25.03.2024, 08:58 ✶
- Tylko gdyby komuś zależało, by nie zniszczyć sukni - powiedziała asystentka, nerwowo przygryzając wargę. - Jest dość ciężka, nie rzuciliśmy jeszcze na nią ostatniego czaru, dodającego lekkości, niełatwo ją wynieść i została zabezpieczona przed prostszą magią. Nie dałoby się jej na przykład całej transmutować, póki ktoś nie byłby w transmutacji prawdziwym mistrzem... Kryształki na spódnicy są same w sobie mniej cenne, to diamenciki na dekolcie byłyby warte kradzieży, ale też tylko jeden był większy, jego wycięcie nie byłoby takie trudne. Nie mam pojęcia, jak ją stąd wynieśli tak, by nie zwrócić uwagi...
Kobieta wyginała sobie palce, wyraźnie zdenerwowana, niepewna, czy przypadkiem mówiąc coś nie podpisze na siebie wyroku. Jej spojrzenie co rusz uciekało ku drzwiom pracowni.
- N...nie chcę opowiadać plotek - zastrzegła, zniżając głos, jak zwykle kiedy plotkujesz, a nie chcesz, by ktoś usłyszał za wiele. - Ale pan Rosier kilka tygodni temu rozstał się z dziewczyną. Podobno bardzo źle to przyjęła. Ale... Ale wątpię, żeby ona mogła tak po prostu tu wejść. Prawie na pewno... - zawahała się, ale wniosek był przecież oczywisty, doszedł do niego Christopher i z pewnością doszła do niego i Millie. Wskazała wypielęgnowaną dłonią na wręczony Moody grafik. - Prawie na pewno ktoś stąd musiał maczać w tym palce. Nie było w końcu śladów włamania przy głównych wejściach, więc ta osoba miała wstęp do części budynku i wiedziała co nieco o zabezpieczeniach innych... i... i to pewnie był ktoś, kto tamtego dnia był w pracy. Panu Rosierowi zdarza się zostawać w pracowni dłużej, jeśli akurat ma wenę, czasem całą noc. Nie lubi pracować rano, więc często robi to wieczorem. Ktoś musiał wiedzieć, że wyszliśmy wcześniej. Ale przysięgam, to nie byłam ja.
Kobieta wyginała sobie palce, wyraźnie zdenerwowana, niepewna, czy przypadkiem mówiąc coś nie podpisze na siebie wyroku. Jej spojrzenie co rusz uciekało ku drzwiom pracowni.
- N...nie chcę opowiadać plotek - zastrzegła, zniżając głos, jak zwykle kiedy plotkujesz, a nie chcesz, by ktoś usłyszał za wiele. - Ale pan Rosier kilka tygodni temu rozstał się z dziewczyną. Podobno bardzo źle to przyjęła. Ale... Ale wątpię, żeby ona mogła tak po prostu tu wejść. Prawie na pewno... - zawahała się, ale wniosek był przecież oczywisty, doszedł do niego Christopher i z pewnością doszła do niego i Millie. Wskazała wypielęgnowaną dłonią na wręczony Moody grafik. - Prawie na pewno ktoś stąd musiał maczać w tym palce. Nie było w końcu śladów włamania przy głównych wejściach, więc ta osoba miała wstęp do części budynku i wiedziała co nieco o zabezpieczeniach innych... i... i to pewnie był ktoś, kto tamtego dnia był w pracy. Panu Rosierowi zdarza się zostawać w pracowni dłużej, jeśli akurat ma wenę, czasem całą noc. Nie lubi pracować rano, więc często robi to wieczorem. Ktoś musiał wiedzieć, że wyszliśmy wcześniej. Ale przysięgam, to nie byłam ja.