26.03.2024, 21:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2026, 21:55 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Olivia Quirke - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Wczorajszy dzień był paskudny - chociaż może to było zbyt dużo powiedziane... Ale na pewno nie należał do najmilszych. Cały dzień nie mogła mówić inaczej, niż rymami. I to wszystko z powodu jakichś głupich czekoladek, które dał jej jakiś szczyl na Pokątnej. Pewnie gdyby dotknęło to kogoś innego, to zapewne by się śmiała, ale tak... Nie mogła się uspokoić, dopóki nie upewniła się, że nie zostanie jej to na zawsze. Świat nie był gotowy na wiecznie-rymującą Olivię Quirke, ledwo wytrzymywał jej paplaninę bez rymów.
Dzisiaj mogła wyjść z Fiolki wcześniej. Zrobiła co miała, poinformowała tylko matkę że wychodzi i ruszyła przed siebie. Magiczny Londyn o tej porze roku i dnia był przepiękny. Zaczynał się wieczór, knajpki na Pokątnej powoli się otwierały, a w oknach zapalały się miękkie, żółte światła, które zachęcały do odwiedzin. Nie to, żeby Olivia miała problem z alkoholem, ale w tym barze już była, do tamtego wracać nie chciała, a tamten jej się nie podobał. Szła więc wzdłuż ulicy, aż w końcu przeszła na Horyzontalną. Może powinna iść jednak do Kotła? To było bezpieczne miejsce. Lubiła tam chodzić, no i pewnie spotka kogoś znajomego. Tylko czy miała ochotę na spotkanie znajomych akurat dzisiaj? Z cichym westchnięciem poprawiła torbę na ramieniu. Zaszeleściła o kurtkę, trochę już znoszoną, ale wciąż ciepłą. Może i był czerwiec, ale wiatr potrafił być zdradliwy, tak samo jak pogoda w Londynie. Dlatego też o tej porze roku wciąż nosiła długie jeansy i zakryte buty. Może w lipcu to się zmieni, ale na ten moment nie ufała londyńskiej pogodzie tak po prostu, o.
Już miała przejść na znaną jej dróżkę w kierunku Dziurawego Kotła, gdy w oddali mignął jej szyld. CONVIVIUM. Quirke najpierw zwolniła, a potem całkowicie się zatrzymała, gdy dostrzegła sentencję In vino veritas. Łacina - to znała. Dla niektórych piękny, martwy język, dla niej kolejny połamaniec, do którego jej język nie był przystosowany. Ale takie klasyczne zwroty znała. Nie spotkała się jednak z takim połączeniem w tej części Londynu, więc zaintrygowana bezczelnie zajrzała najpierw w okno, a potem otworzyła drzwi, by wetknąć łeb, a następnie całe ciało do środka. Ach, ten jej zmysł detektywa - wiedziała, że tu będzie mogła się napić! Najpierw jednak wolała się rozejrzeć po wnętrzu. Odrobinę zwątpiła: chyba wyglądało na to, że to nie był lokal na jej kieszeń.