25.03.2024, 23:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2024, 21:50 przez Anthony Shafiq.)
Trwając w bezruchu oparty na niewielkiej pozłacanej sofie z kremowym obiciem, pozwolił sobie odprowadzić wzrokiem swojego towarzysza, krok za krokiem, niespiesznie ześlizgując się po jego sylwetce, kontemplując zagięcia ubrań i łagodne prześwity, podarunek gorącego klimatu i preferencji odzieżowych, wskazujących na wyższość lnu i bieli. Nieoczekiwane słowa Longbottoma wybiły go z zamyślenia, szybko przesunął stalowe oczy ku górze, rezygnując z żelazną dyscypliną wyrzeźbionych łydek, na rzecz przyjemnej, nieco zmieszanej teraz twarzy.
–Alexander – powtórzył za nim uśmiechając się niemal błogo, w jednym słowie wkładając cały swój żal w fakt, że było to dopiero drugie imię, że wiele wody będzie musiało upłynąć nim, jeśli w ogóle, Anthony miałby poprosić Erika o możliwość zwracania się do niego właśnie w ten sposób. Obrońca mężów, jakże adekwatne, jakże dostojne, perfekcyjnie układające się na języku w miękkim wybrzmieniu samogłosek, smoczym "ks" po środku i zdecydowanym końcowym "der", brzmiącym niczym przestroga dla każdego, kto stanie po niewłaściwej stronie. Anthony podniósł się, przekrzywiając głowę, mrużąc oczy leniwie, pośród błąkającego się nieokreślonego, nieco dwuznacznego uśmiechu.
– Zapamiętam – dodał, zmuszając się do tego, by ruszyć do własnej sypialni, pozostawiając przy tym swój własny kieliszek z czerwonym winem nietknięty.
Początkowo przemierzali korytarz w białych szlafrokach i puchatych, jednolitych kapciach, magicznie dostosowanych tak do ich wzrostu, sylwetki jak i długości stóp. Złocisty motyl na wezwanie wzbił się ze stołu, a teraz prowadził ich w dół, z części mieszkalnej ku części rekreacyjnej. Ośrodek był opustoszały – pensjonariusze albo pluskali się w odsłoniętym basenie na południowej części uzdrowiska, ewentualnie pojechali nad morze, albo zwyczajnie spali. Dwóch anglików ruszyło jednak do solankowej groty osadzonej na północnej ścianie przylegającej do ruin dawnego klasztoru, odsłoniętych nieco dla wrażeń wizualnych. Normalnie, w porach porannych lub wieczornych, gdy ciekawscy mugole przychodzili zobaczyć zabytek, z oczywistych względów ich oczy ani uszy nie były w stanie przebić się przez zaklęcia maskujące. W drugą stronę lekko rozmyte postaci, jak zza wodnej zasłony były widoczne, choć niesłyszalne.
Teraz jednak mieli spokój, nie niepokojeni przez nikogo , zniknęli w jamie, delektując się jej chłodem i przyjemnym poblaskiem odpowiednio rozstawionych ciepłych lamp, które oświetlały różowo-kwarcowe wnętrze olbrzymiej solnej geody. Po przejściu wąskiego korytarza i kilku opadających stopni, znaleźli się poniżej poziomu ziemi, w milczeniu dotarli do dwóch murowanych łóżek pokrytych miękkim pluszem materaca posiadającego jakże wygodny otwór na głowę i odpowiednie profilowanie aby kręgosłup mógł realnie odpocząć.
Szlafroki zamienione zostały na pojedynczy opasający biodra ręcznik, obaj panowie mogli wybrać z podsuwanych przez obecne kobiety zapachów olejków. Obsługujące ich niewiasty posiadały wyraźnie południową urodę, miały długie, grube i czarne, zaplecione ze złotymi nićmi włosy, ich przedramiona i odsłonięte piersi pokrywała lśniąca złocista łuska, podobnie jak łuk lędźwi i wewnętrzna część ud widoczne spod kusych białych tunik, luźno związanych w pasie szmaragdowymi wstęgami. Gdy zajęli miejsca, niewiasty powoli natarły ich ciała wybranym tłuściwem, rozmasowując drobnymi dłońmi barki, ręce i zmęczone ostatnim tygodniem siedzącej pracy kręgosłupy. Finalnie na kręgach znalazły się czarne, nagrzane w palenisku otoczaki, o skalowanym kształcie – największy między łopatki i coraz mniejsze w dół, aż do kości ogonowej, która znów otrzymała większy ciężar niż stacje pośrednie tej kamiennej wędrówki. Całemu zabiegowi towarzyszyły nieregularne gongi, powietrze wprawiane w wibracje za pomocą dzwonów o różnej wysokości tonów, lub mis. Dźwięk był czysty, głęboki i niezbyt nachalny, próżno jednak było szukać jego źródła.
Choć pozostali na moment sami w pokoju, najwidoczniej mając korzystać i chłonąć energię z kamieni, Anthony nie mówił nic. Twarz miał zwróconą w kierunku swojego towarzysza, lecz oczy pozostawały przymknięte, zupełnie jakby chciał odłączyć najmniej podczas rytuału potrzebny zmysł, aby skupić się na doznaniu. Ostatecznie wysoki dzwoneczek, właściwy dla motyla, który wcześniej dostarczył im wiadomość, rozbrzmiał ponownie, a zaraz potem do pomieszczenia weszły syreny i pozbawiły ich ciężaru czarnych kamieni.
Przyszła pora na dobroczynną solankę.
Ponownie zeszli w dół, prowadzeni przez swoje masażystki, do ukrytego przed wzrokiem niemagicznych źródła pozostawionego tu zgodnie z legendą przez Ligeję. W momencie, gdy kobiety symetrycznie uchyliły przed nimi drzwi, od razu w nozdrza uderzył ich intensywny siarkowy zapach. Anthony skrzywił się mimowolnie, ale wszedł dalej do rozbudowanej podziemnej komory o łukowatym sklepieniu. Kamienny, niewysokie strop błyszczał głębokim indygo, przetkanym migotliwą akwamaryną lekko zmarszczonej tafli. Przestronny basen wypełniony po brzegi intensywnie mineralizowaną wodą, przez długi czas był dość płytki, tak aby można było swobodnie w nim usiąść, czy nawet położyć się. Jego brzeg profilowany był niczym mozaikowe ławki, pomyślane w wygodzie dla pleców i ciała, które ma chłonąć dobroczynne właściwości źródeł niekoniecznie podczas pływania, choć to również było nieco dalej możliwe. Tuż przy linii wody stała patera z figami i daktylami oraz dwa wysokie kieliszki wypełnione bomblującym, słodkim prosecco.
Pracowniczki w milczeniu skłoniły im się, po czym zamknęły za sobą drzwi, pozostawiając ich samych w pomieszczeniu mogącym spokojnie pomieścić kilkadziesiąt kuracjuszy. Każdy krok, każdy szelest zdawał się być w tym miejscu nienaturalnie głośny, wzmagany akustyką zarówno zbiornika jak i okrągłych ścian.
Anthony postąpił kilka kroków do przodu i odrzucił na ziemię swój ręcznik by z pewnym wahaniem zanurzyć się w gorącej wodzie do linii piersi. Był szczupły, niemalże patykowaty, wiotki choć poruszał się z gracją kogoś, kto od najmłodszych lat pobierał lekcje tańca. Po chwili zanurzył się bardziej, kładąc głowę na kamiennym wezgłowiu, wzdychając znów, tym razem nie kryjąc lekkiej irytacji.
– Doprawdy nie wiem... Czułeś cokolwiek? Nie jestem w żadnej mierze seksistą, ale jak te drobne palce, miałyby zabrać z moich pleców ciężar ostatnich dni? I jeszcze to prosecco, zupełnie jakby woń źródła pozwalałaby w jakikolwiek sposób cieszyć się słodyczą. Tu wszystko będzie smakować siarką, nie próbuj owoców, poczujesz się tak, jakbyś był na dnie Tartaru... – mówił cicho, niemal szeptał, cicho posykiwał w niezadowoleniu, lecz nie patrzył w jego stronę, dając komfort wejścia do wody, na wypadek gdyby towarzysz nie był nawykły do wspólnych kąpieli tego typu.
Dopiero gdy Erik usiadł obok niego – a zaiste miał bardzo dużo miejsca, z którego mógł skorzystać – dopiero wtedy Anthony spojrzał ponownie w jego kierunku, uśmiechając się przepraszająco, w podobny sposób, którym odprowadzał go do pokoju, gdy szykowali się na zabiegi.
– Wybacz, nie powinienem. Zwykle... zwykle kiedy tu jestem nie mam komu poutyskiwać, na te drobne niedogodności. Lisa nienawidzi tu przyjeżdżać, ma nordyckie korzenie po kądzieli i jej cera koszmarnie znosi eksponowanie na słońce. Z resztą widziałeś sam, biedaczka cały czas musi się ukrywać za jakimiś woalami... łatwo ją pomylić ze zjawą. – mimo wszystko wygiął się za siebie i długimi palcami ujął kieliszek. Ledwie umoczył usta, od razu się skrzywił na potwierdzenie własnych słów, że wewnątrz groty wszystko będzie smakować siarką. – Proszę bardzo, zgodnie z życzeniem trafiliśmy do chrześcijańskiego piekła. Czy jesteś zadowolony? Wypoczywasz choć trochę? – trudno było wyczuć na ile pytanie jest szczere i wynika z troski o dobrostan rozmówcy, na ile jest kpiną w odniesieniu do piekielnych katuszy masażu i leczniczej kąpieli. Może po trochę oba...
–Alexander – powtórzył za nim uśmiechając się niemal błogo, w jednym słowie wkładając cały swój żal w fakt, że było to dopiero drugie imię, że wiele wody będzie musiało upłynąć nim, jeśli w ogóle, Anthony miałby poprosić Erika o możliwość zwracania się do niego właśnie w ten sposób. Obrońca mężów, jakże adekwatne, jakże dostojne, perfekcyjnie układające się na języku w miękkim wybrzmieniu samogłosek, smoczym "ks" po środku i zdecydowanym końcowym "der", brzmiącym niczym przestroga dla każdego, kto stanie po niewłaściwej stronie. Anthony podniósł się, przekrzywiając głowę, mrużąc oczy leniwie, pośród błąkającego się nieokreślonego, nieco dwuznacznego uśmiechu.
– Zapamiętam – dodał, zmuszając się do tego, by ruszyć do własnej sypialni, pozostawiając przy tym swój własny kieliszek z czerwonym winem nietknięty.
+++
Początkowo przemierzali korytarz w białych szlafrokach i puchatych, jednolitych kapciach, magicznie dostosowanych tak do ich wzrostu, sylwetki jak i długości stóp. Złocisty motyl na wezwanie wzbił się ze stołu, a teraz prowadził ich w dół, z części mieszkalnej ku części rekreacyjnej. Ośrodek był opustoszały – pensjonariusze albo pluskali się w odsłoniętym basenie na południowej części uzdrowiska, ewentualnie pojechali nad morze, albo zwyczajnie spali. Dwóch anglików ruszyło jednak do solankowej groty osadzonej na północnej ścianie przylegającej do ruin dawnego klasztoru, odsłoniętych nieco dla wrażeń wizualnych. Normalnie, w porach porannych lub wieczornych, gdy ciekawscy mugole przychodzili zobaczyć zabytek, z oczywistych względów ich oczy ani uszy nie były w stanie przebić się przez zaklęcia maskujące. W drugą stronę lekko rozmyte postaci, jak zza wodnej zasłony były widoczne, choć niesłyszalne.
Teraz jednak mieli spokój, nie niepokojeni przez nikogo , zniknęli w jamie, delektując się jej chłodem i przyjemnym poblaskiem odpowiednio rozstawionych ciepłych lamp, które oświetlały różowo-kwarcowe wnętrze olbrzymiej solnej geody. Po przejściu wąskiego korytarza i kilku opadających stopni, znaleźli się poniżej poziomu ziemi, w milczeniu dotarli do dwóch murowanych łóżek pokrytych miękkim pluszem materaca posiadającego jakże wygodny otwór na głowę i odpowiednie profilowanie aby kręgosłup mógł realnie odpocząć.
Szlafroki zamienione zostały na pojedynczy opasający biodra ręcznik, obaj panowie mogli wybrać z podsuwanych przez obecne kobiety zapachów olejków. Obsługujące ich niewiasty posiadały wyraźnie południową urodę, miały długie, grube i czarne, zaplecione ze złotymi nićmi włosy, ich przedramiona i odsłonięte piersi pokrywała lśniąca złocista łuska, podobnie jak łuk lędźwi i wewnętrzna część ud widoczne spod kusych białych tunik, luźno związanych w pasie szmaragdowymi wstęgami. Gdy zajęli miejsca, niewiasty powoli natarły ich ciała wybranym tłuściwem, rozmasowując drobnymi dłońmi barki, ręce i zmęczone ostatnim tygodniem siedzącej pracy kręgosłupy. Finalnie na kręgach znalazły się czarne, nagrzane w palenisku otoczaki, o skalowanym kształcie – największy między łopatki i coraz mniejsze w dół, aż do kości ogonowej, która znów otrzymała większy ciężar niż stacje pośrednie tej kamiennej wędrówki. Całemu zabiegowi towarzyszyły nieregularne gongi, powietrze wprawiane w wibracje za pomocą dzwonów o różnej wysokości tonów, lub mis. Dźwięk był czysty, głęboki i niezbyt nachalny, próżno jednak było szukać jego źródła.
Choć pozostali na moment sami w pokoju, najwidoczniej mając korzystać i chłonąć energię z kamieni, Anthony nie mówił nic. Twarz miał zwróconą w kierunku swojego towarzysza, lecz oczy pozostawały przymknięte, zupełnie jakby chciał odłączyć najmniej podczas rytuału potrzebny zmysł, aby skupić się na doznaniu. Ostatecznie wysoki dzwoneczek, właściwy dla motyla, który wcześniej dostarczył im wiadomość, rozbrzmiał ponownie, a zaraz potem do pomieszczenia weszły syreny i pozbawiły ich ciężaru czarnych kamieni.
Przyszła pora na dobroczynną solankę.
![[Obrazek: pool.jpg?w=1200&h=-1&s=1]](https://dynamic-media-cdn.tripadvisor.com/media/photo-o/16/9a/fc/86/pool.jpg?w=1200&h=-1&s=1)
Ponownie zeszli w dół, prowadzeni przez swoje masażystki, do ukrytego przed wzrokiem niemagicznych źródła pozostawionego tu zgodnie z legendą przez Ligeję. W momencie, gdy kobiety symetrycznie uchyliły przed nimi drzwi, od razu w nozdrza uderzył ich intensywny siarkowy zapach. Anthony skrzywił się mimowolnie, ale wszedł dalej do rozbudowanej podziemnej komory o łukowatym sklepieniu. Kamienny, niewysokie strop błyszczał głębokim indygo, przetkanym migotliwą akwamaryną lekko zmarszczonej tafli. Przestronny basen wypełniony po brzegi intensywnie mineralizowaną wodą, przez długi czas był dość płytki, tak aby można było swobodnie w nim usiąść, czy nawet położyć się. Jego brzeg profilowany był niczym mozaikowe ławki, pomyślane w wygodzie dla pleców i ciała, które ma chłonąć dobroczynne właściwości źródeł niekoniecznie podczas pływania, choć to również było nieco dalej możliwe. Tuż przy linii wody stała patera z figami i daktylami oraz dwa wysokie kieliszki wypełnione bomblującym, słodkim prosecco.
Pracowniczki w milczeniu skłoniły im się, po czym zamknęły za sobą drzwi, pozostawiając ich samych w pomieszczeniu mogącym spokojnie pomieścić kilkadziesiąt kuracjuszy. Każdy krok, każdy szelest zdawał się być w tym miejscu nienaturalnie głośny, wzmagany akustyką zarówno zbiornika jak i okrągłych ścian.
Anthony postąpił kilka kroków do przodu i odrzucił na ziemię swój ręcznik by z pewnym wahaniem zanurzyć się w gorącej wodzie do linii piersi. Był szczupły, niemalże patykowaty, wiotki choć poruszał się z gracją kogoś, kto od najmłodszych lat pobierał lekcje tańca. Po chwili zanurzył się bardziej, kładąc głowę na kamiennym wezgłowiu, wzdychając znów, tym razem nie kryjąc lekkiej irytacji.
– Doprawdy nie wiem... Czułeś cokolwiek? Nie jestem w żadnej mierze seksistą, ale jak te drobne palce, miałyby zabrać z moich pleców ciężar ostatnich dni? I jeszcze to prosecco, zupełnie jakby woń źródła pozwalałaby w jakikolwiek sposób cieszyć się słodyczą. Tu wszystko będzie smakować siarką, nie próbuj owoców, poczujesz się tak, jakbyś był na dnie Tartaru... – mówił cicho, niemal szeptał, cicho posykiwał w niezadowoleniu, lecz nie patrzył w jego stronę, dając komfort wejścia do wody, na wypadek gdyby towarzysz nie był nawykły do wspólnych kąpieli tego typu.
Dopiero gdy Erik usiadł obok niego – a zaiste miał bardzo dużo miejsca, z którego mógł skorzystać – dopiero wtedy Anthony spojrzał ponownie w jego kierunku, uśmiechając się przepraszająco, w podobny sposób, którym odprowadzał go do pokoju, gdy szykowali się na zabiegi.
– Wybacz, nie powinienem. Zwykle... zwykle kiedy tu jestem nie mam komu poutyskiwać, na te drobne niedogodności. Lisa nienawidzi tu przyjeżdżać, ma nordyckie korzenie po kądzieli i jej cera koszmarnie znosi eksponowanie na słońce. Z resztą widziałeś sam, biedaczka cały czas musi się ukrywać za jakimiś woalami... łatwo ją pomylić ze zjawą. – mimo wszystko wygiął się za siebie i długimi palcami ujął kieliszek. Ledwie umoczył usta, od razu się skrzywił na potwierdzenie własnych słów, że wewnątrz groty wszystko będzie smakować siarką. – Proszę bardzo, zgodnie z życzeniem trafiliśmy do chrześcijańskiego piekła. Czy jesteś zadowolony? Wypoczywasz choć trochę? – trudno było wyczuć na ile pytanie jest szczere i wynika z troski o dobrostan rozmówcy, na ile jest kpiną w odniesieniu do piekielnych katuszy masażu i leczniczej kąpieli. Może po trochę oba...