• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[1 lipca 1972] Tell me more | Robert & Stanley

[1 lipca 1972] Tell me more | Robert & Stanley
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
17.03.2024, 20:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

1 lipca 1972, ranek
Robert & Stanley


Nie zdołał przespać ostatniej nocy. Przez kilka godzin wpatrywał się w sufit. Kilka kolejnych poświęcił na lekturę książki. Sporo kręcił się ponadto po mieszkaniu. Udało mu się przestraszyć domową skrzatkę, Selar. Około 4 rano, uznał że skoro snu już raczej nie doświadczy, to równie dobrze może znaleźć dla siebie jakieś zajęcie. Swoje kroki skierował do pracowni, gdzie dokończył prace nad najnowszą partią świec. Zajęło mu to trochę ponad dwie godziny. Efekty były dość zadowalające. Obiecujące. Wszystko starannie zapakował. Zamierzał dostarczyć do sklepu.

Wizyta na Nokturnie o tak wczesnej godzinie nie wiązała się z najprzyjemniejszymi wspomnieniami. O pewnych sprawach starał się jednak nie myśleć. Całą swoją uwagę skoncentrował na tym, co go tutaj sprowadziło. Na zajęciu się sklepem. Na starannym ułożeniu na półkach tych kilkudziesięciu nowych świec. Równiutko. Od linijeczki. Dbając o to, żeby odpowiednio się prezentowały. Dopiero kiedy z tym skończył udał się na tyły. Prosto do niewielkiego gabinetu. Zamierzał zapalić. Może się przy okazji też czegoś napić? Zamiast tego natrafił na pozostawioną na biurko notkę. Krótką, za to treściwą wiadomość.

Doprowadziło to do zmiany wcześniejszych planów.

Pewne informacje po prostu posiadał. O innych ludziach. O członkach organizacji. Stanley, jako ktoś kto w pewnym momencie znalazł się na orbicie jego zainteresowań, prześwietlony został dość dokładnie. Dlatego też dotarcie pod właściwy adres nie stanowiło problemu. Większego? Żadnego. Na Horyzontalną dostał się przy pomocy teleportacji, kolejne metry, pokonał zaś pieszo. Korzystając z całkiem przyjemnej pogody. O tak wczesnej porze było ciepło, ale nie gorąco. Prawdziwie komfortowo.

Kolejne minuty upłynęły, nim wreszcie zjawił się u celu. Szedł niezbyt szybko. Tempem powiedzieć można, iż prawdziwie spacerowym. Dając sobie czas na przemyślenie pewnych kwestii. Ich przeanalizowanie. Zatrzymując się przed właściwymi drzwiami, głośno zapukał. Niezapowiedziany, być może nieoczekiwany przez Stanleya, czekał aż ten otworzy drzwi. I poświęci mu co najmniej tych kilkanaście minut, które potrzebne były na złożenie wyjaśnień. Na wytłumaczenie się. Co konkretnie poszło nie tak? Jak bardzo to wszystko pierdolnęło? Jak duże Borgin mógł mieć problemy?

Że też musiało do tego dojść...

Kiedy drzwi stanęły przed nim otworem, nie tracił czasu. Po prostu wszedł do środka. Bez dzień dobry. Bez pytania o to, jak Stanley się trzymał. Tylko czy ktokolwiek czegoś takiego mógł oczekiwać od Roberta Mulcibera? Chyba jedynie skończony idiota.

- Pierw przygotuj herbatę, później mi wszystko wyjaśnisz. - padło z jego strony, kiedy z pewną ciekawością rozglądał się po wnętrzu. Zupełnie obcym, bo przecież nigdy dotąd nie miał okazji się tu znaleźć. Nie miał też takiej potrzeby. Nie bez przyczyny z ludźmi spotykał się przede wszystkim we własnym domu lub sklepie. W swojej piaskownicy. Dzięki temu czuł się bardziej komfortowo. Czuł, że nad wszystkim panuje. Teraz jednak tego rodzaju poczucie potrzebne było najpewniej komuś innemu.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#2
18.03.2024, 21:53  ✶  

Spotkanie z Richardem, trochę go uspokoiło. Pozwoliło pozbierać myśli i powoli to sobie poukładać. Stanley nadal był w szoku. W końcu myślał, że sprawa wyglądała idealnie - nikt go nie widział, nikt o niczym nie wiedział. Dwa miesiące spokoju, a teraz co? Ktoś nagle urósł w piórka i postanowił sobie pogadać? O nie, nie będą mogli tak tego zostawić, chociaż czas na to, przyjdzie kiedy indziej.

Informacja, którą zostawił dla swojego ojca był prosta i klarowna. Znaleźli się w tragicznym położeniu - nie wszyscy, wszak głównie Borgin, ale jako jeden z zamieszanych w ostatnie sprawy, miał teraz pod górkę. Wszelkie tematy, które mógłby załatwiać u znajomych i przyjaciół z Ministerstwa, odchodziły na dalszy plan. Trzeba było postawić sprawę jasno - Stanley został persona non grata w tejże placówce i zdawał sobie z tego sprawę.

Kiedy usłyszał pukanie, wziął różdżkę w swoją dłoń. Żywcem mnie nie weźmiecie Jego myśli krążyły gdzieś po najgorszych torach, a każde odwiedziny, mogły być dla niego tymi ostatnimi. Jak to się mawia - przezorny zawsze ubezpieczony. Gdyby okazało się, że to są rzeczywiście brygadziści w obstawie Aurorów, chciał spróbować się chociaż obronić. Avadą mógłby w końcu położyć z jedną osobę, co już by go satysfakcjonowało. Jeden za jednego, to uczciwa wymiana.

Czego mógł się spodziewać po Robercie? Tego, że wejdzie jak do siebie i nawet się nie przywita. Punkt pierwszy spotkania, mogli uznać za spełniony - został on odhaczony na liście.

Mulciber wparadował do środka, a Borgin po prostu zamknął drzwi za nimi. Zaryglował, a po chwili podążył śladami swojego ojca. Może gdyby spotkali się tutaj w innych sprawach, mógłby mu poopowiadać jak to żył sobie tutaj w najlepsze z Anne, a tak? Musiał zrobić herbaty.

Nie miał z tym najmniejszego problemu. Udał się czym prędzej do kuchni i nagotował wody. Trwało to dosłownie chwilę - kilka minut. Robert miał wystarczająco czasu, aby się porozglądać po mieszkaniu.

Nie było tutaj nic wielce się wyróżniającego. Kilka szafek, wypełnionych po brzegi książkami przy ścianie. Nieopodal stała komoda nad którą wisiał magiczny obraz, który zmieniał się wygląd w zależności od tego, jak się na niego spojrzało - z lewej można było zauważyć Hogwart, na środku różną roślinność, a po prawej szpital świętego Munga. Po za powyższym był też stolik z kilkoma krzesłami, jakaś kanapa, dwa fotele i wielka szafa. Ogólnie panował względny porządek, chociaż nie perfekcyjny, tak jak to bywało kiedyś.

- Słodzisz? - zapytał, wyłaniając się z kuchni, posiadając na tacy dwa kubki z herbatą. Przygotował również cukierniczkę i kilka plastrów cytryny, aby ojciec mógł sobie doprawić ją według uznania - Od czego by tu zacząć... - rzucił, zajmując miejsce przy stole. Nie omieszkał wyjąć paczki papierosów oraz najprawdziwszej popielniczki. Poczęstował sam siebie, a następnie położył ją frontem w kierunku Roberta.

- Jak widzisz... Sprawy się trochę skomplikowały - westchnął. Nie powiedział też nic odkrywczego, wszak było widać, że nie jest kolorowo - Były dwa miesiące spokoju. Nikt o niczym nie mówił. Temat zamilkł i co? Ktoś nagle zmężniał i zaczął sypać. Niczego wielkiego jej nie powiedziałem - zaciągnął się - Zbywałem ją tyle ile mogłem. Opowiadałem na około. Do niczego się nie przyznałem - rzekł - I nikogo nie wydałem - zapewnił.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
21.03.2024, 02:12  ✶  

Kilka minut mogło pozwolić człowiekowi na wiele. Wystarczało, żeby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Pozwalało zwrócić uwagę na różne szczegóły. Następnie zaś odnotować je sobie w pamięci. Umożliwiało też podejście do jednego z regałów z książkami i zapoznanie się z tytułami zgromadzonymi przez Borgina, a wcześniej - być może - jego matkę. Choć to właśnie przed jednym z regałów zatrzymał się Robert, swoimi myślami przez cały czas błądził w zupełnie innej okolicy. Tej okolicy, która wiązała się z Ministerstwem Magii. A także osobą Harper Moody, będącej obecnie jego najbardziej ulubioną pracownicą tejże instytucji.

Zanim Stanley do niego wrócił, z herbatą, zdążył przestawić ze dwie, może trzy książki. Zupełnie nieświadomie. Działając na trochę takim jakby autopilocie. Pomogło mu to uporządkować to, co krążyło mu po głowie. Pomogło się uspokoić, choć przecież na niespokojnego nie wyglądał. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Na to, że w rzeczywistości nie był do końca opanowany, wskazywać mogła jedynie wczesna pora, o której zdecydował się odwiedzić syna.

- Jedna kostka nie zaszkodzi. - odpowiedział, zapytany o to czy słodzi. Starał się ograniczać, ale nie rezygnował z cukru całkowicie. Następnie cofnął ręce, które wyciągnięte były już w kierunku kolejnej książki. Nieśpiesznie odwrócił się w kierunku Borgina. Skierował w jego stronę. W stronę, gdzie znajdywał się stół, krzesła, a także paczka papierosów oraz popielniczka. Zajął jedno z wolnych miejsc. Pozwolił mu mówić. Na razie nie częstował się niczym więcej niż herbatą. W końcu sam o nią poprosił.

- Rozumiem. - wreszcie padło z jego strony, choć tak naprawdę niekoniecznie pasowało do sytuacji. Bo prawda była taka, że rozumiał niewiele. Niewiele mówiły też słowa Stanleya. Pozbawione konkretów. Zbyt ogólnikowe. - Wiesz kto zaczął sypać? Ile na ten moment wiedzą w Ministerstwie? I przede wszystkim, jak wygląda Twoja sytuacja?

O to jak się z tym wszystkim czuje, Robert Stanleya nie zapytał. Może dlatego, że empatii było w nim za grosz. Albo z tego względu, że po chłopaku było aż nadto wyraźnie widać, że wciąż był tym wszystkim niejako roztrzęsiony? Niby się trzymał, ale nie było dobrze. Musiał obawiać się konsekwencji. Obawiać się o samego siebie? Choć Robert tego nie skomentował, jego uwadze nie umknęła bynajmniej różdżka, którą syn trzymał w dłoni, gdy otwierał drzwi. Kiedy wpuścił go do mieszkania. To też mówiło sporo. Spodziewał się kogoś innego? Dopuszczał opcje, że ktoś inny zjawi się w tym mieszkaniu? Wdepnął aż tak głęboko w bagno? O to zamierzał dopytać.

Na razie jednak nie dorzucał kolejnych pytań. Nie zalewał syna potokiem słów. Po prostu czekał na wyjaśnienia. Na rozwinięcie tego, co padło. Tego co wcześniej pojawiło się w liście. Wyciągnął dłonie w kierunku kubka z herbatą. Ciepłego za sprawą dopiero co przygotowanego napoju. Uniósł ku górze, do ust. Upił łyka, dwa. Może trzy? Miał przy tym wszystkim dużo cierpliwości. Zaskakująco wiele, kiedy połączyć ją z nieprzespaną nocą. Na szczęście tylko jedną, a nie kilkoma z rzędu. 

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
24.03.2024, 19:32  ✶  

Książki w kategorycznej większości były pozostałością po Anne. Nie były to jednak tytuły tylko o zielarstwie czy eliksirach. Znalazłoby się pewnie kilka innych tomików, które nie miały niczego wspólnego z nauką czy rozwojem osobistym. Tych należących do Stanleya było maksymalnie kilka - głównie nadal z Hogwartu.

Nie zwrócił uwagi na porządki Roberta, ponieważ Borgin postępował z zaleceniem ojca. Miała być kostka? Była kostka. Cytryny nie dodał, wszak nie padło takie zalecenie.

- Nie mam pojęcia. Nie mogę nawet wysnuć jednych, podstawowych oskarżeń w kierunku kogokolwiek. Mało kto wtedy był już w pracy, a byłem święcie przekonany, że w najbliższej okolicy, nie ma już nikogo - pociągnął mały łyk ze swojego kubka, a następnie chciał chwycić na ciastko. Zatrzymał się jednak w połowie tej akcji, ponieważ zdał sobie sprawę - nie przyniósł ciastek. W takim razie będzie tylko herbata.

- Jeżeli miałbym strzelać to wiedzą niewiele. Przez dwa miesiące nie było żadnej wzmianki o tym. No chyba, że wszyscy mądrzy, którzy do tej pory siedzieli cicho i nagle zaczęli gadać, to mogą wiedzieć bardzo dużo - przeniósł wzrok na ojca - Ale jednak trzymałbym się wersji pierwszej. Wiedzą bardzo mało. Dopiero zaczynają węszyć i próbować łączyć kropki - dokończył myśl, rozglądając się wokół. Gdzie położyłem różdżkę? To była istotna informacja, gdyby miało się coś stać. A. Tutaj Pokiwał głową na zgodę do samego siebie. Różdżka leżała na komodzie, do której miał z dwa kroki od miejsca gdzie siedział. Niby daleko, ale jednak wystarczająco blisko.

- Wynoszę się stąd. Nie mogę tutaj zostać dalej. Każda minuta, godzina czy dzień, sprawia, że mogą tu wpaść w każdej chwili. Jeżeli nawet nie po mnie, to na przeszukanie. Na cokolwiek. Powód sobie znajdą zawsze - uderzył palcami w blat - Przenoszę się do Głębiny. Na razie tam będę przebywać. Względnie bezpiecznie, a i Sauriel tam często przesiaduje. To tylko sprawia, że czuje się tam jeszcze pewniej, niż gdziekolwiek na Horyzontalnej czy Pokątnej - przyznał - A to mieszkanie będzie sobie na razie stało - dodał. W teorii nie miało sobie po prostu stać, wszak chciał je na razie oddać Persephonie, która poszukiwała miejsca do zamieszkania wraz ze swoją córką. Stanleyowi to było na rękę - dodając do tego fakt, że mógł pomóc krewnemu, było po prostu idealnie.

- A jeżeli dopadnę tę kurwę co się wygadała, wypatroszę. Sprawię, że odechce się komuś takiemu żyć - zapewnił. Brew mu zadrżała, a wzrok się wyostrzył. Na krótki moment zagościła swojego rodzaju nienawiść, o ile w ogóle dało się to pokazać. Nie miało to znaczenia. Liczyło się tylko to, że Borgin nie żartował. On tego pragnął. Chciał dostać tę osobę w swoje dłonie. Móc wymierzyć sprawiedliwość. Móc się odegrać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#5
24.03.2024, 22:00  ✶  

Słuchał. Zadał pytanie, więc słuchał. Pozwalał na to, żeby Stanley mówił; żeby mu wszystko odpowiednio wyjaśnił. Opowiedział o tym, co dokładnie się wydarzyło. Każda jedna informacja była teraz na wagę złota. Mogła pozwolić zrozumieć pewne sprawy. Ocenić na ile głębokie było bagno, w którym Borgin wylądował.

Może dało się jeszcze z niego wydostać?

Milczał. Milczał przez dłuższą chwilę, analizując wszystko co padło z ust chłopaka. Syna? Nie do końca wiedział, co powinien o tym myśleć. W jaki sposób zareagować. Podejść do sprawy? Danych było zdecydowanie zbyt mało. Zachowanie Stanleya... tutaj też nie miał pewności na ile dał się przegonić, a na ile faktycznie musiał zawinąć się w Ministerstwa. Dla własnego dobra, ale też innych, zaangażowanych w sprawę.

- Po pierwsze, musisz się uspokoić. Po drugie, zacznijmy od początku. - wreszcie się odezwał. Po kilku kolejnych łykach herbaty, która pomagała mu po troszkę poskładać myśli. Tak odrobinę. - Musisz mi dokładnie opowiedzieć, w jaki sposób dostarczyłeś list. Kiedy to miało miejsce, co dokładnie zrobiłeś? Z kim rozmawiałeś tamtego dnia? Kogo widziałeś na korytarzach? Wiem, że minęło sporo czasu, ale wierzę, że jesteś w stanie sobie poradzić. - starał się być spokojny. Starał się brzmieć na spokojnego. Nie chciał dokładać mu stresu, kiedy potrzebowali współpracować i wszystko odpowiednio poukładać. Oczywiście mógł spróbować inaczej, mógł skorzystać ze swoich umiejętności, tyle tylko, że one zawsze stanowiły dla Roberta ostateczność. Starał się ich nie nadużywać. Nie sięgać po nie w tych sytuacjach, kiedy nie stanowiło to konieczności. - Nie musisz się śpieszyć, zastanów się. Wypij na spokojnie herbatę. Odetchnij.

Zwracał się do niego trochę tak, jak do tych wszystkich osób, z którymi próbował sobie poradzić przy pomocy wahadełka. Odpręż się. Nie denerwuj. Jesteś bezpieczny. Poczuj jaki wygodny jest ten fotel. Może był to dobry wybór, może wręcz przeciwnie. A może jeszcze inaczej - powinien był posłużyć się hipnozą, która cały ten proces by przyśpieszyła. Prawda jednak była taka, że na ten moment coś takiego nie przeszło mu nawet przez myśl. Niewykluczone, że pewne pomysły mogą pojawić się później. Z czasem.

Dał mu chwilę. Nieco dłuższą. Pozwolił napić się herbaty, jeśli chciał z tej propozycji skorzystać. Sam do ust przystawił swój kubek. Nie poganiał. Nie pośpieszał. Obserwował. Starał się ocenić czy to już, czy to był ten moment - czy mogli przejść dalej?

- Jesteś w stanie to wszystko odtworzyć, synu? - nie często się tak do niego zwracał. Brzmiało to całkowicie obco w jego ustach. Może jednak było w tym momencie konieczne? Potrzebne? Mogło cokolwiek ułatwić. Brakowało jeszcze, żeby do niego podszedł. Położył dłoń na ramieniu. Okazał więcej wsparcia. Na to jednak nie mógł sobie pozwolić. Bo mimo wszystko nadal był Robertem. W dalszym ciągu był Mulciberem. I tak po prawdzie, to rozsądnie byłoby o tym drobnym fakcie nie zapominać.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#6
01.04.2024, 22:03  ✶  

Robert miał całkowitą rację. Musiał się uspokoić. Nerwy, złość, nienawiść w niczym im teraz nie pomagały, a jedynie utrudniały całą sprawę. Tym bardziej kiedy to Stanley dał już się ponieść, a w jego głowie były tylko plany zemsty.

- Dobrze... Postaram się - nabrał powietrza w płuca, a następnie wypuścił je ciężko - Chwila, moment - poprosił, sięgając po szklankę. Pociągnął z jej łyka. Przymknął też oczy - odtwarzał to sobie, przypominał szczegóły. Nie chciał niczego pominąć. A więc to było tak... powtórzył w głowie, układając sobie prosty przebieg wydarzeń z tamtego dnia. Skłamałby mówiąc, że pamięta wszystko. Borgin był jednak przekonany, że pamięta wystarczająco, aby to wytłumaczyć.

- Tak, tak. Jeszcze sekunda - rzucił w odpowiedzi. Uniósł palec do góry, przeskoczył po kilku niewidocznych punktach, a na koniec pokiwał głową. Bardziej do samego siebie, niż do ojca, wszak ten nie wiedział przecież o co mu może chodzić - Jestem gotów. Zaraz zacznę - zapewnił. Zaciągnął się papierosem.

- Jak pewnie dobrze pamiętasz, transmutowaliśmy głowę w list. Tak, aby móc to jakoś po ludzku przetransportować bez wzbudzania niepotrzebnego zainteresowania. Zarówno w kwestii przeniesienia tego do mojego mieszkania, jak i następnie do Ministerstwa - przypomniał ich założenie - Nie było z tym problemów. Rano upewniłem się jeszcze, że czar wytrzyma do następne dnia. Kiedy miałem pewność, poczekałem do wczesnego popołudnia, ponieważ wtedy wypadał mój dyżur w Ministerstwie - kontynuował. Nie omieszkał jednak na jeszcze jednego buszka - Dotarłem tam, zebrałem kilka czy kilkanaście innych listów, paczek, czegokolwiek co trzeba było dostarczyć do Harper i to zrobiłem. Ukryłem nasz "prezent" wśród innych dokumentów i poszedłem - zgasił papierosa - Odbębniłem swoją robotę w Brygadzie i zawinąłem się na Beltane. Miałem tam przecież kolejne rzeczy do wykonania. Nie mogłem sobie pozwolić na chwilę zwłoki - skwitował, pukając się dłonią o podbródek. Trochę jakby starał sobie przypomnieć coś jeszcze.

- Zanim jednak to odstawiłem, upewniłem się, że nikogo nie ma w pomieszczeniu. Z listów zresztą zrobiłem stosik, więc każdy mógł się dołożyć ze swoimi papierami. Przed Beltane zresztą wszyscy chcieli się szybko uwinąć i czym prędzej ruszyć na polanę... - zauważył, dopijając swoją herbatę - I to chyba wszystko. Nic nie wzbudziło moich podejrzeń, nikt mnie też nie wypytywał wtedy o nic. Całkowite zero - dodał, wpatrując się w ojca.

Powiedział Mulciberowi wszystko o czym sam wiedział. Może było coś, co przeoczył? Teraz już było to pewne. Była w końcu ta osoba. Pojawiało się pytanie - czy był ktoś więcej?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#7
02.04.2024, 00:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2024, 00:33 przez Robert Mulciber.)  

Dał mu tyle czasu, ile tylko potrzebował. Nie popędzał, wychodząc z założenia, że chłopak musi dojść do siebie sam. Musi sam się jakoś pozbierać. Poza tym, odzyskanie równowagi nie stawało się wcale łatwiejsze, kiedy od drugiej osoby słyszałeś powtarzane raz za razem: uspokój się. To nigdy nie działało tak, jak się tego oczekiwało.

- Tak. - potaknął, zachęcając go, żeby kontynuował. Pokiwał głową, kiedy Stanley wspomniał o tym, iż wcześniej upewnił się w tym, że zaklęcie będzie odpowiednio trwałe. Wyglądało na to, że o pewnych rzeczach pomyślał. Niestety jednak, jak pokazały kolejne dni, nie o wszystkich. - Oczywiście... - wymruczał, słysząc o tym, że na polanie ognisk, Stanley miał do wykonania kilka innych zadań. Nie on jeden. Choć czasu minęło sporo, Robert coś niecoś na ten temat nadal pamiętał. O pewnych rzeczach zdecydował wszak sam. - Zrozumiałe... - skomentował wreszcie to, że przecież wszyscy śpieszyli się na sabat. Choć sam Robert nie zwykł tracić na to czasu, to mimo wszystko rozumiał, jak duże znaczenie miało Beltane dla innych. Podobnie jak pozostałe święta.

Stanley wreszcie skończył, a Robert... Robert tradycyjnie już potrzebował chwili dla siebie. Informacji trochę padło, zarazem jednak nie były to odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie zadał chłopakowi. Przeoczył część z nich? Nie był w stanie odpowiedzieć na wszystkie? Teraz w zasadzie nie było to jakoś szczególnie istotne. Liczyło się jedynie to, żeby jakoś poukładać fakty. Ustalić jakie było ich położenie.

- Pamiętasz, od kogo brałeś w tamtym dniu korespondencje? Kto konkretnie był w pracy? - zadał pytanie. Jeśli Stanley wiedział, to dał mu dość czasu na udzielenie odpowiedzi. Jeśli pewny tego nie był, będą musieli te informacje uzyskać inną drogą. Potrzebowali dostać się do nich, aby ustalić, kto mógł wsypać Borgina. Aby stworzyć wstępną listę osób podejrzanych. - I rozmowa z Harper? Cokolwiek powiedziała? Jak wyglądała? - na razie nie był pewien o co należało w tym przypadku zapytać, czym się zainteresować. Potrzebował zebrać podstawowe informacje, aby wykonać kolejne kroki. Podjąć na ich podstawie pewne decyzji. Określone działania. - Czy padło podczas tego przesłuchania coś, co mogłoby nas zainteresować? Albo może... coś takiego się wydarzyło? - wyraźnie zaakcentował swoje ostatnie słowa. Bo liczyło się nie tylko to, co opuściło usta szefowej Biura Aurorów. Znaczenie miały również jej gesty. Postawa. Zachowania. Warto się zastanowić nad tym, w jaki sposób funkcjonowała. Prowadziła rozmowę. Reagowała na całą tą sytuacje. Ostatecznie przecież otrzymała w prezencie odciętą głowę! A to nie było czymś, obok czego można było przejść obojętnie. Tak po prostu. Robert zakładał, że tego rodzaju sytuacje nie mogłyby nie mieć dla kogoś żadnego znaczenia. Nie mogłyby nie mieć na daną osobę żadnego wpływu.

Chyba, że dana osoba była cholernym psychopatą.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#8
09.04.2024, 19:11  ✶  

Czy Robert miał zamiar robić drugie przesłuchanie? Szkolił się, aby zostać nową Harper Moody? Jeżeli tak - szło mu całkiem dobrze i miał spory potencjał. Pod względem tego jak jego wzrok potrafił był wkurwiający, wygrywał nad tamtą pokręconą kobietą. Tylko Robert Mulciber doceniał, oceniał i karcił swoimi oczami naraz. Nikt inny nie potrafił tego robić, no może po za jego bliźniaczą wersją w postaci Richarda, chociaż tutaj było to nadal nie pewne, ponieważ Stanley nie widział tych wszystkich form u swojego wuja.

- Nie pamiętam - odparł po krótkiej chwili. Próbował sobie przypomnieć ale nie było najmniejszej szansy, aby to zrobić. Nie było możliwości na sukces na tym polu - Nie przypomnę sobie tego. Kto był w pracy? Dużo osób. To że było Beltane, nie znaczy, że nie było standardowego podziału na zmiany. Nic się nie zmieniło w tej kwestii. Część przyszła na rano. Część na popołudnie - wyjaśnił. Za wiele to nie pomagało ich sprawie ale nie mogli tego przeskoczyć. W tym wypadku to ojciec prosił o zbyt wiele.

- Rozmowa z Harper? Niech się zastanowię... - przejechał raz jeszcze po brodzie, przypominając sobie jakieś słowa, które padły z ust szefowej Aurorów - Na początku była całkiem miła i spokojna. Stwierdziła, że ma parę pytań. Nic wielkiego czy trudnego. Pomijam fakt, że posłała swoje ogary po mnie... - przekręcił oczami - Pytała o przełom kwietnia i maja. O to czy widziałem kogoś kto się kręcił przy poczcie i że podobno to mnie tam widziano. Im dłużej jednak ona trwała, tym bardziej się denerwowała. Próbowała mnie też poczęstować jakimiś ciastkami. Oczywiście odmówiłem. Nie wiadomo co by tak mogło być - przyznał - A później... trochę jej pękła żyłka? Drążyła, pytała, a ja ją zbywałem lub wracałem do punktu wyjścia, które mówiło, że nic nie wiem i nic nie widziałem. W pewnym momencie tak się wkurwiła, że złapała za biurko i zaczęła je wyginać. Ewidentnie narażając Ministerstwo na straty materialne. Cóż, bywa... ale miała trochę - zastukał palcami w stół - Ah, jeszcze jedno. Od razu połączyła jedno z drugim. Założyła, że dostarczenie głowy z terrorystami, którzy napadli na Polanę Ognisk. Coś tam wspominała, że nie wie czy to groźba czy próba odwrócenia uwagi - przyłożył dłoń do twarzy i zastygł na moment - A na koniec kazała mi się wynosić i tyle - skwitował, podsumowując. Była to wersja bardzo skrócona, pozbawiona bezsensownych i nic nie wnoszących szczegółów.

- Byłem też wczoraj w Olibanum i natrafiłem tam na Richarda. On o wszystkim wie, ponieważ z nim rozmawiałem o tym - poinformował. Nie wiedział na ile była to ważna informacja, a na ile nie. Z drugiej zaś strony było lepiej, aby Mulciber wiedział o tym, że jego brat też już wie.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#9
09.04.2024, 19:54  ✶  

Zamierzał go możliwie najdokładniej przepytać. Potrzebował wyciągnąć od Stanleya jak najwięcej informacji. Rozeznać się w całej sytuacji. Ocenić jak bardzo skomplikowały się w tym momencie ich plany. Jak wiele będzie trzeba zmienić? Bez wiedzy nie dało się działać. Nie dało się działać skutecznie. Łatwo było popełnić błąd. Kolejny. A później jeszcze następny. Łatwo było, tak po prostu, wszystko spierdolić.

- W porządku. - odpowiedział. Jednocześnie zastanawiając się już nad tym, w jaki inny sposób mogliby pozyskać informacje o tym, kto tego dnia był w pracy. Pewne możliwości zawsze były dostępne. Zawsze istniały. Trzeba było tylko podejść do wszystkiego na spokojnie, bez zbędnego pośpiechu. - W takim razie potrzebuje wiedzieć, kiedy dokładnie zaniosłeś korespondencje. To była pierwsza zmiana? Ranek? - dopytał, chcąc chociaż w ten sposób ograniczyć potencjalną, przyszłą listę celów. O ile zdołają takową stworzyć.

Słuchając uważnie tego, co mówił na temat samej rozmowy z Harper, kilka razy pokiwał głową. Kilka razy zamruczał coś pod nosem. Wreszcie, jeszcze zanim Stanley dotarł do końca, podniósł się z zajmowanego miejsca. Zaczął krążyć po pomieszczeniu. Próbował wychodzić dziurę w podłodze? Krążyła mu po głowie pewna myśl. Musiał się z nią oswoić, zanim wypowie ją na głos. Albo z przedstawienia Borginowi tego pomysłu zwyczajnie zrezygnuje.

Najpierw jednak inna kwestia.

- Masz w brygadzie kogoś zaufanego? Osobę, którą mógłbyś poprosić o podrzucenie Tobie listy pracowników, którzy w tym dniu byli na służbie i przebywali w budynku Ministerstwa? - zapytał, jednocześnie zahaczając kciukiem prawej dłoni o kieszeń, w której znajdywała się różdżka. - Podobnie warto byłoby poszukać kogoś takiego wewnątrz biura aurorów. Nie możemy mieć pewności, że nie byłby to ktoś od nich.

Zadając pytanie, zaznaczając o potrzebie poszukania kogoś takiego również w biurze aurorów, zatrzymał się. Stanął na przeciwko Stanleya, rozważając wyciągnięcie z kieszeni swojej różdżki. Czekając na odpowiedź. Rozważając to, jakie mieli w tym momencie opcje. Jak wiele ich posiadali? Na jak wiele powinni sobie tutaj pozwolić?

- Miałeś kiedyś styczność z legilimencją? - zapytał nagle, badając jego reakcje, obserwując syna. - Wiesz na czym polega? - nie oczekiwał odpowiedzi. Dłuższych wypowiedzi. Nie oczekiwał w zasadzie niczego. To była z jego strony zwykła retoryka. - Być może dzięki tej sztuce, spoglądając w Twoje wspomnienia, bylibyśmy w stanie dostrzec to, czego obecnie zdajesz się nie pamiętać. Zauważyć to, co Ty sam być może przeoczyłeś.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#10
14.04.2024, 20:47  ✶  

- Popołudnie ale tak wczesne. Jakby zmiany tego dnia były odrobinę inne, ponieważ Ministerstwo chciało dać możliwość do udania się na Beltane - odpowiedział - Powiedziałbym, że około godziny piętnastej, gdybym musiał dokładniej podawać - dodał. Oczywiście była to wartość czysto szacunkowa, opierająca się na zasadzie "pi razy drzwi".

Spoglądał w kierunku ojca kiedy ten rozpoczął przebieżkę po mieszkaniu. Staruszkowi zebrało się na nordic walking bez kijków? Nagle zaczął dbać o formę? Siedząc za biurkiem czy przestawiając po raz setny, tą samą książkę, nie szło jej nadrobić, więc może dobrze, że zaczął coś robić? Kiedyś słyszał, że w ciągu dnia trzeba robić ileś tam kroków i może Robertowi akurat brakowało do limitu?

- Hmm... - zamyślił się na chwilę po pytaniu, które otrzymał. W teorii miał kilka takich osób. Pytanie na ile mógł im ufać - W zasadzie to tak. Niedługo Hades ma zacząć służbę w brygadzie. Zawsze jest też Maeve ze swoimi umiejętnościami. Lorraine pewnie też dałaby radę się tam przekraść i załatwić co trzeba... - przeniósł wzrok w kierunku dłoni Mulcibera, która zmieniła swoje położenie - W Biurze Aurorów to jest mój zaufany człowiek, Atreus. Niestety nie można go o to poprosić, ponieważ nie jest związany z naszymi sprawami. Ubolewam nad tym ale cóż... To nasz martwy punkt - nikogo tutaj nie mamy - skwitował. Stanley bardzo żałował, że Bulstrode pozostawał po za ich szeregami i ich tematami. Ktoś taki jak on mógłby im się przydać. W końcu był jedynym członkiem ich Bandy, który nie był zrzeszony pod egidą Czarnego Pana.

Słysząc pytanie ojca, przeniósł wzrok na jego twarz, starając się wybadać jego intencje. Co Ty kurwa, współpracujesz z Harper i kazała Ci wyciągnąć ze mnie to, czego sama nie dała rady? Oczywiście było to tylko małe oskarżenie w jego myślach. Nie oskarżał o to Roberta. Nie sądził, że byłby do tego skłony... a może? Nie, nie. Musiał wyprzeć tę myśl ze swojej głowy. Paranoja to ostatnie co teraz potrzebowali.

- Miałem. Znam, wiem na czym polega. Potrafię się przed tym bronić - odpowiedział ze spokojem. Może też trochę ostrzegł? Jakby chciał dać znać, że wszelka próba wtargnięcia do jego umysłu bez zgody zakończy się tragicznie. Na całe szczęście na razie była to propozycja - chyba propozycja. Brzmiała wystarczająco logicznie, aby się tego podjąć i spróbować czegoś się dowiedzieć.

- Możemy spróbować jeżeli znasz się na legilimencji. Nie będę się bronił przed tą próbą, więc rób co musisz - podsumował, dając mu wolną rękę do działania.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (3713), Stanley Andrew Borgin (3679)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa