adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
—06/08/1972—
Anglia, Jezioro Windermere
Sebastian Arterius Macmillan & Anthony Shafiq
![[Obrazek: fcbZTOz.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=fcbZTOz.png)
Żyjemy na spokojnej wyspie ignorancji pośród czarnych mórz nieskończoności i wcale nie jest powiedziane,
że w swej podróży zawędrujemy daleko. Nauki — a każda z nich dąży we własnym kierunku — nie wyrządziły nam jak dotąd większej szkody; jednakże pewnego dnia, gdy połączymy rozproszoną wiedzę, otworzą się przed nami tak przerażające perspektywy rzeczywistości, a równocześnie naszej strasznej sytuacji, że albo oszalejemy z powodu tego odkrycia, albo uciekniemy od tego śmiercionośnego światła przenosząc się w spokój i bezpieczeństwo nowego, mrocznego wieku.
![[Obrazek: fcbZTOz.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=fcbZTOz.png)
Żyjemy na spokojnej wyspie ignorancji pośród czarnych mórz nieskończoności i wcale nie jest powiedziane,
że w swej podróży zawędrujemy daleko. Nauki — a każda z nich dąży we własnym kierunku — nie wyrządziły nam jak dotąd większej szkody; jednakże pewnego dnia, gdy połączymy rozproszoną wiedzę, otworzą się przed nami tak przerażające perspektywy rzeczywistości, a równocześnie naszej strasznej sytuacji, że albo oszalejemy z powodu tego odkrycia, albo uciekniemy od tego śmiercionośnego światła przenosząc się w spokój i bezpieczeństwo nowego, mrocznego wieku.
Nienawidził tego uczucia, kiedy jego podwładni wykazywali się rażącym brakiem kompetencji. Nienawidził po nich sprzątać, ale czasem sprawy musiały być załatwione, zamknięte, pogrzebane na zawsze w słodkich odmętach Styksu. Wolał, kiedy ów sprzątanie nie wymagały nadmiernych środków. Na szczęście czasem wystarczyło złoto. Czasem przysługa. Każdy człowiek miał swoje dźwignie za które można było pociągnąć.
Ubrany był niemalże cywilnie, w elegancki czarny frak. Mimo początku sierpnia, późne popołudnie w lesie było zwyczajnie nieprzyjemnie chłodne. Stukając obcasami, niespiesznie przeszedł drewnianym pomostem na jego kraniec, by przyjrzeć się podnoszącej nad mętną tonią mgle. Jego głowę zdobił wysoki cylinder, na moment z kieszonki wyciągnął kieszonkowy zegarek sprawdzając ile mu zostało czasu w tym paskudnym miejscu.
Zdawało się, że absurdem było pozostawanie tu minutę dłużej niż było to konieczne, ale Anthony lubił czasem smakować przestrzeni, które mu nie odpowiadały, tylko po to, by doceniać zaciszę własnego domu. Aksamitny kurz domowej biblioteczki był o tyleż przyjemniejszy, gdy wypierał swąd bzyczącego jeziora.
Sięgnął do kieszeni po złocistą papierośnicę, by wyciągnąć podłużną cygaretkę. Normalnie nie palił, ale uznał, że byłby to dobry czas, dobry moment na to, by odmierzyć ów cygaretką czas. Liczył też, że jego ubranie bardziej przejdzie zapachem dymu aniżeli mułu. Nie zaciągał się. Dym w ustach w zupełności wystarczył. Niespiesznie wypuścił z ust dwa przenikające się kręgi i trzeci najmniejszy, jak promienie gładkiej tafli wzburzonej upuszczonym kamieniem.
Cisza drążyła mu umysł. Treningi magii bezróżdżkowej i nagłe zmiany przyzwyczajeń wymuszające na nim zwiększoną aktywność fizyczną sprawiły, że tytoń przenikający przez błonę śluzową zakręcił mu w głowie. A może to ta mgła? Może opadający stres, niepewność negocjacji, które szczęśliwie były już za nim? Dłoń ukryta w skórzanej rękawicy złapała się za drewnianą barierkę.
Ubrany był niemalże cywilnie, w elegancki czarny frak. Mimo początku sierpnia, późne popołudnie w lesie było zwyczajnie nieprzyjemnie chłodne. Stukając obcasami, niespiesznie przeszedł drewnianym pomostem na jego kraniec, by przyjrzeć się podnoszącej nad mętną tonią mgle. Jego głowę zdobił wysoki cylinder, na moment z kieszonki wyciągnął kieszonkowy zegarek sprawdzając ile mu zostało czasu w tym paskudnym miejscu.
Zdawało się, że absurdem było pozostawanie tu minutę dłużej niż było to konieczne, ale Anthony lubił czasem smakować przestrzeni, które mu nie odpowiadały, tylko po to, by doceniać zaciszę własnego domu. Aksamitny kurz domowej biblioteczki był o tyleż przyjemniejszy, gdy wypierał swąd bzyczącego jeziora.
Sięgnął do kieszeni po złocistą papierośnicę, by wyciągnąć podłużną cygaretkę. Normalnie nie palił, ale uznał, że byłby to dobry czas, dobry moment na to, by odmierzyć ów cygaretką czas. Liczył też, że jego ubranie bardziej przejdzie zapachem dymu aniżeli mułu. Nie zaciągał się. Dym w ustach w zupełności wystarczył. Niespiesznie wypuścił z ust dwa przenikające się kręgi i trzeci najmniejszy, jak promienie gładkiej tafli wzburzonej upuszczonym kamieniem.
Cisza drążyła mu umysł. Treningi magii bezróżdżkowej i nagłe zmiany przyzwyczajeń wymuszające na nim zwiększoną aktywność fizyczną sprawiły, że tytoń przenikający przez błonę śluzową zakręcił mu w głowie. A może to ta mgła? Może opadający stres, niepewność negocjacji, które szczęśliwie były już za nim? Dłoń ukryta w skórzanej rękawicy złapała się za drewnianą barierkę.
!szaleństwoWindermere