących udręki śmiertelnych.
Persefono! Zawsze bowiem żywisz i uśmiercasz wszystko. Wysłuchaj, błogosławiona bogini, wydaj plony z ziemi. Kwitnąca pokojem i uśmierzającym ból zdrowiem i zamożnym, przynoszącym bogate dary życiem. Ze swojej i potężnego Plutona krainy, królowo. Przyjmij Alistaira do swojej krainy.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#15
16.02.2024, 12:34  ✶  

- Trudne te obliczenia, chyba sobie odpuszczę. - Jakieś odejmowanie? Na co to komu. Postara się po prostu w nich nie wpakować. Zachować odpowiednią odległość i tyle.

- Mam nadzieję, że mi się wydaje... - Nie czuła się tu dobrze, no i wtedy ktoś jej dotknął, albo nie? Nie miała pojęcia, co się dzieje. Zimne palce wylądowały na jej szyi, albo to złudzenie. Pisnęła i podskoczyła gwałtownie, ale uczucie minęło. Odwróciła się ponownie. Nikogo tam nie było. - JA PIERDOLE, KURWA MAĆ. - Powiedziała donośnie, tak, że pewnie usłyszałby to ktoś, kto był na końcu jaskini. Coś się z nią bawiło, albo ktoś, a może to przez te jaskinie, było tu ciemno i zimno, ale Ruda nie bała się przecież ciemności.

Wtedy Erik się po coś nachylił, nie widziała po co, później wepchnął jej w dłoń paczkę papierosów. - Ja nie palę wuja, to niezdrowe. - Powiedziała nie do końca świadoma tego, że to właśnie je znalazł przed chwilą.

Zatrzymała się, kiedy Brenna powiedziała, że mają przez chwilę nie iść.

Później zobaczyła ciało, zimny dreszcz przeszedł jej po plecach i wtedy usłyszała głos szepczący jej do ucha, machnęła ręką i się poruszyła, jakby chciała odgonić od siebie muchę, czuła, że zaczyna się stresować, że dzieje się źle, próbowała nad sobą panować, żeby im nie dołożyć atrakcji


Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
kształtowanie czy heather odpali klątwę
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#16
16.02.2024, 17:25  ✶  
Musieliby mieć wyjątkowo dużego pecha, żeby wpakować się na tajemniczą, magiczną wyspę, która nie tylko skrywała w swych trzewiach magiczny artefakt, ale też była... Nawiedzona? Przeklęta? Obłożona bardzo sprytnymi zaklęciami zaburzającymi percepcję? Erikowi trudno było ocenić, czego właściwie doświadczyli inni członkowie wyprawy. Co prawda, sam walczył ze swoją klaustrofobię, nie chcąc ulec panice, ale poza tym nie natknął się na nic podejrzanego. Nie licząc paczki papierosów.

— Heather! — Poderwał głowę, odwracając się w jej kierunku, jednak podobnie jak Ruda... Nie zobaczył zupełnie nic poza Dorą i Vincentem, którzy zamykali pochód. — Czy ty nie masz jakichś...

Fobii?, dokończył, nie bardzo wiedząc, jak zadać to pytanie. Jaskinia przerażała go ze względu na to, że znaleźli się pod ziemią i coraz bardziej oddalali się od wejścia. Czy Brygadzistka mogła bać się ciemności? A może właśnie sama orientowała się, że jednak nie jest wcale taka nieustraszona, jak twierdziła? Nie chciał jej dodatkowo mieszać w głowie, więc po prostu starał się trzymać blisko niej dla bezpieczeństwa.

— Ona nie jest moja — wymamrotał, gdy paczka papierosów wylądowała w dłoniach jego towarzyszki.

Niedługo później dotarli do wyjścia z korytarza, a zamiast tego znaleźli się w sercu jaskini. Jedynym pocieszeniem, jakie odczuwał Erik, było to, że komnata wydawała się dużo bardziej przestronna niż podziemna droga. Włosy na karku stanęły na dęba, gdy na posadzce dostrzegł trupa. Na szczęście nie był to nikt kogo znali osobiście... I dosłownie chwilę później Morfeusz postanowił zaburzyć tę wizję, a jego kolejne słowa tylko napędziły mu dodatkowego stracha.

— Nie słyszałem żadnych głosów, Morfeuszu. — Przepchał się na przód, gdy reszta grupy dotarła do groty. — I co masz na myśli przez: czeka w mroku, by się pożywić i uwolnić? — Wbił wyczekujący wzrok w wuja. — To część przepowiedni, twojej wizji, czy... — Odwrócił się, aby zerknąć, chociażby na Heather, który zdawała się doświadczać wcześniej jakiegoś dziwnego fenomenu. — Czy ktoś to słyszał w swojej głowie?

Coraz mniej mu się to wszystko podobało. Z drugiej strony, zgłaszając się na wyprawę, nie powinien w ogóle zakładać, że będzie miło i przyjemnie. Mówili o broni, na którą chrapkę miał Czarny Pan. A skoro on był skłonny babrać się w magii zaświatów i zaburzyć równowagę między światem żywych i umarłych, to przeklęta wyspa też mogła znajdować się na jego liście priorytetowych celów. Westchnął ciężko, przyglądając się z nieciekawą miną trupowi. Przykląkł na jedno kolano, starając się niczego nie dotykać.

— To chyba nie było zaklęcie uśmiercające — zawyrokował niepewnym głosem, zerkając przez ramię na Brennę i Dorę. — Chyba że oberwał w bardzo przyjemnym śnie. Ale kto ryzykowałby spanie tutaj?

Wzdrygnął się na samą myśl. Na miejscu innych podróżników wróciłby na zewnątrz i spał w łódce, jednak jego ocena sytuacja zdecydowanie mogła być niestandardowa przez problem z małymi przestrzeniami.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#17
18.02.2024, 04:08  ✶  
- Mam nadzieję, że niezbyt dużo - rzuciła w odpowiedzi na jego słowa, po tym jak przyjrzała się podsuniętej monecie. Miała złe przeczucia, ale chyba każde z nich tego doświadczało, kiedy się tutaj zagłębiało. Ciemność była lepka i nienaturalna, a oni z Vincentem mogli zobaczyć, jak idąca przed nimi para, w szczególności Heather, zachowują się nerwowo. Dziewczyna wzdrygała się i odwracała i za każdym razem kiedy to robiła, Crawley coś ściskało w żołądku. Nie bała się, nie w ten sposób, który pozwalał się jasno i wyraźnie określić, ale było to jakieś dziwne podchody. Jeszcze nerwowość i ostrożność, wynikająca z atawizmów, krzyczących teraz by zawrócili.

Przystanęła posłusznie, kiedy Brenna ich o to poprosiła, uważnie przyglądając się jej poczynaniom. Ciężko było powiedzieć, co właściwie czuła, patrząc na leżące przed nimi zwłoki, ale nie było to chyba nic co sprawiłoby że jeżyły się jej włosy na karku, albo czuła jeszcze większy ucisk niepokoju. Krąg życia był jej dobrze znany i zaczepiony w jej głowie, a chyba jakaś część niej spodziewała się, że mogli tu znaleźć nawet takie rzeczy. Może też poczuła delikatne ukłucie ulgi, którego zaraz się powstydziła.

Zrobiła parę kroków w przód, chcąc lepiej przyjrzeć się zwłokom, ale wciąż nie podeszła bezpośrednio do nich. Były dziwne i nienaturalne, chociaż to stwierdzenie trzeszczało w jej głowie dysonansem. Nie, nie były nienaturalne, były zwyczajne charakterystyczne dla człowieka, który umarł nie będąc w pełni sił.
- Wygląda, jakby nie jadł i nie pił - zwróciła się do Brenny. - Albo nie był w pełni sił, kiedy tu trafił, albo... - zamilkła na chwilę, nie będąc pewna, czy to w ogóle miało sens. - Albo był tu bardzo długo. - dokończyła nieco ciszej, bo ta perspektywa była niezmiernie niepokojąca. Przeniosła spojrzenie na moment na Morpheusa, a potem znowu na zwłoki.
- Jakieś stworzenie? - zasugerowała, jednak w jej głosie nie było pewności.


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#18
18.02.2024, 20:02  ✶  

Skinął głową na słowa swojej partnerki i spojrzał przed siebie. Ruda dziewczyna faktycznie dziwnie się zachowywała. Nie dał jednak po sobie poznać, że go to ruszało, ale też spojrzał za siebie. Nic tam nie było oprócz ciemności, której lumos już nie dosięgał. Przyśpieszył kroku pilnując tego, aby Dora była nadal blisko niego, aby dotrzeć do reszty grupy, która się zatrzymała, a poznał to po tym, że światła ich różdżek zatrzymały się w miejscu. Dotarł do nich i spojrzał na to, co Brenna robiła. Kazała mu zostać? Pokręcił głową i nie zaczekał, a ruszył za nią trzymając różdżkę w pogotowiu. Poczuł nieprzyjemny dreszcz, gdy zobaczył to ciało. Widział nie jednego trupa w swoim życiu, ale nie wyglądały w taki sposób. Ten był dziwny. Zatrzymał się w odpowiedniej odległości i zerknął na resztę towarzyszy, jego wzrok zatrzymał się na dłużej na Morpheusu, który rozpoznał martwego człowieka. Jego słowa brzmiały niepokojąco.

– Coś jak dementor albo coś podobnego? Pożywia się, niekoniecznie może żywić się ludzkim ciałem, nie? Ten facet jest cały… – wrócił wzrokiem do przeczesywania otoczenia, gdy pojawiło się więcej światła, a wtedy dostrzegł coś niedaleko trupa. – Ej, Brenna, spójrz tam – wskazał końcem różdżki i podszedł do tego miejsca. Kości?

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
19.02.2024, 12:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2024, 13:24 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna poderwała gwałtownie głowę na słowa Morpheusa, a jej twarz ściągnęła się z niepokoju. Może powinna się cieszyć, że nie dotarli tutaj śmierciożercy – ale to brzmiało naprawdę, naprawdę bardzo źle.
I nigdzie nie było widać żadnej broni.
– Chyba… – zaczęła, ale cokolwiek chciała powiedzieć: nie zdążyła dokończyć.
Kilka rzeczy stało się jednocześnie.
Vincent, który wszedł nieco głębiej, utwierdził się w przekonaniu, że leżą tutaj ludzkie kości. I chociaż nie znał się na tym specjalnie, zdawało się, że są w różnym wieku – że niektóre są tu od bardzo, bardzo dawna, a inne… od kilku lat? Od kilkunastu?
Heather na mgnienie oka dostrzegła przed sobą ducha. Ducha, którego mogła skojarzyć – gdy szły do Salta, Brenna pokazała jej jego ostatnie zdjęcie, pośród członków załogi Białej Księżniczki. Ten mężczyzna, który zdawał się próbować ją teraz odgonić ruchem dłoni stał pośród nich.
Morpheus przez ułamek sekundy widział sztylet, otoczony ciemnością, a potem…
…potem nagle zasnął.
Dora zaś, najlepiej z nich wszystkich znająca się na teorii magii, czując nagle, jak ogarnia ją coraz większa senność, zrozumiała jako pierwsza, co się dzieje i dlaczego Alistair wyglądał, jak wyglądał. Nikt nie wyciągnął z niego energii za pomocą nekromancji. Nikt się na nim nie pożywił. Mężczyzna… umarł po prostu z pragnienia. We śnie. Właśnie chwytała ich niewidzialna pułapka – na to miejsce nałożono po prostu zaklęcie snu. Dość proste, ale bardzo silne.
Zaklęcie snu, które właśnie ich trafiło.
*

Spali.
*


Długo i szczęśliwie – Dora i Heather
Przejdź przez lustro  - Morpheus
Wszystkie twoje lęki – Erik i Vincent


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#20
27.02.2024, 22:03  ✶  
Powrót Morpheusa.

Trudno powiedzieć, ile czasu minęło. Godzina? Dwie? Trzy? Na pewno nie minuty. Pierwszym, który się obudził, był Morpheus. I on jako pierwszy mógł dostrzec w ciemnościach, że zaklęcie maskujące opadło - i w tej chwili w centrum groty znajdowało się podwyższenie, a na nim ułożony nóż. Rękojeść miał czarną, podobnie jak pochwę, skrywającą ostrze i do postumentu przybito go ciężkim łańcuchem.
Reszta wciąż leżała na ziemnym kamieniu, chociaż Brenna w pewnym momencie drgnęła, jakby też zaczynała się budzić.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (80), Brenna Longbottom (3969), Dora Crawford (1540), Erik Longbottom (2248), Heather Wood (1606), Morpheus Longbottom (2258), Vincent Prewett (1610)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa