• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [08.08.1972] Szaleństwo Windermere. Owoce lata. | Leo & Nora

[08.08.1972] Szaleństwo Windermere. Owoce lata. | Leo & Nora
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#11
25.04.2024, 12:17  ✶  

Dawno nie czuła takiej beztroski. Nie wiedzieć czemu, wszystkie ostatnie komplikacje jej życia wydawały się zniknąć podczas tego krótkiego wypadu. Jakby znaleźli się w jakiejś innej czasoprzestrzeni. Nie liczyło się nic, tylko Leo i to, jaki był cudowny i wspaniały. Do tego wszystkiego, on również zachowywał się, jakby tylko ona była ważna. Niesamowite, że ich tak jednocześnie to uderzyło, że też potrzebowali oddalenia się od cukierni, żeby to wszystko zauważyć. Zmiana otoczenia najwyraźniej mogła zdziałać cuda.

Mogłaby trwać w tym pocałunku nawet cały dzień. Nie myśleć o niczym, ani o nikim, zatracać się w tej beztrosce, kiedy nic innego nie miało znaczenia. Nic się nie liczyło. Po co właściwie się tutaj udali? Nie miała pojęcia, to w ogóle nie było teraz ważne. Istotne było to, że ich usta wydawały się pasować do siebie idealnie, pocałunki były słodkie niczym lukier na jej pączkach, tyle, że nie takie mdłe.

W końcu oderwał się od niej, spoglądała więc na niego swoimi błyszczącymi oczami, i zastanawiała się dlaczego przerwał tę krótką chwilę zapomnienia, co chciał jej powiedzieć?

- Leo, uwielbiam cię, ale to chyba wiesz, od samego początku cię uwielbiam. - Stał się przecież jej ulubionym pracownikiem, i to wcale nie dlatego, że najlepiej mu szła praca w Kawiarni. Wydawało jej się, że mu powtarzała, może czuł się mało doceniony? Będzie musiała mu to częściej powtarzać.

Po chwili padł na kolana. Nie ukrywała swojego zdziwienia, miała ochotę go pociągnąć do góry, jednak z jej siłą... na pewno nie była w stanie tego zrobić, nawet nie spróbowała. Nie mógł tak przed nią klękać, z tą całą swoją wspaniałością, nie była przecież tego warta.

Jego słowa uderzyły w nią dość mocno. Chyba nieco otrzeźwiała. Jak to tak, wyjść, za niego? To nie tak, że go nie uwielbiała, naprawdę miała świadomość o jego cudowności, ale czy nie było to zbyt spontaniczne? Ledwie się znali, a do tego był taki młody, miał do odkrycia cały świat, a ona by była jego kulą u nogi, ograniczeniem. Nie chciała być tym, co będzie ciągnęło go w dół, miał kwitnąć, niczym piękny słonecznik wzbijać się w stronę słońca.

- To nie tak, że bym nie chciała słońce, ale nie wydaje ci się, że to za szybko? Co jeśli ta spontaniczna decyzja odbije ci się później czkawką? - Próbowała przemówić mu do rozsądku.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#12
28.04.2024, 19:24  ✶  
- Musimy się trzymać razem. Zawsze razem. Na zawsze - odpowiedziałem jej. Nie rozumiałem, czemu się wzbrania, ale najwyraźniej brało się to z tego, że nie widziała jeszcze tej tęczy nad naszymi głowami, złotych monet w naszych kieszeniach, wiecznej radości i zabawy, którymi mogliśmy się wzajemnie obdarzać. Czy ona kiedykolwiek widziała zderzenie dwóch słońc?! Nie można było do tego dopuścić! Powinny się czule przytulić, otoczyć wzajemną troską, miłością i całym lukrem niesamowitości. Byliśmy dla siebie stworzeni - Matka Natura obdarzyła mnie tą wiedza i zamierzałem tę wiedzę przekazać również Norce. W swoim czasie, bo nie musiała się niczego obawiać. Wystarczyło, że popłynie z nurtem fascynacji, nurtem, który był zarazem naszym przeznaczeniem.
- Oj głuptasie! Nie musimy brać od raz ślubu. Możemy go wziąć... jutro! - zaśmiałem się, podrywając się na równe nogi by znowu zatopić się w jej cieple, kobiecych kształtach, żeńskim słońcu wspaniałości. Nie zderzaliśmy się. Czule się przytulaliśmy, a ja ponownie cmoknąłem ją w policzek. Jeden, drugi raz, trzeci również. Cmoknąłem w czoło, w usta, w usta ponownie i zaraz też pocałowałem bardziej głęboko, ujmując ją za te pucate policzki. - Żartowałem z tym ślubem jutro, ale możemy go powoli planować. Na spokojnie. Najważniejsze jest to, żebyśmy byli razem. Już na zawsze! Tak jak ci mówiłem - odparłem do niej by nie czuła się tym wszystkim przeciążona. Ja byłem szalony. Wszystko bylem w stanie wziąć na klatę, ale Norka była taka delikatna, taka niewinna. Wiele tez w życiu przeszła, więc nie dziwiłem się, że była bardziej ostrożna, że miała jakieś czarnowidzkie wizje. Ale to nic! Ja się ich wszystkich wyzbędę. Mogłem walczyć o jej myśli z depresją! Mogłem nawet wydrapać depresji oczy, byle moja Norka już wiecznie się uśmiechała.
- Uwielbiasz mnie, ja uwielbiam ciebie... To jest niczym dar od niebios! Nie mogę sobie jedynie darować, że nie dostrzegłem tego wcześniej, ale ja to wiedziałem, ja to czułem, od pierwszego momentu, od tej chwili, kiedy po raz pierwszy moje oczy ujrzały to ogłoszenie w gazecie o pracy. Ja już wtedy wiedziałem, że to miało głębsze dno i się nie pomyliłem. Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę, że od razu do ciebie przybiegłem o tę pracę... Chcę już zawsze być z tobą i pracować już na zawsze w Norze Nory. Chcę się nauczyć wypiekać ciastka żeby móc wypiekać je razem z tobą... I ja wiem, że do tego wszystkiego trzeba czasu. Dam ci go, ile tylko potrzebujesz, jedynie zgódź się na to drobne szaleństwo. Bycie spontanicznym nie jest złe. JEST DOSKONAŁE - podszepnąłem jej niczym ten diablik paskudny, ale sam osobiście wyznawałem tę politykę. Jakoś wciąż funkcjonowałem, przy czym to funkcjonowanie nie można było nazwać funkcjonowaniem. To było życie pełnią życia!
Ująłem jej dłonie i czule je pocałowałem. Byłem wszędzie, jednoczesnie będąc tu i teraz. Z nią.
- Co o tym sądzisz? Co o tym myślisz??? - zapytałem ją z nieskrywaną nadzieją. Wolałem być szczery w pełnej ferii moich emocji, bo skrywanie czegokolwiek byłoby już fałszem, a fałsz nie był mru.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#13
29.04.2024, 11:13  ✶  

- Tak, na zawsze. Na zawsze razem. - Powiedziała cicho. Darzyła go uwielbieniem, w to nie wątpiła nawet chwili, tylko, czy była to miłość, czy mogłaby faktycznie spędzić z nim resztę życia? Czuła, że by go ograniczała, że przez nią mógłby zgasnąć, przestać tak jasno świecić, a zdecydowanie nie tego chciała. Może coś mu się ubzdurało, że o tym marzył, ktoś taki jak on nie mógł przecież chcieć spędzić życia przy takiej zwyczajnej osobie jak ona, do tego ze skazą w postaci dziecka. Nie powinna w ogóle się na to zgadzać, mimo całego uwielbienia, które do niego odczuwała.

- Jutro? Nie sądzisz, że to i tak trochę za szybko? Wiesz, jakieś przygotowania, ślub to całkiem spore przedsięwzięcie. - Jeśli już mieliby brać ślub to musiałby być wspaniały, Leo zasługiwał na wspaniały ślub, bo przecież był najcudowniejszą osobą na świecie. Należało mu się, by wszystko, co go dotyczy było wyjątkowe.

Na szczęście uniósł się już z kolan, i znowu ją czule obejmował. Miała wrażenie, że nawet to ciepło jego ciała było wyjątkowe, nikt nie mógł temu dorównać. Nie, żeby miała w swych ramionach szczególnie wielu mężczyzn, ale ten dotyk różnił się od wszystkich, które znała. Było w nim coś niesamowitego. Ponownie cmokał ją po twarzy, znowu przestała myśleć o wszystkich głupotach, które ją trapiły. - Już się bałam, że naprawdę chcesz wziąć jutro ślub. - Dodała z uśmiechem. Nie mogła przestać się uśmiechać, kiedy spoglądała na tego chłopaka, miał w sobie tyle pozytywnej energii, nikt nie mógł mu dorównać.

- Na zawsze, to bardzo długo. - Dodała jeszcze, bo miała wrażenie, że nie do końca sobie zdawał z tego sprawę, bo takie deklaracje naprawdę były bardzo poważne. Mimo tego swojego uwielbienia, jakie miała do niego, to trochę ją przerażała taka spontaniczna decyzja.

Jego argumenty, wydawały się nawet mieć sens, mimo to trochę ją przerażał ten jego entuzjazm, może właśnie dzięki niemu był taki wyjątkowy, bo nikt inny nie pokusiłby się na takie plany w zaledwie chwilę. - Myślę sobie, że możemy to przemyśleć, przegadać, na spokojnie w cukierni. Martwi mnie, że to może być takie szybkie i ulotne, z drugiej strony, może właśnie o to chodzi w życiu, żeby dodać do niego trochę spontaniczności. - Może dokładnie tego brakowało w jej bardzo stonowanym żywocie? Nie miała pojęcia, dlaczego jednak by tego nie sprawdzić?

- Tak właściwie to, wracamy już tam? Czy idziemy szukać tych jagód? - Nie do końca wiedziała, co powinni teraz zrobić, Leo na pewno wie lepiej, był przecież taki doskonały, on znał odpowiedzi na wszystkie pytania.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#14
03.05.2024, 14:01  ✶  
Oj, coś czułem, że kruszyłem te kamienne zasady Pani Norki, Szefowej Norki, Pani Szefowej... Teraz to już właściwie Mojej Najdroższej Norki, bo była słońcem moim, moim uwielbieniem, spełnieniem marzeń. Nawet się nie spodziewałem, że tak to się potoczy, ale na dobrą sprawę, to ja nigdy się nie spodziewałem. Po prostu robiłem ten krok, drugi, czasami jakiś skok, a dalej to już samo się działo. A teraz nie mogłem uwierzyć w to jedynie, że ona tak pięknie się uśmiechała i to do mnie, do Leo, do Leoleoleo, ten uśmiech był zarezerwowany dla mnie. Hehe. Mama miała rację. Powinienem częściej się słuchać mamy, ale z reguły było mi z jej słowami taaak baaardzo nie po drodze, że to raczej na dłuższe dystanse nie było możliwe do zrealizowania.
- Na zawsze to pełne słońce. Tu i teraz to tylko jego skrawek, jeden promień - zauważyłem, właściwie już czując się jak ten wygrany typ. Przegadanie to na spokojnie, w cukierki - to była dla mnie tylko formalność, gdyż nikt nie był w stanie zaprzeczyć, że mój urok osobisty to coś, z czym nie sposób było walczyć. Po prostu trzeba było głaskać i drapać... Z takim wyczuciem, cobym nie podrapał, no nie? Hehehehe. Matko Boginko Moja, jaki ja byłem przeszczęśliwy!
- Ależ oczywiście, że to przegadamy, aaaleee... ZGÓDŹ SIĘ WTEDY ZE MNĄ, HAHAHA. Będzie super, ja ci mówię. Niczego nie pożałujesz, moja droga, najdroższa!!! I oczywiście, że szukamy jagód. Piknik nie otwarty, jagód nie ma, a przecież po to tu przyszliśmy... Wybacz, że mnie tak poniosło, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Wiesz, ja to tak całym sobą czułem, musiałem pozwolić temu ujść, temu - mam na myśli uczucia do ciebie - wyjaśniłem jej i jeszcze raz przytuliłem się do niej, ucałowałem głęboko, jakby to było to, co dodawało mi sił żywotnych do dalszego funkcjonowania. Tak myślę, że to właśnie była miłość. Piękna była to miłość. Miałem ochotę nawet iść o krok dalej, ale nie chciałem też jakoś przerazić Norki, a po akcji w uliczce z Mayką, to wiedziałem przynajmniej, że z kobietami, które mi się podobały, jednak trzeba było obchodzić się delikatnie, bo nie wszystkie były tak otwarte jak ja. Ja byłem otwarty najbardziej, więc właściwie to ciężko było ze mną konkurować o bycie elastycznym. Ciekawe, czy to brało się z mojej kociej gibkości, czy może jednak z szaleństwa? Mama nie nauczyła mnie rozwagi. Ani Pani Psorka Transmutacji.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#15
05.05.2024, 21:17  ✶  

Norka nie do końca wiedziała, czy to wszystko, no czy to było odpowiednie, bo może i czuła do Leo ogromne uwielbienie, bo przecież był taki cudowny, taki wspaniały, to jednak była jego szefową. Ta myśl jej nie opuszczała, nie powinna sobie pozwalać na takie rzeczy, bo co jeśli ktoś się dowie, jeśli ktoś powie, że to nieodpowiednie, że sprowadza takich słodkich chłopców na manowce? Ograniczałaby go tylko i nie pozwoliła mu rozwinąć skrzydeł, a to było ostatnią rzeczą na którą zasługiwał. Musiał chcieć więcej, musiał dostać więcej, wszystkie wspaniałości tego świata.

- Czyli to dopiero początek. - Powiedziała cicho, jakoś trudno jej było w te słowa uwierzyć, bo co ten Leo mógł w niej widzieć? Była tylko cukierniczką, nie miała mu tak naprawdę nic do zaoferowania, do tego miała dziecko... Kto to widział, żeby taka osoba jak ona interesowała się kimś takim niesamowitym. To było dla niego za wiele, czuła pod skórą, że jest to niewłaściwe, ta myśl nie chciała jej opuścić.

- Zobaczymy, czy się zgodzę, czy nie zgodzę. Nie myśl sobie, że bym nie chciała, tylko myślę, że to za wiele dla ciebie, takiego młodego promyczka słońca, zasługujesz na coś więcej. - Postanowiła chociaż nieco mu wyjaśnić dlaczego się tak wahała. To zawsze, na zawsze wydawało jej się być nieprawdopodobne, bo przecież on mógł zdobyć cały świat tym swoim entuzjazmem, optymizmem, a z nią skończyłby siedząc w cukierni, całymi dniami, piekąc ciastka, czy rzeczywiście to wszystko na co zasługiwał? Wątpiła w to mocno. Oby chciał dla siebie czegoś więcej. Nie chciała ciągnąć go w dół. Nie mogła by sobie tego wybaczyć.

- Och, całym sobą czułeś, nie wiem, jak do tego doszło, bo sama wcześniej nawet bym nie pomyślała, że możesz chcieć, czegoś takiego ze mną... - Nie musiała więcej mówić, bo szybko przytulił ją znowu i ponownie pocałował. Ech, te jego pocałunki, to też były niesamowite, wspaniałe, jakby kryło się w nich wiele. Mogłaby tak z nim stać tutaj bez końca. Nie spodziewała się, że ten krótki wyjazd pracowniczy może się zakończyć w ten sposób, w życiu by jej to przez myśl nie przeszło, bo i wcześniej bardzo lubiła Leo, ale dopiero dzisiaj otworzyła oczy, dopiero dzisiaj dotarło do niej, jaki naprawdę jest wspaniały.

Gdy wreszcie się od niego odkleiła, złapała dłoń chłopaka w swoją. - Musimy szukać tych jagód, coś trzeba będzie im pokazać, jak wrócimy. - Czuła, że będą musieli się wytłumaczyć z tego wyjazdu, przydałoby się chociaż trochę owoców, żeby nie wzbudzić podejrzeń, nie chciałaby, żeby ich współpracownicy ich oskarżyli o cokolwiek. Powinni się ruszyć i wziąć do roboty.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#16
18.05.2024, 20:49  ✶  
Coś mi tu nie grało, coś mi tu bardzo nie grało. Nie mogłem dać się zwieść słowom Norki... Ona chyba mnie nie chciała. Mówiła, żebym tak sobie nie myślał, ale skąd mogła tak pomyśleć, że ja bym tak pomyślał??? Musiała sama tak pomyśleć, tak właśnie pomyśleć bezdusznie! Nawet nie brała poprawki na moje uczucie, na moje uwielbienie, ja jej serce na tacy byłem gotowy podarować, a ona... Ona mnie nie chciała. ONA MNIE NIE CHCIAŁA. Wydawało mi się, PRZEOGROMNIE MI SIĘ WYDAWAŁO, że mnie nie chciała. Że co? Że niby byłem za młody? Że bycie z nią to dla mnie za wiele?!?!?! Ja byłem stworzony by być z nią już zawsze, na zawsze, na całą wieczność.
Pokręciłem głową. W tej chwili gdzieś miałem, co pomyślą czy powiedzą inni... Na dobrą sprawę, w obliczu tego dramatu, w głębokim poważaniu miałem również jagody, jagodzianki i inne wypieki. Dla mnie w tej chwili liczyła się tylko Norka, a przede wszystkim bycie z nią. Była taka śliczna, taka prawdziwa, taka ciepła. Nie rozumiałem, czemu mnie nie chciała. Jak mogła mnie nie chcieć!
- Nie, Norka, ty tak nie mów! Jak możesz tak mówić...? Co ci się we mnie nie podoba. Ja to zmienię, zmienię wszystko, tylko powiedz. Nie chcę być przez ciebie odrzucony. Jeśli chcesz, już nigdy więcej nie przemienię się w kota! Mogę rzucić staż w Mungu - oczywiście, że to zrobię. Mogę zerwać kontakty z rodziną. Nie mówić samogłoski e. Cokolwiek sobie zażyczysz. Jeśli uważasz, że jestem za młody, jeszcze dziś kupię eliksir postarzający albo poproszę o klątwę. Mogę być stary i mieć reumatyzm, aby powiedz, że będziemy już zawsze razem. Nie zniosę tego, jeśli dasz mi kosza... Ja to tu czuję, głęboko w sercu, że muszę być z tobą, że nie mogę odstępować cię na krok... Te twoje oczy, ten szeroki uśmiech... Jest w nich blask, który rozjaśnia moją duszę. Po prostu nie możesz mi tego odmówić, ja zrobię wszystko. Ja naprawdę zrobię dla ciebie wszystko - mówiłem, w którymś momencie próbując chwycić ją za ręce. Pragnąłem, żeby mnie wysłuchała, żeby powiedziała mi, co mam zrobić. Ja zrobię. Ja zrobię to od razu, byleby nie mówiła zobaczymy, niepewna, czy może jednak się nie zgodzi. Nie zgodzi! NIE ZGODZI! Toć ja tu umrę, uschnę, jakiem tu stał. To było potworne.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#17
18.05.2024, 22:11  ✶  

Norka po prostu czuła, że on zasługuje na coś lepszego niż życie u jej boku. Nie chciała ograniczać tego cudownego kota, który miał przed sobą cały świat. Mógł osiągnąć wszystko, czego tylko zapragnął, ona by go jedynie ograniczała, niczym kula u nogi, do tego z dzieckiem... To nie był dobry pomysł, szczególnie, że naprawdę zależało jej na tym, żeby dostał od życia wszystko co najlepsze, bo był taki cudowny, idealny, nie mogło być inaczej.

Wszystko mówiło jej o tym, że nie powinien się z nią związać. Fakt, jego usta były przesłodkie, potrafił całować, jak nikt inny - wiele by dała, żeby to właśnie z nią splótł swoje życie, ale czuła gdzieś pod skórą, że nie powinna mu pozwolić na popełnienie takiego błędu. Nie mógł z nią być. Lepiej by się stało, gdyby puściła go wolno, mimo, że pewnie mocno by to przeżyła. Musiała jednak mu to zasugerować. Tyle, że Leo wcale nie wydawał się być przekonany, co do jej pomysłu. Może faktycznie mu na niej zależało, może dzisiaj otworzyli oczy podczas tego krótkiego wypadku za klubokawiarnie? Może właśnie tego potrzebowali. Nie miała pojęcia dlaczego to się wydarzyło, znaczy wiedziała, czuła, że Leo jest najwspanialszą istotą, jaka kroczyła po ziemi. Nikt nie mógł mu dorównać.

- Chodzi o to słońce, że wszystko mi się w tobie podoba. Lepiej by się stało, jakbyś znalazł kogoś podobnego do ciebie, takiego niesamowitego. Ja nie jestem idealną kandydatką, ale spróbujemy! Nie obiecuję, że coś z tego wyjdzie, bo ciężko będzie mi ci dorównać w tej twojej wspaniałości, ale mogę spróbować. Nie musisz się zmieniać, bo jesteś idealny. - Chwycił ją za ręce. Ta bliskość powodowała, że zdrowy rozsądek uciekał. Nie mogła jednak być taka samolubna, bo w końcu chodziło o niego - najwspanialszą istotę, jaka pojawiła się w jej życiu.

Zachęciła go do powrotu do klubokawiarni, bo czuła, że nie ma sensu dłużej tutaj dyskutować nad tym wszystkim, lepiej przegadać to na spokojnie, kiedy nieco ochłoną.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leo O'Dwyer (3349), Nora Figg (3453), Pan Losu (87)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa