16.12.2022, 15:22 ✶
Jedną z niewielu zasad przetrwania, jakie wpoiła mu Cynthia, było słuchanie mądrzejszego od siebie w danej dziedzinie. Normalnie pewnie by ją zlał, ale z racji tego, że sama ocaliła go przed wylaniem ze szkoły, nie miał powodu, by to robić. I w tym też wypadku doszedł do wniosku, że Castiel mógł mieć choć trochę rozumu, nawet jeśli zabrakło mu go w momencie, gdy wciągał Fergusa do wody.
- Kiedyś cię zaskoczę, zobaczysz – odparł, siląc się na pewność siebie po prostu z czystej przekory, bo był świadom tego, że nigdy nie przebije żadnego Flinta w kwestiach związanych z wodą. Brakowało mu grubo ponad dwudziestu lat doświadczenia, bo podczas gdy oni byli szkoleni w wiosłowaniu i machaniu łapami w jeziorze, on ścierał kurze z tysięcy patyków na zapleczu starego sklepu albo przypatrywał się wycince drewna. Oj, jak bardzo kusiło go, żeby przerobić tę łódkę na trociny, ale musieli jakoś wrócić na ląd. Poza tym obawiał się, że była zaklęta na tyle dobrze, że poraziłoby go błyskawicą. Z tego, co było mu wiadome, elektryczność i wilgoć totalnie ze sobą nie współgrały. Równało się to usmażeniu organów wewnętrznych, a z nimi był całkiem dobrze zaprzyjaźniony, nawet jeśli w rzeczywistości mogły chcieć się na nim zemścić za wszelkie używki.
- W końcu znajdę jakiś powód i nie będziesz mógł mi odmówić – odpowiedział, uśmiechając się w sposób, który rzeczywiście mógł trochę przypominać poltergeista. – Mam dobrą pamięć, równie dobrze mogę ci dopiec za kilka miesięcy, jak już dawno o tym zapomnisz.
Nic nie mógł poradzić na to, że w głębi duszy zawsze był złośliwy, więc niezależnie od tego, czy czuł się wściekły, czy bardziej rozluźniony, radził sobie naigrywaniem się z ludzi. Na tym budował swoją pewność siebie, choć niektórzy mogliby bez ogródek uznać, że bywał po prostu wredny. Ollivander ukrywał się po prostu za swoimi komentarzami, odgradzając od ludzi, którzy zbyt łatwo mogliby go oceniać. Jeśli miał pokazać komuś swój świat, to tylko na swoich własnych warunkach.
- Zwykle nie jest łatwo, ale wystarczy po prostu brak zagrożenia życia – odparł, wzruszając ramionami. Szczur lądowy mimo wszystko wolał suchość i ciepło. Od tej całej wilgoci skręcały mu się włosy, wiatr smagał pokrytą kroplami wody twarz, a palce zesztywniały na tyle, że nie był pewien, czy byłby w stanie zacisnąć pięść.
Prychnął niczym rozjuszony kot, chociaż słuchał wszystkich tłumaczeń Castiela. Nie byłoby problemu, gdyby ten nie wrzucił go do wody. Ale tym bardziej nie mieliby teraz kłopotu, gdyby Fergus posłuchał się go wcześniej i przebrał w ten przeklęty strój. Dlaczego musiał być aż tak bardzo uparty? To zdecydowanie była cecha Ollivanderów i – chcąc, nie chcąc – musiał przyznać, że był aż nadto podobny do reszty swojej rodziny. Banda osłów, którzy za nic nie potrafili się dogadać. Nic dziwnego, że jedyną osobą, której słuchał, była Nora, która dawała uczucie, że nie można jej niczego odmówić. Nie wiedział, jak ona to robiła i czy to była po prostu jej tajna moc. Czasem po prostu czuł się przy niej dziwnie mały i miewał wrażenie, że Salem dostaje więcej luzu od niego.
- Twój wrzask usłyszę nawet w czasie sztormu – odparował, znów uśmiechając się złośliwie. – To by była nawet wystarczająca zemsta, bo rzeczywiście miałbym materiał do pieśni na twój temat.
Przyglądał się, jak Flint wdrapuje się na łódź, uznając, że sam nie potrafiłby tego zrobić z taką łatwością. Nawet wsiadanie z pomostu było nieco utrudnione, bo szalupa poruszała się. Ale teraz, kiedy ledwo czuł ręce, jakakolwiek wspinaczka nie wchodziła w grę. Dlatego też pozwolił się pociągnąć, odpychając przy tym w górę, by jak najszybciej wydostać się z wody. Oczywistym było, że nie będzie w tym żadnej gracji. Wylądował na Castielu, przygniatając go ciężarem ciała i ociekając gigantyczną kałużą wody.
- Przepraszam – stęknął, podpierając się na zdrętwiałych rękach, by przekręcić się na plecy tuż obok niego. Niebo nijak nie zwiastowało tego, jak zimno było tam w dole. Słońce raziło w oczy, dając choć trochę ciepła na twarz. Woda z włosów spływała mu po twarzy, pozostawiając lodowate smugi.
- Skoro chciałeś, żebym się rozebrał, wystarczyło ładniej poprosić, a nie próbować mnie utopić – mruknął w odpowiedzi na pośpieszanie, odwracając głowę, by na niego spojrzeć. W końcu jednak westchnął zrezygnowany i podniósł się, ściągając koszulkę, którą dałoby się bez problemu wycisnąć jak mokrą szmatę. – Okej, to teraz mnie zabijesz – dodał jeszcze, czując przystawioną do karku różdżkę, co zazwyczaj wiązało się dla niego z jakąś groźbą. Jednak zamiast klątwy czy morderczego zaklęcia, otrzymał przypływ ciepła, które spływało po jego ciele powoli, kropla po kropli. Schylił się, by rozwiązać buty, co było trudne, ponieważ mokre sznurówki się skleiły. Po przechyleniu ich za burtę wyleciało z nich trochę wody. Miał tylko nadzieję, że nie rozkleją się na amen, bo nijak nie podobała mu się ani perspektywa naprawy, ani tym bardziej zakupów.
- Castiel? – zagaił, odwracając się do niego. – Nie znam się na zaklęciach medycznych, ale wydaje mi się, że Cynthia kiedyś wspominała, że nie powinno się rzucać tych rozgrzewających na samego siebie, bo można sobie zaszkodzić – ciągnął dalej, nie spuszczając oczu z jego twarzy. – Wiatr nie ułatwia rozgrzania się, zamarzniesz, jak będziesz tu siedział – skończył i wykorzystując jego nieuwagę, popchnął go do tyłu, z powrotem wpychając do wody. Szalupa przechyliła się niebezpiecznie, więc przesunął się w miarę możliwości, by ustabilizować ją i tym samym samemu znów nie zanurkować. Dzięki temu miał też więcej miejsca dla siebie. Ściągnął dżinsy, rzucając je na bok, by też ociekły z nadmiaru wody, jednocześnie rechocząc ze swojego jakże durnego pomysłu. Zemsta, co nie? Im cieplej mu było, tym bardziej mógł sobie pozwolić na złośliwości, a Flint zdecydowanie na to zasłużył.
- Kiedyś cię zaskoczę, zobaczysz – odparł, siląc się na pewność siebie po prostu z czystej przekory, bo był świadom tego, że nigdy nie przebije żadnego Flinta w kwestiach związanych z wodą. Brakowało mu grubo ponad dwudziestu lat doświadczenia, bo podczas gdy oni byli szkoleni w wiosłowaniu i machaniu łapami w jeziorze, on ścierał kurze z tysięcy patyków na zapleczu starego sklepu albo przypatrywał się wycince drewna. Oj, jak bardzo kusiło go, żeby przerobić tę łódkę na trociny, ale musieli jakoś wrócić na ląd. Poza tym obawiał się, że była zaklęta na tyle dobrze, że poraziłoby go błyskawicą. Z tego, co było mu wiadome, elektryczność i wilgoć totalnie ze sobą nie współgrały. Równało się to usmażeniu organów wewnętrznych, a z nimi był całkiem dobrze zaprzyjaźniony, nawet jeśli w rzeczywistości mogły chcieć się na nim zemścić za wszelkie używki.
- W końcu znajdę jakiś powód i nie będziesz mógł mi odmówić – odpowiedział, uśmiechając się w sposób, który rzeczywiście mógł trochę przypominać poltergeista. – Mam dobrą pamięć, równie dobrze mogę ci dopiec za kilka miesięcy, jak już dawno o tym zapomnisz.
Nic nie mógł poradzić na to, że w głębi duszy zawsze był złośliwy, więc niezależnie od tego, czy czuł się wściekły, czy bardziej rozluźniony, radził sobie naigrywaniem się z ludzi. Na tym budował swoją pewność siebie, choć niektórzy mogliby bez ogródek uznać, że bywał po prostu wredny. Ollivander ukrywał się po prostu za swoimi komentarzami, odgradzając od ludzi, którzy zbyt łatwo mogliby go oceniać. Jeśli miał pokazać komuś swój świat, to tylko na swoich własnych warunkach.
- Zwykle nie jest łatwo, ale wystarczy po prostu brak zagrożenia życia – odparł, wzruszając ramionami. Szczur lądowy mimo wszystko wolał suchość i ciepło. Od tej całej wilgoci skręcały mu się włosy, wiatr smagał pokrytą kroplami wody twarz, a palce zesztywniały na tyle, że nie był pewien, czy byłby w stanie zacisnąć pięść.
Prychnął niczym rozjuszony kot, chociaż słuchał wszystkich tłumaczeń Castiela. Nie byłoby problemu, gdyby ten nie wrzucił go do wody. Ale tym bardziej nie mieliby teraz kłopotu, gdyby Fergus posłuchał się go wcześniej i przebrał w ten przeklęty strój. Dlaczego musiał być aż tak bardzo uparty? To zdecydowanie była cecha Ollivanderów i – chcąc, nie chcąc – musiał przyznać, że był aż nadto podobny do reszty swojej rodziny. Banda osłów, którzy za nic nie potrafili się dogadać. Nic dziwnego, że jedyną osobą, której słuchał, była Nora, która dawała uczucie, że nie można jej niczego odmówić. Nie wiedział, jak ona to robiła i czy to była po prostu jej tajna moc. Czasem po prostu czuł się przy niej dziwnie mały i miewał wrażenie, że Salem dostaje więcej luzu od niego.
- Twój wrzask usłyszę nawet w czasie sztormu – odparował, znów uśmiechając się złośliwie. – To by była nawet wystarczająca zemsta, bo rzeczywiście miałbym materiał do pieśni na twój temat.
Przyglądał się, jak Flint wdrapuje się na łódź, uznając, że sam nie potrafiłby tego zrobić z taką łatwością. Nawet wsiadanie z pomostu było nieco utrudnione, bo szalupa poruszała się. Ale teraz, kiedy ledwo czuł ręce, jakakolwiek wspinaczka nie wchodziła w grę. Dlatego też pozwolił się pociągnąć, odpychając przy tym w górę, by jak najszybciej wydostać się z wody. Oczywistym było, że nie będzie w tym żadnej gracji. Wylądował na Castielu, przygniatając go ciężarem ciała i ociekając gigantyczną kałużą wody.
- Przepraszam – stęknął, podpierając się na zdrętwiałych rękach, by przekręcić się na plecy tuż obok niego. Niebo nijak nie zwiastowało tego, jak zimno było tam w dole. Słońce raziło w oczy, dając choć trochę ciepła na twarz. Woda z włosów spływała mu po twarzy, pozostawiając lodowate smugi.
- Skoro chciałeś, żebym się rozebrał, wystarczyło ładniej poprosić, a nie próbować mnie utopić – mruknął w odpowiedzi na pośpieszanie, odwracając głowę, by na niego spojrzeć. W końcu jednak westchnął zrezygnowany i podniósł się, ściągając koszulkę, którą dałoby się bez problemu wycisnąć jak mokrą szmatę. – Okej, to teraz mnie zabijesz – dodał jeszcze, czując przystawioną do karku różdżkę, co zazwyczaj wiązało się dla niego z jakąś groźbą. Jednak zamiast klątwy czy morderczego zaklęcia, otrzymał przypływ ciepła, które spływało po jego ciele powoli, kropla po kropli. Schylił się, by rozwiązać buty, co było trudne, ponieważ mokre sznurówki się skleiły. Po przechyleniu ich za burtę wyleciało z nich trochę wody. Miał tylko nadzieję, że nie rozkleją się na amen, bo nijak nie podobała mu się ani perspektywa naprawy, ani tym bardziej zakupów.
- Castiel? – zagaił, odwracając się do niego. – Nie znam się na zaklęciach medycznych, ale wydaje mi się, że Cynthia kiedyś wspominała, że nie powinno się rzucać tych rozgrzewających na samego siebie, bo można sobie zaszkodzić – ciągnął dalej, nie spuszczając oczu z jego twarzy. – Wiatr nie ułatwia rozgrzania się, zamarzniesz, jak będziesz tu siedział – skończył i wykorzystując jego nieuwagę, popchnął go do tyłu, z powrotem wpychając do wody. Szalupa przechyliła się niebezpiecznie, więc przesunął się w miarę możliwości, by ustabilizować ją i tym samym samemu znów nie zanurkować. Dzięki temu miał też więcej miejsca dla siebie. Ściągnął dżinsy, rzucając je na bok, by też ociekły z nadmiaru wody, jednocześnie rechocząc ze swojego jakże durnego pomysłu. Zemsta, co nie? Im cieplej mu było, tym bardziej mógł sobie pozwolić na złośliwości, a Flint zdecydowanie na to zasłużył.