• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[25.06.1972] Please don't burn the house down

[25.06.1972] Please don't burn the house down
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#11
14.02.2024, 03:27  ✶  
Zmrużyła oczy, bo chyba nie była pewna, czy on tak na poważnie teraz do niej, czy sobie właśnie głupio żartować, ale im dłużej się na niego gapiła, tym bardziej przekonana była, że jednak chyba faktycznie był całkiem dumny z tego swojego własnego zniknięcia. Ale prawda była taka, że do dupy była ta jego sztuczka. Jej skromnym zdaniem.
- Prędzej umrę - zakomunikowała z wyższością i nawet się przy tym nieco prostując, ale żadna ilość dumy nie mogła nadrobić zgubionych w fazie rośnięcia centymetrów. - Po coś ty to w ogóle zrobił, co? - zapytała, już nieco bardziej poważnie, lustrując go uważnym spojrzeniem, w którym gdzieś tam mimo wszystko kryła się troska, bo cholera, ile to one się z matką nagłowiły nad tym, co się w ogóle stało. Felicity popadła w odmęty depresji i desperacji, kiedy jej dar nie był w stanie udzielić jej odpowiedzi na to, co się podziało z jej pierworodnym. Zwyczajnie odwróciła się od wróżbiarstwa, jakby nie móc w pełni zaufać temu, co hołubiła blisko serca całe życie i przeniosła swoje starania w inne miejsce, siły poświęcając rozwojowi Zamtuza. Rosie natomiast była zwyczajnie wściekła, widząc zarówno matkę, jak i Persephonę pozostawioną z Megajrą. A potem jeszcze i z synem. To ostatnie to już była wisienka na torcie, przez które Ambrosia potłukła swoją prawie ulubioną szklaną kulę, kiedy kolejny raz nie była w stanie wywołać ducha Hadesa i coś jej zwyczajnie nie pasowało.

- Raczej chodzi o to, że nie ma ciebie - odpowiedziała bez mrugnięcia okiem, pochylając się z zadowoleniem nad swoją kawą i nawet nie życząc źle ani jemu, ani tej kanapce co ją właśnie wpychał sobie do gardła. Hades miał też nawet trochę racji, bo jego siostra podejrzewała, że prędzej czy później skończy z jakąś przybłędą. Kotem w sensie. Chociaż optowała za tym, żeby zanim się to stanie, pozbyć się brata z salonu. Wystarczał jej w domu jeden element, który nic nie robił, tylko walał się na kanapie.

- Cóż... z nikim w sumie. Jadę sama - uśmiechnęła się do niego wesoło, zgrabnie dobierając słowa dokładnie tak, jak sobie tego życzył. Bo przecież podróż miała odbyć sama, co najwyżej w akompaniamencie jakiejś przyjemnej lektury, która chociaż odrobinę odciągnęłaby jej myśli od tego, co miało ją czekać na miejscu. - Jadę sobie do tamtejszych cyganów. Słoneczko, francuska wieś, pola i nic więcej. Chciałam sobie porozmawiać o wróżbach i może wyłuskać jakieś ciekawe obietnice na przyszłość - podparła podbródek dłonią, spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem kogoś, kto nieszczególnie mijał się z prawdą. Ale Hades był Hadesem, to czy uzna to za kompletne bzdury czy łatwo przełknie niedopowiedzenie, zależało raczej od rzutu monetą.


she was a gentle
sort of horror
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#12
18.02.2024, 14:03  ✶  
Ta bajka o tym, że do Francji, że sama, że wieś, Cyganie i wróżby... Jakoś niespecjalnie to do mnie trafiało. Może dopiero byłem stażystą, można by rzec, w BUMie, ale jakimiś ukrytymi sprawami jebało mi z tego zapewne na więcej niż kilometr, więc ja będę ją obserwował uważnie, a może nawet się pofatyguję i zejdę do Matki, byleby mi coś powiedziała na temat tego jakże niewinnego wyjazdu mojej siski do FRANCJI I CYGANÓW! No pewnie!
Aczkolwiek Ambrosia nie od dziś była pieprznięta i miała fioła na punkcie wróżb, więc w sumie może serio zamierzała przebyć tyle kilometrów by palić ziółka z cyganerią. Tak nawet zmierzyłem ją spojrzeniem, jakbym szukał oznak takiego scenariusza i był właściwie wielce prawdopodobny... Ale zapytam o to jeszcze Persephony. Ona też mogła coś wiedzieć na ten temat, coś więcej może, coś, co mogło być skryte przede mną. Były obie babami. Jak jej Rosie nie powie, to może Pers sama wypatrzy.
- Mam na ciebie oko, Ambrosio McKinnon. Jeden fałszywy ruch i wyląduję tu na dłużej niż kilka tygodni - ostrzegłem ją, wskazując na nią kanapką, jakby była różdżką, a nie kanapką. Cóż, obstawiałem, że Rosie już wolałaby dostać ode mnie zaklęciem niż mieć twarz w jedzeniu, ale kto wie, kto wie. - I pamiętaj, żeby przywieźć mi coś dobrego z tej podróży. Obok obietnic, gdzieś tam pewnie mają jakieś smaczne przekąski - stwierdziłem i wróciłem do pałaszowania. Zobaczymy, co przywiezie. Zobaczymy, w jakim stanie wróci. Zweryfikujemy, czy faktycznie bujała się z... Cyganami? A ten jej, pożal się Matko, eks...
Przestałem przeżuwać, za chwilę znowu trochę przeżułem, ale wolniej, a zaraz znowu przestałem, jakbym przetwarzał informacje. Przełknąłem z trudem i ponownie podniosłem wzrok na Rosie.
- A TEN DRAŃ, TEN KUTAS JEBANY, CO JEGO NAZWISKA NIE ZDZIERŻĘ, ON PRZYPADKIEM NIE MIAŁ POWIĄZAŃ Z CYGANERIĄ, ODPOWIEDZ MI TO TU SZYBKO, NATYCHMIAST, POTWIERDŹ ALBO ZAPRZECZ, ALE BEZ ZAWAHANIA. JA NA CIEBIE PATRZĘ, ROSE. JEDEN FAŁSZYWY RUCH, ZAKŁAMANIE JAKIEKOLWIEK I SKOŃCZYSZ Z POŁAMANYM KRĘGOSŁUPEM. ZA CHUJA NIE POJEDZIESZ DO ŻADNEJ FRANCJI - wyrzuciłem z siebie ewidentnie wkurwiony, że mi takie myśli głowę zaprzątały, szczególnie ten, pfu, Alexander idiota chuj jebany. Nie zapomniałem o nim. Nigdy o nim nie zapomnę. Ani o tym, jaka Ambrosia była przez niego smutna. Złamię im kręgosłup obu, a jemu tysiąckrotnie, choćbym i miał sam zdechnąć ze cztery razy.
W taki oto sposób, zapomniałem, że miałem opowiedzieć Rosie o moich zatargach z prawem. Może to do mnie wróci, a może ona się upomni... Ale to może lepiej dopiero wtedy, jak mi ten Alechuj nie wyjdzie z głowy.
- Zawsze w sumie mogę pojechać z tobą. Odłożę w czasie wprowadzenie do BUMu - zauważyłem anielskim tonem, tak niepodobnym do wrzasków i klątw rzucanych przed chwilą. Uśmiechnąłem się nawet, ale wcale do śmiechu mi nie było.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#13
19.02.2024, 04:18  ✶  
Bardzo by chciała zobaczyć, jak Hades idzie do tej ich matki i pyta ją, czy ta wie cokolwiek o wyjeździe Rosie. Szczególnie, kiedy ta wciąż była na niego obrażona na to, ze go wzięło i wcięło. McKinnon nieszczególnie wątpiła też w to, że Felicity pewnie się domyśliła, że jej młodsza pociecha planuje sobie wycieczkę krajoznawczą. Tak samo jak i pewnie tego samego dnia wywnioskowała gdzie i po co. Ich starcie, Hadesa i rodzicielki w sensie, mogło być fenomenalnym widowiskiem i najchętniej rozsiadłaby się w pierwszym rzędzie.

- Ooo, Persephona będzie zachwycona. Wpuściła cię do domu chociaż raz, czy za każdym razem jak chcesz porozmawiać to koczujesz na wycieraczce? - zapytała całkiem grzecznie i kulturalnie nawet, z tym obrzydliwie wesołym uśmiechem przyklejonym do buzi. - Może być bimber? Mają całkiem dobry - zaproponowała, upijając przy tym parę łyków kawy, a potem przyszło jej patrzeć, jak jej brat drogi kochany jedyny przeprowadza procesy myślowe, które zdecydowanie idą mu ociężale i niemal przegrzewają mu mózg.

Coś chyba jednak wreszcie przekręciło się w odpowiednią stronę, coś zgrzytnęło, a potem szambo pierdolnęło. Rosie odstawiła podczas tej tyrady szklankę, wyrównując ją na stole do jakichś tam swoich wyimaginowanych linii i standardów, przesuwając jeszcze językiem po zębach w ten najbardziej zblazowany i ignorancki sposób, na jakiego było stać człowieka. A potem jeszcze poprawiła sobie włoski, całość pokazu pod tytułem; nie obchodzi mnie to, wieńcząc głębokim westchnięciem.

- GDYBYŚ SIĘ MNĄ CHOCIAŻ ODROBINĘ INTERESOWAŁ, TO TERAZ BYŚ SIĘ MNIE GŁUPIO NIE PYTAŁ CO ON MIAŁ W RODOWODZIE - uderzyła dłońmi w stół, ale z miejsca się nie podniosła. - TY MI TERAZ NIE PRÓBUJ ŻYCIA UKŁADAĆ I MI MÓWIĆ GDZIE JA MOGĘ SOBIE POJECHAĆ, A GDZIE NIE. NIE PO TYM GÓWNIE JAKIE ODJEBAŁEŚ SWOJEJ WŁASNEJ ŻONIE. DWA LATA CIĘ NIE BYŁO I CHUJ WIE GDZIE SIĘ WŁAŚCIWIE PODZIEWAŁEŚ, MAM TYLKO NADZIEJĘ, ŻE BYŁO KURWA WARTO, A TERAZ JAK CIĘ TAK RUSZYŁY ZAPĘDY DO DBANIA O INNYCH, TO MOŻE SIĘ ZAINTERESUJESZ SWOJĄ CÓRKĄ I SYNEM CO?????? - podniosła się z miejsca i uderzyła w stół drugi raz, ale mocniej. - NIGDZIE NIE JEDZIESZ TYLKO SIEDZISZ NA DUPIE I NAPRAWIASZ TO CO SPIERDOLIŁEŚ SZUJO.


she was a gentle
sort of horror
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#14
21.02.2024, 23:43  ✶  
Szambo pieprznęło i to srogo, ale o tym za chwilę. Chwilowo zastanawiałem się, co jej odpyskować na moje koczowanie na wycieraczce. Chyba ty nie wchodziło w drogę, a chwalić się moimi ekscesami seksualnymi z nią nie zamierzałem, bo jeszcze pękłaby z zazdrości. Niedoruchane laski to już tak miały, że się gotowały z byle powodu, dla samego wybuchnięcia. Wtedy im się robiło lżej. Ale tylko trochę lżej. Potem doprowadzały się do kolejnego wybuchu. Taka właśnie była Ambrosia.
Tylko że przegięła tym darciem mordy na starszego i mądrzejszego brata, ale jeszcze bardziej przegięła Persephona, nie mówiąc mi o jakimś bękarcie. Ani słowem. Dowiadywałem się tu i teraz od Ambrosi, o ile ta jebana nie blefowała by mnie tylko podkurwić, ale wtedy nie ukrywałaby słowa synem wśród całej masy hałastry swojej z jej ust płynącej rzeką wartką ognistą i inne ceregiele. Aż mi się wszystko cofnęło, wszelkie myślenie i miałem pustkę pod kopułą. Można było tam przez chwilę umieścić Komnatę Nicości w ramach Departamentu Tajemnic, ale to minęło w ułamku sekundy, bo zaraz zalała mnie fala dyskomfortu i wściekłości czerwonej niczym same ognie piekielne.
Pieprznąłem wszystko na stół, co trzymałem i wstałem tak gwałtownie, że niemalże go wywróciłem. Ale na pewno trochę przesunąłem.
- JAKIM. DO KURWY NĘDZY. SYNEM!? - zapytałem, dopadając do Rosie i odruchowo łapiąc ją za szyję. Nie podobało mi się cholernie to, co mówiła. I jakby nie patrzeć, zawsze posłańcowi złych nowin obrywało się najbardziej. Więc... mogła się dusić, w dupie to miałem, byleby mi odpowiedziała tu i teraz. JAKIM. DO KURWY NĘDZY. SYNEM!? - JAKIM. DO KURWY NEDZY. SYNEM!? - powtórzyłem ponownie. Ledwo. Dusiłem się tym. Wszystko we mnie drżało. Miałem, kurwa, nadzieję, że to były jakieś jebane żarty, jakieś omsknięcie, głupi dowcip albo cokolwiek.
- W co za gierki pogrywasz, Ambrosia. Się zaraz sparzysz porządnie... Nie bawią mnie te żarty, jaja jakieś niedowcipne wcale. Wiesz, że dobre imię Persephony jest dla mnie najważniejsze. Zginiesz marnie pewnego razu - stwierdziłem z jadem, popychając ją na najbliższą szafkę. Złapałem się za głowę, bo nie brałem pod uwagę tego, że przez te miesiące, co mnie nie było, Persephona mogłaby się oddać w ręce innego, ale co... jeśli jednak tak? O kurwa, nie ręczyłem za siebie.
- GDZIE JEST MOJA JEBANA RÓŻDŻKA?! - zapytałem Rose, zostawiając ją samą sobie, a właściwie to się odwracając od niej plecami. Potrzebowałem zebrać ubrania, ubrać się i iść. Iść zrobić piekło. Tak, iść. Zacząłem to wszystko realizować chaotycznie, ale w dobrą stronę, jeśli chodziło o realizację ubrania mojego zadka w coś wyjściowego.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#15
22.02.2024, 01:02  ✶  
Czuła się całkiem pewna siebie, o ile można było tak nazwać przypływ złości, który ją ogarnął. Była wściekła, bo do kurwy nędzy, ile można było? Kochała Hadesa, bo przecież był jej bratem, a przez to też tolerowała największe jego wygłupy, gotowa w każdym momencie pomóc mu je naprawić. Teraz zwyczajnie niecierpliwiła się, kiedy patrzyła na to co w ogóle robi. Mógł zalegać na jej kanapie w nieskończoność, ale w domu czekała na niego żona i dzieci, które bez słowa porzucił dwa lata temu. Było to tak absurdalne posunięcie, że nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że dorobił się w tym czasie syna.

Szkoda tylko, że Rosie była na tyle naiwna, że myślała iż tę rewelację miał już za sobą. Nie wiedziała o czym on właściwie z Persephoną rozmawiał od swojego powrotu, i czy w ogóle, ale jakaś jej część zwyczajnie uznała, że wiedział. Albo nie tylko wiedział, co też już Charona na oczy widział. Myślała też sobie, że to co teraz odstawiała, to było jej święte prawo i moment w którym dobrodusznie nim potrząsa i doprowadza do porządku, bo głupio by było gdyby to wszystko posypało się jak domek z kart przy najdrobniejszym uderzeniu w stół.

Co się jednak posypało, to jej pewność siebie, bo zwyczajnie nie spodziewała się tego wybuchu. W pierwszym odruchu zwyczajnie wzdrygnęła się, kiedy poderwał się ze swojego miejsce, przesuwając wręcz mebel. Szklanka z resztką jej kawy zakołysała się i przewróciła, tocząc po blacie i rozlewając rozbielony mlekiem napój.

Wiedziała przecież, jak potrafił reagować na wszystko, co działo się w jego życiu. Najpierw robił, potem myślał, dając się łatwo ponieść emocjom. Można było powiedzieć, że była do tego przyzwyczajona, ale za dużo było rzeczy, którymi nigdy się przed nim nie pochwaliła. Za długo go nie było, by mogła zwyczajnie się nie bać i zdawać sobie w pełni sprawę z tego, że było to zaledwie zryw, który nie skończy się dla niej okropnie. Kiedy doskoczył do niej i złapał ją szyję, robił pół kroku w tył, wciąż chyba nie wierząc, ale kiedy jego palce zacisnęły się na jej skórze, w jej oczach na moment pojawił się strach. Uczucie, które zaraz położyło się desperacją na całym jej ciele, podnoszące dłonie ku górze, by złapać za jego nadgarstek, jakby próby odciągnięcia jego uścisku miały jakąkolwiek rację bytu. Mogła próbować, ale nie miała przecież z nim szans.

W każdych innych warunkach pewnie zapytała się go przez zęby, czy był tępy czy może jeszcze głupszy. Może próbowałaby go nawet kopnąć, żeby go trochę otrzeźwić, bo czasem tak robiła, kiedy zdarzało im się szarpać. Zamiast tego jednak wbiła paznokcie w jego rękę, niezdolna odpowiedzieć nawet nie dlatego, że wciąż ją trzymał, kiedy wykrzykiwał obcesowo swoje pytanie, a dlatego że słowa gubiły się między emocjami, które nią targały.

Ale robiła to, co zawsze, kiedy ktoś ją krzywdził i nie była w stanie nic na to poradzić w danej chwili. Patrzyła na niego wściekłym spojrzeniem, oczami wilgotniejącymi od łez, bo czuła się tak okropnie zdradzona w tym momencie. Zapłaci jej za to. Zapłaci i wszystkiego pożałuje. To co mu mówiła, to nie było żadne gierki. Ale co do jednego miał pewnie rację; biorąc pod uwagę to jak sobie z niektórymi poczynała, któregoś razu sparzy się porządnie i zginie przez to. Ale w przeciwieństwie do niego, nie miała tego komfortu, który dawało 9 żyć.

Kiedy popchnął ją na najbliższą szafkę, zwyczajnie nie udało jej się złapać równowagi i wylądowała na podłodze. W pierwszej chwili zatchnęła się, biorąc zaraz parę głębszych oddechów, nacechowanych bezkresną ulgą, a kiedy już upewniła się, że nic jej nie było, zaczęła krzyczeć. Ale nie było w tym żadnych słów, bo był to raczej dojmujący, nieartykułowalny wrzask, pełen wściekłości niosącej się perfekcyjnie po pokoikach jej mieszkania, między ścianami i przez podłogę. Wydarła się całą sobą, jakby ten moment kiedy wreszcie ją puścił, pozwolił jej wyzwolić wszystkie emocje jakie w tej chwili w sobie miała.

- TY GNOJU, JAK MOŻESZ NIE WIEDZIEĆ?! - wrzasnęła, podnosząc się z kolan i rzucając w jego stronę, żeby zacząć go okładać pięściami po tej pustej łepetynie, już nie z zaszklonymi oczami, a łzami rozmazującymi makijaż i cieknącymi po policzkach. - JAK MOŻESZ NIE WIEDZIEĆ!?!


she was a gentle
sort of horror
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#16
22.02.2024, 23:22  ✶  

No japierdole... Tyle cisnęło się na usta słysząc to co zachodziło na górze. Stanley był pewien, że to on jest tym bardziej uciążliwym sąsiadem, niż Rosie ale prawda okazała się zgoła inna. No bo jak to możliwe, że przez cały miesiąc była cicha jak mysz pod miotłą, a teraz zaczęła robić imprezy? Tak głośno to nawet nie było w sytuacji w której doprowadził ją do załamania nerwowego na jeden wieczór. Wniosek był prosty - należało to sprawdzić, wszak to nie było w jej stylu.

Jakieś trzaski, huki. No po prostu cały czas tłukło. Może McKinnon przyświrowała trochę pawiana i zaczęła wróżyć ze strzaskanych szafek czy innych słoni? No jazgot niemiłosierny. Nic nie szło zrobić. Żadnej krzyżówki rozwiązać czy podjąć się innej pracy intelektualnej.

Trzeba było przedsięwziąć jakieś kroki. Zadzwonienie na pogotowie lokatorskie nie wchodziło w rachubę z kilku przyczyn. Po pierwsze - Stanley nie był sześćdziesiątka, aby to zrobić. Po drugie - nie znał numeru. Po trzecie - nie miał jak zadzwonić ze swojej piwnicy. Po czwarte - na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach, ono po prostu nie istniało. Patrząc na te wszystkie punkty, problem z powiadomieniem odpowiednich służb, rozwiązywał się sam. Nie zostało mu nic innego jak złożenie wizyty swojej przemiłej współlokatorce z góry i zapytanie się - "co Ty tu odpierdalasz Rosalino"?

Przed wyruszeniem w drogę należało zebrać drużynę i odpowiedni osprzęt. Ekipy nie miał, wszak Francisa jeszcze nie było w pracy, a reszta Borginowej bandy siedziała gdzieś na wolności lub była zajęta podrywaniem jakichś Brenn. Dramat. W takiej sytuacji, Stanley musiał być jak jednoosobowe super komando. Musiał pójść tam sam, chociaż groziło to wysłuchiwaniem kolejnych wróżb z fusów. Istniała też szansa na podjęcie kłótni z Rosie. Cel jednak uświęcał środki.

Borgin wstał. Zabrał swoją różdżkę, włożył odpalonego kiepa do buzi i ruszył ku górze. Przez krótki moment rozważał nawet to, że Ambrosia może mieć jakieś problemy dlatego zabrał swój oręż. We dwójkę dobrze wiedzieli, że problemy w Ataraxii to problemy w Głębinie. To wynikało samo z siebie i było de facto połączone.

Im bliżej mieszkania Rosie się znajdował, tym hałasy były coraz bardziej donośne. Teraz już wiedział, że były to krzyki McKinnon ale zaraz miał się przekonać, że to okrzyki McKinnon(ów) w liczbie mnogiej. Zatrzymując się na moment przed wtargnięciem do środka, rozważał użycie cruciatusa albo avady w najgorszym wypadku. Prawdę mówiąc z tą wróżbiarską blondynką było źle ale bez niej jeszcze gorzej - musiał ją ratować.

- Kurwa mać. Rosie co tu się dzieje? - zapytał, przekraczając magiczną barierę do świata McKinnonów. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy, to właśnie zapłakana właściciela tego przybytku. Hadesa zignorował, nie zdając sobie sprawy, że też się tutaj znajdował - Co się stało? - uniósł zdziwioną brew, wpatrując się w nią i może oczekując jakiejś odpowiedzi. Mimo wszystko podszedł do niej i wyciągnął z kieszeni bawełnianą chusteczkę, którą jej od razu podał. Borgin może i stawał się coraz bardziej zdezelowany i spaczony czarną magią, lecz dalej jakaś jego wewnętrzna cząstka nie mogła patrzeć na Rosie w tym stanie.

Stanleyowi zajęło chwilę zorientowanie się, że przebywał tutaj ktoś więcej. Mógł się spodziewać, że najukochańszy braciszek, perfekcyjny mąż i jeszcze lepszy ojciec, będzie się tutaj znajdował. Ty jesteś prowodyrem tej draki? Osądził go mimo wszystko za to co tutaj miało miejsce - Hades? - przeniósł wzrok w jego kierunku, zaciągając się papierosem. Oczekiwał wyjaśnień.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#17
23.02.2024, 22:45  ✶  
Oblewała mnie wściekłość, furia w swojej najczystszej postaci. Tak, bywałem porywczy, ale kiedy w grę wchodziła Persephona albo cokolwiek z nią związane, wpadałem w apogeum porywczości i leciałem przed siebie niczym kometa, niszcząc wszelkie napotkane po drodze drobiny. W tym najukochańszą siostrę, na której dobru przecież mi zależało, a jednak... Byłem w tej chwili ślepy na krzywdy, które wyrządzały jej moje własne dłonie. Parłem naprzód. Chaotycznie. Płonąłem we własnych ogniach piekielnych. Zbyt wiele myśli obijało się o moją czachę od wewnątrz. I kto wie? Może to nie przypadek, że Felicity - moja droga rodzicielka - pytała o mnie? Może w fusach widziała moje błędy i tarapaty, wszystkie te lata moich błędów i tarapatów. Biedna kobieta.
I chuj! Rosie okładała mnie po głowie, po plecach i co? Mi nie ulżyło; jej pewnie również nie. Mogłem się, kurwa, założyć, że będą ją napierdalały nadgarstki. Jak nic. Znałem to z własnych autopsji, ale napieprzałem w coś zdecydowanie twardszego. Coś twardszego nawet od worka treningowego.
Wyprostowałem się bezradny, więc teraz to już w ogóle nie sięgała mi do głowy. Szczerze? Jeśli to prawda, to mogła mnie równie dobrze zajebać, nim ja rozpierdolę, kurwa, połowę dzielnicy, z Persephoną w tym zebraną. I tego jej małego bękarta-sukinsyna również.
- Mdło mi. Suka jebana. Obiecała mi wierność, przyrzekała mi to - wysyczałem, szukając papierosów po kieszeni, ale gdzieś je wcięło. Zacisnąłem dłonie w pięści i się odwróciłem do Rose, złapałem ją za te ręce, bo już mi działała na nerwy. - JAK MOGĘ NIE WIEDZIEĆ?! POMYŚL, IDIOTKO! UKRYWAŁA TO JEBANA. CZEMU TO NIBY PRZEDE MNĄ UKRYWAŁA!? - wywrzeszczałem to w jej twarz, by w końcu również puścić jej delikatne przedramiona z uścisku. Zatoczyłem się, jakbym nie wierzył, ale wierzyłem w tę teorię. Była totalnie pasująca, to ten idealny puzzel w to miejsce.
Założyłem spodnie i wyszarpnąłem koszulkę z jakiejś dziury w kanapie. Wygnieciona w ostatnie diabły i cuchnęła paskudnie, ale idealna na podróż do Azkabanu. Nie zdążyłem jednak jej wrzucić na grzbiet, bo wlazł ten czort od siedmiu boleści, bohater się znalazł. O zgrozo, sam kuzyn prowodyrki moich nerwów - przecudownej Persephony Degenhardt.
- Suka... Teraz oczywiste! Teraz to, kurwa, oczywiste. Czemu zmieniła nazwisko. O chuj! - mówiłem bardziej do siebie niż do nich. Głośne myśli wyłaziły mi przez mordę, bo we łbie się już nie mieściły. O ja przeklęty! Dorabiała mi rogi, rogacza ze mnie robiła. I jeszcze udawała oburzenie, że wróciłem tak późno, a potem kochała się ze mną... A już wtedy ten bękart... O nie!
Machnąłem ręką na Stanka. Lubiłem go ogólnie, ale teraz nie mogłem na niego patrzeć, szczególnie że patrzył na mnie tak, jak patrzył. Właściwie, to jak zaraz, kurwa, nie przestanie tak na mnie patrzeć, to mu przyjebię jak nic. Nie ręczyłem za siebie, nie ręczyłem za cholerę. Mimo wszystko dostrzegłem drobne ocalenie mojej duszy pomiędzy jego palcami. Mógł się na coś przydać ten śmieć.
- Nie wkurwiaj mnie, Stasiek. Daj papierosa i wypierdalam stąd. Mam sprawę do załatwienia - rzuciłem w jego kierunku, zakładając to wygniecione gówno na siebie. Przetarłem twarz i rozejrzałem się za swoimi butami i ruchomościami, które z reguły zabierałem na miasto. Kurwy-różdżki oczywiście nigdzie nie było. Jebałem to. Mogłem to załatwić własnoręcznie.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#18
24.02.2024, 01:15  ✶  
Przeniosła na Stanleya zapłakane, ale w gruncie rzeczy wściekłe spojrzenie, kiedy tylko wychynął z przejścia prowadzącego do Głębiny. Mówił do niej, pytał, ale ona tylko wykrzywiła wargi, wstrzymując w sobie cokolwiek się w niej właśnie kłębiło. Bo nie była jeszcze do końca pewna, czy ciało znowu krzyknąć, czy może zanieść się szlochem w którym kryła się ulga na jego widok.

Chusteczka. Jak miło z jego strony. Pewnie w każdych innych warunkach doceniłaby ją o wiele bardziej. Takich o wiele bardziej eleganckich, kiedy roniła krokodyle łzy, chcąc wzbudzić w kimś litość, albo zaburzyć pewnością siebie. Teraz jednak była zbyt rozemocjonowana, by zwyczajnie osuszyć wilgotne policzki, ale wyciągnęła do niego rękę, wykorzystując ten moment by pomóc sobie wstać.
- Zajebię skurwiela - wychrypiała, w ten sposób odpowiadając trochę Borginowi na jego pytanie. Nie ważne co się działo, albo co się stało. Ważne, co się stanie, a ona właśnie miała ochotę rozszarpać brata na strzępy.

Potem już dopadła do Hadesa, okładając go pięściami i krzycząc mu nad uchem pytania. Ale w żadnym stopniu nie była na tyle silna, by zrobić cokolwiek więcej niż bardziej go zirytować, nawet pchana wściekłością. Kiedy wreszcie się do niej odwrócił, z łatwością ukrócił wszelkie jej wątłe próby wymierzenia sprawiedliwości pięściami. Złapał ją za nadgarstki, a ona tylko nachmurzyła się bardziej, mimowolnie jednak próbując je wyrwać, jednocześnie powstrzymując się, żeby na niego nie napluć.
- A GDZIE TY KURWA BYŁEŚ? SAM SIĘ UKRYWAŁEŚ I TO ONA JEST NAGLE WINNA? POJEBAŁO CIĘ JUŻ DOSZCZĘTNIE? - skoro chciał znowu wrzeszczeć, to ona też bardzo chętnie się do tego przyłączyła, głośno i wyraźnie rzucając mu w twarz kolejne słowa.

Prawdę powiedziawszy, to Rosie mogła znaleźć chociażby milion powodów, dla którego Persephona trzymała tę informację dla siebie, a na górze tej listy znajdowało się; bo chciała, bo mogła i to lubiła. Ambrosia miała oczy i zdążyła się nauczyć, jak działa relacja jej drogiego brata, chociaż w takich chociażby sytuacjach, jak ta teraz, niekoniecznie jej się to podobało, bo obrywała rykoszetem.

Jeśli jednak myślał, że jak ją przestawi kolejny raz, to da sobie spokój, to się grubo mylił, bo kiedy wtoczył się do salonu, ona polazła za nim, na moment tylko rzucając Borginowi oburzone spojrzenie, które pytało go, czy on to wszystko widzi.

- Bardzo dobrze, że je zmieniła, bo na nią nie zasługujesz - wysyczała w jego stronę, kiedy tak do siebie gadał pod nosem. Wyminęła meble, kiedy wyciągnął spomiędzy kanapowych poduszek koszulę, która wyglądała tak, jakby ją poprzedniego dnia coś zjadło i wyrzygało. A kiedy znalazła się przy nim, wymierzyła mu policzek w te jego głupią mordę. - Siedzisz. Na. Dupie. I. Nigdzie. Nie. Idziesz.


she was a gentle
sort of horror
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#19
26.02.2024, 21:26  ✶  

Stanley to się chyba wpierdolił trochę w nieswoje sprawy. Powiedział A i wszedł, musiał powiedzieć B i coś tutaj zadziałać. Trzeba było przyznać jedno - z dwójki McKinnonów, to jednak Hades był bardziej nieprzewidywalny i miał nierówniej pod sufitem. Trochę jakby ich rodzicom starczyło szpachli na Rosie, ale o swoim synu już zapomnieli. Borgin jako, że ostatnio robił w wykończeniówce to wiedział o co chodzi.

Na całe szczęście, miał różdżkę w pogotowiu. Miał też kilka zaklęć, których nie bardzo chciał wykorzystywać na mężu swojej kuzynki. Wszystko jednak wskazywało na to, że to Rosie chciała go dopaść pierwsza. Nie czekała nawet na start pierwszej rundy i ruszyła do boju jakby miała wściekliznę... Może miała?

Właściciel Głebiny stał i przysłuchiwał się wymianie zdań. Bacznie obserwował ten teatrzyk, próbując połączyć wszystkie kropki w tej pojebanej układance. Stanleyowi jednak brakowało elementów puzzli, aby dojść do jakiegoś ładu i składu. Było tutaj zbyt wiele niewiadomych.

Musiał coś zrobić. Bo o ile Rosie nie robiła Hadesowi nic, tak jego jeden strzał mógł zakończyć jej balet, aż do wieczora. Jeszcze tylko tego brakowało, aby musiał ją dostarczyć do Munga, ponieważ brakuje jej 4 jedynek. Wielka szkoda gdyby tak się stało, wszak bardziej do twarzy jej było w pełnym uzębieniu.

- Mhm - rzucił pod nosem, kiwając głową na zgodę. Impreza przeniosła się do pokoju obok, więc Borgin, jako jeden z uczestników, podążył za gromadą. Teraz był już częścią tej zabawy i musiał dodać swojego pięć groszy.

- Łap - odparł i rzucił mu paczkę, ale tylko po to, aby uśpić jego czujność i lekko uspokoić dzikie zwierzę. Chory pojeb wyrósł w tych dzikich ostępach Norwegii. W Durmstrangu nie mieli jakieś musztry czy innych ćwiczeń z posłuszeństwa? Bo jeżeli tak, to Hades musiał albo ich unikać albo ściągać na egzaminach - Ale usiądź Hades. Porozmawiajmy - próbował go przekonać. To powiedział, chociaż o czymś innym. O drętwocie, która powinna polecieć w McKinnona, aby ich wysłuchał - Rosie stań trochę z boku, a Ty naprawdę usiądź. Błagam - westchnął, nabierając powietrza w płuca - Jeżeli się nie posłuchasz to będę zmuszony wykorzystać środki przymusu bezpośredniego - ostrzegł go, wszak nie miał zamiaru prosić czy błagać w nieskończoność. W Brygadzie Uderzeniowej nauczyli go jednego, a w bojówkach Czarnego Pana, nauczył się drugiego. Żadna ze znanych mu metod nie była jednak łaskawa w skutkach - obydwie sprowadzały się do sprowadzenia przeciwnika na ziemię.

Różdżkę trzymał przy swoim boku, będać gotowym do tego, aby poratować Hadesa... nie tylko papierosem, a zapałem do tego by w końcu kurwa mać usiadł.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#20
29.02.2024, 23:33  ✶  
To była wojna, a ja właśnie toczyłem jedną z dwóch, a może nawet trzech bitew. Rosie... Ambrosia McKinnon - pierwsza z nich. Miałem ochotę zaśmiać się jej w ryj, ale do śmiechu wcale mi nie było po drodze. Wręcz przeciwnie - kurwiłem raz za razem, jakby mnie przeklęło pół ulicy Śmiertelnego Nokturnu.
Złapałem fajki od Stanleya, co zapewne ochroniło te cenne jedynki mojej siostry przed lotem w nieznane albo zapchaniem jej przełyku. Cóż, szkoda, bo chętnie popatrzyłbym jak się męczy i dławi swoimi, kurwa, zębami.
- Dzięki - burknąłem, wyciągając kulturalnie jednego papierosa, a resztę paczki - już mniej kulturalnie - wciskając sobie w tylną kieszeń. Byłem typem czasami honorowym, więc najpewniej odkupię. Kiedyś. Pewnie szybciej niż mógłbym się spodziewać w tym szale, ale jednak. Teraz potrzebowałem tego jak powietrza, szczególnie że czekała mnie droga do tej jędzy żmii, co mi rogi przyprawiała czarna kurwa jedna. Jak mnie to wściekało! Jeszcze bardziej, kiedy tylko o tym myślałem.
- Rosie, na bogów, stul pysk albo sam cię uciszę. Ciebie, Stanley, również, kurwa, bo nie będę spokojny, nie chcę być spokojny, nie zamierzam być ani grama spokojniejszy w tej chwili, ta?! Nosi mnie. Kurwica jasna! Kurwicy dostałem, rozumiesz, Rose?! - zapytałem jej wściekły oczywiście, zapalając jakoś tego papierosa. Z trudem, bo łapska mi się trzęsły. Miałem ochotę ją udusić tymi swoimi łapskami. Zło wcielone. Nie wyrabiałem po prostu. Robota w Departamencie Tajemnic to były kurwa wakacje przy wspólnym życiu z Persephoną Degenhardt. Ale tego - kurwa, jebanej zdrady!!! - to się po niej nie spodziewałem. Nie spodziewałem się tego totalnie. A zawsze mi syczała, ja pamiętałem jak syczała, że mnie zajebie za chociażby drobne zwrócenie oczu w kierunku innej. Nie chciałem patrzeć na inne, ale... Merlinie, jak mnie to wkurwiało.
Wiedziałem, że to chore i pojebane, że się tak od niej uzależniłem i że zdychałem ten czas na wygnaniu z tęsknoty za nią, ale... Hahahaha. Kompletnie na to nie zasługiwała. Nie zasługiwała ani grama, nic.
- Haha! Środki przymusu bezpośredniego?! Jeśli chcesz, Borgin, to mogę ci dać prawdziwą lekcję ze środków przymusu bezpośredniego, ale obawiam się, że nie wstaniesz z łóżka przez co najmniej tydzień - stwierdziłem niby rozbawiony, ale szydziłem sobie z tych ich żałosnych pomysłów zatrzymania mnie tu czy ki chuj. Jak zwykle byłem mocny w gębie, ale zaraz mogłem też być mocny w pięściach, bo to u mnie chodziło parami. Najgorzej, bo nie mogłem znaleźć tej przeklętej różdżki, więc machnąłem ręką na nią i zaraz machnąłem ponownie ręką, ale tym razem na Ambrosię by się przesunęła. Jak tego nie zrobi, to chuj. Będę jak wściekły byk na korridzie. Jej decyzja.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (5654), Hades McKinnon (6036), Stanley Andrew Borgin (3086)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa