19.04.2024, 00:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:04 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
Pech dopadł go i dzisiaj, ale jak długo na miejscu bójki nie było Brenny Longbottom, tak długo Basilius zamierzał twierdzić, że mimo wszystko udało mu się oszukać przeznaczenie. Nie twierdził tak bardzo długo.
Plan był naprawdę dobry. To nie tak, że był przesądny, absolutnie nie, po prostu gdy zobaczył ostatnio jaka zbliża się data i uświadomił sobie, że w trzy poprzednie piątki trzynastego w jego gabinecie zjawiała się Brenna z coraz to dziwniejszymi przypadkami, uznał że profilaktycznie weźmie sobie na ten dzień wolne. Bo robaka jeszcze rozumiał, biedny Octavian jakoś się podniósł, ale ostatnim razem Longbottom przyszła do niego z klątwą, która nie powinna już istnieć. I oczywiście on musiał tę klątwę łamać. I oczywiście teraz jeden magimedyk uważał, że nie tylko wymyślił sobie Brennę, ale i klątwę. Lepiej więc było po prostu wziąć sobie dzień wolny. Tak na wszelki wypadek. I tak pracował zbyt dużo.
I w sumie to powinien się spodziewać, że coś będzie nie tak. Zwłaszcza, gdy cały dzień czuł się dość osłabiony i przemęczony (chyba rzeczywiście zasługiwał na odpoczynek), ale nie powstrzymało go to jednak by wieczorem ubrać się i wyjść do znajdującego się przy Pokątnej magicznego kasyna. W końcu zasługiwał, by jakoś świętować pierwszy spokojny piątek trzynastego od roku. No i nie zamierzał siedzieć tam długo. Tylko jedna partyjka pokera na rozluźnienie.
Nie skończyło się na jednej partyjce pokera, ale i tak nie siedział tam długo. To znaczy, pewnie siedziałby długo, gdyby nie to, że wplątał się w sam środek wielkiej awantury.
Awantury, którą w teorii sam wywołał. Niechcący.
Zaczęło się od tego, że szło mu dzisiaj wyjątkowo dobrze, co odbiło się szczególnie na stanie portfela jednego czarodzieja. I ten czarodziej miał czelność oskarżyć go o oszukiwanie, co było niemalże dla niego obrazą. Przecież nie oszukiwał w pokera kiedy dobrze mu szło! Oszukiwał, gdy orientował się, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi to za chwilę straci zdecydowanie za dużo pieniędzy. Niestety czarodziej był innego zdania, a na sugestie Prewetta, że po prostu miał dzisiaj zły dzień postanowił go uderzyć.
Basilius się uchylił. Czarodziej uderzył kogoś innego. Ten ktoś mu oddał. Kilka kieliszków whiskey spadło na ziemię. A potem okazało się, że w kasynie więcej osób miało do siebie jakiś problem i nagle wszystko ogarnął chaos.
Z pozytywów po jakimś czasie bójka się zakończyła. Z negatywów po tym, gdy ktoś został czymś dźgnięty, a jeszcze ktoś rzucił jakieś zaklęcie nekromantyczne uznano ich za poważne zamieszki i wezwano odpowiednie władze.
Co pewnie było rozsądnym posunięciem i Basilius by na to nie narzekał, gdyby nie to, że gdzieś pomiędzy pomocą personelowi w rozdzielaniu awanturników, a unikaniem tych awanturników i fruwających wszędzie krzeseł jego ciało przeszło że stanu Jestem dzisiaj nieco bardziej zmęczone, niż zwykle do stanu chyba zaraz padnę. A mówią, że sport to kurwa zdrowie.
Proszę pana, nie może pan jeszcze iść. Musimy pana przesłuchać. Nie zajmie to długo, ale proszę poczekać jedną chwilę. Słyszał już od pół godziny. Bardzo długa była ta jedna chwila.
Siedział, więc teraz z boku na jakimś krześle z siniakiem na czole i rozważał, jak bardzo będzie źle, jeśli po prostu rzuci to wszystko i pójdzie do siebie. Ewentualnie po prostu może zaraz zemdleje i uzdrowiciele, których jego sumienie nie pozwalało mu męczyć, gdy widział, że mają obecnie znacznie poważniejsze przypadki na głowie, po prostu zabiorą go do Munga, gdzie się wyśpi.
Ale hej! Przynajmniej udało mu się uniknąć spotkania z Brenną!
Nagle usłyszał czyjeś kroki.
– O. Witaj Brenno – rzucił odrywając nie do końca przytomne spojrzenie od podłogi.
Zaraz...
…
Brenna...
Rozległ się trzask. Gdzieś dalej, chyba dla podkreślenia ironii tej sytuacji na podłogę właśnie spadł z hukiem jeden z obrazów. Już czwarty.
Brenna...