• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.06.1972] Pożar został ugaszony | Robert & Nicholas

[17.06.1972] Pożar został ugaszony | Robert & Nicholas
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
07.02.2024, 12:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 22:04 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.

17 czerwca 1972
Kamienica Mulciberów - Robert & Nicholas


Nie zwykł się z niczego i przed nikim tłumaczyć. Podejmował działania, które uważał w danym momencie za najbardziej odpowiednie. Z różnych względów. Z reguły nie tracił czasu na to, aby przedstawić je innym. Przekonać ich do tego, aby nadal stali przy jego boku. Wymagał od nich pewnej dozy zaufania. Zarazem starał się jednak, dbał o to, aby Ci inni na tej współpracy nie stracili.

On, Robert Mulciber, zawsze zwracał uwagę na tych, którzy stali u jego boku.

Nicholas był dla niego pod tym względem kimś szczególnym. Znał go od wielu lat. Pozwolił na to, aby Travers zbliżył się do niego bardziej niż wielu innych. Nadal trzymał względem niego dystans, ale był to dystans innego rodzaju. Pewnych granic przekroczyć sobie po prostu nie pozwalał.

A przynajmniej w ten sposób wyglądało to do tej pory.

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że pewne rzeczy musiały się zmienić.

Wiedząc, że Richard zamierza opuścić kamienice na co najmniej kilka godzin; że musi zająć się pewnymi sprawami, postanowił z tej okazji skorzystać. Napisał oraz wysłał list. Poprosił w nim Nicholasa o spotkanie. W cztery oczy. Sam na sam. Zamierzał wrócić do tematu, który poruszyli podczas jego poprzedniej wizyty. Ostatniej.

Travers zasługiwał na wyjaśnienia.

Mulciber potrzebował zachować Niewymownego po swojej stronie.

Na swojego gościa, tradycyjnie czekał w gabinecie. Tym razem jednak, wyjątkowo, nie był zajęty niczym konkretnym. Przeglądał sobie na spokojnie najnowsze wydanie Proroka Codziennego. Dzisiejsze. Praca mogła poczekać. On zaś mógł sobie pozwolić na drobne przyjemności. Takie jak popijanie szkockiej, której w szklance znajdywało się wciąż całkiem sporo, a także raczenie się cygarem. Te drugie, leżało akurat oparte o popielniczkę.

- Nicholas. Cieszę się, że znalazłeś dla mnie chwilę. – odezwał się, kiedy Selar przyprowadziła gościa. Pozbył się z nosa okularów. Odłożył na blat biurka gazetę, którą zamknął, następnie starannie złożył. Pierw na pół, a później na cztery. Tak, żeby nie zabierała zbyt dużej ilości miejsca. Odsunął ją na bok. – Chcesz się czegoś napić? Zapalić? – zapytał, jak zwykle nie śpiesząc się z tym, żeby przejść do tematu. Bo przecież nigdy nie prosił o spotkanie bez powodów. W celach typowo towarzyskich.

Czy w przypadku Roberta istniało w ogóle coś takiego jak cele towarzyskie? Można było mieć w tym przypadku dość uzasadnione wątpliwości. Zwłaszcza, że był jednym z tych ludzi, których w miejscach publicznych, na salonach, przyjęciach, różnych uroczystościach… ciężko było spotkać.

Kiedy już się przywitali, wymienili jakieś tam uprzejmości, a Nick zajął swoje miejsce, mogli przejść do tego co miało znaczenie.

- Spotkałem się wczoraj z naszym wspólnym znajomym. Pożar… wydaje mi się, że został wstępnie opanowany. – poinformował Traversa, bez zbędnego owijania w bawełnę, nie podając przy tym żadnych szczegółów, konkretów. Postawił jedynie na suche informacje. Tylko czy to faktycznie miało być wystarczające?

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
07.02.2024, 14:21  ✶  

Otrzymawszy list dnia poprzedniego, Nicholas nie ukrywał zaskoczenia. Był od Roberta, zapraszającego do siebie. Czyżby chodziło o ostatnią rozmowę? Nie było to nic pilnego w sumie, ale dość bliski termin na spotkanie mógł na to wskazywać.
Na tę wiadomość, Nicholas nie odpisywał. Skoro Robert zaznaczył, że będzie czekał w określonej porze, na ten dzień nie planował niczego. Tuż zaraz po swojej pracy, bądź nawet wychodząc odrobinę wcześniej, zamierzał udać się do posiadłości Mulciberów. Przełożonemu wytłumaczył się chęcią załatwienia spraw osobistych. Do takich mogły w końcu należeć wizyta u swojego uzdrowiciela, sprawy bankowe, czy inne urzędnicze. Kto będzie go sprawdzał?

Docierając na teren niemagicznego Londynu, skierował się ulicami prosto do znajomej sobie kamienicy. Na sobie miał granatową koszulę i czarne spodnie. Przez ramię przewieszoną torbę z dokumentami. Co nie skończył w pracy, dokończy w domu. Zapukał. Drzwi tradycyjnie otworzyła mu znana skrzatka. Selar. Od razu wpuściła go do środka. Być może została poinformowana o jego możliwym przybyciu, skoro nie zadawała pytań a poinformowała o tym, że Robert czeka na niego w gabinecie. Tam też został zaprowadzony i wpuszczony do pomieszczenia.

- Dla Ciebie zawsze znajdę czas, Robercie.
Odpowiedział Traves na wstępne słowa, będące niczym ich przywitanie. Podszedł bliżej, aby przywitać się choćby uściskiem dłoni i zająć wolny fotel, by na drugim położyć swoją torbę z dokumentami. Co świadczyło o tym, że przybył prosto z Ministerstwa.
- Napiję się. Cokolwiek zaproponujesz.
Nie palił, ale nie odmówił napicia się. Ze względu na swoje problemy z sercem, nie mógł pozwolić sobie na zbyt wiele szkodników dla organizmu. Alkoholu nie odmówił, jeżeli to Robert chciał zaproponować. Nie odmówiłby nawet jakiejś kawy czy herbaty. Nie był wybredny w kwestii napoju. Co innego z jedzeniem.

Zajmując miejsce na fotelu, wysłuchał Roberta, który od razu przeszedł do sedna sprawy. ”Więc chodziło o Rodolphusa.” – odpowiedział sobie w myślach. Ale ta krótka wzmianka niewiele zadowoliła Nichoalasa. Zmarszczył brwi, uważniej patrząc na Roberta.

- Wydaje Ci się? A coś więcej jesteś wstanie mi powiedzieć?
Zapytał, licząc co prawda na więcej szczegółów. Więcej informacji. Musiał też wiedzieć, jak sam ma podchodzić do rozmowy i współpracy z Rodolphusem.
- Pamiętaj, że ja z nim pracuję w Departamencie Tajemnic. Zostawiłeś mi część dokumentów i to też ważne, czy powinienem mu je udostępniać, czy nie. Już pominę fakt, że nie uprzedziłeś mnie o współpracy z nim wcześniej.
Dodał swoje uwagi i przypomnienie, żeby i to Robert miał na uwadze. Ograniczanie tutaj informacji, nie mogło mieć miejsca. Co z tego, że powie mu pożar został ugaszony, kiedy tak naprawdę to brzmiało niepewnie? Ta rozmowa mogła także nieść za sobą kwestię zaufania, jaką Nicholas poruszył mu ostatnim razem. Komu Robert ufa? Czego mu nie mówi? Jak duży między nimi ma być dystans? Zwiększa się, czy zacznie zmniejszać?
- Wiem, że nie wszystko muszę wiedzieć i nie jestem do tego upoważniony, ale jego sprawa jest dla mnie też kluczowa.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
13.02.2024, 21:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 21:32 przez Robert Mulciber.)  

Godzina nie była szczególnie wczesna, dzięki czemu mógł postawić przed Nicholasem szklankę z alkoholem. Kiedy ten poinformował go, iż napije się czegokolwiek co zostanie mu zaproponowane, Robert podniósł się zza swojego biurka. Ruszył w kierunku komody, na której stało kilka karafek, stały też szklanki. Nie zastanawiał się szczególnie długo, sięgając po odpowiedni trunek. Kiedy wszystko było gotowe, wrócił na swoje miejsce. Mogli na spokojnie zająć się rozmową. Poruszyć temat, który dla nich obydwojga był na tyle istotny, aby znaleźć czas na to spotkanie.

- Twoje podejście jest odrobinę rozczarowujące. - zamiast zacząć wszystko wyjaśniać, tłumaczyć się, zwrócił uwagę na to, co miało dla niego większe znaczenie. Nie podobała mu się ta roszczeniowość. Te wymagania stawiane przez Nicholasa. Pretensje dotyczące tego, że do tej pory niewiele wiedział o pewnych jego działaniach. Robert uważał, że nie musiał go informować w zasadzie... cóż, o wielu sprawach. Daleki był od tego, żeby uznać, iż nie musiał mu mówić o niczym. Byłoby to z jego strony skrajną głupotą. A przecież nie był głupcem.

Jego reakcje załagodziły kolejne słowa Nicholasa. Jego spostrzeżenie, że przecież nie musiał o wszystkim wiedzieć. Były odpowiednie. Pokazywały, że jasnowłosy znał swoje miejsce. Wiedział, że pewnych granic nie należało przekraczać.

- Rodolphus nie będzie problemem. Możesz mu ufać tak samo, jak zaufałbyś mi. We wszystkich sprawach. - wreszcie przedstawił sprawę jaśniej. Na tyle jasno, na ile mógł. Na ile był w stanie. Czy coś takiego było jednak w stanie zadowolić Nicholasa? Miało zostać przez niego uznane za wystarczające? - Zadbałem o to, żeby nie stanowił problemu. - dla pewności dodał jeszcze kolejne słowa. Dla Nicka powinno być jasne, że jeśli Robert jakieś problemy rozwiązywał, to z reguły w sposób skuteczny. Potrafił sobie poradzić. Wiedział w jaki sposób należało działać. Co takiego jednak zrobił, żeby pozbyć się problemu, który wiązał się z osobą Rodolphusa?

Czy wypowiedziane przez Mulcibera słowa rzeczywiście wszystko tłumaczyły? Załatwiały sprawę? Robert zniknął na miesiąc, a teraz, kiedy wrócił, zdawało się, że przyciągnął za sobą problemy. Zaczęto o nim mówić. Nadszarpnięta została jego reputacja. Może jednak warto było zainteresować się tym, co takiego wydarzyło się w ostatnim czasie? Nie odpuszczać? Pytać. Drążyć? Wybór należał do Nicka.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
14.02.2024, 02:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2024, 02:07 przez Nicholas Travers.)  

Nicholas zajmując wolny fotel, poczekał aż Robert rozleje alkohol, który miał być poczęstunkiem do tej rozmowy. Dopiero po otrzymaniu szklanki wypełnionej trunkiem, mogli przejść spokojnie do rozmowy. Pan domu oznajmił cząstkowo, że niejaki pożar został opanowany, ale to było za mało informacji dla Nicholasa. Travers musiał odnieść się do tych słów, na swój sposób, co nie zostało dobrze odebrane przez jego mistrza. To upomnienie, przypominało dawne czasy. To wtedy Nicholas nauczył się z Robertem odpowiednio rozmawiać. Poznawać granice swojej wiedzy i nie dociekać za daleko. Tylko ile to może trwać?

Słysząc to upomnienie, niewymowny westchnął. Nie przeprosił jednak. Ale zszedł trochę z tonu i zaczął mówić używając odpowiednich słów i zaznaczenia o pamiętaniu swojej granicy, dotyczącej wiedzy. Że nie musi wiedzieć wszystkiego. Ale czy na pewno? Dzisiaj miał czas i liczył na to, że Robert również. Gdyż nie tylko sprawa Rodolphusa mogła zostać podjęta. Ale także inna.

Dobrze było wiedzieć, że Lestrange nie będzie problemem, ale czy można mu tak samo zaufać, jak Robertowi? Najwyraźniej Nicholas będzie musiał sam przejrzeć Rodolphusa po swojemu i sprawdzić, czy faktycznie można mu ufać.

- Rozumiem.
Odparł krótko. Patrząc na Roberta. Ale zaraz jego wzrok powędrował na jego szyję. Jakby próbował czegoś się doszukać. Zwrócił też uwagę na jego zegarek. Miał wątpliwości? Pytania? Bardzo możliwe. Nicholas odezwał się po krótkiej chwili milczenia. Jakby myślał, jak zacząć temat.
- Kilka dni temu, byłem na kameralnym spotkaniu teatralnym. Dokonano na nim rytualnego pokazu magii. Zaciekawiła mnie jedna rzecz. Osoba, której tożsamość była ukryta. Wydawała się być mi znajoma. Przeczucie? Miała ten sam zegarek.
Mówił ostrożnie, poważnie, ale i spokojnie. Sprawdzając reakcję Roberta. Czy wiedział, o czym Nicholas mówił? Czy wyłapał, że nawiązywał do kameralnego zebrania śmierciożerców i ukarania kogoś, jako przestroga przez niesubordynację?

Jeżeli jednak Robert nie miałby pojęcia o co chodzi, to by znaczyło, że Nicholas pomylił się. Tym opisem wydarzenia, nie zdradzał nikogo z organizacji. Mógłby nawet skłamać, że chodziło o wstępne próby jakiej grupy przed Lithą. Kto go sprawdzi?

- Powiedz mi… Czy nadal mi ufasz?
Zapytał, chcąc znać prawdę. Jakby też to było dla Nicholasa ważne. Czy nadal mogą współpracować? Czy Robert mu nadal ufa? Nicholas odniósł wtedy wrażenie, że w Robercie mogło się coś zmienić. Pytanie tylko, co? Nastawienie do osób, z którymi już od lat współpracuje? To był niepokojący trochę sygnał dla Traversa. Martwił się o swojego mistrza. O ich relację, jaką zbudowali przez lata współpracy.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#5
20.02.2024, 21:25  ✶  

O ile w ostatnim czasie zwaliło mu się na głowę sporo spraw, to teraz, w tym konkretnym momencie, miał możliwość skupienia całej swojej uwagi na Nicholasie. Umawiając się na to spotkanie, zadbał o to, żeby przypadkiem nikt i nic im nie przeszkodziło. Chciał na spokojnie porozmawiać. Wyjaśnić pewne kwestie - przynajmniej na tyle, na ile uważał, że może sobie pozwolić.

A przecież zawsze stawiał wyraźne granice.

Skoro Nicholas zszedł z tonu, zmianie uległo również nastawienie Roberta. Nie potrzebował przeprosin. Jedynie trzymania się zasad, które ustalone zostały... w zasadzie dawno temu. Przed wielu laty. W zupełnie innych czasach, jeśli oceniać to przez pryzmat tego, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach.

Temat Rodolphusa został odhaczony. Załatwiony. Nie wpłynęło to jednak na wątpliwości, które musiały nadal tkwić w Nicholasie. Obawy? Drążył. Pytał. Badał jego reakcje. Było tak jakby Mulciber widział przed sobą siebie samego. Może nie identycznego, ale uderzająco podobnego.

Kiedy znalazł się w takim położeniu?

W jaki sposób do tego doprowadził?

Nie był głupi. Oczywiście bez trudu połapał się w tym, do czego Travers zmierzał. Jaki temat zdecydował się poruszyć. O co konkretnie pytał. Tylko ile zamierzał mu powiedzieć? Jak daleko w tym wszystkim zajść?

- Zaufanie to coś, co można szybko stracić, ale buduje się latami. - nieśpiesznie udzielił odpowiedzi na pytanie. Odpowiedzi mało konkretnej. Bo czy Nicholas to zaufanie utracił? Tego nie sprecyzował w pierwszym momencie. Wyjaśnił dopiero po chwili. - W chwili obecnej nadal Ci ufam, Nicholasie, tak samo jak do tej pory.

Czyli w ograniczonym zakresie. Pełne zaufanie najprawdopodobniej nie było czymś, do czego Robert był zdolny. Miał przed tym dość spore opory. Czy były one uzasadnione? Czymś podyktowane?

Upił łyk alkoholu, rozważając przy tym wszystkie za. Każde jedno przeciw.

-  Jeśli pytasz mnie czy jestem tym człowiekiem, który został przed kilkoma dniami ukarany przez naszego Mistrza, odpowiedź będzie twierdząca. Gwarantuje przy tym, że nie zrobiłem niczego, niczego takiego robić nie planuje, co zaszkodziłoby naszej sprawie. - wreszcie zdecydował się na takie rozwiązanie. Na takie przedstawienie sprawy. Ile więcej chciał wiedzieć Nick? Czy on sam mu nadal ufał? Po ten informacji będzie postrzegał Roberta w ten sam sposób? Starał się oczytać reakcje.

Wiele dałby za to, żeby móc teraz wedrzeć mu się do myśli.

Znaleźć niezbędne odpowiedzi.

Takie, które zapewnią spokój. Ukoją nerwy. Pozwolą mu ocenić sytuacje. Określić jednoznacznie swoje położenie. Odsłanianie się nie leżało w jego naturze. Nie czuł się z tym komfortowo. Czasami jednak trzeba było przekraczać swoje granice i wykonać krok na nieznane, niepewne wody.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
21.02.2024, 02:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2024, 11:28 przez Nicholas Travers.)  

Często bywa tak, że uczeń bardzo dużo uczy się od mistrza. Nie tylko nowych umiejętności, rozwijania swoich zdolności, ale także zachowania, postrzegania pewnych rzeczy. Współpracując z Robertem, bardzo dużo lekcji wyniósł i przestrzegał narzuconych zasad. Ustalonych między nimi. Wiedział, kiedy nie pytać, kiedy się hamować. Nie dociekać, kiedy Robert milczał nie udzielając odpowiedzi. Jakim tonem rozmawiać. Budowanie zaufania trwało latami. To był trudny okres, ale jak widać, opłacalny. Teraz trochę zachwiany. Z Mulciberem nie było przez ponad miesiąc kontaktu. Do czasu, aż był na tym, ostatnim zebraniu. Jako ten, ukarany.

Mając zapewnienie i odpowiedź od Roberta, w sprawie Rodolphusa, nie drążył tematu. Sam go zatem sprawdzi, skoro można mu ufać, dowie się jak bardzo. Nawet, jeżeli współpracowali razem, w obu miejscach. Ostrożności nigdy za wiele.

Robert postanowił odpowiedzieć na pytanie w sprawie zaufania. Przypominając to, co znane było Traversowi. Niewymowny kiwnął nieznacznie głową w zgodzie, że tak to i on odbierał. Rozumiał. Może i odpowiedź była mało konkretna, ale dla Nicholasa, musiała być wystarczająca. Jak zawsze.

- Dobrze to słyszeć.
Odparł niemal uspokojony, czego po sobie nie ukrywał, czując coś w rodzaju ulgi. Zależało mu na tym. Nawet jeżeli Robert nie ufał mu bezgranicznie. Ale tak samo, jak do tej pory. To mu wystarczało. Mogłoby to znaczyć, że mógł ufać mu w takim samym zakresie. Ale czy na pewno? Czekał na dalsze udzielenie odpowiedzi. Wyczekująco. Potwierdzi? Zaprzeczy? Wie, o czym mówił?

Potwierdził.

”…odpowiedź brzmi twierdząca.” - gdy usłyszał te słowa potwierdzenia, opuścił wzrok jakby w niedowierzaniu. Wolną ręką przetarł twarz. To chyba było dla niego za dużo na tę chwilę. Potrzebował zebrać myśli. Robert potwierdził mu zaś jedno. Był śmierciożercą. Tak jak on.
- Więc dlaczego Cię ukarał?
Gwarantował. Ale coś było na rzeczy, że Czarny Pan podjął taką decyzję. Co sprawiło, że Mulciber go zawiódł? Nicholas zadał to pytanie z chęcią poznania tej przyczyny. Zawiódł. W jakiej sprawie? Nie wykonał zadania? Chodziło o to Beltame, gdzie omal nie stracił brata?

W tym wzajemnym spojrzeniu, jednego na drugiego, Nicholas  rozumiał jedno, że Robert przez wzgląd na sytuację, potrzebował chyba i jego odpowiedzi. Zapewnienia? Czy on teraz może ufać, swojemu byłemu mentorowi?

Pozwolił na tę chwilę Robertowi udzielić odpowiedzi. Albo pozostawić swoje pytania bez odpowiedzi. Jak to Robert miał w zwyczaju, nie udzielać ich.

Czy zaufanie zostało naruszone? Nicholas znał Roberta na tyle długo, jak sam zaczął pracę w Departamencie Tajemnic. Nie zdarzyło się jeszcze, aby poczuł się w jakimś stopniu przez Mulcibera oszukany, zdradzony. Choć zaufanie było budowane latami, to jednak Robert nauczył go bardzo wiele. Choćby tej oklumencji. Która nawet w chwili obecnej, chroniła umysł Traversa. Przyzwyczajenie, przebywając w jakimkolwiek towarzystwie.

Nicholas w swoim zachowaniu był spokojny, ale nie ma co ukrywać, że zaskoczony. Nie było można dostrzec u niego jakiejkolwiek agresji, niezadowolenia, pogardy czy coś w tym stylu. Szanował Roberta. Niezależnie od sytuacji, jaka go spotkała, mógł nadal liczyć na wsparcie swojego dawnego ucznia.

Zwykle to uczniowie swoich mistrzów, popełniają tak duże błędy, że ich mentorzy muszą im pomagać, wyciągając z kłopotów. Tutaj, sytuacja wyglądała nieco odwrotnie?

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#7
25.02.2024, 16:35  ✶  

Od lat to pomiędzy nimi wisiało.

Obydwoje popierali sprawę. Tego Nicholas mógł być pewnym. Wątpliwości budziło natomiast to, jak głęboko w tym wszystkim tkwił Robert. Czy również posiadał mroczny znak? Czy aktywnie działał? Jak wiele znaczył w szeregach?

Sprawa dla dziennikarzy śledczych Proroka Codziennego.

- Sprawy prywatne nałożyły się na plany Mistrza. Nie byłem w stanie zjawić się na Beltane. - odpowiedział. Bez wdawania się w szczegóły. Ogólnikowo. Ograniczając się tylko do tego, co stanowiło jakby clue problemu. Tylko czy było to w tym konkretnym momencie wystarczającym? Czy po czymś takim Nicholas był skłonny zrezygnować z dalszych pytań?

Mulciber potrzebował zebrać po swojej stronie możliwie największą liczbę osób. Przekonać ich do samego siebie. Zapewnić sobie ich wsparcie. Pomoc. Zagwarantować sobie bezpieczeństwo, którego w obecnej sytuacji potrzebował. Bo przecież nie mógł przewidzieć, co przyniesie kolejny dzień. Z jakimi zagrożeniami będzie musiał się mierzyć, kiedy nastanie wreszcie nowe jutro.

Wiedział, że Nicholas miał znajomości. Powiązania. Wiedział o nim więcej, niż ten mógł się spodziewać. Ostatnimi czasy otrzymał też informacje, która była istotna. Papilio brał udział w wydarzeniu, które nie było pozbawionym znaczenia.

Czasami należało zaryzykować.

Można było sporo zyskać, kiedy stawiałeś wszystko na jedną kartę.

- W organizacji posługiwałem się pseudonimem Apis. W zasadzie posługuje się nim nadal. Byłem tu praktycznie od zawsze, od samego początku. Pomagałem zorganizować Beltane, po czym z powodu... nastąpiły komplikacje, które zmusiły mnie do opuszczenia kraju. Nie miałem czasu, żeby zorganizować to w inny sposób. Czasami, po prostu, stawka jest zbyt wysoka. Trzeba podjąć ryzyko. - długo to trwało, ale wreszcie przerwał panującą pomiędzy nimi ciszę. Trwającą nieco zbyt długo. Tym razem postarał się wyjaśnić całość odrobinę dokładniej. Przedstawić z szerszej perspektywy? Na tyle szerokiej, na ile mógł. Zanim kontynuował, napił się alkoholu. Kilka łyków, które dały mu czas na ułożenie sobie w głowie dalszej części. Na dobranie kolejnych słów. - Zostałem ukarany, ale nie urodziłeś się wczoraj, Nicholas. Wiesz, że wielu innych na moim miejscu, zapłaciłoby śmiercią. - spojrzał mu prosto w oczy. Przez dłuższą chwilę utrzymywał ten kontakt. Podkreślając tym samym swoją pewność odnośnie wypowiadanych słów. Nieistotne, że ta pewność była bliska zeru. A może nawet nie istniała wcale? - Mam tutaj wciąż wpływy. Znam ludzi. A my dwoje... Nicholas, my dwoje zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Zastanów się nad tym dobrze.

Wybierz dobrze. Stań po właściwej stronie. Przy tym, który przecież wspierał Ciebie od tak dawna. Który twierdził, że nadal Tobie ufa. Tylko jak długo ten stan rzeczy takim właśnie pozostanie? Niezmienionym?

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
27.02.2024, 00:05  ✶  

To nie była pocieszająca odpowiedź. Ale być może wyjaśniająca, dlaczego doszło do ukarania Roberta. Nicholas nie wiedział co miał na to odpowiedzieć, dlatego mogła zapanować między nimi chwilowa cisza. Jakby on sam, potrzebował zebrać myśli. Nie da się ukryć, że był zaskoczony, ale nie był zawiedziony. Robert, jego nauczyciel i mentor, który cały czas był jakby z nim. Nawet w tej organizacji. Nicholas, być może miał swoje podejrzenia. Ale nie miał nigdzie potwierdzenia, do dzisiaj. Nie był pewny, którym pseudonimem posługiwał się Mulciber. Stawiał na dwóch: Apis albo Corvus. Obaj wydawali polecenia. Ale to jednego z nich, Czarny Pan zastąpił nowym. Apis pasował mu pod charakter pisma Roberta, mimo iż pisał do niego bardzo rzadko pod tym pseudonimem.

Kiedy po tej chwili przerwy, Robert kontynuował, Nicholas wpatrywał się w niego poważnie, z uwagą. W skupieniu i próbie zrozumienia. Oparł łokciem o podłokietnik, zaś na palcach dłoni, oparł głowę dotykając skroni. W drugiej nadal trzymał szklankę. Dostał potwierdzenie, że Apis to był pseudonim Roberta. Pomagał zorganizować Beltame. Więc pretensje w sumie o sytuację swojego brata, powinien mieć do niego? W pewnym momencie swojej wypowiedzi przerwał i zmienił ją. Jakby, nie chciał za bardzo poruszyć prywatnej sprawy, która widocznie zmusiła go do opuszczenia kraju. Wyjaśniało, dlaczego nie było z nim kontaktu.

- Wysyłałeś jakiś list? Czy nie pomyślałeś o tym, aby ktoś Cię zastąpił na Beltame?
Zapytał. Ale zaraz dodał.
- I jeszcze jedno… Dlaczego ja byłem wykluczony? Przez tę całą organizację omal nie straciłem tam brata.
Dodał kolejne pytanie, chcąc otrzymać wyjaśnienie. Miał czekać w rezerwie? Czy Robert specjalnie nie uwzględnił go w tej akcji? Chciał go chronić? Czy może były inne plany, w które nie musiał być wtajemniczany? Nicholas mógł zrozumieć, że nie wszystkich tam brano, gdyż patrzono też pod względem umiejętności. Ale kiedy dowiedział się o sytuacji brata, wtedy dopiero zaczął siebie pytać, dlaczego nie mogli ich zamienić?

Jeżeli dostał na to odpowiedź, więcej nie pytał w tym temacie. Bowiem najważniejsze, że Theon jakimś cudem przeżył. Po czym Robert dalej kontynuował. Nicholas zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że Czarny Pan zrobił w jego przypadku pewien wyjątek. Zlitował się, ale nałożył na niego klątwę. Travers spojrzenie z twarzy Roberta, przesunął na jego kark. Czy miał zakryty, czy nie. Wrócił zaraz wzrokiem tak, aby patrzyli sobie wzajemnie, gdyż widocznie tego teraz oczekiwał Robert. Czy on się bał? Nicholasa by to nie zdziwiło. W organizacji nie działo się dobrze. Sam to widział do środka. Bądź słyszał.

- Boisz się?
Zapytał. Ale odpowiedzi raczej nie oczekiwał.
Usiadł wygodniej, opuszczając wolną rękę. Aby objąć obiema swoją szklankę z niedopitym trunkiem.
- Przez tyle lat współpracy. Nauczyłem się od Ciebie bardzo dużo. Wspierałeś mnie w zawodzie. Karierze, nawet, jeżeli nie byłem pod Tobą w tej samej komnacie. Dzięki Tobie mogę dalej pracować w Departamencie Tajemnic. Nauczyłeś mnie oklumencji i jak budować zaufanie. Nie było łatwo, to przyznaję...
Zrobił chwilę przerwy, jakby on sam potrzebował zebrać myśli. Choć Robert pewnie oczekiwał jakiegoś potwierdzenia, zapewnienia?
- Być może uczeń może mieć wielu mistrzów. Ale ja mam tylko jednego… Ciebie, Robercie. Być może teraz czas, abym to ja mógł Ci pomóc za to ile dla mnie zrobiłeś.
Nicholas w swoich słowach był poważnie szczery. Szanował Roberta, nawet jeżeli popełnił ostatnio pewne błędy. Każdy je przecież popełnia. Nawet Nicholas się o swoje potykał za młodu, a starsi od niego mu tylko zwracali uwagę, doradzali.
- Ufam Ci. Tak samo, jak Ty mnie.
Dodał. W końcu Robert parę lat temu powierzył mu kilka bardzo ważnych teczek z badań. I tak jak Mulciber już wspomniał, mogli cały czas na siebie liczyć. Miał w nim swojego sojusznika. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Travers do Czarnego Pana, nigdy nie zwrócił się słowem "Mistrzu", a zwyczajnie i tradycyjnie "Panie". Tutaj była też różnica. Służył mu, wykonywał polecenia. Ale to Robert był mu temu słowu bliższy.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#9
29.02.2024, 22:02  ✶  

Pytania. Pytania. Ciężkie pytania. Na które zamierzał odpowiedzieć? Gdyby mógł sobie na to pozwolić, najchętniej nie udzieliłby odpowiedzi na żadne z nich. Okoliczności jednak temu nie sprzyjały. Wcale a wcale. Dlatego też wykonał kolejny krok. Zamierzał lepiej wprowadzić Nicka w pewne kwestie.

I liczyć na to, że nie zwróci się to przeciwko niemu.

- Okoliczności nie były w tamtym momencie sprzyjające, a czas gonił. - zdecydował się na te słowa. Tylko czy faktycznie tak było? Gdyby Robert myślał przytomnie, trzeźwo, nie dał się wytrącić z równowagi, zapewne rozegrałby to wszystko inaczej. Czasu niestety nie dało się cofnąć. Należało wypić piwo, które się nawarzyło. Jakoś wykorzystać te cytryny, które okazały się jedynym, co pozostało mu w rękach.

Wybranie ludzi, którzy zostaną wezwani na polanę ognisk, a następnie wezmą udział w planowanym ataku, nie było zadaniem prostym. Należało wziąć pod uwagę ich predyspozycje, jak i również potrzeby przymierza. Nie każdy się do tego nadawał. Nie dla każdego można było znaleźć miejsce. Tylko czy faktycznie Nick znalazł się w gronie tych, którzy uznani zostali za nieprzydatnych?

- Zakładałem, że będziesz potrzebny po Beltane, nie chciałem ryzykować Twoją dyspozycją. Mialem kolejne plany, które niestety nie doszły do skutku. - odpowiedział, nie wchodząc przy tym w szczegóły. Teraz nie miało to znaczenia. Tamte plany można było wyrzucić do kosza. Nie miały obecnie żadnego znaczenia. Nie było najmniejszych szans na to, że zostaną zrealizowane. Sytuacja się zmieniła, więc zmieniły się również priorytety.

Czy się bał? Robert nazywał to ostrożnością. Chłodną kalkulacją. Świadomością swojego obecnego położenia. Przyznanie się do lęku, do obaw, nie wchodziło w grę. Nawet jeśli faktycznie to odczuwał. Zastanawiając się nad tym, uniósł szklankę. Przechylił, wlewając w siebie nieco alkoholu. Upijając kilka łyków. Kiedy odstawił ją ponownie na miejsce, odpowiedź wcześniejsze pytanie nie padła.

Było dokładnie tak, jak Nick się spodziewał.

Doceniał szczerość Nicholasa. Odetchnął z pewną ulgą słysząc jego jasną deklaracje. Zarazem jednak pewien cichy głosik z tyłu głowy mówił mu, że nie powinien się tak śpieszyć; że to było ryzykowne. Mogło sprowadzić im nad głowy kolejne problemy. Dodatkowe problemy były zaś ostatnim czego Robert potrzebował. Musiał działać rozważnie.

- Zachowaj te słowa dla siebie i nigdy więcej ich nie wypowiadaj, Nicholasie. Zakop je tak głęboko, żeby nie ujrzało to światła dziennego. - wreszcie zdecydował się zareagować na to w ten sposób. Był przy tym bardzo poważny. Bardziej niż zwykle? A przecież powaga byla tym, co z jego oblicza zdawało się nie znikać. Prawie wcale nie znikało. - I dziękuje. To wiele dla mnie znaczy.

I faktycznie wiele znaczyło. Pozwalało na to, żeby jeszcze bardziej umocnić swoją pozycje. Zyskać większą pewność siebie. Łatwiej było działać, kiedy u swojego boku miało się zaufanych ludzi. Takich, na których można było polegać.

Powoli upił kolejny łyka alkoholu i jeszcze jeden. Nieśpiesznie przygotowywał się do dalszej rozmowy. Układał sobie wszystko w głowie. Starał się odpowiednio rozplanować. Nie bez powodu zwrócił mu uwagę na to, że dawniej ich współpraca była owocna. Każdej ze stron przyniosła wymierne korzyści. Teraz również liczył na to, iż się im opłaci.

- Powoli udaje mi się, stworzyć obraz tego, co miało miejsce podczas mojej nieobecności. Zdołałem wyciągnąć pewne wnioski. Poczynić obserwacje. Nie chce jednak wywołać nadmiernego zamieszania. Zależy mi na tym, żeby poznać. Wasze zdania, opinie. Odczucia. Może obawy. Rozumiesz do czego zmierzam?

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#10
01.03.2024, 12:38  ✶  

Z  Robertem nie było kontaktu ponad miesiąc. Pytań pojawiało się znacznie wiele. Powinien zdawać sobie z tego sprawę, że takowe pojawią się również ze strony jego byłego ucznia. Nicholas miał prawo je zadawać, skoro miał problem z pozyskaniem informacji od innych źródeł. Co koniec końców, na część z nich odpowiedzi otrzymał.

Nicholas przyjął do wiadomości fakt, że Mulciber nie był wstanie jakiegokolwiek listu informacyjnego wysłać. Travers chciał pod tym względem upewnić się, czy miało to miejsce. Jeżeli tak, to mogło też istnieć ryzyko przechwycenia ptaka. Miejsca to nie miało. Robert nie wysyłał nic. Tutaj Travers nie miał nic do dodania.

Kolejna kwestia była nieco ważniejsza dla niewymownego. Tego co się dowiedział ze słów Roberta, miał być potrzebny po Beltame. Do tego jednak nie doszło. Roberta tam nie było.

- Rozumiem.
Odparł krótko. Nie drążył już tematu. Co chciał wiedzieć, to już wiedział. Można było o tym w miarę zapomnieć. Czasu nie cofną. Najważniejsze, że jego brat przeżył. Teraz dopiero zaczął zastanawiać się, czy to był dobry pomysł, wciągania go do śmierciożerców. Może tutaj babka miała rację, aby chłopak nie angażował się nigdzie na taką skalę?

Znając się tyle lat z Robertem, Nicholas momentami potrafił zadać takie pytania, na które nie otrzymywał w ogóle odpowiedzi. Tutaj sytuacja się powtórzyła. Ale czasami obserwacja zachowania była niezwykle pomocna, w przeciwieństwie do słów. Zgodnie z założeniem Nicholasa, który zapytał go czy się boi, nie otrzymał odpowiedzi. Zauważył jednak, że to była ukryta odpowiedź. Obawy? Lęki? Jakaś namiastka tego jednak miała miejsce? Nicholasowi nawet nie umknął fakt, że Robert dość szybko opróżnił szklankę z alkoholem, kiedy Nicholas miał jeszcze niedopitą. Właśnie w tym momencie ujął szklankę do ust i upił tylko jednego symbolicznego łyka. W sumie jedno nalanie dobrego alkoholu starczy mu na całą tę rozmowę. Sygnał zaobserwowany u swojego mentora, był trochę niepokojący.

Temat ten, Travers zostawił w spokoju, ale dał Mulciberowi do zrozumienia, że zauważył u niego te drobne zmiany. Jak wzrokiem wędrował po jego czynach. Nie komentował tego jednak. Odpowiedział na jego słowa, oceniając lata współpracy. Zapewniając o tym, że jest po jego stronie. Doceniając to, ile dla niego zrobił. Reakcji co prawda nie spodziewał się, że Mulciber będzie bardzo poważnie do tego się odnosił. Choć on sam docenił jego słowa. Teraz może dopiero dotarło do Nicholasa, dlaczego każe mu o tym zachować te słowa dla siebie i nigdy ich nie wypowiadać. Zakopać je głęboko w sobie.

- Dobrze.
Potwierdził, dając słowo, że zachowa to dla siebie. Zrozumiał powagę sytuacji. Po prostu, chciał aby Robert to wiedział. Mimo iż między nimi jest jakieś dziesięć lat różnicy, to szanował Mulcibera.
Mogli wtedy przejść do innego tematu, jaki Robert następnie poruszył.
- Chodzi Ci o wewnętrzną sytuację w organizacji? Ostatnio Vulturis wysyłał do mnie listy z pytaniem o Pardusa.
Zmarszczył brwi, zadając pytanie, czy o to Robertowi chodzi. Tak zrozumiał przekaz jego słów, że nawiązuje do sytuacji po tym, co wydarzyło się na kowenie i po nim. A może chodziło o działania Ministerstwa? Tylko tutaj też niewiele Nicholas mógł pomóc.

Najwięcej nad chaosem i bałaganem pracowały dwa inne departamenty, ale nie Tajemnic. Oni mieli sprawy dopiero po uprzątnięciu bałaganu. Musi więc Mulciberowi chodzić o sprawy organizacyjne, co miało miejsce pod jego nieobecność. Nie mógł się pomylić. Uważnie patrzył na Roberta, czekając na potwierdzenie i ewentualnie pytania, co potrzebował wiedzieć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (4961), Robert Mulciber (4538)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa