—14/12/1960—
Hogwart
Isaac Bagshot & Geraldine Yaxley
Zima. Za oknem pruszył delikatnie śnieg, zdążył już przykryć Błonia delikatną warstwą białego puchu. Nie dało się nie poczuć atmosfery zbliżającego się Yule. Jeszcze kilka dni, a większość uczniów rozjedzie się w swoje rodzinne strony, aby celebrować święta z familią. Nauczyciele mieli delikatny problem, aby w tym okresie trzymać uczniów w ryzach, mało kto myślał już o książkach, zaklęciach i innych takich. Wszyscy żyli zbliżającymi się wyjazdami, ach było coś jeszcze, grudniowy bal, który zbliżał się wielkimi krokami, był to temat numer jeden wśród młodej społeczności Hogwartu. Kto z kim przyjdzie, kto się w co ubierze, kto zakończy imprezę szybciej, czy uda im się przemycić trochę alkoholu; dyskutowano na różne tematy okołobalowe.
Gerry lubiła wracać do domu, chociaż coraz bardziej doceniała czas spędzony w szkole. Dotrwała ostatniego roku, jeszcze kilka miesięcy i opuści to miejsce. Trochę przerażała ją wizja dorosłego życia. Niby ojciec powiedział jej, że trafi na staż, że znajdą jej ciepłą posadkę w ministerstwie, ale nie wiedziała, czy do końca jest to to, czym chciałaby się zajmować. Pożyjemy zobaczymy.
Wbiegła do szkoły bocznym wejściem, włosy miała mokre od topniejącego śniegu. Udało jej się zapalić tak, aby nikt jej na tym nie przyłapał. Od czasu do czasu znikała, żeby zaciągnąć się tytoniowym dymem, w zeszłe wakacje zaczęła palić, ukradła kilka fajek od ojca i okropnie jej się to spodobało. Nie było to może powód do dumy, ale sprawiało to pannie Yaxley przyjemność, krótka chwila, którą mogła spędzić sama ze sobą na rozmyśleniach o wszystkim i o niczym, do tego w adrenalinie, czy ktoś ją na tym nie przyłapie.
Kiedy znalazła się w szkole dostrzegła przed sobą znajomą sylwetkę. Nie zwlekała zbyt długo, podbiegła do chłopaka wesołym krokiem. - Kogo ja tu widzę. - Była głośna, zdecydowanie zbyt głośna, ale taki już miała charakter. Można było ją usłyszeć z wyższego piętra. - Dokąd idziesz? Idziesz, czy wracasz do dormitorium? - Trudno jej było określić, czy ida w tę samą stronę, więc wolała się upewnić. Przy okazji zdjęła z siebie szatę, która również była nieco mokra i przewiesiła ją na przedramieniu.