• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie

[06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
15.03.2024, 20:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:29 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Piszę więc jestem
Rozliczono osiągnięcie - Isaac Bagshot - Piszę więc jestem

—06/06/1972—
Anglia, Londyn, biuro Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego
Isaac Bagshot & Anthony Shafiq
[Obrazek: ERC1NOQ.png]

Pieniądze: sposób na wszystko oprócz szczerego przyjaciela, bezinteresownego kochanka i dobrego zdrowia



Wszystko wydarzyło się tak szybko...

Jednego dnia byłeś na  suto zakrapianym party w neapolskiej willi bogatego filantropa, w następnym pokazywano Ci smutne biurko na cito ustawiane w otwartej przestrzeni biurowej. Dębowy pusty mebel niczym kula u nogi, szarym ścianom nie było daleko do więziennego kamienia. Zszarzali koledzy, zapadnięte twarze księgowych, którzy przerwy poświęcali w głównej mierze na opowiadaniu sobie o lukach prawnych, lub nadchodzących zmianach... i ich lukach prawnych.

Nigdzie też nie było tego, który popchnął go do tego kroku. Tommy, albo Tony, pamięć nie była w tym względzie łaskawa, pomimo dzielonego języka podszedł do niego niemal u schyłku zabawy. Kilka słów starczyło, by przeszli do meritum, cóż tam słuchać w starym dobrym Imperium.
– Wiesz... Standardy Handlu Magicznego szukają ludzi takich jak Ty. Osób, które wiedzą coś o świecie, zanim zaczną tonąć w kolumnach. Bo za tymi liczbami... zawsze stoją ludzie i ich opowieści, czyż nie? – Jego głos w mglistym wspomnieniu sączył się miodem, o lekko dymnym zapachu palonych podówczas cygar. Stalowe oczy, pociągła, przystojna twarz, chwila intymności pośród śpiewających Włochów otwierających kolejną butelkę wina. Któż by je zliczył?

I rzeczywiście, zaraz po powrocie do kraju, odnalazł ogłoszenie, choć o dziwno datowane było na kilka dni po tym ekscentrycznym przyjęciu. Spodziewał się spotkać Thomasa właśnie podczas rozmowy, jako rekrutera, przeliczył się jednak. Nie było go ani wtedy, ani później, gdy przykuto go do martwego dębu i wręczono stos korespondencji do zweryfikowania według klucza. Skarg, zażaleń prywatnych osób i niewielkich przedsiębiorstw. Ktoś tymi płotkami musiał się zajmować, choć każdy z tych listów przedstawiał przecież jakąś historię, trud, tragedię, być może życiowe porażki i w końcu śmierć niespełnionych przedsiębiorców.

Stos papieru nie malał, wręcz przeciwnie rósł z każdym dniem, jak gdyby stał się więźniem Tartaru i właśnie niespiesznie zdawał sobie sprawę z niekończącej się kary. Tyle dobrego było w tym piekle, że kawy i herbaty było pod dostatkiem. W czwartki pojawiały się również podłużne, rozkosznie kruche maślane ciasteczka.

Pojawił się siódmego dnia. Jego uśmiech był enigmatyczny, co dziwniejsze jako jedyny nosił garnitur. Jedną dłonią oparł się o biurko, a drugą – której najmniejszy palec zdobił złoty sygnet z niewielkim grawerem umykającym kształtu z tej odległości – wesparł się o klapę perfekcyjnie dopasowanej do jego podłużnej figury marynarki. Przyniósł ze sobą też zapach rozbijający czerwcowy zapach biura – świeżość białych kwiatów złożonych u krzaku jaśminu.

– Masz ochotę na lunch Isaacu? Ja zapraszam. – padło siedem słów, które momentalnie wyciszyły rozmowy w przestronnym pokoju. A może po prostu nie było już w nim zbyt wiele osób? Coś w jego postawie dawało odczuć, że choć daje wybór, to nie pozostawia go zbyt wiele.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#2
16.03.2024, 00:58  ✶  
Isaac już od co najmniej roku myślał o powrocie do Wielkiej Brytanii. Przez 11 lat ani razu nie odwiedził domu rodzinnego. Zaraz po Hogwarcie dołączył do rodziców i pomagał im w ich wykopaliskach w Norwegii. Wytrzymał z nimi pół roku. Przesiadywanie ze swoją matką przez tak długi czas, uznał za swoje najgorsze doświadczenie. Ingerowała dosłownie w każdy aspekt życia swojej małej, trzyosobowej rodziny. Isaac nigdy wcześniej nie pomyślałby, że można zrobić komuś wykład o źle powieszony płaszcz, obrazić się o odmienne zdanie, ustawiać swojego męża po kątach i na każdym kroku pokazywać swoją wyższość. Kiedy spędzał z rodzicami czas podczas przerw wakacyjnych, cieszył się że w końcu ich widzi. Zaślepiony tęsknotą, mógł nie dostrzegać pewnych rzeczy. Przez kilka lat marzył o dniu w którym będzie mógł zacząć z nimi pracować i nauczyć się od nich wszystkiego co przydatne. No i się nauczył. Nauczył się czym jest osobowość narcystyczna na własnym przykładzie. Kiedyś do rąk wpadła mu mugolska książka poświęcona zaburzeniom osobowości, i jeden z rozdziałów był właśnie poświęcony narcyzom. Wypisz, wymaluj - jego matka! Ofiary narcyza? On i jego ojciec. Co postanowił więc zrobić Isaac? Ewakuować się pod pretekstem rozpoczęcia swoich własnych badań nad wpływem świata magicznego na sztukę i wierzenia pierwszych plemion Piktów.

Jego matka oczywiście nie była z tego powodu zadowolona, i kazała mu albo z nimi zostać, albo iść na Uniwersytet. Twierdziła, że bez odpowiedniego papierka lub ich protekcji, nikt nie będzie brał go na poważnie. Chłopak jednak z przekory nie miał zamiaru zrobić ani jednego, ani drugiego. Postanowił przenieść się do Irlandii i tam zabrać do roboty. Po kilku tygodniach nauczył się kolejnej ważnej rzeczy - jego matka jednak czasami miała rację. Potrzebował tych studiów, uzupełnienia podstawowej wiedzy oraz tego głupiego papierka, żeby móc rozpocząć jakiekolwiek badania nad jakimkolwiek tematem. Został w Dublinie i przez trzy lata uczył się, imprezował, pisał masę esejów i dalej imprezował. Dorabiał sobie pisząc dla lokalnej gazety, jednak nigdy nie zdecydował się na pisanie dla działu plotkarskiego. Nienawidził plotek. Uważał, że każdy powinien mieć prawo żyć tak jak chce.

Studia więc bardzo mu się podobały, chociaż większość jego kolegów i koleżanek była przeraźliwie nudna. Bo niby kto normalny chciałby studiować historię magii? Poznał dzięki temu mnóstwo studentów z innych wydziałów i zaprzyjaźnił się z Polakiem - Edmundem Nowickim.

Mundek, czarodziej czystej krwi, który jako jedyny na całej uczelni potrafił wypić szklankę spirytusu i nie zakrztusić się, został wysłany przez rodziców za granicę, żeby podszlifował język angielski i skończył studia poza komunistyczną Polską. Isaac zainteresował się bardzo Imperium Lechitów, i po skończeniu studiów z wyróżnieniem, przeprowadził się do Polski razem z przyjacielem. Z pomocą Edmunda jako tłumacza, napisał serię artykułów dotyczących wpływu komunizmu na świat czarodziejów. Obcokrajowcowi bez znajomości języka polskiego, bardzo trudno było uzyskać dostęp do jakiejkolwiek papierowej bazy danych, miejsc kultury, bibliotek czy archiwów.

To właśnie w Polsce Isaac po raz drugi docenił swoją matkę. Był jej wdzięczny za naukę leglimencji której musiał używać bardzo często. Nieważne, czy potrzebował dowiedzieć się czegoś od pracownika mugolskiego czy czarodziejskiego archiwum kultury - wszyscy w tym kraju byli podejrzliwi i niemili dla obcokrajowców. I mugole, i czarodzieje. Chłopak jednak pokochał ten szary kraj smutnych ludzi. Kobiety były ładne i po trzech kieliszkach zawsze chętne, jedzenie bardzo dobre, a alkohol i papierosy kosztowały grosze.

Postanowił więc zostać w Polsce nieco dłużej i dwa lata po skończeniu studiów, wypocił swoją pierwszą książkę - “Polska ostoją magii”. Wypacał oczywiście tylko alkohol, bo pióro miał bardzo lekkie i pisało mu się bardzo przyjemnie. Jego pierwsze dzieło w życiu okazało się sukcesem, więc zyskami postanowił podzielić się z Edmundem który pracował jako jego tłumacz. Co prawda premiera książki początkowo trochę się przedłużyła, bo Isaac ze swoim przyjacielem poznali uroki zażywania mugolskiej kokainy. Na tydzień przed datą premiery zaginęli w czasie i przestrzeni, jednak po groźbie nałożenia na Isaaca kar finansowych z powodu niewywiązania się z terminu, odnaleźli się.

Chłopak potrzebował kilku miesięcy przerwy. Przez rok w samotności zwiedzał ciepłe kraje, żeby tym razem skupić się na badaniu uroków lokalnych kobiet i trwonieniu zarobionych pieniędzy. Brak znajomości języków oczywiście nie był problemem, jeśli w grę wchodził język miłości.

Jego kolejnym celem były Niemcy, gdzie praca nad drugą książką - “Wpływ nazizmu na świat czarodziejów”, okazała się o wiele trudniejsza i bardziej skomplikowana. Był to o wiele bardziej złożony temat, ale dzięki temu udało mu się zwiedzić wszystkie kraje Europy dotknięte tą ideologią. Były to dla niego bardzo wyczerpujące trzy lata, ponieważ w każdym kraju musiał szukać tłumacza, budować sobie kontakty i użerać z biurokracją oraz cenzurą. Podołał jednak, i tuż po premierze książki, ponownie wyruszył w roczną hulankę trwoniąc prawie wszystko co zarobił.

Kiedy wątroba zaczęła doskwierać, zdecydował się zatrzymać we Włoszech, gdzie został zatrudniony na Uniwersytecie w Bolonii, w filii Magicznych Kontaktów Międzykulturowych. Nie miał tytułu doktora ani profesora, ale jego ostatnia książka wzbudziła dość duże zainteresowanie i przez rok udzielał wykładów dotyczących nazizmu i jego wpływu na świat magii. Nie było łatwo, chociaż musiał przyznać, że bardzo miło zaznajamiało się z pięknymi, młodymi studentkami.

Po tak intensywnym roku, znów potrzebował odpoczynku. Zwiedzał Włochy, jadł makaron, pił dużo wina i trwonił pieniądze, nie pamiętając połowy tego co widział i słyszał. Pamiętał za to imprezę w willi, gdzie poznał mężczyznę który pomógł mu w podjęciu decyzji, żeby wrócić w końcu do Wielkiej Brytanii. Przez ostatni rok i tak coraz częściej myślał o przyjemnie deszczowej angielskiej pogodzie, pysznym jedzeniu które nie miało smaku, i oczywiście o pubach w których śmierdziało ognistą whiskey i starymi ludźmi. Dochodziły do niego również dość niepokojące informacje o coraz większym wpływie ideologii czystej krwii na brytyjskich czarodziejów. Czy faktycznie było tak źle jak mówiono? Czy istniała jakakolwiek opozycja? Chciał się o tym przekonać na własnej skórze i postanowił, że właśnie o tym będzie jego trzecia książka.

Siedząc przy biurku i przeglądając kolejne nudne listy, myślał nad tytułem swojego nowego dzieła. Dopiero dwa tygodnie temu przeprowadził się do Anglii i od kilku dni pracował w Ministerstwie Magii. Miał nieprzyjemne przeczucie, że Anthony Shafiq zmanipulował go jak pięciolatka. Obiecał mu… Isaac nawet nie do końca wiedział co mu tak właściwie zostało obiecane, ale po rozmowie z tym człowiekiem spodziewał się czegoś… innego? I znowu, sam nie wiedział czego. Uśmiechnął się do siebie. Po owej pamiętnej imprezie nie pamiętał nawet dokładnie jak jego rozmówca się nazywał. Wyśledził go później oczywiście, co nie było wcale trudne, ponieważ wystarczyło sprawdzić listę pracowników działu w którym został zatrudniony. Nie był zły, obrażony ani nawet nie czuł się źle z tym,  że został zmanipulowany. Był szczęśliwy, bo spotkał “gracza” i poczuł przypływ adrenaliny której ostatnio bardzo mu brakowało. Miał nadzieję, że niedługo będzie im dane lepiej się poznać.
-Interesujące. - Mruknął do siebie, otwierając kolejny nudny list i wyciągając przed siebie nogi.
Kiedy drzwi się otworzyły, nie spojrzał na przybysza. Dość miał oglądania tych smutnych, nudnych twarzy swoich współpracowników. Kiedy jednak usłyszał głos osoby o której tak intensywnie myślał, uśmiechnął się i niespiesznie uniósł spojrzenie na twarz swojego nowego rozmówcy.
-Dzień dobry, panie Shafiq. - Odsunął krzesło od biurka żeby wstać. - Bardzo mi miło. Oczywiście. - Założył kapelusz i złapał marynarkę którą wcześniej z siebie ściągnął. Sam lubił ubierać się w eleganckie i dobrze wykrojone koszule i garnitury. Nie przepadał za szatami czarodziejów, więc nie nosił ich jeśli nie musiał.
-Miłego dnia. - Pożegnał się jeszcze ze swoimi współpracownikami i wyszedł za Anthonym na korytarz.
-Cóż za wspaniałe środowisko do pracy. Ten wystrój… - Dotknął dłonią ściany, uśmiechając się miło. - … przypomina mi trochę mugolskie więzienie w komunistycznej Polsce. Podobna kolorystyka, podobnie szczęśliwi ludzie. Doceniam jednak, że mimo wszystko podłoga nie jest umazana od krwi, tak jak tam. Niesamowite miejsce, panie Shadiq. Aż chce się żyć i oddychać pełną piersią. - Zaśmiał się serdecznie pod nosem i skoro już mieli wesoło sobie gawędzić, upewnił się że ma przy sobie papierosy.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
18.03.2024, 15:43  ✶  
Uśmiech Anthon'ego zmienił się nieznacznie, pogłębił się siatką zmarszczek wokół oczu, dwa milimetry wyżej uniesionymi kącikami ust. Ledwie widocznie, co z pewnością umknęłoby wielu, ale nie czujnemu obserwatorowi, którego dotychczasowa praca polegała między innymi na czytaniu ludzi. Jego przełożony doskonale jednak opanował pozostałe gesty, których można by się spodziewać po kimś, kto zakładał, że jego rozmówca nie będzie wiedział z kim ma do czynienia.

Z drugiej strony, w tym biznesie to informacja właśnie była kluczem i był pewien powód, dla którego niektórzy pozostawali księgowymi, a inni wyruszali w świat, reprezentować magiczną Anglię poza jej granicami. Jakie były ścieżki losu Isaaca? Cóż, zaproszenie obejmowało posiłek, a nie wizytę u wróża.

Skinął ledwie głową w odpowiedzi i ruszył do wyjścia, obaj panowie zdecydowanie byli odprowadzani zaciekawionymi lub zazdrosnymi spojrzeniami. Próżno w tym małym tłumku było szukać obojętności, ale też mało było przychylności dla zaistniałej sytuacji. Biuro wydawało się – zgodnie z obserwacją Isaaca – skostniałe, zupełnie odmienne od Anthony'ego, który zdawał się myślą wykraczać daleko poza jego ciasne ramy. Przynajmniej tak podpowiadało mgliste wspomnienie z neapolitańskiej popijawy.

– Och, dziękuję, dokładamy wszelkich starań, aby nasz wydział był otwarty na inne kultury, również te z Bloku Wschodniego. – z galanteryjnym uśmiechem naciągnął przy wyjściu skórzane rękawiczki. Nie musiał otwierać drzwi, wszak odźwierny charłak tym się zajmował. – Coś tradycyjnego po powrocie do kraju, czy jednak masz podniebienie bardziej skłaniające się ku orientalnym eksperymentom? – zapytał spoglądając na towarzysza zupełnie tak, jakby nie był osobą decydującą w najbliższych dniach o jego być albo nie być w ministerstwie.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#4
19.03.2024, 00:30  ✶  
-Hmm… lubię eksperymentować, panie Shafiq. Jestem otwarty na wszystko. Lubię wyzwania… smakowe.- Odpowiedział, nie spuszczając wzroku z mężczyzny i oczywiście podążając razem z nim. - Chociaż nie powiem, ostatnio doszedłem do wniosku, że muszę być bardziej uważny z próbowaniem nowych dań. Zgaga nie jest przyjemna. - Westchnął z lekkim żalem w głosie, kładąc duży nacisk na słowo “uważny”. - Ale zdam się na pana, ten kolejny raz… - Wyciągnął z marynarki paczkę papierosów.
- Papierosa, jak już wyjdziemy?
- Zaproponował. Do twarzy miał wiecznie przyklejony lekki uśmiech. Nie była to żadna maska, a odbicie jego charakteru. Na co dzień był po prostu pogodny i wesoły. Zdecydowanie próbował tą pogodą ducha zarazić swoich współpracowników, ale byli na to niestety dość odporni. A przynajmniej na razie.
-A jak mija panu dzień? - Miał nadzieję zapalić jak tylko wydostaną się z budynku.

Prawda była taka, że Isaac był odrobinę zagubiony. Nie wiedział co to wszystko miało znaczyć, i czego Anthony tak naprawdę od niego chce. Nie wydawało mu się, żeby mężczyzna rzeczywiście kazał zajmować mu się tym, co aktualnie robił siedząc przy biurku w Ministerstwie. Ale dlaczego? I po co to wszystko? Był kompletnie nieprzygotowany na to co go czekało i nie miał pojęcia do czego to dzisiejsze spotkanie dąży. Było to po części ekscytujące, ale zarazem również frustrujące, więc pomimo uśmiechu, miał lekko zmarszczone brwi.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
21.03.2024, 08:38  ✶  
– Och widzę zatem, że mamy podobne gusta. Doskonale. – Choć dwuznaczność zaszyta w wypowiedzi stażysty, była nader jednoznaczna, o tyle odpowiedź Anthony'ego brzmiała tak swobodnie i naturalnie, że trudno było wyczuć, na ile podejmował wyzwanie, a na ile zignorował podtekst bezczelnie udając, że jego ostre ziarno nie wpadło mu w miękką oczną gałkę. Wyciągnął dłoń po papierosa, przyjmując używkę z zaciekawieniem, ale gdy tylko odpalili lont rozchodzącej się po ciele przyjemności, jego kroki podążały już wyznaczonym azymutem. Zakres podejmowania decyzji Isaaca co do dzisiejszego popołudnia został na moment otworzony, a potem równie szybko zamknięty. Już się zgodził, tylko jeszcze nie wiedział na co.

Jego dyskomfort nie umknął rozmówcy, który po zaciągnięciu się rzucił na niego okiem i zaśmiał się lekko, wypchniętym z płuc, dwukrotnie zafalowanym powietrzem.
– Och doskonale, co prawda odwołano mi dziś jedno spotkanie, ale dzięki temu w kalendarz wpadło inne, jakże bardziej interesujące. W końcu ominęła mnie Twoja rozmowa kwalifikacyjna. A przecież, przyjdzie nam razem pracować, przynajmniej w najbliższym czasie, czyż nie? – Błysk w srebrnym oku ześlizgającym się po młodej sylwetce, był trudny do wyłapania, jeśli nie wiedziało się na co patrzeć. Ale Issac szukał punktu zaczepienia i zrozumienia swojej sytuacji, cóż, być może to on miał być tematem ich rozmowy.

Czas ich spaceru domknął się w jednym wypalonym po drodze papierosie, gdy stanęli u wrót dość ekskluzywnej, indyjskiej restauracji. Nowy lokal otworzony w magicznym Londynie zachęcał barwnymi proporcami i bogato wyszywanymi tkaninami, które zdawały się w ogóle nie interesować Anthony'ego. Zamiast tego, rozchylił wargi i zaciągnął się powietrzem, jakby próbując ocenić stężenie przyprawy nawet poza miejscem. W końcu sięgnął po różdżkę i machnął od niechcenia, otwierając sobie drzwi w sposób najbardziej higieniczny. Od progu uderzyła ich woń cynamonu, kurkumy i chilli, na miękkiej poduszce tłustego kokosu i ciemnego pomidorowego aksamitu. Co więcej od progu ich buty magicznie transmutowały w miękkie trzewiki o zakrzywionym dzióbku, jednocześnie odprawiając skarpety w niebyt istnienia. Polityk skrzywił się przez ułamek sekundy, lecz nie skomentował tego, choć na jego usta aż cisnęło się "co za niedoróbka. Nie zamierzał jednak narzekać, jeszcze nie.

Prócz dymu od ażurowych ścian odbijała się ćmiąca muzyka sitaru i bijącego za jego brzękaniem serca tamburu. W środku na latających dywanach lewitowały gorące misy wypełnione aromatycznymi dipami lub złocistym ryżem. Przy kilku stolikach, przy których inni klienci z zaciekawieniem próbowali nowego miejsca, stały również wysokie shishe, powód dla którego słodki dym towarzyszył kuchennym zapachom.

Anthony nie wybierał miejsca, czekał aż zostanie zaprowadzony. Nie kontynuował też rozmowy, dając im obojgu czas na przyswojenie miejsca, a może uważając, ze jej treść zdecydowanie nie jest dla uszu będących w środku ludzi z obsługi i gości. Kelner na widok Anthony'ego zbladł i pokłonił się w pas, po czym niewiele się prostując poprowadził ich wgłąb, bo niewielkiej, umieszczonej na antresoli loży. Była dość zaciemniona, ale najwidoczniej prowadzący ich mężczyzna znał już preferencje Shafiq'a, zapalając okna do dziennego światła w ustawionych dekoracyjnie okiennicach. Miejsce to znajdowało się za grubą kotarą, dając wrażenie prywatności, którego nie mogliby osiągnąć na głównej sali. Wysokie poduchy, które miały gwarantować komplet doświadczeń nie były wyższe, niemal krzesełkowe, na tyle, że zdecydowanie gdy zajęli miejsce było to bardziej siedzenie na krześle niż na podłodze.

Anthony zajął miejsce i po zniknięciu kelnera wyciągnął z westchnieniem różdżkę i kilkoma ruchami skorygował magię tego miejsca. Wydawało się, że nic się nie zmieniło.
– Zawsze zapominają o szelkach. W ich kraju to dziwactwo, a szkoda, już poprzednio zwróciłem im na to uwagę. O czym myśmy mówili... ach tak, rozmowa kwalifikacyjna.– Na twarzy znów się pojawił uśmiech, tak jak różdżka zniknęła w kieszeni. Anthony rozsiadł się wygodnie na pufie.

– Jak wrażenia po powrocie do kraju? Podoba Ci się nowa praca? – pytanie było nagłym zwrotem, dziwnym, ale może właśnie całe to spotkanie miało być trochę dziwne. Na pograniczu. Sprawdzające inne umiejętności niż wertowanie kolumn i bezmyślne kopiowanie dokumentów?
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#6
21.03.2024, 18:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 20:01 przez Isaac Bagshot.)  
Isaac nie delektował się papierosem, tak jak robił to Anthony. Pierwszego wypalił dość szybko i zaraz po chwili sięgnął po drugiego. Nie wolno było mu palić w biurze, więc teoretycznie zawsze powinien czekać do swojej półgodzinnej przerwy. Oczywistym było, że łamał zasady i tego nie robił. Wychodził palić częściej, jednak nie tak często, jakby robił to w domu. Zmarszczki między brwiami zniknęły, a jego uśmiech zdawał się być o wiele promienniejszy. Szedł dosłownie pół kroku za Anthonym, żeby pozwolić mu prowadzić i nie dmuchać na niego dymem z drugiego papierosa.

-Mhm, och to miłe, że zapisał sobie mnie pan w kalendarzu. Mam nadzieję, że gdzieś pomiędzy jakimś ważnym Johnem Smithem i piękną Amandą Corrigan. - Zażartował sobie, jak to miał w zwyczaju - Tyle że czy na pewno pan się nie pomylił, panie Shafiq? Mam wrażenie, że kiedy się sobie przedstawialiśmy, to zaszło pewne nieporozumienie. - Zatrzymał się na chwilę przy jednym z nielicznym śmietników i wyrzucił niedopałek. - A może po prostu byłem tak pijany, że nie pamiętam. Chyba czas ograniczyć trochę używki. - Ostatnie zdanie powiedział bardziej do siebie, chociaż już po chwili wiedział że i tak tego nie zrobi.

Kiedy dotarli do restauracji, jej wystrój i klimat bardzo przypadły Isaac’owi do gustu. Lubił ekscentryczne miejsca i ekscentrycznych ludzi, więc jeśli Anthony wybrał to miejsce żeby zrobić na nim wrażenie, to mu się udało. Rozglądając się po wnętrzu, dłuższą chwilę poświęcił oczywiście shishom. Ściągnął kapelusz i zwyczajowo uśmiechnął się do kelnera, pozwalając się prowadzić.

-Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się to miejsce, panie Shafiq. - Powiedział kiedy już usiadł i odłożył kapelusz na jedno z wolnych poducho-krzeseł. - Jest pan bardzo ekscentryczną osobą. - Dodał, obserwując jak różdżka mężczyzny robi porządek z tym, co nie przypadło do gustu. Słysząc pytanie o pracę i powrót do kraju, oparł się wygodniej o oparcie siedzenia. Papierosy pomogły mu się zrelaksować, więc z boku wydawałoby się jakby właśnie ucinał sobie luźną pogawędkę z kolegą.
-No cóż, muszę przyznać, że Anglia zmieniła się nie do poznania. - Postanowił być szczery. - Ludzie nadal oczywiście bardzo uprzejmi, ale jacyś tacy nieufni i przestraszeni? Nikt nie chce rozmawiać na tematy które mnie interesują, a ja po prostu jestem bardzo zainteresowany krajową polityką i… następstwami kulturowymi z nią związanymi. Słyszał pan o… nie, przepraszam. Nieważne. - Poprawił sobie marynarkę i uśmiechnął nieco szerzej. - Nie będę prowadził wykładu. Dużo osób mi zarzuca, że filozofuje i zbaczam z tematu. Nie chciałbym pana zanudzić. - Isaac zazwyczaj sporo mówił i jeśli prowadził z kimś konwersacje, to był temu oddany. Często też zbaczał z tematu, co czasami było oczywiście zamierzonym zabiegiem, jednak tym razem się po prostu zagalopował.
-A jeśli chodzi o moją nową pracę, panie Shafiq, to jest to oczywiście istny dramat. A my jesteśmy bohaterami tego dramatu. -Powiedział, patrząc na mężczyznę uważnie. - Jak można żyć, pracując od poniedziałku do piątku, od dziewiątej rano do piątej wieczór? Przecież to jest nieludzkie traktowanie, panie Shafiq. Wystarczyło mi kilka dni żeby zdecydować, że praca biurowa nie jest moją mocną stroną. Ale jestem panu wdzięczny, ponieważ naprawdę lubię próbować nowych rzeczy. I jest mi oczywiście bardzo przykro, jeżeli pana zawiodłem.- Doszedł do wniosku, że lepiej nie owijać w bawełnę. Chciał się dowiedzieć o co tu naprawdę chodzi. Popukał palcami po udzie, jakby się lekko niecierpliwił. Potrafił czytać ludzi i szło mu to znakomicie, ale nie był przyzwyczajony żeby to jego ktoś tak "prześwietlał", lub stawiał w sytuacji której nie do końca rozumiał. Było to irytująco-ekscytujące.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
25.03.2024, 21:25  ✶  
Zasiedli wygodnie, a obsługujący ich zamiast przynieść karty i dawać wybór... ustawili shishę z grubo ciętego, wielobarwnego szkła, o wysokiej szyjce i dwóch oddzielnych wężach. Ustniki były rzeźbione w smoczą głowę i ptasia głowę, tak aby nie było miejsca na pomyłkę. Śniady mężczyzna w tradycyjnym indyjskim stroju, dla zachowania higieny nie rozpalał jej tradycyjnie samemu zaciągając się dymem. Zamiast tego sprytnie manewrowane prądy powietrza podgrzały węgielek, rychło więc w zaciszną lożę wypełnił słodki tytoniowo-brzoskwiniowy dym.

– Nieporozumienie? Dlaczego sądzisz, że takowe miało miejsce podczas naszego pierwszego spotkania Isaacu? – uśmiechnął się lekko rozbawiony, unosząc delikatnie brew, wystudiowanym gestem czyniącym asymetrię swojej twarzy nieznośnie czarującym atutem. Siegnął po ustnik ze smoczą głową i zaciągnął się niespiesznie. Mężczyzna obsługujący ich ukłonił się nisko i zniknął za ciężką kotarą, pozostawiając ich prywatną rozmowę... prywatną.

– Bynajmniej, nie przeszkadza mi to co mówisz, nie po to zapytałem Cię o Twoje obserwacje, by być znużonym po dwóch zdaniach. – zauważył życzliwie, mrużąc oczy i rozkładając się wygodniej na poduchach. Kostkę lewej nogi oparł o prawe kolano, przypominał teraz zdecydowanie bardziej filantropa spotkanego w Neapolu, aniżeli szefa wydziału, gwarantującego przepływ dóbr do kraju.

– A jednak bardzo przykro mi jest słyszeć, że praca stażysty nie spełnia Twoich oczekiwań mój drogi. Na szczęście, jako osoba, która... w pewnym sensie ma wpływ na delegowanie poszczególnych obowiązków, mógłbym rozejrzeć się za zajęciami bardziej odpowiadającymi Twoim umiejętnościom. Jak wspomniałem jednak i... jak doskonale wiesz, nie było mnie na Twojej rozmowie kwalifikacyjnej, ciężko mi więc pozwolić sobie na zindywidualizowane podejście wobec Twojej osoby. Na szczęście... mamy przed sobą bardzo miłą godzinę, w której poza degustacją indyjskich dań, będziesz mógł cieszyć się moją... niepodzielną uwagą. – mówił powoli, leniwie, ćmiąc fajkę i przypatrując się młodzikowi jak czasem na freskach i obrazach lew spogląda na jagnię. W żaden sposób jednak nie lekceważył go, ani nie deprecjonował. Ot, dawał przestrzeń, a przede wszystkim dawał nadzieję, że niekończące się rzędy papierów mogą zostać zamienione na coś innego. Na coś co być może bardziej odpowie gustom młodego pracownika.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#8
26.03.2024, 08:50  ✶  
Isaac wiedział, że Anthony bawi się jego kosztem. Kosztem jego dumy, oczywiście. A ta ucierpiała. Bagshot chyba pierwszy raz w życiu został w coś tak wmanewrowany, kompletnie nie mając pojęcia dlaczego. I po co? Czego od niego chciał ten mężczyzna? Do czego miałby mu się przydać? Przecież Shafiq widział go na tej łodzi - pijanego, biorącego narkotyki i nie przejmującego się tym, co miało przynieść jutro. To prawda, że odbyli jakąś rozmowę, ale Isaac jej nawet za dobrze nie pamiętał. Zapewne jedno oko musiał mieć zamknięte a drugie otwarte, żeby móc w ogóle widzieć swojego rozmówcę w alkoholowo-narkotykowym zamroczeniu. Do czego był mu więc potrzebny alkoholik, ćpun i seksoholik? Isaac był co prawda również wykształcony. W końcu skończył studia, napisał dwie książki i trochę artykułów. Wątpił jednak, że Anthony chciał żeby opowiadano mu przy kawie historie o buntach goblinów.
-Nie, panie Shafiq. Myślę jednak, że byłem po prostu bardzo pijany. - Skłamał i zaśmiał się pod nosem. I tak mężczyźnie niczego nie udowodni. Nie chciał już w to dalej brnąć. Spojrzał na shishe, ale nie skorzystał z niej. Słuchał, co Anthony ma do powiedzenia i pokręcił głową.
-Mam pewną teorie, o co tutaj chodzi i w jaki sposób zostało to przez pana poprowadzone. - Zaczął. - Tylko że to wszystko nie do końca trzyma mi się kupy. Brakuje mi jednego elementu i niestety nie jestem w stanie tego ze sobą połączyć. I muszę powiedzieć, że bardzo mnie to denerwuje. Bardzo ładnie mnie pan wyprowadził w pole, panie Shafiq. - Ponownie pokręcił głową i spoważniał. Usiadł na siedzeniu nieco wygodniej, jakby bardziej się rozluźnił.- Ale skoro już tu siedzimy, to mogę panu o tym opowiedzieć, a pan mi powie, czy mam rację. I jeśli uzna pan, że poszedłem dobrym torem i dostarczyłem odpowiednią dawkę rozrywki, to zgodzi się pan coś dla mnie zrobić. Jak pan widzi, panie Shafiq, gram w pańską grę. - Uśmiechnął się delikatnie i spojrzał Anthony’emu prosto w oczy. Mężczyzna mógł dostrzec w jego niebieskich oczach iskierki rozbawienia, ale kącik jego ust wskazywał na to, że był zarazem lekko zirytowany. Ah ta delikatna, męska duma.

***


A cóż Isaac wymyślił? Jak oszukasz kolejeczke i odpiszesz, to dowiesz się jeszcze dziś! Hihi ?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
26.03.2024, 14:14  ✶  
Nowy ton i dość odważne słowa rozbawiły jego rozmówcę, choć nie na tyle, by enigmatyczny uśmiech błąkający się po jego szczupłej twarzy zmienił się aż tak. Czytanie ludzi było proste, zwłaszcza tych, którzy nie poświęcili tyle samo czasu na to, by nie być jednoznacznie odczytanym. Niestety Anthony od maleńkości uczony był na dyplomatę. A Ci nie mogli być jak otwarte księgi. Zamknięte, w pięknej okładce, tajemnicze, kuszące tłoczeniami na skórze – owszem. Otwartymi? Nigdy.

– Wybacz mi, ale gdybyś w biurze pojawił się...mm... "po prostu bardzo pijany", to raczej Twoja stażowa umowa zakończyłaby się bardzo, bardzo szybko. – zauważył, po czym zaciągnął się fajką, odchylił głowę, odsłaniając długą, arystokratyczną szyję czekającą tylko odpowiednich rozmiarów topora, i wypuścił trzy perfekcyjne kręgi. Jak przez mgłę, a może jak przez papierosowy dym, tę sztuczkę Isaac mógł pamiętać.

– Możesz mi opowiedzieć, co tylko będziesz chciał. Czy nie wspominałem już, że mamy dla siebie całą godzinę? Jak na pisarza kiepski z ciebie słuchacz. Może powinienem zamówić butelkę indyjskiego destylatu, dla polepszenia Twoich naturalnych predyspozycji? – zasugerował miękko, obserwując mimo wszystko uważnie poczynania młodzika.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#10
26.03.2024, 17:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2024, 23:21 przez Isaac Bagshot.)  
-Panie Shafiq, ja przede wszystkim jestem pijakiem i historykiem, a dopiero potem pisarzem. W ciągu ośmiu lat udało mi się napisać tylko dwie książki. - Przypomniał. Nie było to jednak do końca prawdą. Wyjechał w świat bez znajomości innych języków, a i tak udało mu się napisać dwie merytorycznie dobre pozycje, które zostały wydane we wszystkich krajach anglojęzycznych. Ale z drugiej strony, kto chciałby czytać książki poświęcone historii i kulturze, jak to lubił mawiać?
-Ale pijakiem z honorem, bo pijany do pracy bym się nigdy nie stawił. Na kacu - owszem. - Uniósł palec do góry i na propozycje czegoś mocniejszego, pokiwał lekko głową. Czy czuł się urażony przytykami Anthony’ego? Wydawało się że nie, i tak też było. Ciężko było tak naprawdę stwierdzić, jakie Isaac miał o sobie zdanie. Czy naprawdę uważał się za pijaka, czy mówił tak tylko żeby wyrwać się z tej dziwnej sytuacji, i żeby mężczyzna dał sobie z nim spokój? Któż to wie.
Miał swoje plany i były dość ambitne, jednak sposób ich realizacji będzie “Isaac’owy”.
-Nie odpowiedział mi pan na mój warunek, ale uznam, że jeśli zadowole pana moją historią, to przynajmniej opiszę ją pan w rubryce śmiesznych historii w Czarownicy. Mam nadzieję, że znajdzie się tuż pod moją o Bobie i kanapkach z pasztetem. - Odchrząknął i zamilknął na chwilę, jakby szykował się do wygłoszenia przemowy.
-Tak więc, panie Shafiq, opowiem panu jak to wygląda z mojej perspektywy. Proszę się nie gniewać o słownictwo, ani o to, co do pana powiem. - Uprzedził i ułożył się nieco wygodniej. Kichnął nagle w ramie i przetarł wierzchem dłoni jedno oko. - Przepraszam, to chyba te kadzidła. Tak więc, spotkał pan za granicą swojego rodaka, czyli mnie. Okazałem się niegłupi, wiem że umiem się wysłowić i na pewno wspomniałem, że chcę wrócić do ojczyzny. Zauważył pan pewnie, że lubię się napić, czasem coś sobie wziąć, lubię seks i jestem dosyć rozrywkowy. Zaproponował mi pan pracę w Ministerstwie, doskonale wiedząc, że śmierdzi tam kanapkami Boba i że będę się piekielnie nudził. I miał pan oczywiście rację. - Zmarszczył lekko brwi, jednak nie ruszał się z miejsca bo siedział w bardzo wygodnej pozycji. - Tak naprawdę nie jest tam aż tak źle. Może i jest to dosyć żmudne, ale ja jestem przyzwyczajony do żmudnej pracy. - Była to prawda. Problemem tak naprawdę były dla niego tylko stałe godziny w których musiał siedzieć w biurze. - Po tygodniu powiedziano panu, że wyrabiam się ze swoją pracą, nie spóźniam się ale zbyt często chodzę zapalić. Widzi pan, ja szanuje innych i dlatego nie palę w budynku. - Powiedział zgodnie z prawdą. - Po tygodniu zjawia się pan, panie Shafiq, jako mój wybawiciel który może zaproponować mi coś lepszego. I oto tu jesteśmy. - Rozłożył nieco ręce i złapał za wężyk od shishy żeby pociągnąć dym. Nie próbował robić takich samych sztuczek jak Anthony. Pociągnął trzy razy, po czym znów się wygodnie oparł.- Tyle że ja nie wiem o co panu chodzi i do czego chce mnie pan zatrudnić. I to mnie właśnie denerwuje. Mam kilka pomysłów w głowie, więc się nimi podzielę. I tak, słuchałem pana i mówił pan o godzinie, więc jeszcze ponad 50 minut. - Zaznaczył. - Jest pan dość ekstrawagancki więc zastanówmy się… czy potrzebuje pan asystenta, żeby opowiadał panu ciekawostki historyczne o goblinach przy obiedzie? A może pan chce, żebym napisał pańską biografie? Mógłbym spróbować… albo może… - Uśmiechnął się delikatnie i uniósł lekko ku górze jedną brew. Wyciągnął się nieco wygodniej na krześle i rozpiął dwa pierwsze guziki swojej koszuli, ukazując kawałek bladej skóry i torsu. Druga dłonią powoli zjeżdżał po klatce piersiowej i brzuchu, w okolice swojego paska od spodni. Nie za szybko, nie za wolno. -A może… szuka pan kochanka, panie Shafiq? - Niespiesznie oparł oba łokcie na stole i ułożył głowę na ręku.- Przykro mi, ale nigdy nie spałem z mężczyzną, więc będzie pan musiał mnie wszystkiego nauczyć.-Westchnął nieco ciszej i zaśmiał się pod nosem. Ah ten wysoki urok odziedziczony po linii Lockhartów. - Handel narkotykami? To nie dla mnie, narkotyki od święta, jak sam pan wie. - Opadł na swoje siedzisko. - Alkohol? Oj często. Będziemy pędzić wino albo bimber? Mam napisać panu o czymś książkę? Śledzić Boba? Bob jest nudny, proszę mi wierzyć. Znaleźć panu żonę? Jest pan przystojny, poradzi pan sobie. - Rozłożył ręce. - Więc jak sam pan widzi, panie Shafiq, nie mam pojęcia czego pan ode mnie chce… bo jeśli to coś nielegalnego, to na pewno nie jest to dla mnie.- Odetchnął. - Są dwie rzeczy, przez które nie jestem z siebie dumny. Pierwsza to mój zbyt rozrywkowy tryb życia, a drugą jest coś, o czym nie chce mówić. - Drugą było używanie legilimencji. Isaac odczuwał zawsze ogromne wyrzuty sumienia jeśli musiał użyć jej bez zgody ofiary. Czekał na to, co powie Anthony.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (4236), Isaac Bagshot (4820)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa