06.12.2022, 18:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 14:00 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Fergus Ollivander - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"
Fergusa zastanawiało, jak bardzo będzie go bolało spojrzenie Cynthii, kiedy ta zorientuje się, do jakiego stanu doprowadził jej książki. Z drugiej strony to jej wina, że wciąż nie nauczyła się, że nigdy nie otrzyma ich z powrotem w stanie nienagannym. Kiedy mu je dawała, wyglądały, jakby nigdy ich nie przeczytała (w co wątpił, bo spędzała w bibliotekach więcej czasu niż on, a to raczej trudne do dokonania). Teraz jednak dało się od nich wyczuć dość mocne aromaty: w przypadku jednej była to kawa, a nadal nieco wilgotne strony tylko przypominało o bliskim starciu pergaminu z kubkiem ciemnego trunku, drugiej z kolei towarzyszyła woń spalenizny, zdecydowanie świadcząca o tym, że woluminowi zrobiło się wieczorem dość chłodno i postanowił ogrzać się przy kominku. Zbyt blisko wręcz paleniska. Ale to przecież nie wina Fergusa, że przysnął na dywanie, a książka omsknęła mu się z ręki i wylądowała kawałek dalej, budząc Ollivandera zbliżeniem pierwszego stopnia z płomieniem.
Cynthia go zabije. Chyba że po prostu odeśle jej te książki sową, licząc na to, że ona pożyczy mu kolejne, zanim odzyska te dwie? Z drugiej strony już tu był, a skoro się pofatygował, głupio było się wycofać.
Byle tylko nie potraktowała go w ten sam sposób, co on jej własność. Kawą by nie pogardził, nawet jeśli dostałby nią prosto w twarz. Gorzej z płomieniem, bo nie dość, że był zbyt dumny ze swoich włosów, to jeszcze na dodatek założył nową kurtkę i nie chciałby jej stracić po jednym noszeniu. W pracy nie wypadało mu nosić mugolskich ubrań. Pokątna miała swój prestiż, a nawet bycie w terenie zmuszało go do kontaktów z czystokrwistymi czarodziejami, których tego typu przebieranki niekiedy odstręczały. Teraz jednak nikt na niego nie patrzył, więc posiadał pełną swobodę.
Nadal czuł lekkie mdłości po teleportacji, ale powoli wracał do siebie. Powietrze zdawało się tu czystsze niż w mieście, a to pomagało w rekonwalescencji. Odetchnął głęboko i zapukał do drzwi, modląc się w duchu, żeby Flintowie mieli skrzata domowego i obyło się bez spotkania z Cynthią. Sam nie wiedział, czemu jej surowe spojrzenie tak go przerażało. W szkole potrafili być dla siebie wredni i wdawać się w pyskówki, ale teraz. Może miało tu coś do rzeczy to, że nie musiała czuć ciężaru odznaki prefekta i mogła go pierdzielnąć jakąś klątwą między oczy.
- O, Castiel – powiedział nieco zdezorientowany, gdy w końcu ktoś mu otworzył. Jego towarzystwo by nie zaszkodziło, bo jeśli rzeczywiście jego siostra trzaśnie Ollivandera klątwą, istniały jakieś szanse na przeciwzaklęcie. – Jest Cynthia?
Proszę, powiedz, że nie. Proszę, nie.
Poprawił trzymane pod pachą książki, starając się ukryć pod rękawem spaleniznę.