• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Manchester [10.06.72] Manchester - Dom rodzinny Isaaca. Sebastian i Isaac

[10.06.72] Manchester - Dom rodzinny Isaaca. Sebastian i Isaac
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#1
23.03.2024, 18:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:28 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - Isaac Bagshot - Piszę więc jestem
Dom rodzinny Isaaca znajdował się w mugolskiej dzielnicy Manchesteru Gorton Abbey Hey.  Przez lata nikt w nim nie przebywał, poniewaz on, jak i jego rodzice, żyli za granicą. Od kilku tygodni jednak znów zaczęło palić się w nim światło, a sąsiedzi przypominać sobie o tej dziwnej rodzinie która kiedyś w nim mieszkała.
Był to wolnostojący dom z dużym ogrodem, dwupiętrowy i niezbyt duży. Kiedy wchodziło się do środka, oczom ukazywały się strome schody prowadzące na pierwsze piętro oraz salon zawalony kartonami w których znajdowały się stare wydania Proroka Codziennego. Brązowy, miękki dywan, ściany w kolorze magnolii które przyprawiały Isaaca o wymioty, kominek, dwa fotele i stół - tak właśnie prezentował się nieduży salon. Bagshot pozbył się wszystkich niepotrzebnych dupereli, takich jak kanapa czy stolik do kawy, i całą przestrzeń zajął materiałami które miał zamiar wykorzystać do napisania swojej książki. Czytanie starych wydań Proroka szło mu dość topornie, ponieważ po ośmiu godzinach spędzonych w Ministerstwie Magii, myślał o popełnieniu samobójstwa lub oddaniu się jakiejkolwiek rozrywce. Lubił jednak bardzo towarzystwo ludzi, więc żeby nie prokrastynować, postanowił rozpocząć swoje badania od poznania i porozmawiania z kilkoma interesującymi osobami. Egzorcysta Sebastian Macmillan! Cóż za ciekawa persona! Isaac prześwietlił go jak tylko mógł i postanowił zaprosić do wspólnej rozmowy. Nie przyznał się jednak, o czym tak naprawdę chciał z nim porozmawiać. Wolał załatwić to trochę na około. Napisał mu w liście, że prosi go o przybycie i konsultacje w pewnej dość delikatnej sprawie. Opłacił wizytę z góry i cóż… pozostało mu czekać na przybycie gościa!
Przygotował herbatę i kupił nawet ciasto w lokalnym polskim sklepie. Lubił polskie słodycze. Przypominały mu o latach które spędził za granicą.
Słysząc dzwonek do drzwi, szybko wstał z fotela żeby przywitać gościa.
-Witam, panie Macmillan! Bardzo mi miło, Isaac Bagshot. - Zaprosił mężczyznę do środa i uścisnął mu dłoń, przedstawiając się.- Zapraszam do środka, proszę nie ściągać butów i usiąść wygodnie... - Od razu wskazał mu fotel.- Przepraszam za bałagan. Herbaty, może coś słodkiego?
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#2
24.03.2024, 01:16  ✶  
Sebastian nie akceptował teleportacji. To po prostu było wbrew jego naturze, a ciało wręcz buntowało się przy każdej próbie podróży tego typu, nawet za pomocą teleportacji łącznej. Nie chcąc nikogo kłopotać, Macmillan opuścił Londyn parę godzin wcześniej, aby dostać się do Manchesteru za pomocą Błędnego Rycerza. Na pewno nie było to najbardziej ekonomiczne pod względem czasu rozwiązanie, jednak innego wyjścia za bardzo nie miał.

Dom... Stał. I w sumie tylko tyle można było o nim powiedzieć. List od Bagshota niezbyt wiele mu powiedział, więc mimowolnie uznał, że sprawa może należeć do tych z gatunku delikatnych. Może pytał w imieniu kolegi, który nie do końca wiedział, czym zajmują się ci wszyscy egzorcyści? Cóż, póki nie zastuka, to się nie dowie. Macmillan stuknął dwukrotnie o drzwi, jednak gdy nikt mu nie odpowiedział, postanowił zadzwonić dzwonkiem, aby poinformować domowników o swoim nadejściu. Skłonił lekko głowę, gdy drzwi otworzył mu autor listu.

— Dzień dobry, przyjemność po mojej stronie! — Uścisnął nieco niezręcznie rękę Isaaca, dając się wprowadzić do środka domostwa.

Drzwi skrzypnęły cicho, a do holu zawitał Sebastian, zamykając za sobą drzwi i upewniając się, że te na pewno dobrze się domknęły. Biała koszulka polo subtelnie kontrastowała z jasnoszarymi spodniami, a ciemnobrązowy pasek dodał całości charakteru. Z ramienia zwisała mu smutno stara, czarna torba, w której miał drobiazgi pokroju notatników, modlitewników czy paru obrazków z Panią Księżyca, które miał w zwyczaju rozdawać wiernym na pamiątkę pomyślnie zakończonych zleceń.

Rozejrzał się po korytarzu. Jego postawa zdradzała zainteresowanie, ale również niepewność; prywatne zlecenia to była w ostatnim czasie rzadkość, bo większość z nich i tak dochodziła do niego kanałami Ministerstwa Magii. Teraz było jednak trochę inaczej. To nie było wezwanie z Brygady Uderzeniowej czy Biura Aurorów, gdzie musiał natychmiast pozbyć się jakiejś zbłąkanej duszy... Ten przypadek wydawał się nieco spokojniejszy. Ale to zawsze mogą być pozory, ostrzegł go cichy głosik w jego głowie. Kiedy podążali do salonu, każdy krok na drewnianej podłodze zdawał się nieść echem po wnętrzu.

— Czy to taki bałagan? — Uśmiechnął się z empatią. — W archiwum Ministerstwa widziałem gorsze rzeczy. — Częstszy kontakt z Brenną i Patrickiem może i przyzwyczajał go do niezobowiązujących rozmówek, ale nie do końca było go jeszcze stać na to, aby prowadzić rozmowy skupione kompletnie na niczym. Skinął machinalnie głową na pytanie Isaaca. — Napiłbym się herbaty. Z miodem, jeśli można.

Odstawił swój tobołek na ziemię, po czym zasiadł w fotelu. Przejechał delikatnie palcami po podłokietnikach mebla, przyzwyczajając się do ich tekstury. Bądź co bądź, pewnie spędzi tu trochę czasu, toteż wolał czuć się jako tako komfortowo. Konsultacje, nawet wstępne, potrafiły długo trwać, bo wolał uzyskać od klientów jak najwięcej informacji na temat zlecenia. Posiadanie planu B, C czy D, zawsze było w cenie.

— A więc... W czym właściwie mogę pomóc? — spytał, woląc jak najszybciej przejść do rzeczy. — W okolicy zagnieździł się jakiś duch, czy mówimy o jakimś... Cięższym przypadku?

Omiótł wzrokiem salon, zatrzymując na dłużej spojrzenie na gazetach i książkach zgromadzonych tutaj przez Bagshota. Na pierwszy rzut oka nie do końca wiedział, czym chłopak się tutaj zajmuje, jednak sterty Proroka Codziennego od razu przywołały na myśl jakiegoś starszego czarodzieja, który magazynował stare wydania czasopism, bo kiedyś mu się przydadzą. Może Isaac sprzątał domostwo po zmarłym krewnym? To by wiele wyjaśniało, pomyślał mimowolnie.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#3
24.03.2024, 13:15  ✶  
Isaac może nie był kryształowy, ale zdecydowanie nie miał zamiaru nikomu robić krzywdy. Na wspomnienie o Ministerstwie Magii, uśmiechnął się nieco krzywo.
-Na razie jedyne co widziałem w Ministerstwie Magii, panie Macmillan, to smutne i szare twarze ludzi pracujących na etacie. - Stwierdził. - Ale archiwum również chętnie bym zobaczył. Muszę o tym pomyśleć… miód, tak? Miód do herbaty… - Powtórzył i skierował się do niedużej kuchni która sąsiadowała z salonem. - Myślałem, że będzie pan wolał z mlekiem… kiedy mieszkałem za granicą, zazwyczaj proponowano mi herbatę z cytryną. Cóż za dziwny wynalazek! - Zawołał z kuchni, wciągając miód z szafki na przetwory. Najwyraźniej nie chciał żeby jego gość siedział w ciszy. - … proszę się poczęstować ciastem, jest bardzo dobre i nie ja piekłem… -Dodał, wracając ze słoiczkiem i dodatkową łyżeczka. Postawił miód na stole tuż obok patery z karpatka i usiadł na przeciwko Sebastiana. Uśmiechnął się zwyczajowo i nalał im herbaty z czajniczka. Wyglądał jakby zbierał myśli.
-Jest to bardzo ciężki przypadek, panie Macmillan… - Zaczął, jednak widząc jak jego gość obrzuca spojrzeniem książki i pudła, zaśmiał się cicho pod nosem. - Nie jestem szalonym kolekcjonerem starej makulatury. Wypożyczyłem to wszystko z archiwum i mam zamiar przeczytać. Wszystkie wydania Proroka Codziennego z roku 62 i 63. Ale mam też te nowsze egzemplarze. - Wstał z fotela i podszedł do jednego z pudeł. Wyciągnął z niego gazetę i pomachał nią. -  W tych latach opuściłem Wielką Brytanię żeby zwiedzić trochę świata. Jestem historykiem magii i antropologiem, ale nie tylko. Badam wpływ kultury mugoli na naszą kulturę i odwrotnie. - Uznał, że powinien się przedstawić, żeby Sebastian mógł zrozumieć dlaczego będzie chciał z nim rozmawiać na dość nieoczekiwanie tematy.
- Spędziłem trochę czasu w Niemczech, skupiając się na badaniu wpływu ideologii nazizmu na kulturę czarodziejów. Jak tak przyglądam się temu co dzieje się teraz u nas, to aż przechodzą mnie ciarki, panie Macmillan.
- Zbliżył się i podał mężczyźnie gazetę którą wcześniej wyciągnął z pudła. Już się nie uśmiechał. - Bardzo chciałbym żeby ktoś mi opowiedział, co wydarzyło się podczas tego święta, a pan i pańska rodzina na pewno tam byli. - Nie tak stare wydanie Proroka Codziennego traktowało o ataku Śmierciożerców podczas Beltaine. Artykuł datowany była na piątego maja.
- Przepraszam, że ściągnąłem tutaj pana małym podstępem, ale dużo ludzi boi się rozmawiać.
- Usiadł z powrotem w swoim fotelu i z lekkim zniecierpliwieniem postukał palcami po swoim udzie. - Jeśli czuje się pan niekomfortowo, w każdym momencie może pan wyjść i zapomnieć o sprawie.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#4
26.03.2024, 00:46  ✶  
Zmarszczył brwi, gdy dowiedział się, że Bagshot był historykiem. Cóż, mógł się tego spodziewać. Nazwisko sporo mówiło; dzieci tego rodu wydawały się wręcz stworzone do tego, aby obcować z przeszłością i dopełnić wszelkich starań, aby społeczeństwo czarodziejów nie zapomniało o własnym dziedzictwie. Mimo to zaskoczyło go poniekąd to, że Isaac nie odnajdował się w Ministerstwie Magii. Sebastian świetnie się odnajdywał pośród archiwów, odkąd zaczął pracować w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Może to kwestia odmiennych temperamentów?

— Ach, mugole. — Pokiwał powoli głową.

Niemagiczni nie znajdowali się w polu jego głównych zainteresowań, jeśli jednak miał wymienić dwie rzeczy, jakie przypadły mu do gustu w ich kulturze, to były to systemy wierzeń rozsiane po całych kontynentach oraz... Środki transportu. W porównaniu z ciągłym ryzykiem związanym z rozszczepieniem, taki samochody czy samoloty, jakie zdarzało mu się widywać na niebie, wydawały się cholernie funkcjonalne i użyteczne.

— A więc powrót do ojczyzny celem... Porównania teorii z praktyką? Pod nieco odmiennym kątem, ma się rozumieć. — Wolał nie porównywać bezpośrednio ideologii z Niemiec do działań Śmierciożerców w kraju.

Rozgrzewał akurat dłonie ciepłą filiżanką herbaty, gdy niespodziewanie w rozmowie z Bagshotem nastąpił niespodziewany zgrzyt. Czekał cierpliwie, aż rozmówca przejdzie do jakiegoś meritum, jednak ten moment nie nastąpił. Zamiast tego przeszedł do wyznania, które dosyć jasno wskazywało, że powodem wezwania do tego domu nie były duchy czy przeklęty przedmiot, który wymagał egzorcyzmów. Chodził o plotki, bo inaczej by się tego nie dało nazwać. Sebastian wypuścił powoli powietrze z ust.

— Nie lubię, gdy ktoś mnie wodzi za nos — wytknął mężczyźnie, przywierając plecami do oparcia fotela.

Przez chwilę bił się z myślami, co powinien zrobić w takiej sytuacji. Jeszcze parę miesięcy temu poinformowałby, że zagrywki tego typu są niepoważne i nie zamierza zostać tu ani minuty dłużej. Były jednak dwa problemy: zapłata za zlecenie i wątek zainteresowań Isaaca. Powinien jakoś wspomóc kolegę po fachu. Gdyby to on wrócił do kraju po kilku latach nieobecności, być może też szukałby pomocy osób z podobnej profesji.

— Obawiam się, że są konkretne powody ku tej niechęci wśród ludzi. — Uniósł filiżankę do ust, aby zasmakować bursztynowego płynu. — Chociaż te problemy ciągną się za krajem dłużej niż wydarzenia z Beltane. — Skrzywił się na widok ruchomego nagłówka informującego o ataku Śmierciożerców podczas obchodów. — Od kilku dobrych lat mamy spory problem z czarnoksiężnikami. Tudzież ludźmi, którzy dążą do zyskania tego miana. Fala napaści, porwań, ataków na prywatne mieszkania i biznesy. Próba zastraszenia społeczności, przede wszystkim mieszkańców stolicy.

Bądź co bądź, Londyn stanowił niepisane centrum władzy magicznego świata. Rozległa dzielnica czarodziejów, główny ośrodek medyczny w postaci Szpitala św. Munga i przede wszystkim budynek Ministerstwa Magii stanowił dowód na to, że to tam toczy się gra między terrorystami a siłami bezpieczeństwami. Macmillan zerknął na Isaaca, a potem znowu na gazetę, zastanawiając się, jak wiele powinien zdradzić.

— Ustalmy na początek - nie byłem bezpośrednio na Beltane. Miałem wówczas... inne zobowiązania. Jednak jak dobrze pan zauważył, moja rodzina ma dużo wspólnego z obchodami. — Gdyby nie Macmillanowie, którzy stali na czele kowenu, festyny tego typu na pewno byłyby gorzej zorganizowane, o ile w ogóle zbierałyby jakichkolwiek wiernych. — To była, cóż... Masakra. Zarówno magiczna, jak i ludzka. Przywódca Śmierciożerców zaczął ingerować w struktury magiczne na terenie Polany Ognisk. — Zrobił pauzę, podejrzewając, że jego kolejne słowa mogą się spotkać z salwą śmiechu lub niedowierzaniem rozmówcy. — Udało mu się otworzyć przejście do zaświatów czarodziejów. Do Limbo. To... narobiło paru problemów. Grupa pracowników służb bezpieczeństwa podążyła za nim i zdołała wrócić. Względnie w jednym kawałku.

Miał wystarczająco dużo oleju w głowie, aby nie podawać konkretnych nazwisk. Możliwe jednak było, że chłopak już je znał lub całkiem niedługo pozna; Victoria Lestrange pod koniec maja udzieliła obszernego wywiadu dotyczącego kwestii Beltane i tego, co ją tam spotkało. Niewykluczone, że padło tam parę imion, jednak Sebastian nie miał zamiaru przykładać do tego ręki. Głównie z uwagi na lojalność względem Patricka.

— W międzyczasie oddziały Śmierciożerców walczyły z Brygadzistami, Aurorami i pewnie jakimiś lokalnymi bohaterami, którzy postanowili nie uciec w momencie ataku. — Nie widział walk na własne oczy, jednak nie musiał. Każda era miała swoich bohaterów, a nie wszyscy musieli wywodzić się z szeregów oficjalnych sił Ministerstwa Magii. A może był w błędzie? — Dużo rannych cywili. Zwłaszcza gdy zerwała się wichura i zaczęło łamać drzewa w lesie. Ministerstwo Magii musiało w kilka godzin zorganizować akcję poszukiwawczą, żeby zabezpieczyć Knieję Godryka. — Ponownie sięgnął po herbatę, aby zwilżyć gardło. — Tym atakiem sprofanowano nie tylko Polanę Ognisk, ale też naszą wiarę. Czarny Pan zaczął grzebać w rzeczach, które nie są przeznaczone dla ludzi.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#5
26.03.2024, 13:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2024, 13:14 przez Isaac Bagshot.)  
Kiedy Sebastian powiedział że nie lubi wodzenia za nos, Isaac spojrzał na niego uważnie.
-Jeszcze raz pana przepraszam, panie Macmillan. - Powiedział poważnie, co wskazywało na to, że naprawdę nie jest dumny z tego jak się zachował. Isaac był naprawdę bardzo dobry w takich gierkach, jednak nie był zwolennikiem tego typu działań. Opłacenie wizyty oraz lakoniczny list były oczywiste obmyślane i działał z wyraźną premedytacją. Wiedział, że duchowny będzie czuł się zobowiązany żeby z nim porozmawiać. Drugą opcja było to, że urażony wstanie i trzaśnie drzwiami, jednak Bagshot dawał temu może pięć procent szans. Wiedział też o jego nauce w Instytucie Badań Historycznych. To również miało duży wpływa na to, że wybrał właśnie jego. W końcu historycy, badacze i naukowcy zawsze trzymali się razem. Nawet podczas wojny między mugolakami, ich naukowcy mieli nieoficjalną możliwość kontaktowania się między sobą. Wśród czarodziejów nie było wcale inaczej.
-I tak, ma pan rację. To się ciągnie zdecydowanie dłużej. - Wskazał na pudło z gazetami.- Trochę już udało mi się wyczytać między wierszami. Tyle że praca w Ministerstwie zabiera mi zbyt dużo czasu. - Odetchnął. Musiał tam jednak zostać, w razie gdyby potrzebował jakichś kontaktów albo z kimś porozmawiać. To wszystko wina Anthony’ego. Nie lubił pracy na etacie. Nie był przyzwyczajony do tego, żeby codziennie wstawać na czas i odbębniać osiem godzin w jaskini Smutku i Rozpaczy.
-Mówił pan o napaściach, atakach na prywatne biznesu i porwaniach. Zwolennicy Czarnego Pana napadają na tych, którzy nie chcą im się podporządkować. Ale i ktoś napada również na nich. Nie tylko Aurorzy z Ministerstwa. Czyli musi istnieć jakieś podziemie, panie Macmillan. Jedni napadają na drugich. Z tego co udało mi się wygrzebać, to również zwolennicy czystości krwii są ofiarami nieoficjalnych ataków. Czy wie pan coś o tym podziemiu? - Spojrzał na Sebastiana uważnie, skupiając się na jego mimice, ruchu ciała oraz każdej zmarszczce która miałaby zdradzić, że mężczyzna kłamie lub mówi prawdę o swojej wiedzy lub niewiedzy w tym temacie. Musiał wiedzieć, czy mężczyzna powie mu prawdę.

Kiedy Sebastian zaczął mówić o Beltane, Isaac dolał mu herbaty i słuchał w skupieniu. Słysząc o Limbo, drgnął niespokojnie.
-Czy może mi pan więcej opowiedzieć o Limbo? - Poprosił. Zupełnie zapomniał o swojej herbacie, nawet nie myślał o tym, żeby ją pić. Nie miał też zamiaru pytać o żadne nazwiska, ponieważ nie były mu one do niczego potrzebne.
-Ja… nie wiem co powiedzieć. Znam podobne albo i gorsze historie które miały miejsce w Europie wschodniej jeszcze nie tak dawno temu, ale… to się dzieje tutaj, u nas. Na naszym podwórku, panie Macmillan. I to jest przerażające. - Isaac był wyraźnie zaniepokojony i zatroskany. Przygryzł na chwilę dolna wargę i spojrzał w przestrzeń jakby intensywnie myślał. - Ja wiem do czego to prowadzi. Badałem to i widziałem to. - Pogładził się nerwowo ręką po udzie. - Przykro mi, że sprofanowano to, co dla Was święte. Nawet podczas konfliktów, sacrum powinno być nietykalne. Może napijemy się czegoś mocniejszego, zanim będziemy kontynuować?
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#6
26.03.2024, 15:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2024, 15:23 przez Sebastian Macmillan.)  
— Również ubolewam nad tym, że w ostatnim czasie konsultacje historyczne nie cieszą się dużym zainteresowaniem — przyznał z nachmurzoną miną.

Człowiek poświęca lata na to, aby zgłębić ten jeden fragment czarodziejskiego świata, a kiedy przychodzi co do czego, to okazuje się, że mało kogo właściwie interesuje obecnie historia. Teraz to już chyba tylko autorzy podręczników szkolnych mieli cokolwiek do roboty w tej dziedzinie. No i parę biur Ministerstwa Magii, chociaż tam bardziej chodziło o zajmowanie się archiwami. Alternatywą były co najwyżej muzea czy galerie sztuki.

— Każda katastrofa ma swoich bohaterów, panie Bagshot — odparł cicho, kręcąc z pobłażaniem głową na domniemane pogłoski o podziemiu czarodziejów. — Straż sąsiedzką, bojowych nastolatków świeżo po Hogwarcie, czy po prostu ludzi o dobrym sercu... Nie wszyscy patrzą tylko na siebie i dzięki niech będą Matce, bo nawet jej wstawiennictwo nie ocali wszystkich. A pomoc bliźnim jest niezwykle ważna. — Uśmiechnął się nieco smutno. — Jednak, gdyby po kraju faktycznie aktywnie latała taka zbieranina, to obawiam się, że dopadłoby ich Ministerstwo Magii albo sami Śmierciożercy.

Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów czułby się zapewne zobowiązany do tego, aby ukrócić nielegalną działalność, nawet jeśli służyła dobrej sprawie. Bądź co bądź, mogło to robić złą prasę dla oddziałów Brygadzistów czy Aurorów, a to na pewno nie było na rękę tamtejszemu szefostwu czy nawet Ministrze Magii. Z drugiej strony, Śmierciożercy mogliby równie szybko postawić sobie za cel wyeliminowanie samozwańczych bohaterów, którzy krzyżowali im plany. Z tego, co wiedział Macmillan, jedynym organem faktycznie mającym ludzi, którzy mogli przeciwstawić się Czarnemu Panu, było właśnie Ministerstwo Magii.

— Nie ma za bardzo, o czym opowiadać — stwierdził, odkładając herbatę na bok, aby zająć się ciastem. Przełożył kawałek karpatki z patery na oddzielny talerzyk i zaczął dzielić widelczykiem przysmak na mniejsze kawałki. — Limbo to miejsce, do którego dusze czarodziejów przenoszą się po śmierci, przynajmniej w większości przypadków. To tak nasza kraina zmarłych. Oczywiście, zdarza się, że w odpowiednich okolicznościach pewne zbłąkane dusze wracają zza drugiej strony. A to zazwyczaj jest problem. — Westchnął cicho. — Limbo nigdy nie zostało dokładnie przebadane przez maginaukowców czy kapłanów. To dzika kraina, która... Nie przypomina tego, co znamy. Z tego, co wiem, tegoroczne Beltane było pierwszym przypadkiem, gdy komuś żywemu udało się odwiedzić to miejsce.

Wyjątkiem od tej reguły byli oczywiście niektórzy przedstawiciele rodu Trelawney, jednak akurat ich przypadki różniły się znacznie od losu Brygadzistów i Aurorów, którzy zaangażowali się w walki na Polanie Ognisk. Jedni zerkali w Limbo wbrew swej woli, spychani na drugą stronę przez wichry tworzone przez siły wyższe, a ci wariaci z Ministerstwa... Cóż, ich zachowanie było zdaniem Macmillana lekkomyślne i po prostu głupie, chociaż ich pobudki były nad wyraz szlachetne. Kto wie, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby nie udało im się pokrzyżować planów Czarnego Pana swoim wtargnięciem do innego wymiaru?

— Trzeba mieć wiarę, że to wszystko w końcu się skończy. Powiedziałbym, że można się do tego przyzwyczaić, ale tak naprawdę przypomina to siedzenie na pudle fajerwerków z nadzieją, że te nie wybuchną po podpaleniu lontu. — Odbił wzrokiem od twarzy Bagshota w górę papierów nieopodal. Skinął głową na słowa żalu ze strony Isaaca. — Kowen się podniesie, jak i społeczeństwo. Z tego, co słyszałem, krewni już przygotowują się do Lithy.

Podejrzewał, że nie będzie równie wystawna, jak Beltane czy Ostara, jednak nawet jeśli zjawi się połowa uczestników obchodów, to i tak będzie spory sukces. Chociaż atak Śmierciożerców nie miał na celu, tylko i wyłącznie zastraszenia gości, tak udało im się to. Ludzie byli wstrząśnięci doniesieniami o wydarzeniach w lesie nieopodal Doliny Godryka. Widma, które wypełzły z zaświatów, aby zaszyć się w głuszy, pewnie też działały już mieszkańcom na nerwy.

— Ja podziękuję, ale proszę się nie krępować — odparł Sebastian, unosząc filiżankę w górę z lekkim uśmiechem. Nie miał zwyczaju pić w pracy, a bądź co bądź poprzez przyjęcie zaproszenia do domostwa Bagshota właśnie brał udział w zleceniu.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#7
27.03.2024, 16:05  ✶  
Obserwował duchownego BARDZO uważnie, kiedy mówił że wątpi w istnienie podziemnych struktur, które działałyby poza zasięgiem oczu Ministerstwa. Normalnie w takiej sytuacji Bagshot by się jedynie uśmiechnął i pokiwał głową, że rozumie, jednak tym razem coś go tknęło i poczuł, że może mógłby mu powiedzieć co tak naprawdę myśli? Dlaczego się z nim nie zgadza? Przez ostatnie dni jedyne co robił, to rozpytywał i analizował. Musiał to jednak robić z głową. Przy ludziach, którzy pochodzili z czystokrwistych i radykalnie myślących rodzin, w życiu nie zająknąłby się o żadnym “podziemiu”. Aparycja Sebastiana sprawiła, że Isaac postanowił mu jednak trochę zaufać. Zdecydowanie mężczyzna nadawał się na duchownego, którego jednym z zadań jest przyciągać ludzi do siebie, oraz do wiary.
-Panie Macmillan, myślę że jest pan odpowiednią osobą, na odpowiednim stanowisku. - Pochwalił go więc, ale nie wyjaśnił o co dokładnie chodziło. Uśmiechnął się za to sam do siebie, jakby właśnie doszedł do jakiegoś wniosku.
-I niestety nie mogę się z Panem zgodzić. Moja intuicja i doświadczenie badacza podpowiadają mi, że jednak jakieś podziemie istnieje, albo przynajmniej zaczyna się formować. Zawsze tak się dzieje. - Wyjaśnił. - Wiem to na przykładzie wojen mugoli. Pierwszej i drugiej wojny światowej. Zwłaszcza drugiej, bo głównie tę badałem. Ministerstwo Magii swoją drogą, a poplecznicy Czarnego Pana swoją. - Napił się w końcu tej herbaty. Uznał, że nie będzie zanudzał go szczegółami. Chyba, że sam będzie dopytywał. Nie ruszył się po alkohol, skoro Sebastian wcześniej odmówił.- Zapomniałem posłodzić… takie “podziemie” może podejmować się praktyk, których Ministerstwu nie wypada. W końcu ludzie lubią patrzeć rządzącym na ręce, a potem ich krytykować za działania które są niezgodne z prawem.- Sięgnął po cukierniczkę i posłodził sobie herbatę. - Tak samo jak Czarny Pan ma swoje kontakty w rządzie, tak samo podziemie o którym myślę. Może nawet góra o nim wie, ale pozwolą im działać żeby móc mieć czyste ręce? Kto wie. To tylko moje przypuszczenia, panie Macmillan. Ale wydaje mi się, że mam rację. - Sięgnął po filiżankę, jednak zanim się napił, westchnął.
-Nie jest to jednak coś,  czym chciałbym się dzielić ze wszystkimi. Niebezpiecznie jest… zasiewać takie myśli w umysłach innych ludzi, rozumie pan, co mam na myśli? - Spojrzał na niego uważnie, żeby mieć pewność że jego rozmówca zrozumiał.
-Co, jeśli znajdzie się ktoś kto o tym usłyszy i zacznie węszyć? Lepiej nie powtarzać tego dalej.
- Poprosił i znów zrobił nieco strapiona minę. Postanowił jednak, że musi się napić i przetrawić to o czym rozmawiali. Odstawił swoją herbatę z powrotem na stół. Wstał, i wyszedł na chwilę do kuchni, jednak nie krzyczał już z niej tak wesoło jak to robił poprzednio. Wrócił po minucie niosąc butelkę i dwie szklanki do whisky. Postawił wszystko na stole.
-A może chociaż po jednym i przejdziemy na “ty”? - Zaproponował, jednak jeśli Sebastian odmówi, to nie będzie już naciskał. Chciał jeszcze wrócić do kwestii Limbo, i zapytać duchownego o wiarę oraz jego wiernych. Wątpił, że zmieszczą się w czasie, za który zostało mi zapłacone.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#8
28.03.2024, 00:49  ✶  
— Jestem? — Zamrugał zdziwiony, przekrzywiając głowę w bok z niemalże cierpiętniczą miną. — A na czym... Na czym oparta jest ta opinia?

Sebastian nie przywykł do otrzymywania komplementów, nie mówiąc już nawet o ich akceptowaniu. Doceniał kartki z pozdrowieniami czy okazjonalne podarki od petentów za udzielenie pomocy związanej z duchami, czy egzorcyzmami, jednak w tym przypadku coś mu się tutaj nie dodawało. Isaac nie miał okazji widzieć go w akcji; nie był świadkiem uchylenia przejścia do Limbo, egzorcyzmów czy zamykania duchów w specjalnych naczynkach, które miały utrzymać w sobie ich esencję do sabatu. Mógł operować co najwyżej na plotkach i własnych domysłach, a to raczej nie było najrzetelniejsze źródło informacji na temat kogoś, kogo ledwie się znało.

— Przewagą każdej nieoficjalnej organizacji jest to, że działa na granicy prawa i akceptowalnych norm, o ile ich nie przekracza — stwierdził Sebastian, uznając część informacji rzuconych przez Isaaca za pewnik. — To coś naturalnego, bo pozwala na większą swobodę działania i przysłowiowe ''wyciągnięcie ręki do ludzi''. Jeśli jakieś podziemie istnieje, to zapewne polega na zasobach, jakie zdobywają na własną rękę przez kontakt ze zwykłymi ludźmi. — Skrzywił się lekko. — Z jednej strony pokazują, że mogą na nich liczyć, ale z drugiej wciągają ich we własne machinacje. Niektórzy powiedzieliby, że to wymuszona lojalność na zasadzie ''jeśli powiesz komuś o nas, tylko napytasz sobie biedy''.

Szantaż, a więc metoda równie stara jak świat. Zabezpieczenie lojalności i dorobku samej organizacji. Z racji na częste współprace z pracownikami Departamentem Przestrzegania Prawa Czarodziejów słyszał co nieco o przesłuchaniach pochwyconych Śmierciożerców czy idących w ich ślady naśladowców. Szukanie poszlak, próba rozeznania się w strukturze zwolenników Czarnego Pana... Jeśli podziemie faktycznie istniało, to ich sojuszników czekałby podobny los, gdyby Ministerstwo Magii postanowiło ukrócić ich działalność.

— Ministerstwo nie musi się martwić o swoje czyste ręce. — Pokręcił głową. — Mogliby w ramach jednego spotkania spętać pół oddziałów bezpieczeństwa Przysięgą Wieczystą. Oczywiście byłoby to szalenie nieetyczne, gdyby wymusili taki pakt na osobach pełniących podstawowe obowiązki, jednak opcja zawsze istnieje. Poza tym zawsze są Niewymowni, którzy nikomu się z niczego nie tłumaczą. — Na czole Sebastiana zagościła pojedyncza zmarszczka, gdy przypomniał sobie o spotkaniu z pracownikami Departamentu Tajemnic na Polanie Ognisk. — I biurokracja. Im więcej dekretów wydaje rząd, tym mniejsza szansa, że faktycznie komuś na samej górze powinie się noga.

Często wysłuchiwał narzekań na ciągle zmieniające się procedury dotyczące archiwizacji i obiegu oficjalnych dokumentów czy coraz to nowych wymaganiach dotyczących zgłoszeń wpływających od zwykłych obywateli. Tam, gdzie kiedyś dało się coś załatwić w ramach krótkiej rozmowy, gdzie najczęściej padały odpowiedzi ''Tak'' i ''Nie'', teraz wymagano stert papierów, potwierdzających każde słowo i każdy fakt. Domyślał się, że słabo zorganizowane osoby piekliły się za każdym razem, gdy musiały cokolwiek załatwić w Ministerstwie Magii.

A Macmillan? Uwielbiał dokumentację. Uwielbiał kruczki prawne i wymogi dotyczące służbowych procedur, bo pozwalały mu zawczasu przygotować się do swoich obowiązków. Mógł odhaczać z list kolejne problemy, dokumentować najważniejsze informacje i gdy tak naprawdę się o tym pomyślało, to większość wprowadzonych przez Ministerstwo Magii zmian miała sporo sensu. Wielka szkoda, że nie wszyscy to rozumieli.

— Mądre podejście. Bezpieczne — pochwalił kolegę po fachu, dopijając powoli herbatę. — Nie chciałbym znaleźć się na celowniku terrorystów, magicznego podziemia i Ministerstwa Magii jednocześnie. — Z drugiej strony, ciężko było zgadnąć, co musiałby napisać Isaac, aby stać się celem wszystkich trzech zgrupowań. Zapewne wiele zależało od tego, jak głęboko udałoby mu się zajść w swoim małym śledztwie. — To byłoby jak wyrok śmierci.

Gdy gospodarz znowu gdzieś zniknął, egzorcysta niemal oczekiwał, że gdy znowu zjawi się w progu, będzie trzymał pod pachą książkę lub kolejną stertę gazet sprzed paru lat, prosząc o opowiedzenie o kolejnych historiach związanych z toczącym się obecnie konfliktem. Zamiast tego zjawił się z butelką whisky. Sebastian uśmiechnął się cierpko. Eh, czy nie wyraził się dostatecznie jasno na samym początku?

— Dosłownie kapkę. Dwa trzy łyczki — ostrzegł poważnym głosem, bo na pewno nie miał zamiaru dać się upić w kompletnie obcym miejscu u człowieka, którego ledwie znał. W przeciwieństwie do tych wariatów z Brygady Uderzeniowej miał całkiem dobry instynkt samozachowawczy. — Sebastian, miło mi.

Przejął szklankę od Isaaca, obracając ją niespiesznie w dłoniach, jednak ze skosztowaniem alkoholu poczekał, aż Bagshot napije się pierwszy. Dopiero wtedy nagrodził język kilkoma kroplami ciemnego napitku.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#9
29.03.2024, 17:53  ✶  
Isaac naprawdę dostrzegał, że Sebastian nie jest do końca zadowolony z sytuacji w jakiej się znalazł. Nie dziwił mu się, dlatego będzie się starał, żeby wszystko przebiegało dla niego bardzo bezboleśnie. Polał mu niewiele ognistej, tak jak poprosił. Sobie nalał podwójną. Uniósł nieco szklankę do góry i już chciał powiedzieć: “no to za spotkanie”, jednak w ułamku sekundy powstrzymał się.
-Isaac. Cheers. - Uśmiechnął się i wypił całość za jednym razem. Odstawił szklankę i odetchnął. Trochę piekło w gardło, ale był przyzwyczajony. Usiadł z powrotem i wskazał na butelkę.
-Jeśli jednak zmienisz zdanie, to się poczęstuj. - Powiedział.-Palisz?- Miał ochotę zapalić, ale nigdy nie robił tego w domu. Musieliby wyjść do ogrodu, jednak jeśli duchowny nie palił, to Isaac sobie daruję. Gazety z archiwum były zbyt cenne, żeby zniszczyć je dymem od papierosów.
-Powiedziałem, że jesteś właściwą osobą na odpowiednim miejscu, ponieważ wzbudzasz zaufanie. Tak poczułem, więc dlatego opowiedziałem Ci co myślę o ministerstwie i podziemiu, a nie tylko zarzuciłem tematem, żeby sprawdzić, co ty o tym myślisz. - Wyjaśnił i potarł dłońmi o materiał swoich spodni. Cała wesołość z niego wyparowała, i znów wyglądał na strapionego.
-Wracając do kraju obiecałem sobie, że będę neutralny, bo chcę spisywać historię. Żeby to robić, człowiek musi podchodzić do wszystkiego bez emocji. Minęło dopiero kilka dni odkąd się tym zajmuje, a już czuję, że dotyka mnie to personalnie. Patrząc na to jakie warunki stawia Czarny Pan, i na to, co robili naziści, boje się że robienie mydła z ludzkiego tłuszczu to nic takiego. Zjadłem na tym zęby i zniszczyło mnie to psychicznie, pół roku nie mogłem się po tym pozbierać. Część wspomnień musiałem schować w myślodsiewni, ale i tak nadal śnią mi się różne rzeczy które widziałem...- Przełknął ślinę i złapał za butelkę, żeby nalać sobie trochę ognistej. Nie dolał Sebastianowi, ale nie zakręcił trunku, żeby pamiętał, że w każdym momencie może się poczęstować. Myślodsiewnie były bardzo rzadkie, jednak każdy Bagshot w momencie urodzenia dostawał swoją własną. W końcu to oni wymyślili ten “wynalazek”.
- … polacy przechowują ubrania, włosy, szczątki i zdjęcia ludzi głodzonych na śmierć, na których przeprowadzano badania, bo chciano wiedzieć po jakim czasie u zdrowego człowieka zgnije zamrożona wcześniej stopa… bunty goblinów to pikuś. - Przerwał tylko po to, żeby się napić. Sebastian mógł zauważyć, że to naprawdę przerażało Isaaca. Wszystko co widział i czego się dowiedział o drugiej wojnie światowej i nazistach, napisał w swojej książce. I teraz całą swoją poznaną wiedzę przekładał na to, co widział we własnej ojczyźnie.
-Czarodziejów również masowo zabijano. Tysiące mugoli i czarodziejów upychano do bydlęcych wagonów, a potem rozkradano dobytek który ze sobą zabierali, bo nie wiedzieli że będą rozebrani do naga i zagazowani pod pretekstem wzięcia prysznica. Widziałem to we wspomnieniach ludzi którzy to robili. Mam to wszystko w myślodsiewni. - Westchnął i poczuł, że opada z sił. Przetarł twarz dłońmi i spojrzał na Sebastiana z żalem widocznym w oczach i na twarzy. A w jaki sposób to widział? Był biegły w legilimencji z której korzystał bardzo często będąc w Polsce. Inaczej nie zgłebiłby przecież tematu tak dokładnie. Między innymi dlatego nie zgłosił się jeszcze do Ministerstwa, żeby oddać cześć swoich wspomnień które zdecydowanie powinny zasilić historyczne archiwa. Bagshotowie zawsze to robili.
-Już sam nie wiem dlaczego ci to mówię. Przepraszam. Jestem strasznie rozdarty, bo z jednej strony chciałbym to wszystko udokumentować, a z drugiej nie wiem… coś zrobić.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#10
31.03.2024, 01:09  ✶  
Pokręcił głową. Starał się nie palić, bo na człowieka i tak czyhało zbyt wiele używek.

— Ciężko być bezstronnym, gdy następną ofiarą ataków możesz być ty, twoja rodzina albo sąsiad — odparł cicho.

Wiedział co czarodziej miał na myśli. Istniała jednak spora różnica między byciem bezstronnym, a nie wpychanie się na pierwszy plan w tym konflikcie. Sebastian nie maczał swoich palców w działaniach domniemanych rebeliantów, którzy zerwali się z łańcucha Ministerstwa Magii, ale popierał pokój i spokój. Ciężko było nie kibicować jakiejkolwiek opozycji stającej przeciw Śmierciożercom, gdy alternatywą był szaro-bury świat oczyszczone ze wszystkiego co nie było czyste.

— Będę się modlił, żeby w naszym przypadku sprawy nie zaszły tak daleko. — Uciekł spojrzeniem w bok, próbując nie wyobrażać sobie tych okropieństw. — Mam nadzieję, że chociaż ten jeden raz magia okaże się zjawiskiem, które stępi kreatywność pewnych osób, zamiast ją naostrzyć.

Niezbyt to sprytni czarodzieje, co się dali złapać mugolom, pomyślał nagle, od razu krzywiąc się z obrzydzeniem na tę myśl. Może miał minimum racji, ale to nie uprawniało go to rzucania takimi komentarzami, nawet jeśli te obijały się tylko o ściany jego umysłu. Oby Matka mu przebaczyła. Bądź co bądź, współczesny świat znacznie różnił się od tego, z jakim miały do czynienia czarownice palone na stosie. Stos i wioskową gawiedź łatwiej było oszukać od całej machiny wojennej. Nie wspominając już o tym, że dalej było wielu czarodziejów, którzy nie umieli lub nie chcieli czarować. To wiele ułatwiało ich oprawcom.

W takiej sytuacji, przy jednoczesnym pozbawieniu czarodziejów i czarownic różdżek, w gruncie rzeczy niewiele różnili się od niemagicznych. Po prostu wiedzę mieli większą w sprawach wykraczających poza mugolskie pojmowanie. Westchnął ciężko. Miał szczerą nadzieję, że Wielkiej Brytanii nie czekało to samo z Czarnym Panem. Tylko, kto mógł właściwie wiedzieć, co temu czarnoksiężnikowi siedziało we łbie? Zebrał grono ekstremistów, zaatakował Beltane, przekroczył granice, które do tej pory uważano za nieprzekraczalne... A to wszystko w imię czego? Potęgi? Władzy? Własnych ambicji?

— Jeśli naprawdę chcesz zgłębić ten temat, to wątpię, żeby gazety ci za wiele powiedziały — mruknął, wskazując ruchem podbródka na jedną z wielu stert Proroka Codziennego. — Jeśli szukasz powierzchownych informacji, to proszę bardzo, ale jeśli planujesz wyłuskać z tego coś więcej... Wtedy będziesz musiał odezwać się do ludzi. I to nie pierwszych, z jakich brzegu spotkasz w barze czy ministerialnej kafeterii. — Opinia publiczna była ważna, ale skoro Bagshotowi zależało na prawdzie i faktach, to powinien szukać ich u źródła. — Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Szpital św. Munga, Dolina Godryka... To powinien być twój cel.

Niczym jakiś raport z frontu, pomyślał smutno. Wspomnienia obrońców Polany Ognisk, doniesienia mieszkańców Doliny i bawiących się na Beltane gości, aż w końcu wspomnienia uzdrowicieli, którzy stanowili trzon ekipy ratunkowej. Kto wie, może zdołałby nawet dotrzeć do paru wolontariuszy, którzy przeczesywali Knieję tuż po ataku? W gruncie rzeczy nawet w Londynie szło znaleźć światków napadów Śmierciożerców, jednak Beltane było świeże. Najświeższe. A więc i wspomnienia nie zdążyły wyblaknąć, dalej nosząc na sobie krew i brud tamtej okropnej nocy. Jeśli na takiej historii zależało Isaacowi, to zdecydowanie był to jeden z tropów, jakie warto było podjąć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Isaac Bagshot (3480), Sebastian Macmillan (4666)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa