09.05.2024, 21:12 ✶
SUMA: Tak zaczynają się fobie
I na co mi to wszystko? Po co się wysilałem? Głupie to wszystko. Fukał w myślach raz po raz nie wiedząc czy winę zwalać na siebie czy na kogoś innego. Przyszedł tu i gofra z tego będzie mieć. Lepiej było z domu nie wychodzić, dobrze matka mu mówiła! Ojciec jeszcze lepiej, chociaż nie... Ojciec miał inne podejście do tego, wiedział to, ale często ukrywał co myśli przytłoczony miłością do swojej szalejącej kobiety. Rozumiał, że i on i ona mają racje pomimo tego, że uważali inaczej. Świat jest bardzo względny i bezwzględny, a tym razem był do tego jeszcze upierdliwy. Do tego najbardziej irytowało go to, że nic z tym zrobić nie może, przynajmniej póki co. Miał pokładać swoje nadzieje w jakimś leniwym facecie, co patrzył na niego jak na jełopa! Jasne, już widział, jak sprawa trafia dalej. Poczekają miesiąc czy dwa aż się przedawni, po czym spalą papiery jednym, prostym zaklęciem.
Schował papiery do torby i nafurany w duchu, bo przecież nie śmiałby tego pokazać, szedł przez korytarz, do windy. Jeszcze jedna sprawa do załatwienia i będzie mógł iść do domu, w teorii, chyba, że go zatrzymają na dalsze pogaduszki. Westchnął ciężko, wciskając przycisk wzywający windę. Nie chciał nią jechać, od zawsze nie lubił wind, były dla niego dziwne, może też dlatego nie lubił teleportacji. Jesteś tu, a potem tam. Wchodzisz do pudełka, które zamyka się i po chwili gdy drzwi ponownie się otworzą jesteś w nowym miejscu. Czasem jednak trzeba było się nią przejechać, dlatego gdy krata się rozsunęła wszedł do środka, dziękując bogom, że nikogo w środku nie zastał. Podumał chwilkę nad panelem, nie do końca pewien jakie piętro ma wybrać, jaki departament, ale w końcu nacisnął to co mu się wydawało, najwyżej będzie musiał kogoś dopytać o drogę, albo szybki wciśnie kolejny wybór, by go zabrało w jakiekolwiek byle inne miejsce.
Poprawił lekką kurtkę na ramionach i ułożył dłoń na torbie, jakby się bał, że nagle zniknęła, że jakimś cudem ją zostawił. Winda drżała lekko, trzęsła się, a zestresowany wilkołak zabrał się za ponowne przeszukiwanie swojego bagażu podręcznego. Skupienie na wyszukiwaniu papierów na pewno odwróci jego uwagę od narastającego niepokoju. Dokładnie tak, papiery, papiery, hmm długopis, ołówek, tak portfel z dokumentami też ma, bo jak mógłby w ogóle bez tego wychodzić z domu? Wyciągnął jeszcze w międzyczasie butelkę z wodą i upił kilka łuków. Robiło mu się niedobrze. Winda zaczęła zwalniać, więc szybko schował butelkę, zapiął torbę i niepewnie wbił wzrok w kratkowane drzwi przed sobą. Dopiero wtedy kątem oka popatrzył na panel, zastanawiając się czy nie zatrzymują się przypadkiem na innym piętrze, by zgarnąć innego interesanta wybranego przez wilkołaka piętra. Nie chciał, żeby ktokolwiek się dosiadał. Proszę, proszę, proszę. Już niech nikt nie wsiada do windy. Ostatnio mdliło go na myśl o kontakcie z kimś innym niż własne lustrzane odbicie. Czasem jednak trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym, bo sam niestety do tej grupy się nie zaliczał. Mimo wszystko, nie dziś! Niech los się zlituje, ma tyle na głowie, tyle problemów i zmartwień, rozterek i złości z tyłu głowy. Nie chciał przypadkiem obciążyć kogoś swoimi problemami, nie chciał wydać swoich zamiarów, do których jeszcze nie do końca się przyznawał, ale które powoli w nim zaczynały rozkwitać.
W końcu winda się zatrzymała, drzwiczki szczęknęły i oczom Enfera ukazał się nie kto inny jak...
I na co mi to wszystko? Po co się wysilałem? Głupie to wszystko. Fukał w myślach raz po raz nie wiedząc czy winę zwalać na siebie czy na kogoś innego. Przyszedł tu i gofra z tego będzie mieć. Lepiej było z domu nie wychodzić, dobrze matka mu mówiła! Ojciec jeszcze lepiej, chociaż nie... Ojciec miał inne podejście do tego, wiedział to, ale często ukrywał co myśli przytłoczony miłością do swojej szalejącej kobiety. Rozumiał, że i on i ona mają racje pomimo tego, że uważali inaczej. Świat jest bardzo względny i bezwzględny, a tym razem był do tego jeszcze upierdliwy. Do tego najbardziej irytowało go to, że nic z tym zrobić nie może, przynajmniej póki co. Miał pokładać swoje nadzieje w jakimś leniwym facecie, co patrzył na niego jak na jełopa! Jasne, już widział, jak sprawa trafia dalej. Poczekają miesiąc czy dwa aż się przedawni, po czym spalą papiery jednym, prostym zaklęciem.
Schował papiery do torby i nafurany w duchu, bo przecież nie śmiałby tego pokazać, szedł przez korytarz, do windy. Jeszcze jedna sprawa do załatwienia i będzie mógł iść do domu, w teorii, chyba, że go zatrzymają na dalsze pogaduszki. Westchnął ciężko, wciskając przycisk wzywający windę. Nie chciał nią jechać, od zawsze nie lubił wind, były dla niego dziwne, może też dlatego nie lubił teleportacji. Jesteś tu, a potem tam. Wchodzisz do pudełka, które zamyka się i po chwili gdy drzwi ponownie się otworzą jesteś w nowym miejscu. Czasem jednak trzeba było się nią przejechać, dlatego gdy krata się rozsunęła wszedł do środka, dziękując bogom, że nikogo w środku nie zastał. Podumał chwilkę nad panelem, nie do końca pewien jakie piętro ma wybrać, jaki departament, ale w końcu nacisnął to co mu się wydawało, najwyżej będzie musiał kogoś dopytać o drogę, albo szybki wciśnie kolejny wybór, by go zabrało w jakiekolwiek byle inne miejsce.
Poprawił lekką kurtkę na ramionach i ułożył dłoń na torbie, jakby się bał, że nagle zniknęła, że jakimś cudem ją zostawił. Winda drżała lekko, trzęsła się, a zestresowany wilkołak zabrał się za ponowne przeszukiwanie swojego bagażu podręcznego. Skupienie na wyszukiwaniu papierów na pewno odwróci jego uwagę od narastającego niepokoju. Dokładnie tak, papiery, papiery, hmm długopis, ołówek, tak portfel z dokumentami też ma, bo jak mógłby w ogóle bez tego wychodzić z domu? Wyciągnął jeszcze w międzyczasie butelkę z wodą i upił kilka łuków. Robiło mu się niedobrze. Winda zaczęła zwalniać, więc szybko schował butelkę, zapiął torbę i niepewnie wbił wzrok w kratkowane drzwi przed sobą. Dopiero wtedy kątem oka popatrzył na panel, zastanawiając się czy nie zatrzymują się przypadkiem na innym piętrze, by zgarnąć innego interesanta wybranego przez wilkołaka piętra. Nie chciał, żeby ktokolwiek się dosiadał. Proszę, proszę, proszę. Już niech nikt nie wsiada do windy. Ostatnio mdliło go na myśl o kontakcie z kimś innym niż własne lustrzane odbicie. Czasem jednak trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym, bo sam niestety do tej grupy się nie zaliczał. Mimo wszystko, nie dziś! Niech los się zlituje, ma tyle na głowie, tyle problemów i zmartwień, rozterek i złości z tyłu głowy. Nie chciał przypadkiem obciążyć kogoś swoimi problemami, nie chciał wydać swoich zamiarów, do których jeszcze nie do końca się przyznawał, ale które powoli w nim zaczynały rozkwitać.
W końcu winda się zatrzymała, drzwiczki szczęknęły i oczom Enfera ukazał się nie kto inny jak...