Miał być wsparciem, dodatkowym, ale gdy starał się dojrzeć przyszłość, tylko więcej krwi wypływało z jego nosa, co skrzętnie wycierał. Już nie przejmował się chusteczką, tylko używał do tego rękawa, nie było czasu na takie fikuśne przyjemności, jak wykrochmalona i haftowana inicjałami lniana chustka. Czasoprzestrzeń kpiła z niego wyraźnie, nie pozwalając mu na używanie własnych talentów w jakikolwiek pomocny dla drużyny sposób, pozostając kulą u nogi. Chciał ponownie rzucić zaklęcie, swoje ulubione zresztą, zatrzymujące obiekt w czasie i przestrzeni, zwalniając dla niego czas, ale tu znów, tylko kolorowe iskry i cisza. Miał ochotę zagryźć zęby na różdżce, ale zaraz pomyślał o tym, z jaką delikatnością obchodziła się z nią Septima i frustracja zgasła. Pozostało mu jedynie obserwować otoczenie i szukać drogi ucieczki.
— On będzie wiedział, gdzie jest wyjście, jeśli jest twórcą tego... Wymiaru — rzucił do Lestrange'a podążając za nimi i osłaniając tyły na ile się dało. Zerkając kontrolnie za siebie, aby nie złapano ich w ogień krzyżowy.