• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Manchester [25.07.1972] Dom rodzinny Isaaca - Would you like some tea? Laurent i Isaac

[25.07.1972] Dom rodzinny Isaaca - Would you like some tea? Laurent i Isaac
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#11
07.04.2024, 15:54  ✶  
Na stole w jadalni Laurent również mógł zauważyć stosy gazet. Leżało tam świeże wydanie Proroka Codziennego, mugolska gazeta, oraz magazyn Czarownica. Oprócz tego świeżo przygotowana kawa w filiżance, mleko oraz cukier.
-To są stare wydania Proroka. Wypożyczyłem je z archiwum i mam zamiar przeczytać. Muszę nadrobić jedenaście lat nieobecności. Chcę wiedzieć, jaki świat kształtowała czytelnikom najważniejsza gazeta w kraju. Więc owszem, jestem fanatykiem. Zostało mi jeszcze sporo do nadrobienia, ale raczej jestem bliżej końca. - Wyjaśniał krojąc chleb i uśmiechając się kącikiem ust. Nie wiedział ile Laurentowi zajmie kąpiel, więc dopiero teraz zaczął smażyć jajka. Kuchnia była nieduża, jednak najpierw trzeba było przejść przez równie niewielką jadalnię żeby się do niej dostać.
-Twoja kawa jest na stole. - Isaac wyglądał jakby wcale nie zauważył, że Laurent spojrzał na jego dłoń. Tak jakby nigdy nie było tematu. Nadal widniały na niej tylko czarne plamy od tuszu.
- Tak więc tym głównie zajmuje się na co dzień. Jeszcze nudna praca w Ministerstwie, czasami napiszę coś do gazety, jednak nic pasjonującego. Nawet cieszę się, że wróciłem. - Mówił i teraz to Prewett mógł poczuć się przez Isaaca zaatakowany. Jego gadulstwem.
- Mam trochę innych planów, ale najpierw muszę przebić się przez Proroka. Interesuje mnie również temat Beltane, Czarnego Pana, tego jak radzi sobie z nim Ministerstwo i co sądzą ludzie. Mnóstwo rodzin jest zastraszonych, to bardzo przykre. Tak jak podczas wojen - pierwszej i drugiej. Przez kilka lat badałem wpływ nazizmu na świat czarodziejów w Europie, i ideologia czystości krwi bardzo mi się z tym kojarzy. Nie chciałbym, żebyśmy musieli przechodzić przez COŚ takiego. Ale mam wrażenie, że będzie coraz gorzej. Chciałbym spisać to wszystko co się teraz dzieje, dla przyszłych pokoleń, jednak musiałbym schować swoje obiektywne opinie głęboko do kieszeni. Sam nie wiem, czy był…- Już miał dodać szczypiorek do jajecznicy, jednak zawahał się i spojrzał na swojego gościa.-Lubisz szczypiorek? A może chcesz coś zimnego do picia? Mam mugolaską cole. To mugolaska dzielnica, więc czasami chodzę do ich sklepu. Jak coś to jest w lodówce. - Przynajmniej na chwilę zatrzymał się w swoim słowotoku.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
07.04.2024, 16:28  ✶  

- 11 lat nieobecności? - Zainteresował się. Usiadł na krześle, wyglądając tylko przez moment na piękny ogród, który ciągnął go o wiele mniej niż Matka Woda, ale nadal ciągnął. Czy naprawdę trzeba nadrabiać wszystko z gazet? Chciało się pytać dalej - więc nie masz przyjaciół, rodziny, która by ci opowiedziała, czy może: nie ufasz ludzkiej pamięci? Nie dziwił się, sam by pewnie jej nie do końca ufał, ale raczej polegałby na relacji kogoś bliskiego, a dopiero potem szukałby ewentualnie uzupełnienia wiedzy w gazetach. Przerabiać jednak gazety z 11 lat..? Nic dziwnego, że ta makulatura była WSZĘDZIE. - Fanatyzm w ostatnich czasach nie wybrzmiewa zbyt dobrze... - Sięgnął po pierwszą lepszą gazetę i spojrzał na nią. Na pierwszej stronie - skandal Loretty Lestrange, kolejny z wielu, gazeta datowana na dobrych parę miesięcy wstecz. Odsunął od siebie gazetę, bo choć Loretta była piękną kobietą - był do niej uprzedzony.

- Dziękuję. - Przysunął sobie filiżankę i chociaż mleko patrzyło na niego jak wyrok, który musiał uciszyć, to go nie dolał. Kolejna rzecz, jaką w głowie słyszał - powinieneś pić z mlekiem, lepiej działa! To znaczy - gorzej działa, ale na niego działała lepiej. Teraz jednak, na tym lekkim kacu, jakby miał wypić kawę z mlekiem to chyba zrobiłoby mu się niedobrze. - I częstowanie nieznajomych papierosami oraz zapraszanie ich na drinka. - Żeby byli łatwiejsi - ten żarcik zostawił jednak dla siebie samego. Na razie z pełnym wdziękiem się uśmiechnął, założył nogę na nogę i jak na panicza przystało złapał filiżankę, żeby powąchać aromat kawy. I słuchał. Słuchał z zainteresowaniem. Isaacowi albo brakowało osoby, która by mogła go wysłuchiwać, albo należał do tej grupy niezwykle wygadanych ludzi - tak jak Brenna chociażby. Jego miły głos sprawiał, że słuchać się chciało, o czymkolwiek chciałby tam opowiadać. A może, skoro nie było go 11 lat, to stęsknił się za towarzystwem stricte Anglików? - Lubię szczypiorek. Lubię warzywa... i owoce morza. - Dodał już bardziej od siebie, półgębkiem się uśmiechając, bo owoce morza do jajecznicy byłyby chyba co najmniej dziwne. Choć różne już cuda kulinarne widział. - C... ole..? - Powtórzył bardzo ostrożnie, w oczywisty sposób sugerując, że nie ma pojęcia, czym ta cola jest. Oprócz tego, że jest zimna, mugolska i mógłby jej spróbować. Poczuł się co najmniej zaintrygowany. - Wybacz, proszę, ale nie jestem zaznajomiony z mugolskim światem.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#13
07.04.2024, 19:07  ✶  
Isaac dodał do jajecznicy szczypiorku i przemieszał wszystko, pilnując żeby jedzenie się nie przypaliło.
-Tak, jedenaście lat. Wyjechałem od razu po Hogwarcie. Studiowałem w Irlandii, potem przeniosłem się do Polski z moim przyjacielem Edmundem i tam napisałem swoją pierwszą książkę. Było całkiem wesoło, wiesz tak bez języka. Ale Mundek bardzo mi pomagał. Pokazał mi też mugolskie używki i jakby się nad tym zastanowić, to sam nie wiem czy mu za to dziękować, czy nie.- Zaśmiał się cicho pod nosem. To był naprawdę bardzo szalony czas. Ktoś mógłby powiedzieć, że Isaac zmarnował dobre kilka miesięcy za zabawę i hulankę, jednak on nie patrzył na to w ten sposób. Żył, jak żył. Po swojemu.
-Potem zamieszkałem w Niemczech, zwiedziłem prawie całą Europę i udało mi się wydać drugą książkę. Kiedy ją pisałem, widziałem i przeżyłem okropne rzeczy. Muszę przyznać, że było mi wtedy trochę ciężko. Ale to właśnie po tym nabrałem dużego szacunku do ludzi. Nieważne, czy to mugol czy czarodziej. Później przez rok mieszkałem w Bolonii i wykładałem na tamtejszym uniwersytecie dla studentów anglojęzycznych. A potem wróciłem. I oto jestem i szykuje paniczowi śniadanie, paniczu Prewett. - Opowiedział w dużym skrócie dość pogodnym tonem. Kiedy jajka były gotowe, rozdzielił je na dwa talerze. Otworzył lodówkę i wyciągnął z niej pomidory, ogórki i dwie szklane butelki coli.
-Mam warzywa, zaraz je pokroje. Nie mam owoców morza. - Odłożył wszystko na blat i machnął różdżką. Pomidory i ogórki zaczęły lewitować i znalazły się pod kranem z zimna wodą. Ostry nóż już czekał, żeby wszystko obrać i pokroić.
Isaac w tym czasie otworzył butelki z colą i podszedł do Laurenta żeby podać mu napój.
-Skoro pierwszy raz pijesz ten mugolski napój, to wypijmy za nasze pierwsze razy. Coś ich dużo razem przeżywamy w ciągu ostatnich kilku godzin. - Uśmiechnął się nieco zadziornie, patrząc chłopakowi prosto w oczy.
Miał do Laurenta sporo pytań, więc miał nadzieję, że nie ucieknie mu zaraz po śniadaniu, a zimna cola pomoże na kaca. Ktoś tu zostanie zagadany na śmierć!
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
07.04.2024, 19:22  ✶  

Wiedział, jak to jest bez języka w obcym kraju, ale nie wiedział, jak to jest bez języka i bez wynajętej osoby, która będzie ci tłumaczem. W porządku, nie zawsze z tłumaczem podróżował... ale w większości. Coś nieprzyjemnie ścisnęło go w brzuchu i nie był to kac - to wspomnienie. Wspomnienie osoby, która była bardzo biegła we francuskim, z którą wypłynął na wycieczkę, a która potem... wypłynęła z jego życia. Prawdziwy marynarz. Zamiast się na tym skupiać to skinął głową twierdząco, żeby jego rozmówca nie miał wątpliwości, że rozumie i że go słucha.

- Pozostaje mi pogratulować, że miałeś w sobie wystarczająco opanowania... albo tak dobrego przyjaciela, że cię z tego problemu wyciągnął. - Narkotyki niszczą ludzi, ale tworzą legendy - przynajmniej romantycznie tak się chciało to ujmować. Laurent się z tym zgadzał w bardzo rzadkich przypadkach. Tak, tworzyły legendy, opowieści. Bardzo smutne i przygnębiające. Nie wiedział, kto chciałby takich słuchać, ale napatrzył się wystarczająco. I wystarczająco też przeżył w tym temacie, samemu tonąc na zbyt długo w uzależnieniu. - Miałem okazję być w Polsce. - Zagaił tak przy okazji tematu. - Znajduje się tam jedna z najlepszych stajni koni arabskich. Szukałem prezentu dla ojca. - Wymarzonego rumaka, którego nadal nie znalazł. Był pewien, że Edward chętnie by dodał takiego do swojej kolekcji wierzchowców, nawet jeśli Laurent za bardzo kochał zwierzęta, żeby myśleć o nich w takich kategoriach. Nadal - wiedział, że sprawi mu to niezwykłą przyjemność. Szukał tak parę lat. Teraz szukać nie miał czasu i trochę stracił zapał.

- Bardzo... imponujący życiorys. - Jak na to, na ile lat wyglądał. Bo Bagshot wydawał się całkiem młody, ale sam mówił... 11 lat? Więc ile musiał mieć lat, gdy wyjechał? Biorąc pod uwagę specyfikę opowieści mógł być jeszcze nastolatkiem, który dopiero skończył Hogwart. Wtedy, młodym, największe przygody (a nawet i głupoty) siedziały w głowie. Podróż ewidentnie się mężczyźnie przysłużyła - wyglądał jak ktoś bardzo zadowolony ze swojego życiorysu. Z tego, że podjął takie wyzwanie i zarabiał sobie znanymi sposobami. Może pisał, może robił inne rzeczy? Jego ręce nie wydawały się rękoma osoby, która trudziła się fizyczną pracą, ale może to tylko takie wrażenie. - Mój lucky strike. - Uśmiechnął się z rozbawieniem na podanie hasła, którym lubili się posługiwać amerykanie. Czuł się szczęściarzem, że taki przystojniak robił mu śniadanie. Ktoś by się nie poczuł? - O nie, nie... nie ma potrzeby... - Wystartował z zakłopotaniem, nawet odruchowo wyciągnął dłoń, kiedy ten zaczął o tych warzywach... ale było już za późno. Co za czaruś... Aż niedowierzał, ale to było niezwykle sympatyczne doznanie. Ktoś taki jest kawalerem? Ciężko było mu w to uwierzyć.

- Nawet więcej, niż pan podejrzewa. - Odpowiedział na spojrzenie z chochlikami tańczącymi w oczach. Bo pewnie nie podejrzewał, że zaliczył syrenę. Zanotował jednak, że... to nie była kwestia jego niedoświadczenia. To naprawdę była kwestia niedoświadczenia z mężczyznami. Intrygujący przypadek. Spojrzał na ten tajemniczy napój, wzniósł go w toaście i podniósł do ust... pachniał dość neutralnie? Słodko? Miał bąbelki? Spoglądał na to ciekawie i niepewnie jednocześnie. I w końcu się napił. Ostrożnie i delikatnie. - Ależ to słodkie... - Nie był fanem słodkości i słodyczy, a ten napój był cholernie słodki. - I te... to... ale dziwne... - Zaintrygowany napił się jeszcze trochę. Nie potrafił tego porównać do żadnego smaku, jakiego próbował w życiu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#15
08.04.2024, 23:36  ✶  
Isaac miał wrażenie, że nastrój Laurenta zdecydowanie się poprawił. Nie był już taki spięty, a mimika zdradzała, że większość czarnych myśli gdzieś uleciała. O wiele przyjemniej się na niego patrzyło, kiedy nie był taki zatroskany i podejrzliwy.
-O wiele więcej pierwszych razy? No to mnie teraz zaintrygowałeś. Jest coś o czym nie wiem? Ha, na pewno jest!- Obserwował reakcję chłopaka na napój i zaśmiał się pod nosem.- Uważaj na bąbelki… i, jeśli chodzi o mojego przyjaciela, to tak właściwie to on mi pokazał uroki narkotykowego życia. -Uśmiechnął się szerzej na samą myśl o tym, co obaj z Mundkiem przeżyli. Napił się swojej coli.- Poszedłem po rozum do głowy, kiedy wydawca mojej pierwszej książki zagroził mi karą finansową, ponieważ spóźniałem się z terminem. Czasami bywam lekkomyślny. - Wyciągnął w stronę Laurenta poplamioną od tuszu dłoń i zawinął sobie kosmyk jego włosów wokół palca. Obserwował jak jasne włosy błyszczały w świetle słońca wpadającego przez okno do jadalni. Zamyślił się na chwilę.
-Nie wiem czy taki imponujący życiorys. Na pewno dużo się działo. Dużo pisałem, ale też zmarnował mnóstwo czasu, jednak ani trochę tego nie żałuję. Mimo wszystko dobrze się bawiłem. Może mogłem w tym czasie robić coś bardziej pożytecznego, ale skoro tego nie zrobiłem i wybrałem hulanki, to nie mam zamiaru się przez to katować. - Wyjaśnił. Miał bardzo proste podejście do życia. Jeśli czuł, że chciał pracować, to pracował. Jeśli chciał się “zgubić w czasie i przestrzeni” tonąc w alkoholu i narkotykach, to tak właśnie żył. Odkąd opuścił Hogwart, to robił tylko to, na co miał ochotę. Miał jednak zawsze na tyle samozaparcia, żeby w pewnym momencie powiedzieć sobie dość, i wrócić na spokojniejsze tory. Ostatnie dwa miesiące były dla niego zdecydowanie bardzo poukładane. Tylko jak długo tak wytrzyma? Nawet on tego nie wiedział.
- Może zostałbyś jeszcze po śniadaniu i opowiedział mi o sobie nieco więcej? Mam do ciebie bardzo dużo pytań, Laurent. - Zaproponował lekkim tonem.- Jestem bardzo ciekawy co sądzisz o Polsce, ale nie tylko tego.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
09.04.2024, 10:06  ✶  

Poprawił się. Uspokoił. Ruchy Isaaca, jego paplanina (albo opowieści), widok ogrodu za oknem i zbudzony dzień środkiem lata. Spojrzenie na zegarek, które zdradzało upływające godziny, ale chociaż poczucie obowiązku wzywało to wiedział też, że nie gnało do przodu. Nie było pośpiechu. Co najwyżej będzie musiał stawić się przed Florence, żeby wyjaśnić, dlaczego nie wrócił na noc, żeby się nie denerwowała i nie stawiała całego sztabu aurorów do pionu. Była do tego zdolna, aż za bardzo. Nieprzyjemna myśl gdzieś ciągle bzyczała w zakamarku głowy, ale nie miała teraz dostępu do salonów myśli, które zajmował bardzo skutecznie sam gospodarz.

Na to zagadnienie o to, czy jest więcej rzeczy nie odpowiedział od razu. Przez moment milczał, spoglądając na niego przenikliwie. Analizując. Zastanawiając się, na co tym razem postawić swój zakład, którą stronę obrać. Odezwał się dopiero, kiedy wybrał swój cel. I był pewien, że zwyczajowo trafi.

- Historyk, który ma obsesję na punkcie zbierania faktów, który spędził 11 lat poza krajem, żeby badać, poznawać, szukać odpowiedzi i rozumieć zadaje pytanie: "czy jest coś o czym jeszcze nie wiem". Gdybym miał coś do ukrycia to stworzyłbym bardzo niebezpieczną sytuację. - To nie było pytanie, to było z jego strony stwierdzenie. A to dlatego, że... - Zostawiłbym cię z tym pytaniem. Podsycił je. Skradłoby ci myśli. Musiałbyś znaleźć te odpowiedzi i zacząłbyś szukać. Odpowiedzi rodziłyby kolejne pytania i chciałbyś wiedzieć więcej. - Taką tezę miał. Na taki typ człowiek wyglądał mu Isaac po wszystkich tych słowach, jakie tutaj padły. Postawił tutaj znów pauzę, żeby obserwować reakcję Isaaca, albo dać mu potwierdzić bądź zaprzeczyć jego założeniom. - Dlatego odpowiem od razu, bo ta zbudowana ciekawość mi wystarczy. Co takiego ukrywa Laurent Prewett. - Był pewien, że takie pytanie zagości w jego głowie, dlatego był na tyle pewny siebie, żeby wypowiedzieć je na głos. - W moich żyłach płynie krew selkie, drogi Isaacu. - Wziął kolejny łyk tego śmiesznego napoju, jakim jest cola, ale nieco go odsunął. - Nie jestem zwolennikiem słodkości, choć... polecam Norę Nory, jeśli za łakociami przepadasz. Wspaniała kobieta ze wspaniałymi wypiekami. - Za którymi nawet on przepadał. - Ach tak. Lepiej późno niż wcale. - Więc dobrze, że miał motywację, żeby od tych wyniszczających substancji się oderwać. Spojrzał na tę wyciągniętą dłoń, która znów odszukała jego włosów - nie przeszkadzał mu. Lubił dotyk. Lubił bliskość. Lubił drobne, czułe gesty, więc w odpowiedzi tylko się czule uśmiechnął. Rozchylił tylko usta na moment, bo chciał powiedzieć zazdroszczę, ale zamiast odpowiedzi przyłożył do ust kubek z kawą. Też wychodził z punktu filozofii, że przecież nie miało sensu żałowanie etapu życia, który się... przebalowało, ale jednocześnie nie potrafił inaczej o tym myśleć jak o czasie straconym. Koszmarze, który ział czernią w życiorysie.

- Z przyjemnością. Mam jeszcze chwilę czasu. - Nie to, żeby mógł zostać do popołudnia... ale mógł wyrwać kilka godzin poranka dla tego człowieka. - Moje wrażenie o Polsce cię nie zachwyci. Byłem tylko we wspomnianej stadninie. Język jest niezwykle dziwny i wrażenie chaosu było przytłaczające. - Nie bardzo potrafił się odnaleźć. - Ten zakątek, który widziałem, Podlasie, było niezwykle piękne. Próbowali mnie tam chyba naciągnąć na pieniądze z jakąś ubzduraną wygraną... - Pokręcił lekko głową z politowania.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#17
10.04.2024, 19:03  ✶  
Isaac obserwował Laurenta i słuchał jego słów z lekkim rozbawieniem. Wspaniale się bawił! Chłopak był inteligentny i miał bystry umysł, łapiąc w lot każdy żart, oraz każdą dwuznaczność które wychodziły z jego ust.
-Zdecydowanie masz rację. I wspaniale mnie podsumowałeś. Myślałam, że to ja jestem dobry w odczytywaniu ludzi, jednak widzę, że również masz w tym wprawę. Wiesz jak podsycić moja ciekawość. - Puścił blond kosmyk i dotknął kciukiem dwa czerwone ślady, które zostawił wczoraj na jego szyi. Słysząc, że płynie w nim krew selkie, spojrzał na niego wyraźnie zaskoczony.
-O? Naprawdę? Ha, czułem, że jest w Tobie coś bardziej magicznego, ale nie wpadłbym na to od razu. Gdybyś był kobietą, to pomyślałbym że jesteś spokrewniony z willa. I znowu masz rację, że myślałbym o tym intensywnie, więc oszczędziłeś mi trochę czasu.- Stwierdził z zadowoleniem.  Zabrał dłoń żeby w końcu wrócić się do kuchni i poczęstować swojego gościa śniadaniem. Zatrzymał się jednak w połowie kroku i zerknął na niego. Zaśmiał się cicho pod nosem.
-Chociaż i tak będę o Tobie myślał, długo mi nie uciekniesz z głowy. Spędzanie z Tobą czasu jest bardzo odświeżające, ponieważ co chwilę zaskakujesz mnie czymś nowym. Chciałbym wiedzieć coraz to więcej. "Co jeszcze ukrywa Laurent Prewett?" To pytanie teraz siedzi mi w głowie. - Powiedział zgodnie z prawdą.-Zjemy w ogrodzie? - Zaproponował znikając w kuchni, żeby wrócić zaraz z talerzem jedzenia dla Laurenta.-To dla Ciebie. - W drugiej dłoni trzymał swoją porcję więc obaj mogli wyjść już do ogrodu. Isaac oczywiście nadawał przez cały ten czas.
- Nigdy nie byłem w Norze Nory, ale skoro polecasz to może kiedyś się tam wybiorę. Lubię świeże wypieki i po powrocie z Europy brakuje mi dobrego chleba. - Mówił, kiedy siadali na krzesłach przy niedużym kwadratowym stole ogrodowym.- Jesli chodzi o Polskę, to zgadzam się że mentalność ludzi jest tam nieco inna. Jestem jednak pewien, że gdybyś pobył tam trochę dłużej, to zmieniłbyś zdanie. I w jaki sposób chciano Cię oszukać? Znalazłeś konia dla ojca? To z jego strony masz w sobie krew selkie? - Isaac właśnie miał zamiar rozpocząć falę pytań, którymi przez najbliższe minuty będzie zalewał Laurenta. Zrobi jednak wszystko co w jego mocy, żeby chłopak nie czuł się jak na przesłuchaniu lub podczas pisania jakiegoś artykułu. Baghsot naprawdę był żywo zainteresowany swoim nowym znajomym. Gdyby tak nie było, to prawdopodobnie pożegnaliby się już w nocy. Nie miał też zamiaru wykorzystać niczego o czym dzisiaj usłyszy. Miał nadzieję, że jego rozmówca był tego świadomy.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
10.04.2024, 20:18  ✶  

Ludzie sami w sobie byli jak książki i Laurent je uwielbiał czytać. Poznawać. Nazwanie tego rozczytywaniem było ładnym ujęciem tego, że Laurent trzymał w dłoniach łuk, wybierał dwa cele z możliwych i postanawiał strzelić w ten, który wydawał mu się najbardziej prawdopodobny. Pomylił się? Trudno. Nie bał się pomyłek. Udało się? Świetnie, więc mógł wziąć kolejną strzałę i dalej mierzyć. Wystarczyło słuchać drugiej osoby, a kiedy już byłeś zaproszony do jej domu..! Hooo! Laurent założyłby się, że nie znając kogoś, a mając dostęp do jego domu, rozpisałby jego osobowość. Na pewno nie w stu procentach, na pewno byłyby pomyłki, aż tak pewny siebie nie był, jednocześnie tej pewności wystarczyło, żeby być pewnym powodzenia. Kiedy rozmawiał z Esme zostało to nazwane wiwisekcją żywych. Ludzie byli jak książki, byli jak puzzle, a w końcu byli ciałami składającymi się z wielu elementów, klocków. Ludzie tacy jak Erik Longbottom czy Louvain Lestrange byli doświadczeni w tym, żeby pokazywać światu odpowiednią dawkę tego, co przedstawić chcieli i chować swoje tajemnice tam, gdzie powinny być przeznaczone do użytku prywatnego. Widział to po Philipie najlepiej, a Erik zaprezentował mu tą mieszankę na urodzinach Nory.

- Uważaj proszę na ruchy, Isaacu. - Automatycznie lekko przechylił głowę, czując przyjemny dreszcz na skórze od dotyku mężczyzny. - Jeśli chcesz rozmawiać. - Tak pół żartem, pół na poważnie - przy tych czułych gestach za łatwo było stracić ponownie głowę. W każdym razie - czy wiedział, jak podsycić ciekawość? Bardziej błądził i właściwie to zrobił błąd, z którego chciał wybrnąć. Bo dopiero po tym, jak zdradził, że jest jeszcze jeden sekret, jak oczy Isaaca rozbłysły, to uświadomił sobie, co niebezpiecznego we własnym mniemaniu zrobił. Dalsza część była tylko śliczną zagrywką, żeby pozostać w grze, a żeby Isaac poczuł, że zyskał odpowiedź, która nie wymagała jego personalnego drążenia. Tacy ludzie byli niebezpieczni. Bardzo niebezpieczni. Mogli dokopać się do rzeczy, które powinny być pogrzebane i martwe.

- Pochlebiasz mi. - Uśmiechnął się wdzięcznie na te komplementy o magiczności i o tym, że pomyślałby o nim jak o willi. Te kobiety zazwyczaj źle się kojarzyły. Gorzej niż syreny. Jeszcze bardziej uwodzicielsko, jako mącące w umysłach... a z drugiej strony przedstawiały się jak mokre sny każdego mężczyzny szukającego swojego ideału z bajki. - Dziękuję. - Podniósł się i razem ze swoim śniadaniem i kawą wyszedł na ogród, rozglądając się po budzącej się do życia okolicy. Ciepłej i przyjemnej, szczególnie po wczorajszym deszczu. - Zawiodę cię jednak, bo chociaż niezwykle mi miło, że przynoszę ci odświeżenie, to obawiam się, że nie na długo. Nie mam za bardzo czym zaskakiwać. Chyba wyrzuciłem już wszystkie karty z rękawa. - Komplementy trzeba potrafić przyjmować, ale czasem lepiej je nieco obniżyć, szczególnie kiedy pojawiał się ten element ciekawości.

- Zgodzę się, pieczywo w Polsce było naprawdę dobre. - Skinął głową z zastanowieniem i lekkim zaskoczeniem, że akurat pieczywo przywołał... ale zaskoczony był dlatego, że się zgadzał. Rękę do drożdży ten naród miał, nie tylko do koni. Najwyraźniej do wszystkiego, co potrzebowało silniejszej ręki... Może powinienem tam wrócić poszukać sobie kochanka. Uśmiechnął się leciutko pod nosem, zajmując miejsce przy stoliku, żeby zacząć jeść. Nawet z apetytem. Po prostu było to magiczne, że jak ktoś ci robił tak OD SERCA to wszystko smakowało świetnie. - Jakimś dziwnym losem loteryjnym. - Lekko poruszył w powietrzu dłonią dając znać, że to nie jest ciekawa opowieść. - Bardzo dużo pytań z różnych kategorii. - Łączących się ze sobą w ciągu, ale jednocześnie z innych parafii. - Nie, nie znalazłem dla ojca konia, a teraz nie mam czasu go szukać. - W końcu się ten czas znajdzie, miał taką nadzieje. Mógł go nawet wyrwać ze swojego życiorysu i go znaleźć, ale nie chciał. - ... i nie. Edward Prewett nie jest selkie. Jego kochanka nią była. - Na ostatnie pytanie odpowiedział z lekkim zawahaniem, bo chociaż to nie była żadna wielka tajemnica, to też nie był jego ulubiony temat. - Isaacu. - Położył widelec po kilku kęsach, żeby ująć w dłoń filiżnakę z kawą i unieść wzrok na rozmówcę. - Sądzisz, że człowiek powinien być rozliczany po nazwisku, jakie nosi?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#19
15.04.2024, 20:43  ✶  
Isaac jadł niespiesznie i słuchał słów Laurenta. Nie do końca zrozumiał o co chodziło z loterią, jednak postanowił nie dopytywać skoro chłopak zasugerował, że to nieważne. Nie był jednak zdziwiony, że próbowano oszukać obcokrajowca. W Polsce się nie przelewało, a kolejna szansa na zysk, szybko mogła się nie pojawić.
-Już wystarczająco mnie zaskoczyłeś, nie potrzeba mi więcej. - Zapewnił lekkim tonem, mając nadzieję, że Laurent uwierzy iż w jego oczach nadal jest interesującą osobą. I zdecydowanie nią był. Baghsot miał nadzieję, że pozostaną w kontakcie. W jego mniemaniu, Laurent był wyjątkowy.
Kiedy więc zadał swoje pytanie, zmarszczył lekko brwi i spojrzał na niego.
-Nie, nie uważam tak. Ludzie nie powinni być rozliczani przez swoje pochodzenie, nazwisko czy oceniani przez błędy popełnione przez rodziców lub bliskich. Jest to bardzo powierzchowny i często niedokładny sposób oceny czyjegoś charakteru, umiejętności lub wartości.- Westchnął i wstał z krzesła. Wyciągnął paczkę papierosów i usiadł na kamiennym skalniaku. Nie chciał, żeby dym leciał w stronę jego gościa. Zapalił.- Zakładanie cech lub zachowań na podstawie nazwiska, utrwala stereotypy i uprzedzenia. Prowadzi to do niesprawiedliwego traktowania osób, które nie wpisują się w ramy przyjętych wyobrażeń. Nie każdy Bagshot musi być historykiem i pisać książki czy tworzyć mapy. - Mówił, uważnie przyglądając się Laurentowi.- Moja matka jest niezbyt miłą osobą, więc większość rodziny ze strony mojego ojca nie utrzymuje z nami kontaktów. Czym ja tutaj zawiniłem, mając taką matkę? Myślę, że to niesprawiedliwe. Dlatego jestem rozgoryczony przez to, co dzieje się u nas. Czarodzieje, mugole, mugolaki, szlamy, czystokrwiści i tak dalej... - Zaciągnął się papierosem, nie spuszczając z niego wzroku.-... wiesz, koniec końców, wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi. Dlatego uważam, że jesteś dzielny. Ten wywiad w Proroku Codziennym... - Strzepnął wypalony tytoń z papierosa.- Nie wiem ile w nim było prawdy, ponieważ mój kuzyn pożałował opublikowano waszej rozmowy w gazecie, ale chciałbym wierzyć, że są jeszcze na świecie ludzie którzy nie boją się iść pod prąd i są na tyle odważni, żeby trzymać się swoich wartości. Zadałeś mi to pytanie, ponieważ wstydzisz się bycia synem kochanki, czy z zupełnie innego powodu? - Zapytał, kończąc swój wykład.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
16.04.2024, 15:40  ✶  

Opowiadanie historii komuś, kto był nimi zainteresowany, nie było obowiązkiem - było przyjemnością. Były jednak takie historie, które po prostu źle się opowiadało. Były dziwne, trochę nieprzyjemne, nie było w nich w dodatku niczego ciekawego - były jak ten papierek, którego wyrzucasz z rąk na chodnik i potem przechodzą po nim dziesiątki butów. Nic, co by cię wciągało, nic, co by mogło poruszyć czy rozbawić. Plama pod nogami. Taką opowieścią była opowieść o tym dziwnym losie, do którego odebrania namawiał go znajomy, a potem... aach. Laurent wolał uważać będąc za granicą, bo właśnie - nie brakowało naciągaczy, którzy chętnie żerowaliby na braku wiedzy o tutejszych zwyczajach.

Uwielbiał, kiedy ktoś robił mu śniadania - i nie był to skrzat. Miał do tego ogromną słabość i przekonanie, że takich kochanków mógłby częściej w swoim życiu witać tylko dlatego, jak bardzo za tym przepadał. Za brakiem konieczności budzenia się rano samemu i tym, że ktoś ci zrobi kawę i uśmiechnie do ciebie. Powie proste "dzień dobry". Jego dom nie był tak duży jak rezydencja Prewettów, zimna, ogromna i przepastna, ale nadal miał ten sam efekt. Był pusty. Teraz ciężko było o pustce i spokoju poranka mówić. Isaac podjął temat, o który go zagaił z o wiele większym zaangażowaniem niż by go o to podejrzewał. Nawet nie potrafił strzelić, czy powiedziałby "tak", albo właśnie zaprzeczył, ale pewien był jednego - jego odpowiedź byłaby pełna przekonania. W tym się nie pomylił - źle jedynie ocenił skalę. Bagshot zaczynał się jawić wielkim marzycielem, który miał serce po właściwej stronie. Może nawet aż za bardzo po właściwej. Aż przeszła przez twoją głowę myśl, że powinieneś się od takich jak on trzymać z daleka, żeby znowu nie zostało to przypłacone dramatami.

Bycie obserwowanym mu zupełnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Bardzo lubił, kiedy ludzie na niego spoglądali i śledzili jego ruchy. Nawet jeśli właśnie z przyjemnością jadł śniadanie i sam chwilowo skupiał spojrzenie na nim a nie na samym Isaacu. Słuchał jednak z uwagą. Trochę automatycznie przytaknął głową, kiedy powiedział, że przecież koniec końców wszyscy jesteśmy ludźmi. Tak, zgadzał się ze wszystkim, co ten młody mężczyzna powiedział. Albo nie taki młody? Matka Natura z pewnością podzieliła się z nim wspaniałą, ponadczasową urodą. Aż chciało się trzymać jego twarzyczkę w dłoniach i cieszyć oczy jego dołeczkami w policzkach. Zanim jednak jednak dobrze posklejał to, co mógłby odpowiedzieć, padło pytanie, które sprawiło, że widelec wyślizgnął mu się z palców i uderzył o talerz, a on sam otworzył szerzej oczy ze zdziwienia i spojrzał szybko na Isaaca. To nic. Nie było niczego złego w tym pytaniu, to tylko myśl o Aydayi Prewett sprowadzała fałszywe odruchy do jego codzienności. Parę sekund później już zdziwienie spłynęło z jego twarzy jakby nigdy go tam nie było.

- Nie... nie dlatego. - Powiedzenie, że się tego nie wstydzi byłoby kłamstwem. Rzesza nieprzyjemności, która go w życiu spotkała z powodu bycia zwykłą wpadką przygarniętą pod ojcowskie skrzydła była... za duża. I nie ważne, jak mocno się prostował i wypinał pierś - nie mógł tego bronić. - Pytam, ponieważ zgadzam się z panem. A jednak siedzę tutaj i analizuję, czy pożałuję spotkania kolejnego Bagshota na mojej drodze i czy moje zauroczenie w pańskim uśmiechu nie przyniesie mi czegoś złego. - Złapał z powrotem widelec. - Jestem gotów przynieść konsekwencje, jakie stoją za wystawianiem się na cel Śmierciożerców. Tak jak pana słowa tak i to, co zostało napisane w Proroku jest zgodne z tym, co myślę. Natomiast pański kuzyn wybrał złą osobę do pogrywania sobie. - Nawet kiedy o tym myślał to łapała go chłodna złość. Pobielały mu palce od mocniejszego zaciśnięcia na widelcu. Zaraz ten uścisk rozluźnił. - Zaufanie to prawdziwie bezcenna waluta dzisiejszych czasów, kiedy każdy może być po stronie tych terrorystów, nieprawdaż?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Isaac Bagshot (4390), Laurent Prewett (7988)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa