• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus

[23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
02.03.2024, 09:30  ✶  
- Rozsądnie - że świece mogły mieć różne efekty, to wiedział. Z jakiegoś powodu zainteresował go ten konkretny, ale ciężko było odgadnąć, co chodzi Rodolphusowi po głowie. Żeby poznać w pełni jego myśli, trzeba było by użyć legilimencji. Lestrange nie dzielił się bowiem wszystkimi swoimi przemyśleniami, wedle zasady milczenie jest złotem. Być może dlatego, że lubił część myśli zachowywać dla siebie, a być może dlatego, że myślał o rzeczach, które nigdy nie powinny były zostać wypowiedziane na głos. Nie przeszkadzała mu cisza, dlatego nie podejmował kolejnego tematu. Odpłynął gdzieś, bo od kilku dni czuł, że tego naprawdę potrzebuje. Obecność Nicholasa mu nie przeszkadzała - tak jak zawsze czuł się komfortowo w samotności, tak samo komfortowo czuł się przy Traversie. Może dlatego, że ten nie dopytywał, nie próbował wypełnić tej ciszy, która zalęgła między nimi niczym mgła. Nie próbował na siłę podtrzymywać rozmowy, nie bawił się w small talki. On sam nie lubił small talków i to od dziecka. Gdy miał coś do powodzenia, mówił. Gdy czuł, że powinien podzielić się swoją opinią - robił to. Czasem również nieproszony, bo przecież nie dało się żyć w takiej ascezie na dłuższą metę. Ale to były wyjątki.

Rodolphus pozostawał w bezruchu, wpatrując się w jeden jedyny punkt, jakby się po prostu wyłączył. Gdy jednak Nicholas się poruszył i odstawił talerz, sięgnął po kubek, wzrok Lestrange odruchowo powrócił do jego sylwetki. Jakby mimo wszystko pozostawał czujny i skanował otoczenie, jakby wpatrywał się w takie miejsce, by mieć podgląd na wszystko wokół niego w jak najszerszym polu widzenia. Patrzył się w zasadzie w pustkę, ale faktycznie w okolice okna. Było jednak już ciemno, więc na pewno nie podziwiał widoku za oknem. Tam nie było nic ciekawego, ale przecież o to chodziło: by wzrok odpoczął, nabrał ostrości, by myśli przestały się ciskać jak wściekłe. Patrzenie na cokolwiek ciekawego nie dałoby tego efektu, a go właśnie chciał osiągnąć.
- Sprzątnę - poinformował, wstając i sięgając po różdżkę. Musiał wracać powoli do swojej rutyny, a dbanie o czystość było jedną z nich. Obaj nie dokończyli swoich porcji, machnął więc różdżką, by talerze powoli się uniosły w powietrzu. Przeszedł do kuchni, kilkoma ruchami nadgarstka przełożył jedzenie do pojemników, a talerze przeniósł do zlewu. Kolejne machnięcie różdżką i te zaczęły się zmywać, a on mógł przejść z powrotem do stołu. Nie wypił jeszcze całego naparu, chociaż nie był pewny, czy powinien to robić. Nie czuł się senny, ale sam nie wiedział - miał wrażenie, że być może odrobinę mu to pomogło? Czy jednak zdecydowałby się faszerować tym na dłuższą metę? Chyba nie. Jednorazowo, tak jak alkohol czy nawet papierosy, nie powinny mieć jakiegoś specjalnego efektu i wpływu na jego organizm. Rodolphus nie chciał się uzależniać od niczego, chociaż był już uzależniony po części od eliksirów na sen. Miał je przy sobie, wziął z mieszkania, tak jak garnitur, o który prosił Mulciber. Z cichym westchnięciem odłożył różdżkę na stół, a dłoń odruchowo powędrowała do koszuli. Rozpiął dwa guziki, wystarczające do tego, by zapewnić mu jako taki komfort. Sam wziął kubek w dłoń i ponownie spojrzał przed siebie, tym razem na Nicholasa. Jego wzrok jednak nie wyrażał zbyt wiele. Ale można było zobaczyć, że te iskry, które były widoczne jeszcze przed chwilą, odrobinę przygasły. Teraz w stalowych tęczówkach odbijał się wyłącznie płomień zapalonej świecy. Rzucał cień na pojedyncze plamki na stali, te ciemniejsze, które tylko gdyby mogły, to ułożyłyby się w obwódkę, by chociaż odrobinę złagodzić jego wzrok. Ale na pewne cechy swojego wyglądu nie miał wpływu, a i to, że jego oczy wydawały mu się wielu osobom dziwne, działało w sumie na jego korzyść.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#12
03.03.2024, 02:34  ✶  

Obaj niewymowni. Rozumieli się najwyraźniej lepiej w milczeniu niżeli w słowach. Lecz ograniczeni wiedzą, współpracując z inną osobą. Nie mogli za wiele między sobą zdradzać. Nie wiedząc najpewniej, że ta trzecia osoba, wie o nich tak samo, jak oni o nim. To dyskretne omijanie  tematów, szczegółów. Ale też wyrozumiałość. Wzajemny szacunek. Pokazywało, budowanie zaufania. Jeden ostrzegał drugiego. Jeden wspierał drugiego. Wzajemna pomoc i akceptacja.

Kolację dokończyli na tyle, ile sami zdołali zjeść. Dalej pozostawały już herbaty w kubkach. Siedzieli w milczeniu, mogąc wpatrywać się w płomienie świecy, w siebie, lub inne przedmioty otoczenia. A także i w stronę okna.

Kiedy Rodolphus oznajmił, że zajmie się sprzątnięciem talerzy po kolacji, Nicholas nie zabraniał mu tego. W końcu pozwolił koledze zamieszkać tutaj tak długo, jak chciał. Mogli się nawet podzielić obowiązkami.

Nicholas postanowił zająć się stopniowym opróżnianiem kubka z herbatą, kiedy Lestrange, zajął się rzucaniem carów wymuszenia naczyń do umycia się. Następnie wrócił na swoje miejsce i znów w milczeniu mogli siedzieć, wpatrywać się w siebie. Te stalowe, nietypowe oczy, przykuwały Nicholasa uwagę. Spuścił wzrok, kiedy zobaczył że Rodolphus rozpiął dwa guziki od koszuli. Nic dziwnego, skoro było tutaj ciepło, a on wrócił niedawno z jednego spotkania. Trawers miał także koszulę, rozpiętą już wcześniej pod szyją. Albo nie zapiał się tak wysoko.

W pewnym momencie tej ciszy, odstawiając kubek na blat stołu. Travers wstał, obszedł stół i stanął za krzesłem, na którym siedział Lestrange. Swoje dłonie, położył na jego barkach i zaczął masować. Jakby chciał go w ten sposób rozluźnić, po tym intensywnym zadaniu, przed jakim postawił go Robert.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
03.03.2024, 09:21  ✶  
Wciąż zastanawiał się, czy ryzykować dopiciem naparu. Czy to nie będzie za dużo, skoro przecież do tej pory nie korzystał z tego typu wspomagaczy. Pił eliksiry na sen, bo musiał, ale do tej pory nie sięgał po alternatywne metody na wyciszenie się. Medytacja, kadzidła, świece czy nawet zioła - to wszystko było poza jego zasięgiem i chęcią, bo podejrzewał, że nic mu nie dadzą. Od razu przeszedł do kontrataku, załatwiając sobie stałą dostawę silniejszych i słabszych eliksirów: takich, po których zażyciu nie miałby snów. Potrzebował wypoczynku, a nie rzucania się podczas koszmarów sennych. Chociaż czy faktycznie to, co robił, przeraziłoby go odtwarzane we śnie? Rodolphus pławił się w okrucieństwie, nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Mógł co najwyżej mieć obawy, że to, co robi, wyjdzie na jaw. Że go pochwycą, zamkną w klatce a on po prostu nie zdąży dokończyć tego, co zaczął. To byłaby podwójna tortura, bo Lestrange nienawidził niedokończonych spraw.

Gdy Nick wstał, z początku nie zwrócił na to większej uwagi. Był u siebie, mógł robić to, co chciał. Spuścił wzrok na świecę, by skupić go na tańczącym na knocie płomieniu. Ogień go w żaden sposób nie pociągał, chociaż często używał go jako metafory do tego, co czuł i jak działał. Potrafił ogrzewać, ale potrafił również niszczyć. Palić wszystko na swojej drodze. Burzyć mosty, atakować ciała. Powodować trwałe, nieuleczalne rany, zostawiać blizny, przypominające o tym, co zaszło. Lestrange odłożył kubek. Wypił napar do połowy, więcej nie zamierzał. Zaraz jednak poczuł na swoich ramionach dłonie Nicholasa. Z początku spiął się, bo nie spodziewał się dotyku. Być może gdyby doszło do niego wczoraj, zareagowałby. Strącił ręce, powiedział, że następny raz, a je mu utnie. Że nie chce pomocy, chociaż ewidentnie jej potrzebował. Czy Travers specjalnie podał mu te zioła? Czy miał jakiś plan, który konsekwentnie realizował, krok po kroku? To zwykle on sam przekraczał granice, powoli i z satysfakcją, czerpiąc przyjemność z dyskomfortu drugiej osoby, gdy to robił. Teraz role się odwróciły i nie do końca wiedział, jak ma zareagować. Rodolphus miał niezwykle silną osobowość i za silnego psychicznie człowieka się uważał. Nie lubił czuć się słaby, zależny od innych. W chwilach takich jak ta to on zwykle grał pierwsze skrzypce. Teraz jednak opuścił lekko głowę i przymknął oczy, bo w ostatnich dniach życie naprawdę mocno go skopało. Poradziłby sobie z tym sam, w to nie wątpił, ale troska, która płynęła z tego gestu, była niepokojąco przyjemna.

Był spięty, chyba nie było dnia, w którym czułby się naprawdę rozluźniony. Ciągle miał się na baczności i oglądał przez ramię, nieustannie uważał, skanował swoje otoczenie i analizował. To odbijało się na spiętych mięśniach, które czuł pod palcami Nicholas. Nie było szans, żeby je rozluźnić zwykłym masażem, który nie sprawiłby bólu. Żeby rozbić ten stres, który kumulował się przez ostatnie lata w jego ramionach, najpewniej potrzeba by kilku sesji, odpowiednich narzędzi i osoby, która doskonale zna anatomię drugiego człowieka. Tylko czy wtedy to by coś dało poza chwilową ulgą? Przecież zaraz wszystko wróciłoby do normy.
- Odsuń się - powiedział cicho, otwierając gwałtownie oczy. Poczekał, aż Nicholas się ruszy, by dopiero wtedy odsunąć się razem z krzesłem tak, by być do niego bokiem. Nie wstał. Zamiast tego wyciągnął rękę, chwycił Traversa za nadgarstek i pociągnął go w swoją stronę, na swoje kolana. Delikatnie, ale zdecydowanie. Lewą dłonią sięgnął do jego twarzy, do ust. Przejechał po nich kciukiem, tak jak wtedy, gdy zmieniał ich wygląd. Na to wspomnienie lekko się uśmiechnął. Czy Nicholas wybaczył mu tę drobną złośliwość? Nie wspominał o niej, tak jakby nic się nie stało. Wszystko wróciło do normy, przywrócił mu dawny wygląd, dokładnie odwzorował jego twarz tak, jak pamiętał, jaką widział na zdjęciach. Chociaż nie wątpił, że było to odczuwalne. Miało takie być. Lestrange ostrożnie się nachylił, ale nie pocałował go. Pozwolił, by pomiędzy ich ustami pozostało te kilka milimetrów niedopowiedzenia. Delektował się powietrzem, które między nimi gęstniało. Być może chciał, żeby to Nicholas wykonał pierwszy ruch. A być może po prostu lubił działać powoli, drażnić drugą osobę i sprawdzać jej reakcję.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#14
03.03.2024, 18:00  ✶  

W naparze herbaty była tylko mieszkanka ziołowa. Na ukojenie nerwów. Nie miała zadania usypiać. Tylko rozluźnić umysł, ciało. Aby do końca dnia poczuć się trochę uspokojonym. Nicholas nie zrobiłby tego specjalnie, aby cokolwiek miałoby zaszkodzić Rodolphusowi. Ale po niektórych spotkaniach, póki człowiek do wszystkich zachowań bliskich im osób się nie przyzwyczai, taka mieszkanka była na wagę złota. Mogła nawet pomagać w innych stresujących momentach. Tyle pamiętał, co o tych ziołach opowiadała mu Cynthia Flint.

Nie uprzedził kolegi co zamierza zrobić, zatem nic dziwnego, że był zaskoczony faktem dotyku, kiedy Nicholas próbował rozmasować jego napięte mięśnie barków. Robił to powoli, raz mocniej, raz słabiej. Naciskał na odpowiednie punkty  puszczał. Nie miał zamiaru zrobić mu krzywdy. Ani też nie planował go udusić. Jaki miałby w tym cel? Żaden.
Każdy każdego oceniał. Każdego się obawiał. Ograniczał zaufanie. Obaj panowie jednak pracowali w oby miejscach razem. A także współpracowali z jedną, wspólnie znaną im osobą. Musieli przy tym zbudować swoją relację. Zbudować zaufanie do siebie. Nicholas zaczął od tego, że go wysłuchał. A teraz, użyczył nawet i mieszkania. Aby mógł w spokoju, poukładać swoje myśli. Ogarnąć swoje życie.

Słysząc, że ma się odsunąć, zabrał ręce i cofnął się. Podejrzewając najpewniej, że Rodolphus nie chciał tego masażu. Może chciał wstać, zmienić pozycję. Cokolwiek. Ale nie. Odsunął jedynie na tyle, aby przyciągnąć do siebie Nicholasa. Travers uniósł brew ku górze, przeniósł wzrok na swoją rękę, kiedy poczuł dotknięcie za nadgarstek i przyciągnięcie bliżej. Chciał, aby usiadł mu na kolanach? Zwykle bywało odwrotnie. To Nicholas siedział a inny zajmowali jego nogi. Czas może zrobić raz inaczej? Niechętnie, ale podszedł bliżej, usiadł na nim okrakiem. Dwa wysokie chudzielce, siedzący jeden na kolanach drugiego. Mogło z boku wyglądać komicznie.

Znów ten dotyk na swoich ustach. Nie przynosił przyjemnych wspomnień z misji. Wtedy Rodolphus tak badał jego twarz. Na ustach zatrzymując się na dłużej. Nicholas chciałby o tym zapomnieć. Ale on brutalnie o tym przypominał. Dobrze, że nie miał w dłoni różdżki, bo by mu ją chyba złamał.

Siedząc, Nicholas wpatrywał się w jego stalowe, srebrne czy szare oczy. Kolor w sumie rzadko spotykamy. Przyciągający uwagę. Lestrange przysunął twarz bliżej. Czekał najwyraźniej na odpowiedź. Tak szybko zapomniał o swojej narzeczonej? Czy może chciał o niej zapomnieć? Nicholas nie zastanawiał się dłużej. Pochylił także i ucałował go w usta. Czule. Badając teren. Jeżeli kolega odwzajemnił, pogłębił go. Swoją dłoń położył na jego karku, jakby chciał przytrzymać jego głowę. Nie był delikatny. Z mężczyzną tego pokroju, nie musiał.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#15
03.03.2024, 19:07  ✶  
Być może przydałoby się, żeby ktoś go w końcu udusił. Miałby spokój. Świat też by nieco od niego odpoczął, ale... Balans musiał być zachowany, jakaś dziwna równowaga, w której gdy umiera jeden wrzód na dupie, rodzi się niedługo kolejny. Być może bardziej upierdliwy niż Lestrange, który przecież dopiero się rozkręcał, dopiero zaczynał pokazywać innym skrzętnie skrywane zachowania, które nie przystoiły ludziom.

Być może czas było zmienić pewne zachowania. Możliwe, że to było chwilowe - krótki zryw, który potrwa kilka dni. A może nawet i krócej. Być może po prostu coś mu się poprzestawiało w głowie, a być może chciał spróbować czegoś innego. Możliwe też, że potrzebował zapomnieć o tym, co się stało dzień wcześniej. Jedną z metod na zapominanie była zemsta w różnym tego słowa znaczeniu. Czy przyciągając do siebie Nicholasa, myślał w tych kategoriach? Że mścił się na tej jednej osobie, która tak dogłębnie go zraniła? Czy być może miał w tym zupełnie inny cel, który... W zasadzie nie był celem. Może po prostu Rodolphus miał już dosyć zachowywania się tak, jak inni mu dyktowali. Życia pod czyjeś dyktando, zaspokajania wyłącznie potrzeb innych, zapominając o sobie. Chociaż był egoistą, to robił naprawdę wiele dla innych. Słuchał się, wykonywał polecenia bez słowa. Teraz jednak, gdy Nicholas siadał mu na kolanach, myślał wyłącznie o sobie. O zaspokojeniu własnej ciekawości, którą Travers rozbudził poprzedniego wieczoru.

Gdyby dostał kolejną szansę na metaforyczne ugryzienie go, to pewnie zrobiłby to znowu. W głębi duszy był złośliwą mendą, chociaż starał się do tej pory tego nie okazywać. Gdy zmieniał ludziom twarze, potrafił wyciągnąć ich najgorsze lęki, upodobnić ich do własnych oprawców. Zmuszać, by patrzyli na swoje odbicia, podczas gdy on się nad nimi pastwił z dziką satysfakcją. Umierając, widzieli nie siebie, a osoby, które ich prześladowały. Raz za razem, długo i boleśnie, trwało to tyle, na ile uznał, że starczy mu czasu i cierpliwości. Zwykle pławił się w okrucieństwie, czerpał z tego ogromną satysfakcję. Ale tak samo czerpał satysfakcję z wprawiania innych w zwyczajny dyskomfort. Wyczuł niechęć Nicholasa, gdy miał usiąść na jego kolanach. Nastąpiło odwrócenie ról? Nie był do tego przyzwyczajony? Cóż... Będzie musiał spróbować, bo na razie nie zamierzał go wypuszczać. Jak zawsze, póki nie usłyszy stanowczego "nie".

Prawą ręką przytrzymał Nicholasa, by nie zsunął mu się z kolan. Jednocześnie uśmiechnął się lekko, czując na ustach pocałunek. Prawdę mówiąc to nie spodziewał się aż takiej czułości. Bardziej myślał, że Travers jest zachłanny, tak jak on sam. Że zgarnia to, co uważa, że mu się należy. Nie miał pojęcia, czemu go tak osądził, ale chyba była to słuszna ocena, skoro zaraz na swoim karku poczuł jego dłoń, uniemożliwiającą odsunięcie się. Pocałunek odwzajemnił, chociaż nie od razu. Poczuł, jak jego ciało przechodzi przyjemny dreszcz. Był ciekaw, czy doznania będą podobne, bo przecież do tej pory był wyłącznie z kobietami. I chociaż pociągały go głównie inteligencja i osobowość, to jakoś do tej pory nie miał okazji z wiadomych przyczyn sprawdzić, jak to jest, gdy swoją uwagę skieruje się na tą samą płeć. Nie miał pojęcia, jak miał reagować, zaufał więc własnym odruchom. Robił to, co zawsze jemu samemu sprawiało przyjemność. Lewa ręka przesunęła się na jego szyję, potem na guziki koszuli. Palce przez chwilę drażniły skórę, ukrytą częściowo pod koszulą przy obojczyku, zanim kolejny guzik nie został rozpięty. I kolejny. Był do bólu powolny i dokładny, ale zadbał o to, by Nick czuł, że żaden jego ruch nie był przypadkowy. By czuł, jak wzmacnia uścisk na jego plecach, jak przyciąga go bliżej siebie, jak pogłębia pocałunek. Być może również badał grunt, a być może po prostu celowo go drażnił, hacząc skórę paznokciami, by zaraz przesunąć w tym samym miejscu opuszkami palców. Delikatnie, z uczuciem. Bo pomimo tego, jaki był, to nie potrafił inaczej. Już dawno nauczył się, że nawet biorąc coś dla siebie, komfort drugiej osoby był najważniejszy. Tylko wtedy druga strona chciała oddać mu wszystko sama z siebie. Bo zawsze można było spróbować siły fizycznej, ale... Po co? Skoro tak było lepiej i zdecydowanie przyjemniej. Nie zawsze dominacja drugiej osoby sprowadzała się do przemocy fizycznej. Tutaj być może w ogóle nie chciał dominować. I tyle było z porządnego czarodzieja, o którym mówił wczoraj. Jakoś tak o nim zapomniał, gdy kolejne guziki koszuli Nicholasa odsłaniały coraz więcej.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#16
06.03.2024, 13:48  ✶  

Pewne zmiany w życiu są potrzebne. Niektórzy pozwalają je sobie wprowadzić, inni kurczowo trzymają zasad. Nicholas już od dawna, wiedząc że nie w głowie mu zakładanie rodziny, odciął się od tego, zasłaniając pracą. Dokształcaniem, uczestnictwem w klubach i potajemnie w organizacji. Że jest zapracowanym człowiekiem. Ale czas na swoje pragnienia jest wstanie znaleźć. Bezpiecznie. W ramionach męskich przyjemności. Tak było kilka lat temu. Tak było i teraz.

Nie spodziewał się co prawda, że kolega z pracy postanowił być tak szybko otwarty i zgodny na zbliżenie. Nicholas podszedł do tego dyskretnie. Nie narzucając się. Nie chciał aby kontynuacja budowania zaufania została zachwiana. Nie chciał jej budować na nowo. Mając przy sobie Rodolphusa, też mógł mieć choć minimalną kontrolę nad nim. Nad jego działaniami. W ten także sposób jakby czuł, że pomaga mistrzowi. Bo przecież, w ostatnim czasie nie działo się dobrze w ich relacji. Zostało to jednak wyjaśnione. Temat zamknięty. Nicholas poznając prawdę problemu, nie podejmował rozmowy. Zachowywał to dla siebie. Był jakby szpiegiem, informatorem między tą dwójką. Ale żadnemu z nich nie chciał zaszkodzić. Nie szkodził. Ani Rodolphusowi. Ani Robertowi.

Zmianę twarzy, Nicholas zdążył wybaczyć już w momencie odzyskania własnego wyglądu z powrotem. Nie wybaczyłby mu, gdyby czegoś nie przywrócił na swoje miejsce. I dzisiaj, nie mógłby pewnie tutaj zamieszkać. Zmiana wyglądu, to także najgorsza tortura dla winnego. Dla podejrzanego.

Travers nie krył się z tym, że tym razem role musieli zamienić. Ale pozwolił sobie na przetestowanie. Spróbowanie. Wybadanie terenu, gruntu. Siedział mu na kolanach. Czuł jak dłoń Lestrange’a powędrowała za plecy, jakby chciał go przytrzymać. Najwyżej razem rąbną na ziemie. Nie wiadomo czy to krzesło ich wytrzyma. Obaj wysocy, to wygodniej byłoby im chyba na kanapie.
Czułość była zbyt delikatna. W oczach Rodolphusa widział to, że chyba chciał czegoś więcej. Drapieżności? Zachłanności? Nie ma problemu. Najwyraźniej obaj potrzebowali mocniejszych wrażeń. Nie byli przecież pierdolonymi babami.

Rodolphus rozpinał jego koszulę. Nicholas nie miał nic przeciwko. Podobnie postępował z guzikami odzieży górnej swojego kolegi. Nie przechodząc do kolejnych pocałunków. Zbędna odzież. Rozpiął jego koszulę i odkrył sobie jego tors. Dotknął go pierw całą dłonią a potem zaczął przejeżdżać paznokciami. Drażniąc jego skórę niczym nakręcone zwierzę. Spojrzał mu w oczy z pożądaniem. A następnie, jeżeli Rodolphus nie miał żadnych oporów, pocałował go zachłannie. Nie będąc na początek zbyt gwałtownym, ale stopniowo do tego podchodząc. Jeżeli Rodolphus chciał pozbyć się jego koszuli, Nicholas umożliwił mu to, żeby pozostać bez niej. Półnago. Dzięki temu mógłby drapać jego plecy, nie naruszając materiału odzieży. Przemoc fizyczna? To mogłoby być interesujące.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#17
07.03.2024, 12:03  ✶  
Z tą dyskrecją Rodolphus niekoniecznie by się zgodził. To, o czym rozmawiali wczoraj i to, co Nick robił dzisiaj, z pewnością nie należało do dyskretnych. Nie, gdy się go znało. Zmiana w jego zachowaniu była zauważalna: Niewymowny dał się poznać jako osoba skryta, spokojna. Zupełne przeciwieństwo Traversa, które miał w tej chwili przed sobą. Czy podobała mu się ta zmiana? Być może, w innym przypadku chyba nie zaciskałby tak kurczowo dłoni na jego ciele. I oczywiście, że byłoby im wygodniej na kanapie albo w łóżku, ale grali tymi kartami, które mieli. Bo to przecież Nick zaczął, Lestrange tylko się dopasował. Być może za szybko, być może zbyt gwałtownie, ale było już za późno, by się wycofać. Czy Nicholas w ogóle by mu na to pozwolił? Nie zastanawiał się nad tym, ale istniało duże ryzyko, że nie. Nie miał jednak zamiaru tego sprawdzać.

Krzesło zatrzeszczało ostrzegawczo w chwili, gdy oderwał plecy od oparcia, pozwalając by koszula zsunęła się z jego ciała. Westchnął z irytacją, bo nie chciał przerywać. Ale czuł, że ich ciężar napina drewno do granic możliwości. Sprawia, że niepokojąco się wygina, gotowe pęknąć w każdej chwili. Nie bardzo chciał wylądować na podłodze - być może miał wiele fetyszy, ale to nie był jeden z nich. Ściągnął koszulę z Nicholasa, bo nie była mu w tej chwili potrzebna.
- Zaraz spadniesz - powiedział cicho, między pocałunkami. Trzymał go mocno, ale nic nie mógł poradzić na to, że miał wrażenie, że krzesło zaraz nie wytrzyma. Zacisnął palce na udzie Nicholasa, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Być może faktycznie potrzebował mocniejszych wrażeń, a być może po prostu lubił, gdy ktoś patrzył na niego w ten sposób. Niewielu osobom pozwalał się do siebie zbliżyć w ten sposób. Mogli patrzeć, ale nic poza tym. Tu zrobił wyjątek, który miał nadzieję, że nie stanie się regułą. Ruchy Traversa były coraz gwałtowniejsze, to był idealny moment do tego, by zmienili miejsce. I być może pozycję. Podobnie jak Travers, to zwykle Rodolphus pozwalał, by ktokolwiek siadał mu na kolanach. Teraz jednak miał ochotę to zmienić. Przerwał pocałunek i spojrzeniem dał znać Nickowi, żeby wybrał. Łóżko albo kanapa. W prawo albo w lewo. Mu to było w tej chwili tak bardzo obojętne, że zgodziłby się na każdą opcję. Jednocześnie nie mógł oderwać od niego dłoni, bo chociaż pokazywał, że powinni na chwilę przestać, to jego palce gładziły odsłoniętą skórę. Zachowywały idealny balans pomiędzy bólem a przyjemnością. Sam nie miał problemu z tym, żeby pozwolić mu na więcej. Mógł go drapać i zostawiać ślady, i tak nikt ich nie zobaczy. Być może tego też potrzebował. Bo przecież ostatnio aż się prosił o to, by ktoś zacisnął palce na jego gardle i sprawił, żeby na krótką chwilę przestał oddychać. Może wtedy wróciłaby mu zdolność racjonalnego myślenia. Do takich zabaw jednak potrzebne było zaufanie na takim poziomie, którego między nimi nie było. Przynajmniej jeszcze nie teraz, a być może nigdy? Z drugiej strony odrobina przemocy i zachłanności była wręcz wskazana.

Lestrange przekrzywił głowę, nie puszczając Nicholasa. Musnął ustami jego szyję, na początku ostrożnie, niemal pieszczotliwie. Tak, jakby w tej chwili nie liczył się nikt poza nim. Jakby to Travers był przez ten krótki moment najważniejszy. Być może tak naprawdę było w tej chwili. Ale nie mógł tego w pełni okazać w tej pozycji. Zacisnął palce mocniej, dając mu znać, żeby w końcu z niego zszedł. Niech wybierze, bo mózg Rodolphusa powoli przestawał działać. Nastawiony był tylko na jedno i zamierzał to dostać.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#18
07.03.2024, 16:43  ✶  

Nicholas ze swojej skrytości najwyraźniej wychodził na wierzch. Jednakże zachowując odpowiednią ostrożność, by nie dać się zdemaskować. Najwięcej milczał, być może więcej robił. Dawał sygnały, dyskretne. Ale nie zawsze muszące nawiązywać do tego, co może mu chodzić po głowie, albo drugiej osobie. Choćby teraz. Wstał i podszedł do Lestrange’a, aby rozmasować jego napięte mięśnie. Mogło być to zinterpretowane inaczej, niż pewnie on sam myślał. A może i nie? Za sugestię Rodolphusa, który to sam go nakierował na swoje kolana, zachęcił do większej otwartości przed nim, przed sobą. Kolejny sekret. Z kolejną osobą budowany. Bliskość z mężczyzną. Mogąca nie być tolerowana w jego rodzinie.

Nie ma winnego rozpoczęcia. Obaj niewymowni przełamali swoje granice. Obaj, pozwolili sobie na coś, przed czym najpewniej by się wstrzymali. Ale czy faktycznie nie brała w grę zemsta Rodolpshusa, wobec swojej narzeczonej? Czy faktycznie był już gotów, w taki sposób o niej zapomnieć?

Bardo możliwe, że nie bez powodu, Nicholas zaczepił o temat łóżka dnia ostatniego.
Przy rozbieraniu siebie wzajemnie z koszul, zarejestrowali, że mebel na którym siedzą, mógłby nie wytrzymać. W dodatku kolega ostrzegł Nicholasa o możliwym upadku. Travers to zarejestrował. Nie było im wygodniej. Choć ciężko było się od siebie oderwać, to jednak Nicolas z tym problemu nie miał.

- Przenieśmy się do sypialni.
Zasugerował i wstał z niego. Wskazał mu drogę, którędy ma podążyć, jeżeli jeszcze w tamtym pomieszczeniu go nie było. Nicholas w tym momencie podjął się zabezpieczenia mieszkania zaklęciami, wyjmując różdżkę. Najpewniej dzisiaj nie będą już wychodzić. Inna sprawa, jeżeli przyjdzie do nich, lub jednego z nich pilny list. W najgorszym wypadku, mogliby dostać wezwanie od Czarnego Pana. W tym ostatnim przypadku, nie będą mieli wyrobu jak się stawić.

Dobrym pomysłem było zamieszkanie wspólnie z kimś, przed kim nie trzeba było ukrywać wspólnego sekretu, przynależności do organizacji. Ułatwiało to w sumie komunikację, współpracę i wsparcie.

Nicholas wyjmując różdżkę, dokonał wszystkiego co trzeba, do zapewnienia zabezpieczenia całego swojego mieszkania. Z różdżką wrócił do sypialni swojej, na szafce nocnej położył swoją magiczną broń.

Sama sypialnia posiadała duże, dwuosobowe łóżko, w czarnych ramach, czarnej pościeli i narzucie, zaś w białym prześcieradle. Obok niego znajdowały się białe szafki nocne z szufladami. Mocny kontrast kolorów. Ściany były brudno niebieskie. Podłoga wyłożona jasnym ale zimnym parkietem. Pod jedną ze ścian, znajdowała się biała komoda, oraz ciemnogranatowy fotel. Pod drugą ścianą, czarny regał, zawierający kilka książek. Przydatnych. Podręcznych. Obok duża czarna szafa przeznaczona na ubrania. Nawet i tutaj, nie było żadnych dekoracji ozdobnych. Żadnych zdjęć, obrazów, figurek. Surowy wystrój. Mógł przyprawiać o zimno, dreszcze? Zasłony były ciemne, ciężkie. Jedyne może nie do końca pasujące do wnętrza. Co jednak Traversowi jakoś nie przeszkadzały. Kiedyś je wymieni. Podobnie jak w pozostałych pomieszczeniach, było tu czysto. Wszystko zadbane. Jakby to mieszkanie faktycznie pełniło rolę gościnną. Mieszkalną jedynie pod względem szybszego dostania się do Ministerstwa. Będące przykrywką? Ktokolwiek by chciał tutaj czegoś szukać, znajdzie jedynie ubrania, kosmetyki, lekarstwa, zioła, te kilka książek i alkohol. Pomijając wyposażenia kuchenne w naczyniach i innych przedmiotów gospodarstwa domowego. Czy choćby w łazience.

Jeżeli Rodolphus zjawił się w tej sypialni, długo nie musiał czekać na przyjście Nicholasa, który zbliżył się po chwili do niego, gotów będąc kontynuować to, co musieli przerwać w salonie. Nikt nie powinien im przeszkadzać.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#19
07.03.2024, 18:43  ✶  
Lestrange przeszedł do sypialni. Nie był tu wcześniej, nie wchodził do pokoju wcześniej. Z reguły nie wpychał się niezaproszony, chociaż wczorajsze słowa Traversa można było z powodzeniem zinterpretować jako zaproszenie. Postanowił jednak poczekać, odłożyć to w czasie możliwie jak najdłużej. Cóż... Nie wyszło, bo wytrzymał zaledwie jeden dzień. Ale nie miał z tego powodu absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Nie czuł, żeby to było za szybko - przecież nie pakował się w żaden związek. Chodziło tylko i wyłącznie o bliskość fizyczną, zaspokojenie naturalnych potrzeb. Być może żadna z rodzin by tego nie zaakceptowała, ale nie zamierzał dawać im nawet żadnego wyboru. Po prostu przemilczy sprawę, nie będzie tego tematu poruszał. Nikt się przecież nie dowie - nikt nie mógł się dowiedzieć.

Omiótł spojrzeniem wnętrze. Kontrast kolorów nieco go zaskoczył, szczególnie ta biel. Nie lubił bieli, odnosił wrażenie że rani jego oczy. Tutaj też musiał je lekko zmrużyć. Ale doceniał bezosobowość tego pokoju. Żadnych ozdób, obrazków na ścianach czy innych rzeczy, które sugerowałyby cokolwiek o właścicielu tego domu. Podobnie jak u niego. Obaj traktowali swoje mieszkania jako miejsce, w którym mogli odpocząć i się wyciszyć, nie było potrzeby dodatkowo zdradzać o sobie więcej. Co by zresztą mieli obaj powiesić na ścianie: mroczny znak? A może anatomiczny rysunek ciała? W sumie by pasował do tego pokoju i tego, czym Nicholas się zajmował, przynajmniej w teorii.

Lestrange usiadł na łóżku i przymknął oczy. Wsparł się na rękach, odchylając ciało w tył. Czekał cierpliwie, aż Nicholas zabezpieczy mieszkanie. Nie chciałby, by ktoś im przeszkodził. Nie lubił nie kończyć tego, co zaczął. W tej chwili żaden list nie zmusiłby go do tego, by stąd wyszedł. Jedyną opcją, która by to sprawiła, byłby płonący mroczny znak na przedramieniu. Tak, to było wygodne - mieszkać z kimś, kto rozumie, że czasem nie ma się wyboru i trzeba zniknąć. Liczył jednak, że tak się nie stanie. Gdy Travers wszedł do pokoju, Rodolphus lekko przekrzywił głowę. Pozwolił mu się zbliżyć na tyle, ile chciał. Jego szare oczy błyszczały, a na ustach pojawił się cień uśmiechu. Nie wyciągnął tym razem ręki, uniósł tylko wzrok, by zderzyć go ze spojrzeniem Nicholasa. Czekał, chociaż widać było po nim pewną niecierpliwość. Na razie jednak obserwował, ciekawy, co ten zamierza. Bo w zasadzie mógł zrobić wszystko. Podłożył mu się, podał na tacy grzecznie i posłusznie. Ba, nawet lekko rozchylił usta, jakby zapraszająco. Pewnie jutro będzie sobie wyrzucał, że wziął mózg i wywalił go przez okno, bo powinien przecież być czujny i ostrożny.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#20
07.03.2024, 23:15  ✶  

Meble jak meble. Niby pomieszczenie urządzone, ale widocznie Nicholas nie miał znał się na odpowiednim urządzaniu, albo niektóre z tych mebli, były wzięte takie, jakie dostał na miejscu. Może nie przejmował się tym za bardzo? Nie zwracał na to szczególnej uwagi? Ważne było, żeby nie znalazło się nic w ciepłych barwach.

Upewniwszy się, że mieszkanie miał zabezpieczone zaklęciami, przeszedł do sypialni, zgarniając także różdżkę kolegi, aby nie pozostawała za daleko od właściciela. Obie spoczęły na szafce nocnej.

Jeżeli wspólnie podejmą decyzję o tym, że Rodolphus zamiesza z Nicholasem na stałe, mogą pomyśleć wspólnie o przemeblowaniu, poprawieniu nieco wnętrza. I tak służyło ono tylko na przenocowanie, ewentualnie goszczenie kogokolwiek i zwyczajne pracowanie. Prawdziwy dom ze swoimi tajemnicami, Nicholas miał w innym miejscu. Niezbyt przyjemnym.

Nadszedł moment, gdzie mogli dokończyć to, co zaczęli w salonie. Rodolphus siedział i czekał. Nicholas spojrzał w jego oczy. Zbliżył się blisko i pochylił nad jego twarzą. Widząc to zaproszenie do pocałunku. Prawą dłoń położył na jego szyi. Nie zaciskał mocno.

Pocałował go namiętnie, przechodząc do pogłębiania pocałunku. Druga z dłoni powędrowała na jego szyję z drugiej strony i przesunęła się na bark, wodząc po ciele i badając je. Pochylanie się nie było co prawda komfortowe, więc powoli Nicholas wchodził na łóżko, znów w rozkroku siadając mu na udach. Tym razem mogli sobie pozwolić na to, aby Rodolphus położył się na łóżku. A Nicholas, mógłby zawisnąć nad nim. Działać dalej. To był na razie wstęp. Dłoń spoczywająca na szyi, także zaczęła swoją wędrówkę, w kierunku włosów, zagłębiając się  palcami w ich czerni. Niby krótkie, ale pochwycił jej w miarę możliwości i zaciskał. Aby nadać trochę bólu do tego, co właśnie było czynione. Pożądanie z przemocą. Widział to wcześniej w oczach Lestrange’a. Czuł to w jego wcześniejszym dotyku. Pragnął gwałtowności. Jak on sam. Dopasowywał się do partnera.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (5172), Rodolphus Lestrange (7717)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa