• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[kwiecień 1968] Damsel in distress | Viorica i The Edge

[kwiecień 1968] Damsel in distress | Viorica i The Edge
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#1
29.02.2024, 15:17  ✶  
kwiecień 1968
Nokturn

Nie, nie była najbardziej inteligentną istotą tego świata, ba, bardzo dużo jej do tego brakowało, o czym bardzo często była informowana przez nauczycieli podczas jej nauki w Hogwarcie. Posądzała się jednak, że na co dzień zachowywała jakieś resztki zdrowego rozsądku. Jeszcze dwa tygodnie temu zapewne powtarzałaby to każdemu, kto ją o to zapytał. Teraz jednak mogla stwierdzić tylko jedno - była głupią dziewczynką o wybujałym ego i zaburzonych instynktach samozachowawczych.
To wszystko przez ten cholerny zakład.
Nie, to nawet nie był zakład, po prostu została posądzona, że nie da rady i się nie odważy. Nawet nikt nie postawił pieniędzy na jej sukces. A jednak, dała się podkusić tymi banalnymi słowami, prawdopodobnie właśnie przegrywając swoje własne życie.
Tak naprawdę kradzież bransoletki była prosta. Aż śmiesznie prosta. Dante lubował się w osobach “jego godnych”, zbliżenie się do niego wydawało się na pozór dla Viorici trudne. Czego jednak nie zrobiły skradzione ubrania od słynnego krawca i biżuteria z ostatniego skoku, to dopełniły alkohol i drobny, niepozorny czar, który sprawiał, że mężczyzna spoglądał na nią przychylniejszym okiem. Potrzebował kogoś, kto wyceni jeden z przedmiotów, który cóż, zyskał przy okazji nabycia pewnego towaru, o którym Vior nie chciała wiedzieć nic więcej. Wystarczyło jej jedynie obejrzeć dokładnie przedmiot, oszacować jego wartość i powędrować na przyjęcie, na które została zaproszona. Urok zadziałał w pewnym momencie nawet chyba trochę za mocno, bo w którymś momencie ona i Dante zostali sam na sam, co choć wprowadziło Vioricę w strefę ogromnego dyskomfortu, o ile nie nawet paniki, tak dało okazję do użycia kolejnego zaklęcia, mniej subtelnego, które uśpiło jej nieświadomą niczego ofiarę, zanim doszło do czegokolwiek. To dało możliwość wykradzenia bransoletki i ucieczki po cichu z miejsca zdarzenia.
Co z tego, skoro Dante doskonale zdawał sobie sprawę, kto ukradł jego zdobycz, przez co Vior miała kolokwialnie mówiąc przesrane.
Nie wiedziała co sobie myślała w tamtej chwili. Prawdopodobnie nie myślała, dała się pociągnąć ekscytacji i adrenalinie, która krążyła w jej żyłach robiąc z jej mózgu papkę. Bransoletkę już dawno sprzedała, oczywiście po tym, jak pochwaliła się nią przed swoją grupą, która chyba szybciej niż ona załapała w co się czarnowłosa wpakowała, bo przy prezentacji spoglądali na nią niemalże jakby już planowali jej pogrzeb. Nie dziwiła im się teraz.
Dwa dni po kradzieży uciekała ze swojego domu przez okno niemal nie łamiąc sobie kręgosłupa i od tego czasu nie spała we własnym łóżku. Ludzie Dantego ciągle deptali jej po piętach, ciągle zmieniała miejsce, pozwalała sobie jedynie na krótkie drzemki, niemal popadając powoli w paranoję. Bała się każdego dźwięku, co chwilę robiło jej się niedobrze, mało jadła i wyglądała co najmniej źle. Paznokcie obgryzła niemalże do krwi, a sytuacja się nie uspokajała. Dwa razy już umykała już rzucanym w jej stronę zaklęciom, jedna jej ręka nosiła paskudny ślad po jednym z nich, tak samo koszmarnie bolała.
Przestawała mieć siłę, by dalej uciekać, dlatego właśnie stwierdziła, że czas zgłosić się o pomoc. Decyzja ta raczej przyszła jej opornie. Na Nokturnie mało kto robił coś za darmo, choć zdarzało jej się dać fachową poradę czy coś jest warte sprzedaży i ile można za to żądać, także za przyszłe przysługi, nie za twardą gotówkę. To był ten czas, by w końcu je wykorzystać. Inaczej mogła nie doczekać kolejnej okazji.
Potrzebowała kogoś, kto będzie w stanie ją ochronić, przynajmniej przez krótki czas, zanim da radę wymyślić co dalej. Crow wydawał się idealną do tego osobą, musiał się tylko zgodzić. Pracowali już kilka razy razem, znała jakiś ułamek jego umiejętności i wydawało się, że nie zostawi ją tak po prostu na lodzie. Chyba.
Wysłała mu więc krotki liścik, proszący o dzisiejsze spotkanie, ponieważ potrzebowała jego pomocy, nie wyjaśniała jednak szczegółów. Nie wiedziała, czy plotki o jej głupocie już się rozniosły, czy Dante postanowił jednak zamieść sprawę pod dywan, skoro okradła go nic nieznacząca płotka. Mogło go to postawić w złej sytuacji. Co sprawiało, że Vior coraz bardziej czuła, że jej wybryk tak łatwo nie zostanie zapomniany, skoro w grę wchodziła kwestia honoru.
Stała w swoim ciemnym płaszczu, opierając się o jedyne drzewo rosnące na jakimś zapomnianym przez czarodziejów podwórzu kamienicy, blada, z ciemnymi półksiężycami pod oczami, nie mogąc oderwać się od skubania prawie nieistniejących paznokci.
Niemal podskoczyła w momencie, gdy usłyszała dźwięk dochodzący z bramy prowadzącej na podwórze. Chwyciła różdżkę w dłoń, nie wiedząc, czy właśnie nadchodziła pomoc, czy to jednak ludzie tego przeklętego drania, z którym zdecydowała się spleść swoje ścieżki.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#2
08.03.2024, 22:12  ✶  
Skrzypnięcie bramy prowadzącej na podwórze wywołał czarny, bezdomny kotek, który pchnął ją poprzez ocieranie się o nią swoją małą, kocią główką. Jednooki dachowiec był podobnie jak wiosenny wiatr hulający pomiędzy młodymi liśćmi drzewa, pod którym stała Viorica, jedynie straszakami. Dziewczyną postanowili pobawić się nią najwyraźniej rozbawieni jej sytuacją bogowie.

Te straszaki były jednak niczym pierwsza nuta - zapowiadały przybycie tego, kto miał się tutaj zjawić i wybawić ją z opresji. Crow pojawił się tutaj nagle - nie można powiedzieć niespodziewanie, bo go przecież poprosiła o spotkanie, ale było w tym coś niespodziewanego - bo kiedy człowiek oczekiwał spotkania z kimś, kto nie musiał się skradać, spodziewał się wejścia przez tę bramę, głośnego świstu teleportacji. Crow natomiast rozegrał to tak, jakby się tu nagle pod tym drzewem zmaterializował - kiedy oczy złodziejki utkwiły w kocie, a jej myśli skupiły się na zaciśnięciu palców na drewnianej różdżce, on stał po drugiej stronie drzewa, wsparty plecami o jego pień, głośno wgryzając się coś, co brzmiało jak owoc pokryty warstwą cukierków.

- To ja - powiedział, przerywając niezręczną ciszę pomiędzy chrupnięciami i oderwał się od tego pnia, żeby przejść w jej stronę. - Nikt nas nie obserwuje - dodał, przekręcając głowę jak zaciekawiony piesek, kiedy analizował jej aktualną aparycję. Nie należał nigdy do ludzi szczególnie wścibskich, ale nawet on zwrócił uwagę na to, w jaki sposób Viorica się prezentowała. Zaryzykowałby stwierdzenie, że wyglądała gorzej niż on, chociaż nie widział słońca od kilkunastu dni i powoli zaczynało kręcić mu się w głowie od przebywania w Podziemiach. - Sorry, nie chciałem wyglądać nieczule, kiedy zdychasz. Po prostu tylko na powierzchni można dostać jabłka w czymś takim - przełknął kawałek, który obracał w ustach od dłuższej chwili. W istocie - to nie było po prostu jabłko, to był łakoć umoczony w absurdalnej, obrzydliwej wręcz ilości cukrowych polew. Sam Crow trzymając to, wyglądał niepoważnie - z jednej strony zakradł się tu jak specjalista, wyglądał w tym czarnym stroju i łańcuchach jak bandyta, a z drugiej... z tak wielkim lizakiem i wygolonymi bokami, czarnymi puklami irokeza opadającymi na lewe oko... przypominał trochę przerośnięte dziecko. Prezentował się jak ktoś młodziutki, zagubiony, odkrywający swoją naturę poprzez bunt przeciwko wszystkiemu i wszystkim, ale Crow nastolatkiem to był przynajmniej dekadę temu, o ile nie więcej - ani był dzieciakiem, ani kimś mało zorientowanym w świecie.

Skinął do niej głową, jakby chciał powiedzieć mów, Vior, ale żadne słowa się z niego nie wydobyły. Nic nadzwyczajnego w tym nie było - często wybierał niewerbalne komunikaty, chociaż zwykle był w tym nieco bardziej szorstki niż dzisiaj. Tego dnia w jego wzroku nie odnalazła takiej charakterystycznej obojętności - coś go tknęło, oko mu zabłysło, kiedy mierzył ją spojrzeniem, ale to wcale nie znaczyło, że zamierzał pomóc jej z tym, z czym do niego przyszła.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#3
10.03.2024, 23:54  ✶  
Widok zwykłego kota sprawił, że odetchnęła, a jednocześnie niemal się nie popłakała. Miała dość trwania w ciągłym napięciu, oddałaby wszystko za to, by wrócić do swojego prostego, mało skomplikowanego życia, gdy musiała jedynie uważać, by nie dobrali się jej do tyłka bumowcy. Zawołała cicho kota, który o dziwo do niej podszedł i zaczął łasić się o jej nogi. Uśmiechnęła się do niego i przyklęknęła, głaszcząc go po czarnym futerku. Zdążyła pomyśleć, że byli teraz do siebie tak podobni, oboje mieli przekichane w życiu, choć ona na własne życzenie, usłyszała jednak dźwięk, na który cała zesztywniała. Kot uciekł, ona zaś nie wiedziała, czy ma się podnieść, czy zrobić w myślach ostatni rachunek sumienia i zamknąć oczy, czekając na najgorsze.
Usłyszała jednak znajomy głos, przez co znów mogła wypuścić powietrze, które po raz kolejny zaległo jej w płucach. Upadła pośladkami na zimny jeszcze grunt i spojrzała w stronę mężczyzny, który, jak udało jej się dostrzec, coś jadł. Automatycznie poczuła ssanie w żołądku. Zignorowała je jednak.
- Ja pierdole, Crow - rzuciła na powitanie, po czym przetarła czoło dłonią trzymającą rożdżkę. - Jak masz jednak zadanie mnie zdjąć, to zrób to w bardziej humanitarny sposób, na przykład nie przyprawiając mnie o zawał. - Spojrzała na niego z wzrokiem przepełnionym pretensjami, z serca jednak spadł jej ciężar. I to nie tylko przez zapewnienie, że byli tu sami, bo w tej kwestii akurat mogła chłopakowi, zaufać. Była jakaś szansa, że nie będzie jednak w tym całym gównie sama i jakoś się z tego wszystkiego wykaraska. Nie była pewna dokładnie jak, ale widziała światełko w tym całym tunelu.
Przyjrzała się tak nieznośnie chrupiącej rzeczy, którą Crow tak namiętnie pochłaniał, po czym uniosła lekko brwi. Jabłko w warstwach syropu cukrowego. Nie było jej zadaniem interesować się nawykami żywieniowymi innych, ale szczerze, lekko jej się jednak odechciało jeść.
- Nie bolą cię od tego zęby? - zapytała, szczerze zaniepokojona. Zaraz jednak pokręciła głową. - W sumie nie ważne, mogę ci nawet kupić takich kilka, jeśli je lubisz - choć aktualnie nie bardzo wiedziała za co - tylko nie znikaj, zanim nie wysłuchasz, co odwaliłam - westchnęła, spoglądając na swoje ubrudzone kozaki.
Wpatrywała się w nie jeszcze przez chwilę, próbując zebrać się w sobie i ułożyć całą rozmowę. Tak, by potencjalny rycerz w lśniącej zbroi nie uciekł po jej pierwszych słowach.
- Nie wiem, krążą może o mnie jakieś plotki? - zapytała najpierw, po czym skubnęła lekko paznokieć, szybko jednak rezygnując z kolejnej próby poharatana swoich rąk. Widać było, że nie była w swojej najlepszej formie. Wzięła głęboki wdech. Potem drugi i spojrzała prosto w oczy rozmówcy, choć przed chwilą nie mogła się na to zebrać. - Nie owijając w bawełnę, bo sensu to nie ma. Okradłam Dantego - uniosła lekko kąciki ust, po czym jednak je opuściła, znów wlepiając wzrok w buty. - I mam przez to dość spore kłopoty - dokończyła, skubiąc tym razem drewno swojej różdżki.
Nie wiedziała co zrobi Crow. Miała jednak nadzieję, że nie odejdzie i jej tu nie zostawi. Bo nie miała pojęcia, co dalej. I czy jest jakieś dalej.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#4
11.03.2024, 03:21  ✶  
Wzrok pełen pretensji sprawił tylko, że Crow uśmiechnął się szerzej. W szczeniackiej, nieco wrednej manierze, ale z pewnością źle jej nie życzył - miał trochę szorstki sposób bycia i nawet kiedy darzył kogoś szczerą sympatią, takie tarcia były z nim nieuniknione. Jeszcze się nie nauczył żyć w zgodzie ze sobą, więc czemu miałby żyć w zgodzie z innymi...? Nie kłócił się ostatnio tylko z Fontaine, ale to też nie z miłości... To znaczy kochał ją oczywiście, ale w trzymaniu gęby na kłódkę poza gorącym uczuciem wspomagało go również to, jak kilka miesięcy temu ujebała małemu Timmy'emu dwa palce za odpowiedzenie jej czegoś nie takim tonem jak trzeba. Pokręcił głową. Zęby go od tego nie bolały, już prędzej dusza - bo to nie był smak, który czuł często. A chciałby. Chciałby mniej siedzieć pod ziemią, chciałby przestać nadzorować prace, bo nigdy nie był żadnym nadzorcą i nie chciał nim być, a to cholerne wiertło... Nawet teraz kiedy tu stali, słyszał gdzieś, jakby w tle, brzęczenie świdra, którym szczury ryły ściany Ścieżek.

Nic nie powiedział. Słuchał. Wbrew temu co o nim mówiono, słuchaczem był całkiem dobrym. Człowiekiem ogólnie - nieco gorszym, niż można było sobie wyobrazić, kiedy się o nim wiedziało, w jakim skupieniu potrafił wysłuchiwać cudzych historii. Kiedy Viorica przestała mówić, nie mógł już poszerzyć tego uśmiechu - rozerwałby sobie kąciki ust - mógł się już tylko zaśmiać i zrobił to. Na zdrowie wszystkim tu zebranym.

- Ha... hahahaha, błagam cię Vior - oparł się wolną ręką o pień drzewa, chichocząc przy tym jak opętany. - Sprzątnęłaś coś Dantemu i zamierzasz płacić mi w jabłkach? Co mu zajebałaś? - Ewidentnie czekał na coś... wielkiego! Na jakąś historię rodem z filmu, na szybką drogę do bogactwa, w której brakowało tylko kogoś, kto załatwi jej bilet na statek do Francji i podrabiane papiery, albo po prostu przemyci ją tam bez papierów. I Crow faktycznie mógł to zrobić, więc całkiem dobrze trafiła. Za nic w świecie nie wpadłby od razu na to, że chodziło o coś tak małego, tak durnego, tak malutki przedmiot. Przecież to można było podwędzić komukolwiek, po co robić sobie pod górkę u jakiegoś barona Nokturnu? Ludzie tacy jak Dante wyrwaliby grosza własnemu synowi, bo gówniarz znalazł ten grosz na jego dywanie. - Nikt mi nic o tobie nie mówił, ale ja tego śmiecia nie znoszę, Furfur też, więc mnie nieszczególnie dziwi, że nie byłem pierwszą osobą, z jaką podzielono się tą rewelacją. - Opanował już oddech po solidnym rechocie, jaki sobie przed chwilą zafundował, więc wgryzł się znowu w to jabłko i spojrzał na nią sugestywnie. Gdyby oczy potrafiły mówić, powiedziałby nimi: po co chciałaś się ze mną zobaczyć?, ale oczy nie potrafiły mówić, a on wykonał jakiś ciężki do zrozumienia gest.

Tak, Crow był mądry. Tak, przeganiał tym swoim łbem wielu. Miał też dobrze wyrobioną pamięć mięśniową, więc naprawdę małe grono osób chciałoby mu podskoczyć bez powodu, ale... jakoś nie złapał tego w locie, nie połączył od razu prostych faktów. To napływało do niego powoli. Brak entuzjazmu, wisielcza postawa, skubanie paznokci. Mina jakoś mu posmętniała, pociągnął nosem, po czym głośno przełknął kolejny kęs, rozglądając się na boki. Wreszcie, po upierdliwie długiej ciszy zniżył głos, nie do poziomu szeptu, ale tak o ton niżej, niż mówił wcześniej.

- Viorica... coś ty mu ukradła? Dziewictwo?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#5
13.03.2024, 21:29  ✶  
Tak naprawdę spodziewała się takiej reakcji. Obserwowała beznamiętnie Crowa, który prawdopodobnie był bliski wyplucia płuc ze śmiechu nad jej marnym losem. Zrobiłaby oczywiście na jego miejscu to samo, dlatego czekała cierpliwe, aż ten się uspokoi, w duchu jednak chciało jej się trochę płakać. Zasłużyła sobie swoją głupotą na wyśmianie, czy to przez niego, czy też przez ludzi ze swojej szajki, z drugiej strony potrzebowała w tym wszystkim oparcia i kogoś, kto ją zapewni, że wszytko będzie dobrze.
Jedynym jej pocieszeniem było jednak to, że o jej wybryku nie mówił jeszcze cały Nokturn. Przynajmniej jak widać oszczędziło jej to masowych szyderstw, które pewnie byłyby jeszcze gorsze do zniesienia.
Przeczekała, aż jej rozmówca się trochę uspokoi, zastanawiając się przy tym, od czego zacząć. Sama do końca nie wiedziała czemu i jak wpakowała się w to jedno wielkie gówno. A jednak coś ją do tego wszystkiego podkusiło.
- Kojarzysz ten moment, kiedy ktoś mówi ci, że nie dasz rady, a w tobie pojawia się chęć pokazania, że ten ktoś się myli? - skrzywiła się na własne słowa, po czym przygryzła wargę. - Więc spędziłam sobie wieczór w kasynie i cóż, jeden ze znajomych stwierdził, że tak naprawdę chujowa ze mnie złodziejka i pewnie nic na żadnej akcji nie zrobiłam, tylko siedzę i czekam na gotowe, na co ja zaprzeczyłam, po czym on stwierdził, że nie mam szans zrobić czegoś dużego, jak na przykład zwinięcie czegoś, powiedzmy Dantemu, no i jak pewnie się spodziewasz, niewiele myśląc przyjęłam zakład. Potem jak wróciłam do domu oczywiście dotarło do mnie, że to głupie i może okazać się trudne, ale potem, wiesz, nadarzyła się okazja. - Zwilżyła wargi językiem, skupiają się mocno na ziemi przed sobą. - Dante szukał ludzi do wyceny bransoletki, którą zdobył z wiesz, towarem, rzuciłam słówko to tu, to tam,  że się świetnie na tym znam, no i się do mnie zgłosił. A potem już poszło łatwo. Kradzione, dobrej jakości futro i biżuteria, skąpa kiecka, nienaganny makijaż. Bransoletka okazała się całkiem cenna sama w sobie, wiesz, drogocenne kamienia i sam jadeit, udało mi się jednak odkryć, że użyto na niej run - w skrócie to był bardziej artefakt niż zwykła błyskotka, szybko jednak Dante ją zabrał, a ja nie mogłam stracić okazji… więc możliwe, że go zauroczyłam i cóż, z tym dziewictwem, to pewnie miał i tak chrapkę na moje, gdybym je tylko miała - wzdrygnęła się lekko na samą myśl - ale jak zostaliśmy sami to dostał drugim urokiem, poszedł grzecznie spać a ja zniknęłam z bransoletką ukrytą w futrze. A raczej wyszłam normalnie frontowymi drzwiami, bo pewnie ludzie Dantego myśleli, że po prostu skończyła się zabawa i zostałam odesłana - Wzruszyła ramionami, czując, że w sumie miała więcej szczęścia niż rozumu. A teraz się szczęście skończyło. - Na drugi dzień ludzie Dantego zaczęli mnie ścigać. Chyba mocno uderzyłam w jego ego, ewentualnie, bransoletka miała właściwości których pożądał, i o których już coś wiedział, a potrzebował tylko potwierdzenia. Nie wiem, sprzedałam ją następnego dnia, po tym jak odebrałam kasę za zakład. Powiedzmy więc, że mam odłożone środki na ratowanie własnych czterech liter - podsumowała. - Bardzo źle?
Spojrzała w ciemne niebo, czekając na to, co zaraz usłyszy. Śmiech, dobrą radę w stylu “spadaj na drzewo”, kolejne słowa uświadamiające jej, jak wielkim jest debilem?
To ostatnie wiedziała, choć to uczucie satysfakcji i pewnej dumy, gdy zniknęła za drzwiami z łupem nadal gdzieś się w jej środku trzymało. Dała radę. Płaciła wysoką cenę, ale coś chociaż udowodniła.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#6
17.03.2024, 18:07  ✶  
Tylko on się śmiał. Dobrze wiedział, jak wyglądały takie sytuacje od boku. Musiał wyjść na jakiegoś psychopatę, ale... nie przeszkadzało mu wcale, żeby ludzie tak o nim myśleli - lepiej żeby go mieli za psychopatę, niż za kogoś słabego. Kogoś, kogo można było zniszczyć, zastraszyć lub zwieść. Tacy ludzie nie przeżywali na Ścieżkach, jeżeli chcieli trzymać się tych samych stref co on. Kiedy zapytała: „Kojarzysz ten moment, kiedy ktoś mówi ci, że nie dasz rady, a w tobie pojawia się chęć pokazania, że ten ktoś się myli?”, Crow pokręcił jedynie głową, wgryzając się w jabłko jeszcze raz. I jeszcze raz. Na końcu historii jabłka nie było już wcale, zamiast niego miał patyk z ogryzkiem, który wyrzucił za siebie i szeroki uśmiech kwitujący to, że wszystko to, co powiedziała, było dla niego niesamowicie wręcz zabawne.

Z trudem powstrzymał kolejne parsknięcie i wreszcie odpowiedział:

- Tak. - Postawił sprawę jasno. - Jak mam zgadywać... on tego nikomu nie powie, Viorica, nawet tym swoim bezmózgim pachołom - powiedział to dokładnie takim tonem, jakby jego samego nie dało się nazwać bezmózgkim pachołem Madame Fontaine - bo wtedy by się przyznał, że jakaś losowa lambadziara, z którą chciał się przespać, zajebała mu jakiś starożytny artefakt. Pewnie zapłacił za tę bransoletę w chuuu-uj szmalu i ma za małego fiuta, żeby to przeżyć, więc chce cię po prostu uciszyć.

Nie mówił w sposób ciekawy, zajmujący, ani szczególnie wyszukany, ale dobrze wiedział, że Zamfir skupi się na absolutnie każdym jego słowie. Pozwolił więc sobie na mówienie niewyraźnie, chociaż persona, na jaką się kreował, zwykle wypowiadała się głośno i wyraźnie, niemal dumnie, jakby każde słowo wychodzące z jego ust miało ciąć - dziś natomiast pozwolił sobie na powiedzenie tego o jeden ton ciszej.

Jechał po mężczyźnie bez cienia wzruszenia, nie próżnując w słowach ani ocenie - bo go naprawdę, ale tak naprawdę nie cierpiał. Reagował alergicznie na wszystkich Nokturnowych sutenerów, szczególnie tych traktujących źle swoje prostytutki albo zmuszających ich do pracy. Niby nie z tego zasłynął na Ścieżkach, ale naprawdę miał do nich niesamowitą słabość.

- Dla ciebie to źle, bo pewnie prędzej pęknie mu dupa, niż da sobie spokój. - Cmoknął ustami, wpatrując się w nią zza kosmyków włosów niesfornie padających mu na twarz. Wyglądał w tej fryzurze troszkę śmiesznie - gdyby je wreszcie zapuścił, pewnie wyglądałby na o wiele przystojniejszego niż teraz, ale on był uparty. - Ale to nie jest też tak, że już po tobie. Mnie próbuje zabić od dziesięciu lat i jak widzisz, zajebiście mu idzie. - I rozumiał, że to po to tutaj przyszła - po odpowiedź, dlaczego Crow mógł sobie na to wszystko pozwolić, czy istniała szansa, że i ją ominą szerokim łukiem, a ona nie będzie musiała opuszczać Londynu.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#7
18.03.2024, 19:36  ✶  
Naprawdę nie miała mu tego za złe, zresztą, tajemniczy śmiech w ciemnej alejce zapewne odstraszył kilku ciekawskich, którzy zapewne chcieli podejrzeć co się dzieje na tym zapomnianych przez wszystkich podwórzu. Rozumiała, że z boku wychodziła na kompletna idiotę i nic nie miało na razie tego zmienić. Przynajmniej chrupanie już się skończyło, choć trochę żałowała, że Crow nie miał przy sobie nic bardziej zjadliwego. Albo butelki wódki.
Chociaż lepiej nie, łatwiej ucieka się jednak trzeźwym.
- W twoich ustach brzmi to tak, jakby on był większym debilem ode mnie. Uznaję to za wyczyn - stwierdziła, bo ostatnio w większości słyszała więcej epitetów co do swojej głupoty, nie Dantego. A naprawdę nie potrafiła zgasić w sobie pewnej satysfakcji i dumy, gdy rzuciła temu jednemu niedowiarkowi, z którym się założyła, dowód swojego sukcesu. Nie, żeby nie żałowała, ale to dwie zupełnie inne kwestie.
Oparła się o konar drzewa, stwierdzając, że minimum wygód przed śmiercią nie zaszkodzi.
- Wiesz co, pieprzyć to wszystko, jak mnie ukatrupi, to weź coś dla mnie zrób i przekaż tą historię każdemu, kogo znasz, jak tak mu zależy, by wszystko zakopać pod dywan, to chociaż utrze się mu nosa. I kup mi ładne kwiatki na nagrobek, o ile jakiś ktoś mi kiedyś postawi. - O zajmowaniu się jej matką nie wspominała, bo Crow nie był osobą, która chyba mogła o to prosić. Musiała znaleźć kogoś innego.
Nie wiedziała, czy ma się już teraz śmiać czy płakać. Zalała ją ogromna fala zrezygnowania,  w której mogła w każdej chwili utonąc i w końcu się poddać. Ból w ręce choć tępy, powoli stawał się coraz silniejszy, zmęczenie zaczynało o sobie znać, a wszystko powoli zaczęło tracić sens. Jakby ten moment w którym się zatrzymała, w końcu sprawił, że wszystko co się wydarzyło zaczynało do niej docierać. Spojrzała jednak na Crowa, chcąc mieć choć jakiś ułamek nadziei, której mogła się trzymać. Potrzebowała tego, by się podnieść z zimnej ziemi, na której wylądowała.
Nie jest tak, że już po tobie…
Chciała mu wierzyć, mieć tą samą pewność, która miał on, widziała jednak między nimi małą zasadniczą różnice.
- Tylko no, ty umiesz walczyć, ja co najwyżej uciekać i wkręcać ludzi. No i masz za plecami Fontaine, a ja? Zwykła mysz, co się zasadziła na tygrysa. Chyba, że masz jakiś plan, żebym uszła z życiem? - zapytała, patrząc na niego jak na ewentualne zbawienie. Naprawdę potrzebowała czegoś, co sprawi, że wszystko będzie wyglądać mniej beznadziejnie.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#8
25.03.2024, 03:19  ✶  
Odetchnął krótko, w sposób sugerujący, że chciał się zaśmiać. Dobrze, że tak brzmiał, bo faktycznie miał Dantego za skończonego durnia. Z plecami co prawda, ale wciąż durnia. Kompletnie nie rozumiał, kto chciałby stanąć za nim murem, oczywiście i tym razem nie dostrzegając tego, że Fontaine też była pierdolnięta i zasługiwała na podobne obelgi. Różnica była taka, że ją kochał, a on był sutenerem - nawet gdyby zrobili na konkurs identyczne laurki, a on miał ocenić, Fontaine dostałaby nagrodę za najpiękniej namalowanego bałwanka, Dante zaś dożywotnią banicję z Zasiedmiogórogrodu za obrazę majestatu jury. W odpowiedzi jak ostatni wieśniak splunął więc na chodnik. Paskudny nawyk nie przeszkodził mu w tym, aby wyciągając z kieszeni paczkę papierosów pozwolić sobie na dodatkowy, niewybredny komentarz.

- To wciąż nie jest najciekawsza rzecz, jaką potrafię nimi zrobić. - Ustami. Wyglądał jak zawsze nonszalancko, bo przecież image był dla niego ważny, ale obserwował jej reakcję na te słowa. Zignorowanie? Wzdrygnięcie? Zaciekawienie? Ostatecznie typiara myślała pewnie, że w jakimś sensie kończy się jej życie... Do jakiej to musiało pchać desperacji. - Plotkarą nigdy nie byłem - przyznał, wyciągając sobie fajkę. Jeżeli chciała, to poczęstował ją też, odpalając oba pstryknięciem palców. - Ale wiem komu mogę to wygadać jeżeli chcesz go wkurwić. - Daleko szukać nie musiał. Z najbardziej ciętą na niego osobą w Podziemiach dzielił łóżko od kilkunastu lat i chociaż większość ludzi wyobrażała sobie to nieco inaczej... Czarna Wiedźma naprawdę lubiła spełniać jego zachcianki, nawet jeżeli były nieco durne. - Myślisz, że będą mieli jak cię pochować? - Zażartował nieco nieuprzejmie, a później zaciągnąć się dymem do płuc.

Cóż, niestety dziewczyna miała tutaj rację. Drwił z niego, bo mógł sobie na to pozwolić przez swoją pozycję, ale... Tak na dobrą sprawę to nie czuł się całkowicie bezkarny. Właściwie, to każdy, kogo znał ze Ścieżek, będący w tym tak głęboko jak on, zdawał sobie sprawę z nadchodzącego rychło końca. Jedni zdychali na jakieś choroby, inni złapani zaszlachtowani w ciemnej alejce, jeszcze inni gnili w więziennej celi... Nikt tam nie umierał z przyczyn naturalnych. On też nie umrze ze starości. Na pewnym etapie po prostu przestał się tego bać. Bardziej niż wizja starcia z tym imbecylem przerażała go własna psychika, od dłuższego czasu pchająca go w kierunku ciemnych myśli. No ale nie spotkali się tutaj, żeby rozmawiać o tym, że kiedy ona chciała walczyć o życie, on coraz częściej wracał do pragnienia zniknięcia ze świata permanentnie.

- Nie.

Odpowiedział krótko, zwięźle i na temat. Czegóż oczekiwać więcej? Ah no tak.

- Ale coś pewnie wymyślę - dodał po chwili. - Masz gdzie się schować?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#9
27.03.2024, 00:02  ✶  
Zdecydowanie należała do tych, co do tej pory mieli tak naprawdę gdzieś przepychanki tych samozwańczych panów Nokturnu. Działała poza tą dwójką, na własną rękę, czasem pomagając to ludziom jednego, to drugiego. Przynajmniej dopóki nie wkurwiła Dantego do tego stopnia, że postanowił zakończyć jej nędzne życie. W tym momencie gotowa była przyklasnąć ocenie Crowa i dać Fontaine ocenę pięć na pięć o ile mogło ja to uratować. Była raczej z tych, co woleli poświęcić co nieco godności w ramach za przedłużenie swojego żywota. Ale nie zbyt dużo. Istniały granice, których Vior by nie przekroczyła.
Uniosła wysoko brwi i spojrzała na Crowa, jakby straciła resztki wiary w ludzkość, gdy usłyszała jego komentarz. Dobra, może w innych okolicznościach chętnie pociągnęłaby ten temat, teraz jednak nie bardzo była w nastroju, który był z deka wisielczy. Za parę godzin może to nawet przestać być przenośnią.
- Interesująca wiadomość, wolałabym jednak podjąć o tym ewentualną dyskusję wspartą lub nie prezentacją, gdy przestanę się martwić, czy jutro w ogóle otworzę oczy - odpowiedziała, choć z drugiej strony może powinna po prostu skorzystać z życia i przestać się już czymkolwiek przejmować.
Zawsze jakaś ewentualność, jak jednak Crow jej nie pomoże.
Uśmiechnęła się nawet, wyobrażając sobie, jak cały Nokturn powtarza jak Dante dał się zrobić w konia.
- Bardzo dobrze, niech sobie gadają, wtrącę skurwysynowi z rąk chociaż złudzenie, że panuje nad sytuacją - przyjęła papierosa sprawną ręką. Zaciągnęła się głęboko, spojrzała w górę i powoli wypuściła dym z płuc. A potem skrzywiła się i oparła głowę o kolana.
- Tak w sumie podejrzewałam, że mogę skończyć jako kupka popiołu, albo kawałki mięsa rzucone na pożarcie jakimś bestiom, ewentualnie utopione w beczkach w rzece, próbuję jednak myśleć optymistycznie. - Naprawdę nie wiedziała, skąd czerpała siłę, żeby choć trochę żartować, patrząc, że wzrok znów jej się zamglił, gdy w kącikach oczu zaczęły zbierać się łzy. Wzięła jednak kilka głębokich wdechów, znów zaciągnęła się szlugiem i odzyskała ostrość widzenia. Mdłości które przy okazji poczuła, wcale nie odpuściły.
Proste nie zasłyszane z ust rozmówcy jednak prawie zniweczyło jej wcześniejsze starania opanowania swoich emocji. Prawie, bo widać Crow chyba jeszcze nie spisał jej na straty.
- Dzięki, umiesz człowieka pocieszyć - wydusiła z siebie przez zaciśnięte gardło, po czym udało jej się na niego spojrzeć.
- Mogłabym popytać znajomych, czy nie mają czegoś z dala od miasta - stwierdziła po chwili ciszy, po czym znów włożyła papierosa między wargi w nerwowym ruchu. Najlepiej byłoby jej wynieść się chyba na jakiś czas z Londynu, dom dziadków dawno jednak już został sprzedany. Na Nokturnie nie chciała narażać ani matki, ani bliskich jej osób, zresztą za łatwo ją było znaleźć. Mogła jeszcze pomyśleć nad jakąś mugolską dziurę, do której mogłaby wpełznąć, nie znała jednak na tyle tego świata, by zrobić to w miarę swobodnie. W skrócie, chyba pozostawało dalej liczyć na liche szczęście.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#10
28.03.2024, 13:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 13:34 przez The Edge.)  
Crow wyszczerzył się mocniej.

- Patrz, a myślałem, że poderwę cię na to słynne „skoro i tak jutro zdechnę, to mogę nie zdechnąć samotnie”. - Musiał wiedzieć, że wychodzi teraz na kompletnego desperata, ale najwyraźniej nic sobie z tego nie robił - głupi żart znaczył dla niego więcej niż to, co mogła sobie na jego temat pomyśleć przerażona i zagubiona w tym wszystkim Viorica. - Egzekucją usuwa się ludzi niewygodnych. Kiedy ktoś cię wkurwił, chcesz mu za wszelką cenę dopiec, więc uczynisz wszystko, żeby cierpiał on albo ludzie, którym na nim zależy. Prawo Ścieżek. - Wzruszył ramionami. W jego bezcennej opinii nie miała co liczyć na to, że Dante zostawiłby jej bliskim cokolwiek, co mogłoby dać im chociaż minimalne szanse na wewnętrzny spokój i szansę na normalne, godne, ostatnie pożegnanie. To, w jaki sposób kończyli wrogowie osób jego pokroju, kojarzyło mu się z pyskami gryzoni otrutymi truciznami, od których gotowały im się wnętrzności. Nie było w tym absolutnie nic pięknego.

Nie zamierzał jej pocieszać. Był po prostu szczery. A skoro miała gdzie się podziać, tym lepiej dla sytuacji.

- To dobrze, bo ja jutro muszę... - I nagle się zaciął. Zaciągnął się dymem i nie wypuścił go z płuc przez absurdalnie długi czas, jakby nie potrzebował oddychać, albo zapomniał, jak się to robi. No bo dotarło do niego, że Viorica sama znalazła rozwiązanie tej sytuacji kilka zdań temu, a on tego nie zauważył, bo był zbyt zajęty wyśmiewaniem jej za tak durną zagrywkę z tym artefaktem... - To jest odpowiedź na twój problem. - Powiedział wreszcie, machając tym papierosem, trochę jakby rozpracował enigmę, wypuszczając dym kącikiem ust, żeby nie poleciał jej prosto w twarz. - Pojedziesz ze mną do Birmingham zamiast szczura, który mnie strasznie wkurwia i pomożesz mi załatwić kilka rzeczy. Jak zasugerujemy mu jakoś, że dla nas pracujesz i za kradzieżą tego szmelcu pośrednio stała Fontaine, to przestaniesz być wolnym elek-

Furfur coraz częściej mówiła mu, żeby zamknął mordę, kiedy znowu wpadał w fiksację na punkcie fizyki.

- Nie wiem kurwa, mrówką bez mrowiska. - Poprawił się. - One chyba zdychają bez mrowiska? - Nie był pewien. - Kiedyś widziałem, jak jedna chodziła w kółko i... - Nagle z tym swoim zmieszanym spojrzeniem wyglądał bardzo, bardzo ludzko.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Pociągowy. Pwease @Viorica Zamfir


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (3124), Viorica Zamfir (3996)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa