• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.07.1972, dwór Zmarzłoć] Szczególne miejsce | Robert & Nicholas

[13.07.1972, dwór Zmarzłoć] Szczególne miejsce | Robert & Nicholas
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
29.04.2024, 09:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 22:09 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.

13 lipca 1973, dwór Zmarzłoć
Robert & Nicholas


Wszystko było gotowe. Dopięte na ostatni guzik. Dograny został każdy jeden szczegół. Mogli przejść do działania. Zacząć realizować kolejne etapy całej tej operacji, którą Robert wziął na swoje barki - przekonany o tym, że podoła; że zdoła wszystko doprowadzić do końca. W niedługi czas po spotkaniu z Lorraine, naskrobał krótką wiadomość, przeznaczoną dla Nicholasa. Tradycyjnie poprosił Traversa o spotkanie. Tym razem jednak, wskazując na zupełnie inne miejsce. Obce im obydwojgu.
W wiadomości umieścił nazwę miejscowości. Wskazał też miejsce, w którym mieli się spotkać. Nie była to jednak nieruchomość, do której klucze ciążyły mu w kieszeni spodni. Na wszystko musiał bowiem przyjść odpowiedni moment. We wszystkim należało zachować należytą ostrożność. Nawet krótka chwila nieuwagi, mogła ich kosztować wiele. Nie mogli sobie pozwolić na choćby najmniejsze komplikacje. Nie mogli dopuścić do tego, żeby nad ich głowami zebrały się ciężkie, ciemne chmury. Takie, które każdorazowo zwiastowało problemy.

Czekał na jednej z ławek, umiejscowionej na niewielkim placu zieleni w centrum miasteczka. Cierpliwie. Obserwując najbliższą okolice. Ludzi, którzy być może byli w posiadaniu cennych dla nich informacji. To również planował sprawdzić, choć niekoniecznie teraz. W tym momencie. Osobiście. Nie zamierzał podejmować tak dużego ryzyka. Wystawiać samego siebie w pierwszym szeregu. Narażać samego siebie na to, że powiązania ze sprawą; ze śmierciożercami; zostaną odkryte. 

Podniósł się z zajmowanego miejsca, kiedy w niedalekiej odległości dostrzegł znajomą postać. Podniósł z ławki ciemnobrązową aktówkę, którą nie bez przyczyny zabrał ze sobą. Ruszył w stronę Traversa. Wyciągnął na powitanie dłoń, zamierzając wymienić się uściskiem. Odpowiednio przywitać ze swoim byłym uczniem. Bliskim współpracownikiem – o ile tak można było określić relacje, która ich ze sobą łączyła.

- Mam nadzieję, że dotarcie na miejsce nie stanowiło problemu? – odezwał się, zaczynając tym samym rozmowę. Wiadomo było jednak, że ta nie będzie trwała długo. Przynajmniej nie w tej formie. Pozornie luźnej pogawędki. Robert nie zwykł na to tracić czasu. – Czeka nas krótki spacer, nie chciałem ryzykować podawaniem w liście bezpośredniej lokalizacji. – wytłumaczył się, wskazując zarazem kierunek, w którym mieli się udać. Jedną z wielu dróg. Ta konkretna prowadziła na południe. Albo przynajmniej w tę część miasteczka zdawała się prowadzić.

Pogoda była bardzo ładna. Przyjemna. Lato w pełni. Temperatura wysoka. W przeciwieństwie do tego, co można było zaobserwować w poprzednich dniach, Robert zdawał się do tego dostosować. Miał na sobie spodnie oraz jasną koszulkę polo. Na krótki rękaw. Zdobiący kark odcisk łapy, zakrył natomiast przy pomocy otrzymanego niegdyś od brata, lekkiego, cieniutkiego szalika. Odpowiedniego jak na tę porę roku. Raz za razem poprawiał go, pociągał, jakby czuł się z nim nie do końca swobodnie. Nie dość komfortowo. Nie zamierzał jednak się go pozbywać. Zdejmować.

- Udało mi się zorganizować tutaj dla nas pewne miejsce. Zanim przejdziemy do działania, należy je odpowiednio sprawdzić i zabezpieczyć. Nieruchomość to własność pewnej mugolskiej kobiety, która tymczasowo wyjechała na wakacje. – wytłumaczył. Te, podobnie jak i również wcześniejsze słowa, starał się wypowiadać w taki sposób, żeby nie dotarły przypadkiem do nieodpowiednich uszu.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
30.04.2024, 00:15  ✶  

Otrzymanie wiadomości od Roberta, z prośbą o spotkanie,  ostatnim czasie bywały dość często. Tutaj jednak wyznaczone miejsce, było poza terenem Londynu. W odpowiedzi, Nicholas poprosił jedynie i dopasowanie się do swojego harmonogramu pracy. Nie zawsze mógł sobie pozwolić na wcześnie opuszczenie biura. Nie chcąc wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń. Czy to przełożonemu, czy zaś samej ciotki.

Ubrany w czarną koszulę z krótkim rękawem i ciemnogranatowe jeansy, z czarną torbą przewieszoną na ramię, Nicholas w okularach przeciwsłonecznych pojawił się na ulicy wskazanej w liście miejscowości. Udał tutaj prosto z Ministerstwa, korzystając częściowo z tradycyjnego środka transportu, niżeli samej teleportacji. Miejsce to było mu obce. Dopiero widząc je na własne oczy, był wstanie zapamiętać te charakterystyczne drzewa, oraz niewielkie budowle. Małe, jak na samotną wioskę.

Zgodnie z informacją w liście, powinien znaleźć gdzieś w pobliżu Roberta. Ruszył więc ulicą, parę metrów dalej dostrzegając znajomą sylwetkę. Mulciber już był. Czekał. Dla pewności określenia czasowego, Travers spojrzał na zegarek, zauważając prawie punktualną godzinę. Jakimś cudem udało mu się dotrzeć na czas.

Czarodziej oczekujący go w tym miejscu, ruszył w jego kierunku. Niewymowny wyciągnął dłoń w geście uścisku na powitanie.
- Żadnego. Dziękuję, że dostosowałeś się do czasu mojej pracy.
Potwierdził. Gdyby miał narzuconą wcześniejszą godzinę, byłby pewnie problem. A żaden z nich nie chciał takowych, mimo już obecnie istniejących. Dobrze było działać bez pośpiechu. Na spokojnie, z głową, przemyślanie.
Wstępnie Nicholas rozejrzał się po okolicy, choć zaraz dowiedział się, że ich cel podróży, znajduje się nieco dalej.
- Rozumiem.
Doskonale rozumiał. Ostrożność. Obawa, że sowa mogła zostać przechwycona. Ruszył zatem, towarzysząc Robertowi obok. Pogoda faktycznie im sprzyjała, choć Travers nie przepadał za takim słońcem. Lepiej czuł się w pochmurnych porach dniach. Zwrócił uwagę na ubiór Robeta, dostrzegając że pozwolił sobie odpuścić noszenie golfów. Zabezpieczył się z ukryciem klątwy, nieco inaczej. Jasne barwy, odbijające promienie słoneczne. Nie to co Nicholas, w barwach ciemnych, przyciągających ciepło. Travers miał już niestety taki styl.
- Jeżeli to mieszkanie albo zwyczajny dom jednorodzinny, powinno pójść nam szybko i sprawnie.
Nie miał pojęcia, jaka to posiadłość, nieruchomość. Jak wielka była. Jak bardzo stara, rzucająca się w oczy. O tym zapewne przekonają się na miejscu, jak tylko tam dotrą. Mniejsze lokacje szybko było można zbadać, ocenić i zabezpieczyć. Tym samym szybciej można było przejść do dalszego działania. Użycia Eksterioryzacji.
- Po drodze będziemy mieli także to konkretne miejsce, jakie mam zbadać?
Zapytał. Dobrze byłoby chociaż zorientować się o położeniu mieszkania Greybacka, jak daleko znajdował się od ich miejsca docelowego.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
07.05.2024, 19:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2024, 19:22 przez Robert Mulciber.)  

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, na ile mógł sobie pozwolić. Wystarczająco dobrze znał ludzi, z którymi współpracował. Nie były to jednostki mniej lub bardziej przypadkowe. Z każdą osobą posiadał już pewne doświadczenie. Jakąś wspólną historię. Dlatego też, planując całe to spotkanie, nie miał problemu z wybraniem odpowiedniej godziny. Z dostosowaniem się do możliwości, jakie Nicholas posiadał. Sam Travers zaś nie musiał obawiać się z jego strony większych problemów na tym polu.

- To dom jednorodzinny. Miejscowi zwykli go określać mianem dworu. - wyjaśnił, zarysowując tym samym sytuacje na tyle, na ile był w stanie. Nie miał dotąd czasu na to, żeby się temu bliżej przejrzeć. Przyjrzeć dokładniej. Bazował przede wszystkim na tym, co usłyszał oraz otrzymał od Lorraine Malfoy. Dziewczyna spisała się naprawdę nieźle. Warto było znać kogoś takiego. Mieć na wyciągnięcie ręki. - Dworu Zmarzłoć. - doprecyzował, podając pełną nazwę. - I tak, zadbałem o to, żeby trasa zahaczała również o te miejsce. Budynek nieco ucierpiał podczas naszej... kwietniowej akcji, aczkolwiek nie powinno stanowić to problemu. Prędzej nawet pewne... ułatwienie? - niby pytał, ale odpowiedzi nie oczekiwał. Zastanawiał się na głos. Zwyczajnie dzielił się swoimi przemyśleniami. Jak zwykle, miało to miejsce w ograniczonym stopniu. Nie pozwalał sobie na więcej.

Starając się nie być zbyt głośnym, zapoznawał Nicholasa z okolicą. Prowadził nieśpiesznie do celu. Kiedy zaś jego oczom ukazał się pierwszy, istotny punkt tej wycieczki, dyskretnie skinął głową. Starał się przy tym nie zwracać na siebie i Traversa uwagi miejscowych. Mogłoby kogoś zainteresować to, dlaczego znaleźli się właśnie w tej okolicy. Bezpieczniej byłoby tego uniknąć. Może nawet wcześniej zadbać o pewien kamuflaż? Zarazem jednak nie było mu śpieszno do tego, aby oddać się w ręce Lestrange, który posiadał w tym przypadku dość przydatne umiejętności. Robert nie był do nich przekonany. Wolał zaryzykować.

- Na następnym zakręci w prawo i już praktycznie będziemy na miejscu. - odezwał się kolejny raz. Kolejny raz był na tyle cicho, żeby wypowiedź dotarła wyłącznie do Nicka. Zarazem moment zabrania głosu nie był przypadkowy. W połączeniu ze skinięciem głową, podkreślał to, że właśnie to miejsce niewymowny powinien był zapamiętać. Wyraźnie sobie odnotować w pamięci. Bo będzie musiał dokładnie tutaj wrócić, z wykorzystaniem swoich specjalnych zdolności.

Nie dał mu większej ilości czasu. Metr za metrem, zbliżali się do kolejnego punktu. Tym razem do skrzyżowania. Tutaj jednak, zamiast ruszyć prosto do dworu Zmarzłość, Robert - tak na wszelki wypadek - poszukał bardziej ustronnego miejsca. Takiego, w którym nie będą rzucać się w oczy. Wciągnął Nicka między budynki. Złapał za rękę. Jeśli nie rozumiał, cel wyjaśnił się w chwilę później. W momencie, kiedy Robert skorzystał z teleportacji łączonej, zabierając jasnowłosego wraz ze sobą na teren posesji. Specyficznej posesji. Niby podobnej do pozostałych, ale zarazem innej.

Nawet powietrze zdawało się tutaj jakby ciut chłodniejsze.

- Uznałem, że w ten sposób będzie bezpieczniej. - poinformował mężczyznę, kiedy znaleźli się na tyłach okazałego jak na miejscowe, mugolskie standardy, budynku. Wypuścił dłoń Nicka, pozwolił mu się rozejrzeć po okolicy. Okolicy pełnej wysokich, wiekowych drzew. Sama nieruchomość wzniesiona została na nierównym terenie. Zaburzało to poniekąd strukturę pięter. Budynek był niby zwyczajny, ale na tle pozostałych wyglądał okazale. Za sprawą wieżyczek. Z powodu fantazyjnie powyginanych gzymsów, które przyciągały uwagę. Rzygaczy. Gargukców. Zróżnicowanie architektoniczne było tutaj na tyle duże, żeby nie umknęło uwadze również kogoś w tej materii nieobeznanego. - To właśnie to miejsce, choć niestety nie mogę zaprezentować Ci go od frontu. - czy faktycznie był tym zawiedziony? Nie do końca. Nadal było to osiągnięcie mugolskiej architektury. W dodatku osiągnięcie mocno wątpliwe. Nie umywało się do budynków, w których zamieszkiwały niektóre rody czarodziejów. Chociażby do tego, który stanowił własność Traversów.

Wydobył z kieszeni klucze, będąc tym samym gotów do tego, żeby ruszyć w stronę drzi znajdujących się na tyłach. Zaprosić Nicka do środka.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
08.05.2024, 16:01  ✶  

Dom jednorodzinny, nazywany dworem.  Co sprawiało, że tak został mianowany przez mieszkańców? Miał bogatą i interesującą historię? Pochodzenie? Członkowie rodziny czymś się wyróżniali? Właściwie nazwa powinna dotyczyć samej posiadłości. Zaciekawiło to Nicholasa. Może to dlatego, że miał rodzinę zajmującą się archeologią?

”Zmarzłoć.” – powtórzył sobie w myślach, mając kilka interpretacji danego nazewnictwa. Mogło odnosić się do chłodu, zmarłych. Która z nich będzie temu bliższa? Zobaczy na miejscu. Bo być może była inna temu interpretacja.
- Rozumiem.
Odparł na słowa Roberta, których wysłuchał uważnie.

Dotrzymując mu kroku przy spacerze ulicą, rozglądał się po okolicy dość uważnie, ostrożnie, badawczo. Aby zapamiętać najważniejsze elementy. Drzewa. Jakie rosną, w jakich odstępach. Czy coś znajduje się między nimi. Niektóre miasteczka posiadały kapliczki. Czy i one miały tutaj miejsce? Architektura domostw. Który się wyróżniał? Przy którym należałoby skręcić? Wszystko było istotne. Nawet kolor płotu. Latania uliczna. Posiadanie psa. Na wszystko zawracał uwagę. Pilnował jednak, aby wciąż dotrzymywać kroku swojemu mistrzowi.

Skoro budynek celu mógł trochę ucierpieć, ważne tylko aby był wstanie tam jakoś wejść i zobaczyć cokolwiek. Znaleźć coś dla niego interesującego. Sprawdzić, czy ktoś owe miejsce pilnuje. Z kim sąsiaduje. Jak bardzo jego dusza może być oddalona od ciała.

W pewnym momencie ich spaceru, Nicholas zauważył u Roberta ten charakterystyczny dyskretny gest, wskazujący na miejscówkę celu. Nicholas rzucił przelotnie wzrokiem na otoczenie, wyłapując chociażby jakiś fragment miejsca, punktu ich celu. Przyjął do wiadomości dane trasy, przedstawione przez Mulcibera, którędy i kiedy powinien skręcić, aby tam się dostać. Na potwierdzenie jego słów, Travers skinął głową, że przyjął do wiadomości i zapamiętał.

Ruszyli jednak dalej, nie zbaczając z trasy, jakby oddalając się od docelowego miejsca misji. Może i kamuflaż by pomógł im ukryć prawdziwą tożsamość, to jednak po jednej sytuacji, Nicholas nie zamierzał ponownie pozwolić sobie zniekształcić twarz. Jedna sztuka plastyka w wykonaniu Rodolphusa mu wystarczyła, aby to na sobie odczuł.

Zbliżając się do skrzyżowania, Robert postanowił nieco zboczyć z trasy, co zauważył Nicholas. Zaciągnięty, udał się tam i niepodziewanie został pochwycony za rękę. Otoczenie szybko uległo zmianie i znaleźli się już na terenie jakiegoś ogrodu. Na tyłach domu? Dworu? Widząc to, Nicholas zrozumiał powód, dla którego Robert tak postąpił. Nicholas przyjął do wiadomości wyjaśnienie i nie miał o to żadnych pretensji. Rozumiał. W końcu ufał Mulciberowi.

Wykorzystując chwilę, Nicholas postanowił przyjrzeć się tylnej części domostwa, jaki spełniał rolę Dworu Zmarzłoć. Mogło odnieść to wrażenie, że elewacja tego miejsca stanęła w jakimś okresie. Miał swoje lata, jeżeli nie wieki. Dom jednorodzinny nie miałby może takich zdobień architektonicznych. Może poza ogrodem, to właśnie te wieżyczki i stworzenia rzeźbione, stanowiły jego wyjątkowość?

Nicholas przeniósł spojrzenie w kierunku ogrodu otaczającego miejsce przy samym budynku, jak i dookoła siebie. Czy była altana? W jakim rzędzie sadzano kwiaty i krzewy? Czy cokolwiek tutaj bywało zadbane? Wyglądało to poniekąd jak opustoszałe. Martwej ciszy. Nawet, jeżeli gospodarz wyjechał.

- Obejdzie się. Ważne, że można dostać się od tyłu.
Skomentował jego słowa, dołączając do Roberta. Dał mu chwilę, aby w spokoju wyjął klucze, z zamiarem otworzenia drzwi. Mieli dużo czasu. Ile tych kluczy było, być może za którąś próbą znajdzie ten odpowiedni. W między czasie Nicholas wyjął z torby swojej czarne rękawice i ubrał. Wchodząc do obcych miejsc, wolał dla bezpieczeństwa niczego nie dotykać, aby nie zostawić jakiegoś odcisku.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#5
13.05.2024, 18:31  ✶  

Nie było tutaj typowego ogrodu. Nie było go już teraz. Na tyłach budynku przetrwało jednak kilka krzewów. Kwiatów. O te jednak, wydawało się, nikt już obecnie nie dbał. Przynajmniej - w wystarczającym stopniu. Być może właścicielka, wiekowa już, nie miała na to wystarczająco sił. Zdecydowała się więc zlikwidować to, co dawniej budziło podziw miejscowych. Przyciągało ich uwagę. Zachowała jedynie nieliczne, owocowe drzewa. Jeszcze trochę, a będzie można sięgnąć po rosnące na nich jabłka. Teraz jednak było na to zbyt wcześnie. Pozostawały wciąż zielone. Nie były dojrzałe. Jeśli natomiast mowa o altanie, Nicholas musiał się rozczarować. Takowej nie było. 


Robert nie potrzebował wiele czasu na to, żeby namierzyć właściwy klucz. Choć tych otrzymał od Lorraine kilka, zidentyfikowanie właściwego, nie stanowiło dla niego większego wyzwania. A gdyby jednak, przypadkiem, tego rodzaju problem się pojawił - można było skorzystać z magii. Wszak nic nie stało temu na przeszkodzie.

Umieścił klucz w zamku. Przekręcił. Nacisnął klamkę, a następnie pociągnął drzwi do siebie. Te nie stawiały już oporu. Jedynie nieprzyjemnie zaskrzypiały, zdradzając tym samym, że warto byłoby zająć się zawiasami. Nie był to jednak ich problem. Nie było to coś, czym potrzebowali się zająć. Zwłaszcza, że przyciągnęły ich tutaj ważniejsze kwestie.

- Możesz się na spokojnie rozejrzeć po wnętrzu, wybrać dla siebie odpowiednie pomieszczenie. - poinformował, zapraszając Nicholasa do środka. Sam wszedł dopiero za nim. Zamknął na powrót drzwi. Dla pewności na klucz. Nie spodziewał się, żeby namierzyli ich tutaj jacyś inni czarodzieje, ale wścibscy mugole... tak, oni też potrafili niekiedy narobić zamieszania. Skomplikować proste sprawy. - Ja w tym czasie zająłbym się zabezpieczeniem budynku. I jego czasowym wyciszeniem. Sugerowałbym wybrać jakieś miejsce znajdujące się względnie blisko drzwi, ale zarazem bez okien wychodzących bezpośrednio na ulicę. - niczego nie narzucał, ograniczył się do sugestii. A przecież miał wystarczająco czasu aby zapoznać się z otrzymanymi planami. Poznać rozkład pomieszczeń. Mógł więc na spokojnie wybrać te, które jego zdaniem nada się najlepiej.

Nie uznał jednak, żeby było to coś, czym koniecznie musiał zająć się sam. Osobiście.

Jeśli Nicholas miał jakieś pytania, uwagi - poświęcił mu nieco czasu. Jeśli ich nie miał, obydwaj zajęli się swoimi zadaniami. Zeszło im na to nieco czasu. Nałożenie zaklęć zmęczyło też nieco Roberta, który chętnie sięgnąłby teraz po kubek herbaty. Usiadł w wygodnym fotelu. Zregenerował siły. Przestał odczuwać te cholerne zimno, które teraz dawało się znacznie bardziej we znaki. Zanim jednak będzie mógł sobie na to pozwolić, skupił się na odnalezieniu Nicholasa. Zostało im ustalić kilka końcowych kwestii.

- Wszystko jest w porządku? - zapytał, wchodząc do pomieszczenia. Do tego pomieszczenia, które Nicholas sam, osobiście wybrał. Zamierzał przygotować pod swoje potrzeby. Zatrzymał się w progu. Uważnie rozejrzał po otoczeniu. - Czyli tutaj? - upewnił się, po czym zajął pierwsze z brzegu miejsce. Jakieś krzesło. Fotel. Kanapę. Cokolwiek, co tylko się nadawało. - Musimy jeszcze ustalić co dalej. Ty potrzebujesz kogoś do pomocy, tutaj, na miejscu, a ja potrzebuje informacji o tym, że mogę wysłać swoich ludzi. - postawił sprawy najjaśniej jak tylko był w stanie. Potrafił.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
13.05.2024, 22:06  ✶  

Teren ogrodu, który kiedy mógł tętnić życiem i kolorami, wyglądał na opuszczony, zaniedbany. To także był wizerunek miejsca, kto mógł go zamieszkiwać. Czy aby na pewno? Starsza osoba, która nie miała już sił się nim zajmować. Czy może lekceważąca obowiązki? Nie Traversowi to oceniać. Miał robotę do wykonania. Dołączył do Roberta, który zajął się otwarciem posiadłości.

Charakterystyczny dźwięk przekręcenia zamka, naciśnięcie klamki i otworzenie drzwi. Ich dźwięk już dał Nicholasowi do wiadomości, aby lepiej byłoby ich w nocy nie otwierać. Zawiasy prosiły się same z siebie i opiekę. Dobrze będzie przyjrzeć się wnętrzu dokładniej, aby za pomocą teleportacji, móc się tutaj pojawić, nie musząc ruszać tych starych drzwi. Alarmujących, że ktoś właśnie wszedł.

Korzystając z zaproszenia, Nicholas wszedł do środka pierwszy. Wszedł od razu głębiej, wstępnie rozglądając się po wnętrzu pomieszczenia, w jakim znaleźli się wchodząc od tyłu.

- Rozejrzę się dokładnie.
Wysłuchał Roberta, przyjął do wiadomości jego sugestię, po czym zostawił go i ruszył dalej. Sugestia, może i była ważna, rozsądna. Nicholas tak by postąpił. Ale pomieszczenia z widokiem na ulicę, także by mógł potrzebować. To się jeszcze okaże, kiedy obejrzy pomieszczenia na piętrze.

Początkowo odnalazł salon. Przestrzenne pomieszczenie. Zapoznawał się z historią tego miejsca. Gabinet, kuchnia, łazienka. Jakieś pomieszczenie gospodarcze. Obrazy na ścianach. Jakaś pracownia. Obraz, niedokończony? Na podstawie obserwacji, był wstanie domyślić się, że w tym domu kiedyś mieszkało więcej osób. Rodzina.

Udał się na piętro, po skrzypiących niektórych stopniach na schodach. Zdecydowanie będzie trzeba cały dom wyciszyć na czas Eksterioryzacji. Aby żadne dźwięki nie wyszły poza stare ściany domu. Po kolei wchodził do pokoi. Spoglądał w okna, gdzie kierował ich widok. Sprawdzał stan pomieszczeń. Co w nich się znajdowało. Kto był właścicielem danego pomieszczenia. Dwa z nich wydawały się najbardziej zwracać na siebie uwagę. Jeden należący do właścicielki. Wyglądał na najczęściej użytkowy. Tego zostawił w spokoju. Drugim był dość mocno charakterystyczny pod względem energetycznym. Nicholas zmarszczył brwi. Niby byli sami, ale odczuwał wrażenie, że nie do końca. Dwór Zmarzłoć. Chyba zaczynał rozumieć nazwę tego miejsca. To pomieszczenie także wymagało zabezpieczenia. Osobnego.

Ruszył dalej, ostatecznie znajdując pomieszczenie w miarę idealne do przeprowadzenia eksterioryzacji. Sprawdził także to, znajdujące się naprzeciwko. Każde drzwi od pokoi jakie otwierał, używał rękawic. Nie pozostawiając po sobie żadnych odcisków. To z naprzeciwka, miał wgląd na ulicę. Narożnikowe. Gdyż miał z drugiej strony spojrzenie na dalszą część ścieżki, znikającej dalej w kierunku domu Greybacka. Idealne do obserwacji. Sam w sobie ten pokój, był opuszczony a meble przykryte białym zakurzonym już płótnem. Właściciel tego pokoju, dawno musiał odejść. Wyjazd, śmierć. Cokolwiek. Wychodząc, zamknął drzwi od tego pomieszczenia i wrócił do poprzedniego, gdzie sprawdził ciężkie i ciemne zasłony. Sprawdził, czy karnisz daje radę jeszcze je utrzymać. Ten pokój także był opuszczony. Niezamieszkały. Ciemne i ciężkie zasłony, idealnie przysłoniłyby okna. Uniemożliwiłyby przebijanie się jakiegokolwiek światła.

Analizując, jak dobrze je wykorzystać, usłyszał kroki. Robert dołączył do niego.
- Jak na razie tak.
Potwierdził jego słowa. Co nie znaczyło, że było idealnie. Nigdy nie było. Krzyżując ręce na klatce piersiowej, odwrócił się w kierunku Mulcibera. Skinieniem głowy potwierdzając iż to ten pokój wybrał.

W pokoju znajdowały się meble. Lecz jak w poprzednim, przykryte płótnem.
Travers zmarszczył lekko brwi, kiedy Robert usiadł na krześle. Czyżby był zmęczony? Zabezpieczył dom? Magia go wykańczała, czy coś innego? Klątwa?

- Potrzebuję kogoś, kto będzie pilnował mojego ciała i miał oczy na tę posiadłość. Dlatego wybrałem dwa pomieszczenia. To, gdzie będę w nim sam. Oraz narożnikowe na końcu korytarza. Jeżeli zauważy iż ktoś się zbliża, zdąży mnie poinformować o zagrożeniu.Jak to się odbędzie, to z nim ustalę. Wziąłbym ze sobą Rodolphusa, ale podejrzewam, że nie wyrazisz na to zgody. On zna moje umiejętności. Ale nie wiem, czy jest wtajemniczony w tę sprawę.
Wyjaśnił wstępnie, po co mu osoba towarzysząca i kogo by wziął ze sobą. Równie dobrze, mógł to być Robert. Zda się jednak na człowieka od niego, jeżeli Mulciber, od razu wykreślał z udziału Lestrange’a.
- Generalnie mógłbym wykonać eksterioryzację dzisiaj. Lecz obawiam się problemów.
Mówiąc te słowa, rozejrzał się po pokoju. Jakby miał problem widzieć tutaj, ale chodziło o pokój za jedną ścian.
- To obcy teren i potrzebuję stabilnego zabezpieczenia, siebie. Nazwa dworu jest nie bez przyczyny.
Dodał, wracając poważnym wzrokiem na Roberta. Tak. Też czegoś oczekiwał, jeżeli ma wzorowo wykonać swoje zadanie.
- Potrzebuję czarnych świec i kadzideł ochronnych. W tym dodatkowo susz białej szałwii. Czy jesteś wstanie mi to na jutro przygotować? Mogę odebrać osobiście.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#7
14.05.2024, 19:37  ✶  

Magia dawała się we znaki. Nie tyle fizycznie, co psychicznie. Zaklęcia nie zawsze udawały się za pierwszym podejściem. Kadzidła zdawały się z biegiem dni coraz mniej pomagać. Starał się jednak to ukrywać. Nie pokazywać innym, że coś było nie w porządku. Robert był przekonany, że nie powinien był sobie pozwolić na okazywanie słabości. Zwłaszcza obecnie. Kiedy starał się wszystko poukładać. Kiedy odpowiadał za całe przedsięwzięcie związane z Harper Moody. Prawda mogłaby temu zaszkodzić.

Nie zamierzał do tego dopuścić.

Nie przejmował się tym, że meble były przykryte. Zdążył to zresztą dostrzec już wcześniej. Kiedy sam badał nieruchomość podczas jej zabezpieczania. Dla niego było to bez znaczenia. Nie potrzebowali przecież eleganckiego hotelu. To miała być jedynie baza wypadowa. Miejsce, które wykorzystają ten jeden raz. Na potrzebę tego jednego zadania. Nie planował tutaj na ten moment niczego więcej.

Wysłuchał tego co miał do powiedzenia Nicholas. Sam nie śpieszył się z zabieraniem głosu. Nie wchodził mu więc w słowo. Nie przerywał. Czekał aż Traver wszystko przedstawi. Omówi swoje potrzeby. Części z nich się spodziewał. Na część z tego był przygotowany. Zarazem jednak nie na wszystko. Tylko czy miało to stanowić problem? Niekoniecznie. Jako wytwórca, a do tego handlarza świec i kadzideł, posiadał ich spory zapas. Posiadał też pewny zapas suszu, ziół. I Nicholas oczywiście musiał zdawać sobie z tego faktu sprawę.

Jedynym, co budziło jego pewne obawy była chęć zaangażowania we wszystko Rodolphusa. Sugestia, że to nie byłoby przez niego mile widziane. Akceptowane? Czy coś tutaj przeoczył? Powinien na coś zwrócić większą uwagę? Zmarszczył brwi. Przez chwilę zastanawiał się jak na to zareagować. Czy w ogóle powinien reagować?

- Nie miałbym nic przeciwko wysłaniu z Tobą Lestrange… – była to bzdura, ale czy Nicholas był to w stanie wychwycić? Robert był przecież nie takim najgorszym kłamcą. - …ale Rodolphus ma obecnie inne zadania na głowie. Byłoby dobrze nie dorzucać mu na ten moment kolejnych. – wyjaśnił na tyle zgrabnie na ile był w stanie. I w tym drugim przypadku w zasadzie, to nawet nie skłamał. Nie do końca. Bo Rodolphus rzeczywiście miał zajmować się czymś innym. Otrzymał inne zadania i starał się z nich wywiązać. - Mogę natomiast polecić Tobie towarzystwo Pardusa. Był już w tej okolicy, jest rozeznany w sprawie Greybacka.

To wydawało się całkiem dobrym posunięciem. Sauriel mógł pomóc Nicholasowi, ponieważ już tutaj był. Brał udział w porwaniu Greybacka. Odwiedził nieruchomość, którą miał w tym momencie zbadać Travers. Same plusy. Minusów natomiast niewiele. Zwłaszcza takich, które miałyby większe znaczenie.

- Świece i kadzidła dostarczę na miejsce, susz też powinien się znaleźć. - nad tym ostatnim chwilę musiał się zastanowić. Nie zajmował się sprzedażą tego typu produktów, przynajmniej na większą skalę, ale posiadał pewien zapas na własne potrzeby. Głównie do prac przy świecach. Czy wśród tego, co znajdywało się w pracowni miał białą szałwię? Zdawało się, że owszem. - Zadbam o to, żeby najpóźniej jutro rano wszystko na Ciebie czekało.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
15.05.2024, 23:34  ✶  

Mulciber nie musiał dosłownie na siebie brać całość zabezpieczania domu, mogą się podzielić pomieszczeniami z Traversem. I choć Nicholas mógłby to także zaproponować, postanowił posłuchać i rozejrzeć się w poszukiwaniu odpowiedniego pomieszczenia do przeprowadzenia Eksterioryzacji.

Pomieszczenie odpowiednie ku temu, znalazł. Dodatkowo wziął sobie na drugie, które miało w miarę dobre spojrzenie na ulice okolicy. Ścieżkę, która kierowała się do domu Greybacka.

Nicholasowi nie umknęło zmęczenie dostrzeżone na twarzy Roberta, który postanowił usiąść na zasłoniętym płótnem fotelu, czy krótkiej sofie. Wyjaśnił mi swoje spostrzeżenia i przedstawił także to, czego będzie potrzebował do dodatkowego ochronienia siebie. Swojego ciała, kiedy dusza podejmie swoją wędrówkę.

Nicholas do swojego towarzystwa zaproponował Rodolphusa. Ale pamiętając uwagi od Roberta, odniósł wrażenie, że mógłby nie chcieć tej współpracy. Co jak się okazało, wytłumaczył Lestrange’a, albo raczej usprawiedliwił go jako zajętego innymi zadaniami. Zatem, Travers przyjął to do wiadomości.

- Rozumiem.
Nie drążył tematu. Robert w zamian zaproponował Pardusa, Sauriela tego imienia. Ciekawe, że wspomniany śmierciożerca, też coś na temat tej sprawy wiedział. A także że teren ten jest mu co prawda znany.
- To poniekąd ułatwia sprawę.
Stwierdził po krótkiej chwili zastanowienia. Pardus znał teren. Być może swoją wiedzą coś dopomoże?
Skoro to mieli omówione, mogli przejść do kolejnej sprawy. Produkty, które potrzebowałby na jedną sesję Nicholas.
- Dobrze. Gdybyś jednak czegoś nie miał, wyślij mi sowę, to zdążę sprawdzić u siebie w zapasach lub zakupię od kogoś innego.
Dodał do jego odpowiedzi. Zgadzając się na to, że nie będzie musiał osobiście odbierać przygotowanego ”zamówienia do zlecenia”.
Rozejrzał się raz jeszcze po pomieszczeniu, jakby chciał je dość dobrze zapamiętać, aby móc później dać radę wrócić tutaj przez teleportację. I to już nie sam.
- Najszybciej za dwa dni zacznę.
Poinformował, co by Robert wiedział, kiedy Nicholas będzie wstanie dokonać eksterioryzacji. Wtedy też najpewniej mógłby spodziewać się raportu.
Wracając spojrzeniem na Mulcibera, Travers znów uważniej go obserwował. Aby wiedzieć, mieć pewność, że zmęczenie powoli schodziło. Najwyżej to on ich teleportuje stąd do Londynu.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#9
16.05.2024, 18:03  ✶  

Nie musiał, ale chciał. Dla kogoś, kto był zdrów, nie miał żadnych problemów, nałożenie kilku podstawowych zaklęć nie powinno stanowić większego wyzwania. Zwłaszcza, że nie starali się z tego budynku stworzyć kolejnego Hogwatu. Ani też Kromlechu. Chodziło tylko o drobne zabezpieczenia. Gdyby poprosił o pomoc, zapewne z miejsca zdradziłby Traversowi, że coś było z nim nie w porządku. Bo przecież potrafił zrobić więcej. Bo przecież nigdy dotąd nie miał z tego typu sprawami problemów.

Kilka chwil spędzonych ponownie w towarzystwie Traversa, pozwoliło mu na to, aby dojść do siebie. Przynajmniej trochę zregenerować siły. Odzyskać równowagę. Spokój. Po części zapewne pomogło w tym skupienie się na innym temacie. Na rozmowie. Potrzebach Nicholasa, które były jak najbardziej logiczne. Możliwe do zrealizowania. Nie wydawało się aby cokolwiek z tego miało stan[a]owić choćby niewielki problem.

- Nie będzie takiej potrzeby. - zapewnił go, nawet jeśli pewności nie miał. Nie takiej całkowitej. Mógł jednak zaryzykować i wypowiedzieć te słowa, ponieważ był pewny, że wszystko zdoła przygotować. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy zamiast kilku godzin, dostał aż dwa dni. Nie zamierzał naciskać na szybszy termin. Ten był dla niego jak najbardziej akceptowalny. Mieścił się we wąskich granicach, jakie zostały w tym przypadku narzucone. - Jeśli wszystko będzie w porządku, skontaktujesz się z Vulturisem. Dasz mu po wszystkim zielone światło. I dopiero później poinformujesz mnie. - dodał jeszcze, żeby sprawy były w tym przypadku jasne. Procedura mu znana. Nie mogli sobie pozwolić na wydłużanie ścieżki przekazywania informacji. Nawet kilka minut poślizgu byłoby w stanie sprawić, że coś się zmieni; coś pokrzyżuje im plany. Nie chciał do tego dopuścić. [/a]

Kiedy wreszcie upewnili się, że wszystko jest jasne, zrozumiane, dogadane, mogli opuścić Zmarzłoć. Przedłużanie wizyty w tym budynku nie miało sensu. Mogło natomiast przyciągnąć uwagę mniej lub bardziej przypadkowych osób. Trzeba było zachować tutaj należytą ostrożność. Unikać przekraczania granic.

Po powrocie do własnego domu, zadbał o to, aby znaleźć czas na przygotowanie odpowiednich narzędzi dla Nicholasa; na realizacje jego zamówienia. Odpowiednie świece, kadzidła ochronne, susz białej szałwii. Z tą ostatnią mieli wiele szczęścia, na stanie posiadał bowiem ostatnie dwa opakowania, które miały być przeznaczone na sprzedaż. Będzie musiał zwrócić na to uwagę. Odpowiednio zaopatrzyć sklep oraz pracownie.

Kiedy w dwa dni później, Nicholas zjawił się na miejscu, wszystko na niego czekało. Ułożone starannie, równiutko, wewnątrz brązowego kartonu. 6 czarnych świec. 4 kadzidła ochronne. Dwa woreczki suszu z białej szałwii. Zgodnie z założeniami Roberta, Travers nie powinien mieć powodów do narzekania. Zwłaszcza, że do wszystkich tych rzeczy nie został dołączony żaden rachunek.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (1990), Robert Mulciber (2503)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa