• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[13.12.68] Oszukać przeznaczenie

[13.12.68] Oszukać przeznaczenie
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#11
20.04.2024, 16:22  ✶  
Brenna nie zaczęła płakać nad jego losem (zdarzyło się), krzyczeć, że pewnie umrze przed trzydziestką i pytać jakie kwiaty chce na swój grób (też się zdarzyło, a powiedziała to jego własna matka, również chora na tę samą chorobę, gdy była po trzydziestce) lub czy nie chce spróbować zjeść serca jednorożca w calu eksperymentalnej kuracji (Basilius nawet nie chciał myśleć co siedziało w głowie tamtego czarodzieja). Rozumiem było więc całkiem dobrą odpowiedzią w tym momencie.  Zwłaszcza, że oznaczało to koniec oskarżeń o zostanie trafionym zaklęciem, którego nie było.
– Byłbym wdzięczny – rzucił jedynie. – I nie. Nie potrzebuję. Wiem co robić. Po prostu muszę iść do domu. – Teoretycznie w tej sytuacji był jednocześnie swoim uzdrowicielem, jak i pacjentem. A skoro zarówno uzdrowiciel jak i pacjent mówili, że nic, aż tak się nie dzieje, to Brenna mogła spokojnie temu zaufać.
A potem jednak usiadł na krześle, bo może i opieranie się o ścianę było bardzo atrakcyjne, ale kolory tej ściany zaczynały powoli dziwnie wirować, tworząc przed jego oczami gryfońską mozaikę, więc nagle siedzenie wydało mu się jeszcze bardziej atrakcyjne. Eh... Naprawdę, próbował dzisiaj uniknąć tylko dwóch rzeczy – problemów i Brenny. A teraz nawet nie był w stanie narzekać na obecność Longbottom w tym miejscu, bo przecież czarownica naprawdę bardzo mu właśnie pomogła. Chyba po tym wszystkim wyśle jej jakieś czekoladki, czy coś. Czekoladki i bandaże na wszelki wypadek, gdyby w tym samym czasie przypadkiem rozwaliła sobie głowę. Albo ten bukiet warzywny, o którym kiedyś tyle gadała.
– Dziękuję – powiedział, gdy wręczyła mu jego płaszcz i od razu zaczął w nim grzebać, by wyjąć niewielki flakonik z bezbarwnym eliksirem, by szybko wypić jego zawartość. No dobrze. Zaraz powinno być lepiej. Może dalej nie będzie czuł się świetnie, ale pewnie uniknie sytuacji, w której każe Brennie testować jej refleks w łapaniu omdlałych czarodziejów.
– Przydarzyło ci się dzisiaj coś dziwnego? – spytał nagle, gdy już poczuł się nieco lepiej, wracając w myślach do pytania, które zamierzał zadać przed randką ze ścianą. Po pierwsze chciał uniknąć niezręcznej atmosfery, która mogła zaraz zapanować, a po drugie naprawdę był ciekawy, czy Brenna jakoś odczuła efekty tego dnia. Bo to przecież głównie jej przydarzały się dziwne rzeczy w daty takie jak ta.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
20.04.2024, 19:13  ✶  
Podobno lekarze nie powinni leczyć i diagnozować swoich bliskich, bo łatwiej o pomyłkę. Była wściekle pewna, że dotyczyło to też diagnozowania samego siebie. Ale ostatecznie żył z tą chorobą już ponad dwadzieścia parę lat, więc prawdopodobnie wiedział dużo lepiej niż ona. Co nie znaczyło, że nie miała zamiaru odprowadzić go pod same drzwi. A potem jeszcze przez moment będzie nasłuchiwać, czy jej uszu nie dobiegnie głuchy odgłos upadającego na podłogę ciała.
Nie zamierzała jednak płakać ani pytać go rychły pogrzeb. Czasem brakowało jej wyczucia, znała jednak odrobinę dobrych manier. Nie była aż tak walnięta. Poczekała więc tylko spokojnie (i w milczeniu!) aż wypije eliksir i poczuje się na siłach do ponownego wstania z krzesła. Gotowa do reakcji, gdyby to wstanie zakończyło się ponownym tuleniem ze ścianą.

Brenna w pracy była trochę inną osobą niż Brenna w gabinecie Basiliusa, wymagająca pomocy medycznej i obie te Brenny były trochę inne od tej w sytuacjach prywatnych. Jasne, nie miała jakiegoś rozdwojenia jazni, więc te różnice sprowadzały się głównie do sposobu mówienia i drobnych gestów, ale istniały. W tej chwili, po pierwsze, Prewett ledwo co był częścią kasynowej bójki, a ona miała go przesłuchać, po drugie, był człowiekiem wymagającym pomocy, bo źle się czuł. Oczywiście, że nie paplała jak głupia, kiedy miała go przesłuchać, a on wyglądał, jakby miał zamiar zaraz zemdleć. Ale gdy już zażył ten eliksir i ruszyli na zewnątrz, jakoś ta sprawa obowiązków służbowych trochę się zatarła i Brenna odpowiedziała... no w zwykłym, brennowym stylu, gubiąc tę prawie że profesjonalną postawę sprzed paru chwil.
- Coś dziwnego? Hm... nie, chyba nie, to znaczy nic dziwniejszego niż zwykle? Wprawdzie Terry dostał dziś załamania nerwowego w kafeterii, gdy podano mu mięso w wegetariańskiej kanapce i wyprowadzałam go na korytarz całego we łzach, ale w Ministerstwie zdarzają się różne rzeczy. Dużo dziwniejsze. Na przykład wczoraj... Ale to może nie opowieść na dzisiaj - urwała, dopinając własny płaszcz, gdy wyszli na zewnątrz. Było już ciemno, mrok rozświetlał tylko blask latarni, mróz szczypał w policzki, a w żółtawym blasku wirowały płatki śniegu. Brenna odruchowo co rusz zerkała na Basiliusa, po pierwsze upewniając się, że eliksir na pewno zadziałał, po drugie, czy ten nie potknie się na lodzie, bo chodniki były śliskie. - Dlaczego pytasz? – zapytała, jeszcze nie do końca świadoma, jakie to fatum zawisło nad nimi, a przynajmniej nad Prewettem, bo dla niej ta starożytna klątwa to jednak nie było nic aż tak nadzwyczajnego… – I czujesz się na siłach odpowiadać po drodze na pytania w rodzaju „czy widziałeś, kto rzucił to zaklęcie z czarnym promieniem” czy wolisz jednak zostawić to na jutro?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#13
21.04.2024, 12:56  ✶  
Eliksir postawił go na nogi, czy raczej sprawił, że jego nogi przestały odmawiać mu posłuszeństwa na tyle, by po chwili wstał i powolnym krokiem ruszył wraz z Brenną do wyjścia, po drodze rzucając jeszcze przepraszające spojrzenie właścicielowi kasyna. Naprawdę lubił ten lokal. Miał nadzieję, że dzisiejszy dzień nie był jednak jego końcem. Może powinien, w ramach wsparcia, zakupić losy na tamtą loterię i..  Nie. To zdecydowanie nie był dobry moment.
Mroźne zimowe powietrze nieco go otrzeźwiło, a on poczuł ulgę, gdy wreszcie znaleźli się na zewnątrz. Jeszcze chwila, a będzie już mógł położyć się we własnym łóżku i dopiero jutro zdać sobie w pełni sprawę z tego, jak bardzo nie udało mi się oszukać dzisiaj przeznaczenia. Na razie ta myśl, chociaż mocno obecna w jego głowie, była nieco przytłumiona przez inne problemy.
Uśmiechnął się na historyjkę o Terrym, kimkolwiek on by nie był. Sam na jego miejscu pewnie nie dostałby załamania nerwowego, chyba że byłby strasznie przemęczony, ale na pewno wkurzyłby się, że jest głodny, a ktoś tu psuje mu dobry smak kanapki jakąś szynką, lub gorzej… Kiełbasą.
– Ja… – zaczął otulając się ciepłej szalikiem. Zima miała tej jeden mankament, że była zimna.
Miał wrażenie, że nie ważne co by powiedział zabrzmi to głupio, ale dzisiaj wyjątkowo mógł zawsze skłamać, że to kiepskie samopoczucie pokierowało jego myśli w bezsensownym kierunku. – Zdajesz sobie sprawę, że to trzeci piątek trzynastego, kiedy na siebie wpadamy? Trzeci z rzędu. – A może przesadzał. To był pewnie zwykły zbieg okoliczności. Zresztą, czy dzisiaj tak właściwie mogło się pełnoprawnie liczyć w porównaniu z resztą tych wszystkich dziwnych sytuacji? W końcu daleko było temu do jej przypadków. Żadnych robaków, żadnych psujących się studentów i żadnych pradawnych klątw. Bójka w kasynie była przecież czymś co mogło się wydarzyć, tak samo jak to, że źle się czuł po czymś takim. Gdyby Brenna dostała jeszcze trzema innymi klątwami, szanse że znowu trafiłaby się jej jakaś antyczna (nawet jeśli chodziło o Brennę) były raczej niewielkie. Gdyby on wdał się w jeszcze trzy inne bójki, to efekt byłby raczej zawsze taki sam. Może rzeczywiście przesadzał, a to wcale nie była dziwna sytuacja.
– Możemy spróbować zrobić to dzisiaj – odpowiedział, wpatrując się niemal cały czas pod nogi bardziej, niż zwykle uważając by się nie poślizgnąć. Zdawał sobie sprawę, że jego krok był pewnie irytująco powolny, ale nic nie mógł na to w tej chwili poradzić. – Nie mogę przypomnieć sobie jego imienia, ale to był chyba taki blondyn w ciemnym garniturze. Ten co miał… Na Matkę jak to się nazywa? – Czy słowa zawsze tak łatwo się zapominały, czy była to jednak kwestia dzisiejszego dnia? – A tak. Łzę. Namalowaną łzę na policzku. A właśnie. Jeśli zacznie mi lecieć krew z nosa to to nic takiego.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
21.04.2024, 16:05  ✶  
– Hm… właściwie przyszło mi to do głowy, jak zobaczyłam ten napis o piątku trzynastego, że ostatnio z tą klątwą to też był piątek trzynastego i wtedy z tym gniciem… – przytaknęła Brenna. Właściwie to był już czwarty piątek trzynastego: najpierw robak, potem gnicie, później starożytna klątwa i wreszcie dziś. – A jeśli już o gniciu, jak się miewa Octavian? Mam nadzieję, że nie zepsułam go na stałe. W każdym razie to bzdura, że wszystkie najdziwniejsze rzeczy przydarzają się w piątki, naprawdę. Najdziwniejsza rzecz, jaką pamiętam… tak, to na pewno był poniedziałek – stwierdziła i uśmiechnęła się na moment do własnych myśli na wspomnienie „najdziwniejszej przygody, jaką pamiętała”.
Mavelle wciąż chyba uważała, że Brennie się to wszystko przyśniło.
– Poza tym chyba kiedy pierwszy raz trafiłam do twojego gabinetu, to nie był trzynasty? – zastanowiła się. To było w końcu już ze dwa lata (i trzy piątki trzynastego) temu, więc nie potrafiła przypomnieć sobie dokładnej daty, ale coś się jej tłukło w głowie, że to był jakoś początek miesiąca. Może powinna to sprawdzić, tak na wszelki wypadek? Bo jeśli to jednak był trzynasty, i byłby to piąty piątego trzynastego, to sprawa faktycznie zaczynała być odrobinę dziwna. – Rok 66, chyba jakoś lato… lipiec? A nie, zaraz, raczej czerwiec, w lipcu mieliśmy seryjnego podpalacza – stwierdziła, próbując znaleźć w pamięci odpowiednie daty. Ale ni cholery nie mogła sobie przypomnieć, że to był szósty.
Odruchowo dostosowała swój krok do kroku Basiliusa. Sama Brenna chodziła szybko, tak szybko, że jako nastolatka nieraz wysforowywała przed grupę, tylko po to, żeby potem na przykład zawrócić i ich obiec, albo zacząć iść przed nimi do tyłu, bo wtedy ich wszystkich widziała, a idąc tyłem automatycznie zwalniała. Ale od tamtej pory nauczyła się poruszać mniej więcej w takim tempie, jak osoby idące z nią – a że zdarzało się jej spacerować z takimi Norą czy Danielle, raczej niskimi i odrobinę niezdarnymi, to i tutaj szła grzecznie, nie wybiegając na przód. I zerkała częściej niż na śliski chodnik na Prewetta, tak na wypadek, gdyby on postanowił jednak mdleć albo poślizgnąć się na lodzie.
– Och, on, kandydat numer dwa – powiedziała, co w jego uszach mogło zabrzmieć niezrozumiale, ale ją niesamowicie wręcz usatysfakcjonowało, bo miała rację, wskazując go Gregory’emu jako tego najbardziej podejrzanego! Ha. Brenna może i rzadko mówiła „a nie mówiłam”, ale chyba jak każdy, lubiła tę rację mieć. Zaraz satysfakcja jednak minęła jak ręką odjął, a Brenna spojrzała na twarz Basiliusa, jakby już spodziewając się zobaczyć na niej ślady krwi.
– Jasne, spontaniczne krwotoki z nosa to nic, na co warto zwracać uwagę – odparła, takim tonem, że ciężko było powiedzieć czy mówi poważnie, czy tez jest to stwierdzenie ironiczne. – Co zrobiłeś po tym, jak uniknąłeś tego pierwszego ciosu?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#15
21.04.2024, 22:07  ✶  
Chociaż był to ich czwarty wspólny piątek trzynastego, Basiliusowa matematyka, zazwyczaj całkiem dobra, podpowiadało mu zupełnie nowe i eksperymentalne metody liczenia czasu, które pewnie, gdyby były wykorzystywane w magimedycynie, szybko pozbawiłyby go zawodu.
– Octavian? Dobrze. Po hm... Twoim przypadku wziął wolne na tydzień, ale potem wrócil do studiów jakby nigdy nic. Chociaż... Gdy mnie zobaczył ostatnio w kafeterii zaczął bardzo głośno opowiadać o tym jak poradził sobie z przypadkiem... przypadkiem gnijącego ucha, więc to chyba jakoś dalej w nim siedzi – Aby było zabawniej przez to doprowadził do omdlenia jakiegoś innego studenta. Krąg życia, czy coś takiego. – Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co ci się przydarzyło w poniedziałek.
Brenna miała rację. Ich pierwsze spotkanie nie miało nic wspólnego z piątkiem trzynastego.
– Szósty czerwca dokładniej – Wiedział, bo przecież spisał jej przypadek dokładnie. Robaka też. Gnicie też. Klątwę też. Kiedyś pewnie mógłby zrobić z tego pracę naukową o ile jego koledzy po fachu nie uznają, że to wszystko sobie wymyślił.
Oderwał na chwilę wzrok spod nóg, by zerknąć na nią i upewnić się, czy czegoś źle nie usłyszał.
– Kandydat numer dwa? Przepraszam, ale... Kandydat numer dwa? – spytał, nie chcąc mówić, że najwyraźniej czuje się dalej na tyle słabo, że chyba się pogubił, ale najwyraźniej czuł się na tyle słabo, że chyba się pogubił.
– Sporadyczne. Są to raczej sporadyczne krwotoki – Chociaż mogą być też spontaniczne, ale jednak większą szansa na ich wystepienie była wtedy, gdy doprowadzał się do takiego stanu, jak dzisiaj. – I tak. One nie są... Alarmujące – A na pewno nie bardziej, niż potencjalne omdlenie. – Po prostu nadwrężyłem się dzisiaj. To tyle. – Co zrobił po uniknięciu ciosu? Eeee. Chyba w emocjach zaśmiał się z atakującego, stwierdzając, że wypił za dużo whiskey i by lepiej sobie poszedł, bo inaczej zrobi sobie krzywdę. – Zasugerowałem, by lepiej przestał i udał się do domu. Był pijany. Ale wtedy tamten mu oddał i... – skrzywił się. – Przepraszam... Możemy się na chwilę zatrzymać?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
22.04.2024, 08:20  ✶  
- Może chciał cię przekonać, że jednak nie przeraża go gnicie? - podsunęła Brenna, walcząc z uśmiechem cisnącym się na usta, bo to nie była sytuacja odpowiednia do uśmiechania się. Chociaż gdyby Prewett wspomniał, że przy okazji zemdlał inny student, to pewnie nie zdołałaby się powstrzymać. - Jestem pewna, że byś mi nie uwierzył, więc może nie będę opowiadać.
Poza tym nie czuł się. Najlepiej. Niektóre opowieści nie były przeznaczone na okazje, gdy ktoś właśnie czuł się bardzo paskudnie i miał chyba pewne trudności z zebraniem myśli.
- O. Widzisz? Żaden trzynasty... tylko.... ehem... 6.6.66 - powiedziała powoli, uświadomiwszy sobie, że pewnie zapamiętał tę datę głównie dlatego, że też była jakaś dziwna. Brenna nienawidziła numerologii i nie znała mugolskiego świata aż tak dobrze, by wiedzieć, co dokładnie zdaniem niektórych oznacza taka liczba, ale coś tłukło się jej w głowie z jakiejś marnej, mugolskiej powieści, że chyba ta całe szóstki miały być związane z jakimś mrokiem albo coś takiego... - Jestem pewna, że to przypadek - stwierdziła jednak, jedynie w duchu obiecując sobie, że gdy następnym razem wpadnie na Basilusa, sprawdzi kalendarz. Tak... na wszelki wypadek. Pod kątem wszystkich trzynastego, piątków i szóstek. Chociaż nie to, że wierzyła szczególnie w takie rzeczy. (Nie mogła jednak powiedzieć, że nie wierzy w nie wcale, gdy mieszkała pod jednym dachem z Morpheusem, który żył, oddychał i śnił przepowiedniami.)
– To… – zawahała się. Jeszcze pięć minut temu była prawie profesjonalna, ale teraz szli we dwoje przez Pokątną i ten zalążek bycia poważną brygadzistką, jaki czasem prezentowała podejrzanym i przesłuchiwanym, pryskał, wraz z zatarciem granicy pomiędzy „przesłuchuję świadka” a „odprowadzam znajomego, żeby nie wyjebał się na twarz w ciemnym, zimnym zaułku”. Odpowiedziała więc, chociaż słowa dobrała odrobinę mniej brennowo niż zwykle. – Zeznania nie są zbieżne. Pan z łzą i jego znajomy wskazali jako winnego inną osobę. Ten pan z kolei przysięga, że użył drętwoty, a nekromancją posłużył się właśnie pan z łzą. Kelnerka upiera się jednak, że czar rzucił jeszcze ktoś inny. Trzech kandydatów. Tego wskazano nam jako drugiego. Ofiara jest chwilowo nieprzytomna, a w zamieszaniu nikt inny nie widział, kto rzucił zaklęcie – wyjaśniła, całkiem jak na siebie rzeczowo, i nie wdając się w szczegóły, których nie powinna mu wyjaśniać, na przykład nie wskazując, kim byli kandydaci numer jeden i numer trzy, żeby potem nie wpłynęło to, gdyby musiał dokonywać rozpoznania. Brenna podejrzewała jednak, że nie będzie to konieczne: teraz mogli gościa trochę przycisnąć. – Od początku wydawało mi się, że to dwójka.
Kelnerka wydawała się trójkę znać. I Brenna miała wrażenie, że wskazuje go jako winnego ze względu na osobistą urazę.
– Czy chcę wiedzieć, co pomyślałeś? – zastanowiła się, a potem przystanęła, kiedy spytał, czy mogą się zatrzymać. Zatrzymywanie się w chłodzie, gdy czułeś się nie najlepiej, zwykle nie było dobrym pomysłem – lepiej to on się nie poczuje. – Nie że mi się spieszy, ale może po prostu się podeprzyj? – zaproponowała, podsuwając mu ramię i powstrzymując się przed zadaniem kolejnego pytania, czyli czy zobaczył, w którym momencie do akcji weszły noże.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#17
22.04.2024, 17:25  ✶  
– Oh z pewnością. Szkoda tylko, że przez to zepsuł innego studenta – rzucił całkiem rozbawiony. Ciekawe, czy za kilka lat ten sam student postanowi pochwalić się swoi brakiem reakcji na gnicie komuś innemu, przez co inny student zemdleje, a za kilka lat... I tak dalej i tak dalej.
– 6.6.66 – wymamrotał tylko cicho. – Tak. To na pewno przypadek... tylko przypadek. – Jeden problem na raz. Jeśli spotkają się potem w kolejną dziwną datę, to może zacznie poważnie się tym martwić. Na razie jednak postanowił sobie zrobić wolne od tego.
– Na Merlina... Podziwiam cię, że to ogarniasz. – Czasami miał wrażenie, że ma dosyć, gdy jego pacjenci próbowali kręcić. Co dopiero kilku świadków, z którego każdy miał inna wersję wydarzeń. – Kelnerka... Ta blondynka? Schowała się wtedy pod stołem, bo ktoś zaczął rzucać szklankami, więc nie mogą tego widzieć. – Tak. Tego był pewny. – Jak dla mnie to też była dwójka.  Poza tym... Za każdym razem gdy... Dobrze mu szło to śmiał się jak zła żaba. – rzucił nieco żartobliwie.
– Co pomyślałem? – spytał, nie wiedząc czy chodziło o krwotoki, czy też kandydata numer dwa. A może i jeszcze coś innego.
Zatrzymał się i spojrzał na nią nieco niepewnie. Jak on tego nie lubił. Być w takim stanie, że coraz bardziej i bardziej musiał prosić o pomoc osoby, które nie należały do tej kategorii bliskich przyzwyczajonych do życia ze złośliwościami jego serca. Z drugiej strony sam Brennę widział na przykład gnijącą.
Skinął głową i dał sobie pomóc.
– Jesteśmy już... Niedaleko. Wiesz, normalnie zaprosiłbym cie na herbatę, ale.... Hm... Może innym razem – posłał jej słaby uśmiech, gdy ruszyli dalej.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#18
23.04.2024, 08:06  ✶  
- Czy mój przypadek rozpoczął jakąś nową linię psucia studentów? Chrztu bojowego gotowych na specjalizację? I hej, skoro to Octavian popsuł studenta, nie pan z gnijącym uchem, to TY zepsułeś Octaviana, nie ja – wytknęła Brenna, odrobinę rozbawiona wizją tego, że przez kolejne dwadzieścia lat będzie powtarzała się taka sytuacja... Ale nie, żeby naprawdę się tego spodziewała.
Ostatecznie szanse na coś takiego były statystycznie, znaczy się numerologicznie, bardzo niskie.
- No cóż, za to zupełnie nie mam pojęcia, jak usunąć dziwne, czarne plamy, poradzić sobie z gniciem i zdjąć starożytne klątwy – odparła lekkim tonem, bo w gruncie rzeczy to jego praca wymagała jednak bardziej specjalistycznej i zarazem szerszej wiedzy. Ona musiała tylko nauczyć się formułki aresztowania, dobrze unikać i rzucać zaklęcie wiążące, no i wyłapywać, kiedy podejrzani kręcą i opowiadają bzdury. Kandydat numer dwa takie bzdury na pewno opowiadał.
Świerzbiły ją ręce, by wyciągnąć notatnik i zanotować słowa o kelnerce - bardzo cenna informacja - ale się powstrzymała. Przecież nie zapomni i zaraz po odprowadzeniu Basiliusa pomknie do Minosterstwa, aby o tym szepnąć Gregoryemu, nawet jeśli będą mogli to wykorzystać w pełni dopiero jutro.
- Kiedy wspomniałam o kandydacie numer dwa – wyjaśniła. - Żabi śmiech. W porządku, to musi być on. Każdy, kto śmieje się jak żaba, jest podejrzany - oświadczyła z taką powagą, jakby naprawdę była gotowa aresztować kogoś na podstawie nieodpowiedniego śmiechu.
Zdarzało się jej już podtrzymywać pijanych, mdlejących, krwawiących albo oszołomionych. Ją też podtrzymywano czasem w dziwnych okolicznościach przyrody, kiedy na przykład rozbiła sobie o coś głowę. Nie miała więc absolutnie nic przeciwko udzieleniu mu pomocy, i była bardzo wdzięczna, że tę pomoc przyjął, zamiast upierać się, że da sobie radę (jak jej czasem się zdarzało), by potem malowniczo zemdleć (jak jej zdarzyło się na całe szczęście tylko raz).
– Herbatę zwykle pije się lepiej, kiedy wszyscy w towarzystwie są w pełni przytomni – zgodziła się z nim. – Jak przyjdziesz podpisać zeznania, dostaniesz za to absolutnie paskudną, biurową kawę. Dziękuję za współpracę, twoja relacja bardzo nam pomoże. To ten budynek tutaj? – upewniła się jeszcze, odprowadzając go po same drzwi. A potem gotowa poczekać minutę, czy na pewno w oknie zapalą się światła, i nie padł tuż za progiem – dopiero później się deportowała.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3457), Brenna Longbottom (3856)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa