• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[19 VII 1972] Sans espoir et sans regret | Neil & Morpheus & Anthony

[19 VII 1972] Sans espoir et sans regret | Neil & Morpheus & Anthony
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#11
20.03.2024, 21:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2024, 21:06 przez Anthony Shafiq.)  
Nieoczekiwanie przestrzeń wewnątrz niewielkiego szpitalnego pomieszczenia z coraz większą mocą zaczęła być absobrowana przez dochodzące z zewnątrz dźwięki. Przyspieszony krok. Narastający, piskliwy głos Pan nie może tam wchodzić! Pacjent odpoczywa!. Pewny krok, ustał przy drzwiach, a klamka drgnęła i bez pukania drzwi uchyliły się tylko po to, by gwałtownie trzasnąć na powrót w zamknięciu.

– Nie wolno... tam wchodzić! Pan Longbottom ma już gościa, nie wolno jasnowidza w tym stanie – instruował znajdujący się tuż za drewnianą barierą zziajany głos kobiecy, który balansował na pograniczu decyzyjności i histerii. – To wbrew zasadom! – podkreśliła finalnie, wyciągając ostatnią broń, piersią własną chroniąc dostępu do pacjenta. Słuszne i chwalebne była jej determinacja. Szkoda tylko, że trafiła na kroplę, która, choć zwykle lubiła drążyć skałę bardziej subtelnie, dziś akurat wybrała przemocową powódź.

Klamka znów powędrowała w dół a drzwi szarpnięciem uchyliły się na 3 centymetry, dając mężczyznom w środku całkiem dobrą okazję, do usłyszenia bardzo sprecyzowanego wycedzonego przez białe równiutkie zęby dyplomaty.
– Chce pani dalej w szpitalu leki sprowadzane z Azji? Chce pani pomagać biednym ludziom nękanym przez bagiennicę złocistą? Godzinę temu obiecywałem, że zawalczę dla naszych chorych, ale jeszcze jedno pani słowo, i nie będzie tych leków, a ja dopilnuję, żeby dyrekcja wiedziała komu, to zawdzięcza, pani Sprout. – nie mówił głośno, ale spółgłoski niosące treść z pewnością przełamały ostatnią barierę biednej kobieciny, która z sapnięciem odsłoniła mu drogę.

W ten sposób Anthony Shafiq, wypełnił sobą przestrzeń izolatki, szeleszcząc papierem przyniesionym bukietem kwiatów, gryząc w nos orientalną, kadzidlano-żywiczną wodą kolońską podbitą ostrością pieprzu. Ubrany w ministerialną oficjalną szatę, zdawał się być trochę nie na miejscu w szpitalnej bieli, ale ten jeden raz nie dbał o to najwidoczniej. Nie aż tak, insygnia w końcu otwierały mu wiele drzwi, w tym, akurat dzisiaj, to najważniejsze, to, na którym mu zależało.

Gdy tylko przekroczył próg zatrzasnął za sobą skrzydło, a jego szlachetna twarz rozpłynęła się troską, głos momentalnie złagodniał oblany słodkim, mruczącym miodem.
– Na cycki słodkiej Wenus, jak mogłeś doprowadzić się do tego stanu Somnia. Przyszedłem, jak tylko się dowiedziałem, że tu leżysz, już dałem znać Lisie, że ma natychmiast zorganizować Ci przeniesienie, czyj to był w ogóle pomysł, żebyś tu leżał?! – ignorując zupełnie Neila podszedł do łóżka chorego i położył bukiet na nocnym stoliku.
– Jesteś w stanie w ogóle nie widzieć? – zapytał, a w jego tonie coś wskazywało, że niekoniecznie pytał o oczy, nie te normalne. Sięgnął do Morpheusowej twarzy, ale nie dotknął opatrunku, cień obrzydzenia przemknął na moment, zarzucając gładką proporcję oblicza. Anthony przez moment zastanowił się co zrobić, w końcu z bukietu wyciągnął pojedynczą różę i wsunął mu w dłonie kwiat, tak by opuszkami mógł poeksplorować gładkość płatków, lub – wedle uznania – ostrość pojedynczych kolców. – Nie mógłbyś z łaski swojej eksplorować na takich misjach swoich asystentów? To się nazywa delegowanie zadań, ważna umiejętność dla kogoś o Twoich ambicjach. – rzachnął się w końcu, znajdując kpiący rezon pod którym ukrył resztę swojego zdenerwowania sytuacją.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#12
21.03.2024, 11:03  ✶  

— Dlaczego nie? Karty to jedynie... — zwrócił głowę odruchowo w stronę drzwi na dźwięki zamieszania, które wybrzmiewały pod drzwiami. Oczywiście od razu rozpoznał głos Anthonego. Akurat jego nie spodziewał się w tym miejscu, nie pisał do niego nawet. Musiał przez przypadek dowiedzieć się, że tu leży lub doniósł mu jeden z jego szpiegów... To jest pracowników. — Karty nie pokazują przyszłej historii, są jedynie doradcami. Nie mogę przecież jednak cię zmusić.

Dokończył, nie reagując na kłótnię na korytarzu w żaden sposób. Wiedział, że Shafiq dostanie się do pokoju i opór pielęgniarki jest absolutnie zbędnym wysiłkiem, postanowił więc dokończyć to, co robił. Nawet gdy mężczyzna wszedł do pomieszczenia, a kolejne zapachy, wyostrzone przez tymczasową ślepotę, wdarły się do nosa Morpheusa, jakiś kwiaciarniany bukiet i znajoma woda kolońska, Morpheus skończył tasowanie i wyciągnął na wierzch kartę.


Rzut Tarot 1d78 - 40
Dziewiątka Denarów

1 — pozycja prosta, 2 pozycja odwrócona
Rzut 1d2 - 2


— Fakt, że nie widziałem, właśnie mnie do tego doprowadził — odpowiedział sucho, jakby już trochę miał dość opowiadania tej historii w tę i w tamtą, odkładając kartę na bok, w stronę Neila. — Przepracowujesz tę biedną dziewczynę, kiedyś to rzuci, a ty nie będziesz umiał znaleźć swoich skarpetek. Potraktuj to jako przestrogę od profety. Antoniuszu, to jest właśnie Neil Enfer, Neil, to Anthony Shafiq, Szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego — przedstawił sobie wzajemnie mężczyzn. Opowiadał Anthonemu o Neilu, najpierw w kontekście walki z poplecznikami Voldemorta w barze, a później leków na bezsenność. W tej kwestii Morpheus zaczynał wpadać w lekomanię i używać bardzo różnych eliksirów i ziół, na raz, byle tylko zasnąć albo postawić się na nogi.

Odłożył talię i ujął różę w dłoń. Dotknął płatków delikatnie, napawając się ich aksamitem, ale nie podnosił do nosa, wiedział, że nie będą pachnieć.

— Poza Neilem w tej chwili, nie mam asystentów, przecież o tym wiesz. Neil — powiedział jego imię z tą samą czułością, jak mówi się kochanie. Postukał palcami kartonik, który wyciągnął przed wejściem byłego dyplomaty. — Co to za karta?



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#13
21.03.2024, 12:32  ✶  
Odwrócił się cały w stronę okna na korytarz gdzie na szybko mignęły mu dwie postaci i zaraz wbił wzrok w drzwi, które nie mogły się zdecydować czy są otwarte czy zamknięte. Wróżba w tej chwili zeszła na dalszy plan, bo ktoś próbował wtargnąć do pokoju, szalenie nieuprzejmie zwracając się do pracowniczki szpitala. Co za maniery, a właściwie ich brak. Złe pierwsze wrażenie zostało przypieczętowane i zakodowane w głowie zielarza.
Powitał obcego zmarszczonymi brwiami, spinając odruchowo ciało gdy ten ruszył w ich stronę. Został kompletnie zignorowany i mógł jedynie obserwować sytuację przed nim. Bukiet róż, podanie jednej z nich, sięgnięcie dłonią. To wszystko... Karta została położona, ale wilkołak nawet na nią nie spojrzał, skupiając się to na jednym mężczyźnie, to na drugim. Co ta róża oznaczała? Wiedział, że Morpeheus tu był? Myśli wpadły na jeden tor i nie bardzo umiał znaleźć argumentów na to, że relacja jaka istniała między obcym, a wróżbitą była czymś tylko platoniczną przyjaźnią.
Westchnął cicho w ukrywanej złości i wtedy do jego nosa doleciał zapach kwiatów, na który od razu wstał z miejsca, nie tyle ignorując pytanie Morpheusa o kartę, co odrzucając propozycję dalszych wróżb.
-Wybacz, ale wolałbym, żeby moja przyszłość nie była omawiana przy obcych.-pociągnął nosem, już czując, jak go lekko łaskocze.-Zostawię was na chwilę samych, najwidoczniej macie sprawy do omówienia. Poczekam na zewnątrz.-zaproponował uprzejmie, następnie skinął obcemu głową i ruszył do wyjścia z pokoju. Musiał wyjść nie tylko dlatego, że przy nieznanym mężczyźnie czuł się paskudnie, jakby otaczały go węże i ślimaki, ale też alergia na róże zaczynała go znów dopadać. Czemu taka zwykła pierdoła ma prawo tak bardzo życie utrudniać.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#14
21.03.2024, 19:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 19:48 przez Anthony Shafiq.)  
– Nie pytam o wtedy, tylko o teraz idioto! Uwaga idzie bohater Doliny Godryka! Nigdy się nie przyznam, że mam z czymś problem! – Anthony był wyraźnie zirytowany, kpiącym tonem parodiującym głos poszkodowanego przesłaniając swój własny gniew. – Obaj wiemy jak trudne są dla Ciebie pobyty w szpitalu, w otoczeniu tych wszystkich gladiatorów, szykujących się na śmierć. – urwał, zdając sobie sprawę, że mówi głośniej niż zamierzał, nawet jeśli słowa cedzone były przez zaciśnięte zęby. – Zabieram Cię stąd najszybciej jak się da. – syknął w końcu zamaszystym gestem odgarniając do tyłu włosy i oddychając głęboko, by nie dać się tak porywać afektom w kryzysowej chwili. Dobrze, że byli w izolatce i tak nie był pewien, czy gwałtowne wyjście z dyrektorskiego gabinetu zaraz po oficjalnej części jego wizyty, nie odbije się jakkolwiek na współpracy wydziału z Mungiem. Nie było to aż tak istotne w tym konkretnym momencie, ale też nie mógł ukrywać, że nie było istotne wcale.

– O Lisę to Ty się akurat nie musisz martwić, w przeciwieństwie do Ciebie wynagradzam sowicie swoich adiutantów – przy tych słowach nie omieszkał zmierzyć krytycznym spojrzeniem Neila, nie kryjąc nawet oceny tego nowego Morpheusowego "nabytku". – Ostatnie co możesz o niej powiedzieć to "biedna". Poza tym wiedziała na co się pisze. Nie zgarniam pod swoje skrzydła ludzi z ulicy. – sapnął ponownie, rozdrażniony tym, że rzeczy których oczekuje od rzeczywistości nie dzieją się natychmiast. Ostatecznie jednak to jego leżący druh lepiej operował czasem. On był tym od przestrzeni...

Jego rozmyślania przerwał jednak Neil, który zadeklarował opuszczenie izolatki, czyli opuszczenie chorego w potrzebie. Ukojone nerwy znów zakołysały Shafiq'iem.
– Nie słyszałeś, że poprosił Cię o opisanie karty?! Chłopcze, nie dość że nie nosisz za niego tych cholernych opatrunków, to jeszcze migasz się od powierzonych zadań. I widzisz Morpheusie? Właśnie dlatego przerzuciłem się na kobiety. Są wytrzymalsze i mają w sobie opiekuńczego, matczynego ducha. – sarknął w kierunku tymczasowego ślepca, po czym natychmiast powrócił uwagą do nieszczęsnego Neila, nieświadom zupełnie jego alergii. – Przydaj się chociaż na co i przynieś mu jedzenie i picie, przecież na szpitalnym wikcie to uschnie Ci na rękach, a tego przecież nie chcesz, prawda? Ach i wodę do kwiatów zorganizuj. Nie wiem, czy je umagiczniali jakkolwiek, żeby nie padły po ceremonii.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#15
21.03.2024, 21:07  ✶  

Gdyby mógł, wywróciłyby oczami, ale wolał nawet nie próbować tego robić. To prawda, nie chciał zostać w św. Mungu dłużej, niż było to potrzebne, a śmierć, która przesycała tę przestrzeń, drażniła jego zmysły, zwłaszcza ze świadomością, że serca, które mają stanąć za chwilę, nadal biją w klatkach piersiowych, z nadzieją, w zawieszeniu pomiędzy życiem i śmiercią, ale istnieją. Byli też ci, który trwali z chorobami duszy, zamknięci w zakładach po klątwach tak drastycznych, że nie pozostało po nich nic innego poza skorupami, ciałami, które nadal funkcjonowały. I tylko tyle. To był najbardziej tragiczny los.

— Może to ja wyjdę? — powiedział bardzo cicho Morpheus, wydychając dym papierosowy ustami i nosem; w tej wypadkowej to on przypominał bardziej smoka, a pozostała dwójka mężczyzn dwie kury, które chcą nad nim kwokać, niekoniecznie ze sobą współpracując. Prawdopodobnie dlatego w szpitalach wyznawano zasadę ograniczonych wizytacji. — Nigdy bym nie zdradził twojego zaufania, Neil, w taki sposób. Antoniuszu, to nie jest mój służący, jest moim gościem. Wolałbym, żeby ktoś zmaterializował mi popielniczkę.

Jeszcze nie był zły, raczej niecierpliwy. Było takie powiedzenie, strzeż się zdenerwować człowieka cierpliwego, ale Morpheus nie należał raczej do takich osób, chociaż ciężko wyobrazić sobie go w gniewie, zwłaszcza przy tak mizernym wyglądzie, z opatrunkami na oczach, jak wieszczowie z obrazów klasycznych mistrzów, jak przedstawienia Sprawiedliwości, która waży grzechy i wydaje wyroki, trzymając mieć egzekutora. Tylko nieco mniej imponujący przez swój stan.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#16
21.03.2024, 21:18  ✶  
Słuchał i... Wierzył. Mężczyzna mógłby zabrać Morpheusa ze szpitala gdyby chciał, na pewno. A co on mógł zrobić? Nie, nie będzie się za to bić w pierś, wróżbita wiedział dobrze, jaki jest jego stan i możliwości, a mimo tego zaprosił go.
Zaraz jednak padły dziwaczne słowa z ust obcego, aż jego brwi poleciały do góry w kompletnym szoku. Miał mu czytać karty? Teraz? Czy on był normalny? Powiedziałby coś, jednak powstrzymał się. Nie chciał źle wpływać na relacje Morpheusa i jego "przyjaciela", z którym znając życie świetnie sobie radzi. Dalej jednak ie rozumiał. No i co to znaczy, że przerzucił się na kobiety? Wiedział co to znaczy, ale tymi słowami przytrzasnął domysły wilkołaka.
Przydaj się chociaż na... No tak... Czego się spodziewał? Zacisnął usta i patrzył na faceta jawnie zdegustowany, a czym swędzący noc nie pomagał. Prychnął nim dwa razy, potarł i odwrócił się na pięcie.
-Zajmę się tym.-mruknął i jeśli w końcu było mu dane, to wyszedł z pomieszczenia. Zahaczy o łazienkę, przemyje twarz. Do tego woda na te kwiaty, jasne, nie będzie się dokładał do tego, żeby ten morderczy, czerwony bukiecik żył choćby minutę dłużej niż musi.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#17
26.03.2024, 09:40  ✶  
Swoim pojawieniem się spowodował napięcie w pokoju, ale zauważył je dopiero, kiedy własne nerwy w końcu chwycił mocno w cugle wytrenowanego latami charakteru. Zaciągnął się mocno powietrzem, którym jeszcze do niedawna oddychali tylko jasnowidz i jego gość, przeczesał palcami włosy i tak pogrążone już w chaosie. Odprowadzając wzrokiem młodego chłopaka, ściągnął brwi w zastanowieniu i zsunął złocisty sygnet noszący na sobie insygnia wydziału, w którym pracował. Wraz z zamknięciem drzwi pozwolił sobie na ostatni komentarz:
– De gustibus non est disputandum. – westchnienie rezygnacji i niedowierzania.

Zaraz potem jednak wyciągnął różdżkę i skupił się na opływającej ich energii, kondensował ją w drzewcu, niespiesznie formując swoją myśl i naginając do przemiany element własnej biżuterii. Sygnet zadrżał w stopieniu się w kulę, płynnie przechodzącą w złocisty pąk, który niczym dotknięty klątwą szalejącej przyrody, zakwitł mu na dłoni złocistymi płatkami maku, a każdy z nich miał na tyle wyprofilowane wgłębienie, że z powodzeniem mógł w nim znaleźć się popiół.
– I właśnie dlatego się uczę magii bezróżdżkowej. To strata cennych minut, wyciągnąć i włożyć z powrotem i znów wyciągnąć i znów włożyć. Zupełnie jakby nikt nie wiedział, jakich cudów można dokonać samymi palcami. – delikatnie ujął dłoń drugiego mężczyzny i wsunął w nią złocisty kwiat. – Pomyślałem, że odciągnie Twoje myśli do domu, który planujesz kupić. Namówiłem ogrodnika, by przedłużył życie krwawym makom. Rosną jak szalone, jeszcze chwila i ktoś się na nich powiesi... – westchnął ciężko, zabierając z dłoni Morpheusa różę, po czym przysiadł na krześle przy jego łóżku, pomagając mu w razie czego tak zaopatrzyć się z papierośnicy, jak i podpalić tytoń przynoszący spokój.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#18
26.03.2024, 22:59  ✶  

Morpheus parsknął na tę oczywistą grę skojarzeniami, zwłaszcza w kontekście tego, jak często różdżka stanowiła bardzo prymitywny eufemizm na męskie narządy płciowe. Doprawdy, Shafiq mógłby się bardziej postarać, ale w rzeczywistości nawet wyższe sfery miały swój mało subtelny, niemal kloaczny humor. Słowa Antoniusza zignorował, nie tylko dlatego, że były w łacinie, którą Longbottom znał trzy po trzy, zaskakująco mało była mu potrzebna przez lata pracy, a jak wiadomo, nieużywany organ zanika, ale również ponieważ nie zamierzał z tym dyskutować. Neil był humorzasty, ale Morpheus go lubił. Nie tylko za fizyczne aspekty. Stanowił swoiste novum w życiu czarodzieja, który żył tylko i wyłącznie w społeczności magicznej. Mikser, Morpheus nawet nie wiedział co to jest, jedynie że musi pomagać do przygotowywania ciast w jakiś sposób. Domyślne wybory Neila i Morpheusa różniły się tak mocno, że fascynowały Niewymownego. Poza tym był też aspekt głupoty.

Neil mógł jednym ugryzieniem zniszczyć całe życie Morpheusa. Miał taką władzę w swoich szczękach, ogarniętych klątwą likantropii. Nie zamierzał oszukiwać, że egzotyczna uroda oraz francuski akcent nie dodawały uroku, a Shafiq mógł tylko wywracać oczami na to jak bardzo w typie Morpheusa był młody czarodziej.

— Czyli jednak planujesz postawić na swoim i będziemy sąsiadami? Nie będziesz miał mnie dosyć po kilku miesiącach? — zapytał Anthonego, strzepując do popielniczki popiół. — Jak myślisz, kiedy będziemy mogli dokonać oględzin, jak bardzo nawiedzona jest posiadłość i czy nadaje się w ogóle do remontu? Marzy mi się cztero metrowy posąg Ateny w hallu, ale to się uda tylko, jeśli posadzka wytrzyma taki ciężar.

Mówił, starając się nie myśleć o tym, że Neil chyba miał z czymś problem, ale nie mógł określić z czym. Jakże mocno brakowało mu spojrzenia, które podsuwało wszelkie możliwe wskazówki na temat ludzi dookoła niego oraz ich przeżyć. Nie tylko w formie Trzeciego Oka, ale również w zwyczajnej obserwacji mimiki i reakcji, mimowolnych, w sytuacjach stresowych, a takimi zawsze były wizyty w szpitalu.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#19
27.03.2024, 12:28  ✶  
– Na rozrąbany mózg Jowisza, nie masz zamieszkać w moim domu, tylko obok mojego domu. Jak nie będę chciał Cię oglądać, to każę Josephowi posadzić tam jakiś upiorny żywopłot... albo o... od razu po powrocie zarządzę wysiew jakiejś bagiennej rośliny o ciernistych pnączach, żebyś poza oczywistym zejściem mi z oczu, mógł pleść sobie z nich regularnie z nich korony. – parsknął podnosząc się energicznie i przechadzając po izolatce, nie mogąc znieść oczekiwania.

– Możemy iść nawet i dzisiaj, wszystko jest już zaaranżowane, mam klucze w swojej kieszeni od wczoraj. – zaproponował cedząc – Twój gość przyda się na coś i będzie dbał o to, abyś nie wdepnął w dziurę w podłodze, albo rozkwasił sobie nos o zamurowane drzwi. Ledwie wczoraj sprawdzałem bardzo wstępnie stan tej rudery i myślę, że będziesz zadowolony. Podłogę się wzmocni na Twoją Atenę, mam nadzieje, że zamierzasz ubrać ją tylko w hełm i sowi naramiennik? – upewnił się, balansując wciąż na skraju groteskowego poczucia humoru, którym egoistycznie próbował rozładować własne napięcie.

– Dziś miałem pisać do Ciebie w tej sprawie, w ogóle nie wiedziałem, że jesteś w takim stanie – dodał zdecydowanie ciszej, nie kryjąc wyrzutu, który i tak od momentu przekroczenia przez niego progu izolatki, był jego głównym punktem agendy tego "spontanicznego" spotkania. – Mogłeś dać mi znać, a nie uprawiać tu jakiś cholerny mesjanizm. – Morpheus mógł usłyszeć zamykaną w złości metalową papierośnicę i trzask odpalanej zapalniczki. Zadymienie pomieszczenia wzmogło. – Jeszcze Mung... stać Cię przecież na prywatną opiekę... – syknął bardziej w przestrzeń, w kierunku okna, niż do przyjaciela, który pewnie i tak puszczał jego utyskiwania mimo uszu.

– A teraz proszę bardzo, masz wybór. Albo odstawie Cię do warowni, albo udostępnie swoje lewe skrzydło. Jak tylko poczujesz się lepiej, przejdziemy się do Twojego potencjalnie nowego domu, żebyś mógł przekazać Lisie, czym magitechnicy mają się zająć, a które atrakcje zamierzasz zostawić dla swoich gości. Może tak być? – zapytał na koniec miękko, łagodnie, choć było to podszyte niewątpliwie niecierpliwością i potrzebą kontroli.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#20
27.03.2024, 14:35  ✶  

Nienawidził zmieniających się przedmiotów w jego rękach, bez wiedzy, gdzie zostały przeniesione. Nienawidził zaskoczenia ciała i umysłu, gdy go dotykano, gdy nie wiedział, że ten dotyk nadchodzi. Nienawidził tych wszystkich osób, które pojawiały się dookoła niego, czarowały, podejmowały inicjatywę, a on mógł być tylko biernym odbiorcą zabiegów. Nawet jego Trzecie Oko zostało uśpione i wiedział, że leki, które otrzymuje, je przytępiają. Celowo.

— Nie chcę o tym rozmawiać — powiedział stanowczo, ale ściszonym głosem. Przez trzy miesiące ubierał swoją żałobę w metafory i kir dramatyzmu, ogrywał ją, brzmiąc niesamowicie szczerze. Cytował Elektrę, Oresteię, opowieści o żałobie, tak, aby okryć własny ból. Anthony znał go, a on zrozumiał tę przyganę korony cierniowej. Opuścił głowę, jakby nie mógł patrzeć na Shafiqa lub utrzymać wzroku, który przecież z taką ostrością wbijał w innych, z taką pewnością siebie. Dziwnie wyglądał, w szpitalnym łóżku, z lokami nieprzysłoniętymi żelem, z zasłoniętym swoim największym atutem, spojrzeniem. Już w czerni zakrawał o żałość, ale w brzydkich ścianach świętego Munga największą łaską byłaby śmierć dla rannego jelonka.

A wtedy uśmiechnął się, tym uśmiechem, który łączył wszystkich Longbottomów przez pokolenia, jaśniejący, jak błask słońca na spokojnych falach morza, niemal oślepiający przez pryzmaty wody. Nie odrzucił słów Antoniusza, ale zawiesił je w swojej deklaracji na później, jak dobrze uszyty płaszcz, nieco znoszony, z dobrej wełny, który może nie służy już, aby się pokazać, ale nadal jest ulubionym i przynosi komfort w czasie, gdy potrzeba czegoś miękkiego, przesiąkniętego znanym zapachem. Gdy trzeba zdjąć zbroję.

— Hełm i włócznia. Zgodnie z tradycją starożytnych chiton będzie materiałowy, zmieniany zgodnie z porami roku lub kaprysem gospodarza. Wolę widzieć to miejsce i zdecydować, więc gdy tylko wyjdę... Daj już spokój, nic nie poprawi mojego komfortu, dopóki nie wstanę. Może być lewe skrzydło.

Zakończył zrezygnowanym westchnięciem.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1725), Morpheus Longbottom (2929), Neil Enfer (2141)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa