• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72 | St. James' Park] Ostatnie życzenie

[05.08.72 | St. James' Park] Ostatnie życzenie
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#11
20.05.2024, 13:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 13:25 przez Anthony Shafiq.)  
Zaśmiał się serdecznie na to przystawienie nazwiska do imienia Morpheusowego. Anthony nawet gdyby okoliczności po temu skłaniały, nie chciałby by ktokolwiek nosił jego nazwisko, które kojarzyło mu się li tylko z upodleniem i kieratem apodyktycznego ojca. Sam nie był zbyt do niego przywiązany, nawet jeśli roztaczał z oczywistych powodów inną aurę wokół siebie. Gdyby mógł wybierać, zapewne zdecydowałby się na przyjęcie rodowego miana Crowley'ów. Anthony J. Crowley, z jakichś względów dobrze układało mu się to na języku, zwłaszcza tutaj, w nocnej aurze londyńskiego parku St. James. Mgliście przeczuwał, że mogło to mieć jakiś związek z tymi multiwersami, o których przed momentem powiedział mu Morpheus.

– Och Pompeje... może pojedziemy tam w ramach rocznicy mój najdroższy mężczyzno? – uśmiech błąkał się po szczupłej twarzy Anthony'ego, który z ostrą krytyką przypatrywał się swoim ostatnim przykrostkom, dolinom samopoczucia, które go spychały w czerń, odsuwały wzrok od tego, co było prawdziwie cenne. Nie był nawykły, aby skarżyć się komukolwiek na cokolwiek, on pan sytuacji, mistrz opanowania. Ale teraz doceniał nade wszystko ten moment wrażliwości, odsłonięcia się na przyjaciela, tak aby w powietrze uleciały ich szczere deklaracje, aby można było dać wybrzmieć temu, co przecież i tak wiedzieli od dawna. Anam cara, dwa słowa, które zbierały to wszystko, co tak piękne, że aż niewypowiedziane. Toast był dobrą opcją, wszystko co powinno było już wypowiedziane, zapieczętowanie cichym kląknięciem kłódki na parkowym moście.

A potem nagle pojawił się intruz.

Tak. To właśnie dla takich chwil Shafiq uczył się magii bezróżdżkowej. Kuglarskie sztuczki, oczywiście, ale w kontakcie z mugolami, zwłaszcza tymi nerwowymi, o ileż łatwiej było zatrzeć wspomnienie jak napis kredowy li tylko ruchem ręki, niż zastanawiać się jak wpleść w rozmowę i wytłumaczyć konieczność chwycenia cisowej witki i kilkukrotnego nią zamachania z wpleceniem łacińskiej inkantacji do tego. Na szczęście nie był sam, i choć w sercu ukorzeniło się mocno przeświadczenie, że nigdy nie był i nie będzie sam w tym wymiarze metaforycznym, tak teraz miał to na myśli dobitnie literalnie.

– Ach panie władzo, oczywiście, że zaraz stąd wyjdziemy. – wysunął się krok do przodu z uniesionymi dłońmi, niczym sztukmistrz szykujący się do sztuczki, choć wiedział, że to nie on będzie iluzjonistą w tym występie. Działanie w tandemie należało do jego ulubionych i choć słowa impertynenta ostro przecięły przestrzeń, tak był on dla niego bardziej jak tort weselny, który należało pokroić we dwoje. – A gdzieś jest zapisany regulamin tego miejsca, furtka była otwarta, na jakiej podstawie pan wnioskuje, że musimy opuścić z moim bratem to miejsce? Wie pan, przyjechał z daleka i był bardzo ciekaw oświetlenia naszych pięknych zabytkowych budynków. – paplał płynnie, przybierając najsłodszy ton życiowego idioty, wskazując dłonią to na siebie, to na budynki, tak aby mugol odwrócił głowę, by nie patrzył na to co robi Longbottom. Ja go rozproszę, Ty działaj – to nawet nie musiało być wypowiedziane, to się rozumiało samo przez się. Tak robili od lat, od pierwszych chwil wspólnie spędzonych w hogwardzkim expresie.


Rzut na Charyzmę III na ile Anthony odwróci uwagę intruza
Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 91
Sukces!
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#12
20.05.2024, 14:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 15:25 przez Morpheus Longbottom.)  

Na świat spogląda się tylko raz, w dzieciństwie. Reszta to tylko wspomnienie. Ludzie mogą wtedy bawić się dużo radośniej, bo nic nie było naznaczone bliznami i pocałunkami minionego czasu. Teraz gdy wspominał ananasy, przypominało mu się, jak zwinęli jednego z hogwarckiej kuchni, czwórka jeźdźców apokalipsy, podzielił je na cztery, nieszczególnie równe części, słodki sok spływał po ich dłoniach, przedramionach, na posadzce Łazienki Prefektów. Ten ananas uczynił ich wszystkich tak radosnymi, nawet jeśli stres nadchodzących egzaminów i oczekiwań rodziny pożerał ich żywcem. Oni pożerali wtedy słodki miąższ i wymieniali się informacjami o tym owocu. O tym, że trzymany na języku, zaczyna rozpuszczać białka mięśnia, dlatego nieco piecze, jedzony, że oznacza pomyślność i  szczęście w wielu kulturach, o tym, że odwrócony sugeruje sprośne zachowania małżeńskie. 

Żadne z nich nie było wojownikiem, ale potrafili walczyć w tandemie. Smoczy Król i jego Lwie Serce. Słowo orężem, w przypadku Antoniusza. Za jego plecami upojony winem i sytuacją, zdeterminowany Morpheus, rzucił zaklęcie. Sięgnął do źródeł, których zwykle nie naruszał, ale teraz wydały mu się najbardziej odpowiednie. Początkowo, ze złośliwą radością, chciał zmienić oficera policji w porcelanowy czajniczek i puścić go jeziorem w siną dal, ale w otrzeźwieniu uznał, że nie dość, że złamałby tym prawo o ukrywaniu magii, ale też prawdopodobnie go zamordował. A przecież mężczyzna nie był winny społeczeństwu, które go wychowało na nienawistną duszę. Dlatego cisowa różdżka poruszyła się subtelnie z innym zamiarem. Zamiarem narzucenia na niego zapomnienia.


Rzut na Zauroczenie (O), aby policjant myślał, że mu się tylko przewidziało i zapomniał o nich
Rzut O 1d100 - 91
Sukces!

Rzut O 1d100 - 41
Akcja nieudana

Policjant, trafiony zaklęciem prosto w klatkę piersiową, otrząsnął się, popatrzył w dal, zamrugał kilkukrotnie, potarł oczy i wymamrotał coś o zmęczeniu i nadgodzinach, obrócił się na pięcie i odszedł, ignorując zupełnie dwóch czarodziejów. Morpheus wyraźnie odetchnął, gdy tamten zniknął im z oczu i spojrzał w na zadymione niebo, które ledwie pokazywało gwiazdy, gdy ruszyli w stronę jednej z ławeczek, po przeciwnej stronie brzegu do tego, gdzie zniknął policjant. Usiedli na niej wygodnie, kukułka i smok.

— Cieszę się, że ciebie mam, wiesz o tym? Nawet jeśli nasze życia nigdy nie zapewnią nam szczęścia w miłości, będziemy zawsze mieli siebie — westchnął z nostalgią i nadzieją. Zapalił papierosa i zaciągnął się nim. Dym ofiarny dla bogów w podzięce za ten wieczór, jakkolwiek chaotyczny nie był jego początek.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#13
20.05.2024, 15:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 15:42 przez Anthony Shafiq.)  
Dwie głowy, cztery ręce, dwie niemalże identyczne różdżki. Kłódka jak obrączka zawisła na szczęście, toast wypity, metaforyczny tort przekrojony. Dziwnie mu tak było z tą myślą, że oto pan snów i przepowiedni miał w swoim życiu cokolwiek stałego i że on właśnie był tą stałą. Dziwnie mu było, surrealistycznie, jakby Somnia zaprosił go do domeny swojego imiennika. Dziwnie, ale też bezpiecznie. Dobrze było to powiedzieć. Dobrze było to usłyszeć.

Zajął miejsce na ławce, nieco sztywno, w kontrze do rozłożonego na drugim jej końcu Longbottoma.
– Tak sobie... tak sobie pomyślałem, że skoro żyjemy obecnie w obopólnej zgodzie wzajemnego zaufania... że...– och, to znów się działo, przychodziło uporczywie, gdy temat zbaczał w te rejony. Nie powinien mieć problemu z tym, żeby się wysłowić, nie teraz, nie wobec tak szumnych i dumnych deklaracji. Potarł nerwowo przedramię, bo w sumie był w jego sercu sekret, którego nie odkrył dotąd przed przyjacielem, w dużej od niego odległości obawiając się jego reakcji. – Skoro już wiemy, że nigdy raczej, wobec praktykowania teorii o anam cara, nie powinien na mnie spaść Twój gniew, w sumie musiałbym Ci się do czegoś przyznać Somnia. Nosiłem się z tym od pewnego czasu, ale teraz... bieg wydarzeń nabrał rozpędu i... – umilkł znów zadzierając głowę ku niebu, palce wyginał nerwowo, jakby stremowany czekał na koncert przed publicznością większą niż jego cztery ściany.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#14
20.05.2024, 18:19  ✶  

Spojrzenie Morpheusa przesunęło się do drapanego przedramienia. Nie, nie, nie... tylko nie to. Pod smagłą skórą w tonach oliwkowych zaczęły wybijać się sine tony bladości, coraz głębsze i głębsze, jednocześnie wypłaszczające koloryt mężczyzny do tego jego towarzysza, który zdecydowanie mniej korzystał z darów swojego patio i słońca. A jednak to miało przecież sens. Znał opinie, jakie zakorzenili w Shafiq'u rodzice, na temat czystości krwi, wiedział, dookoła kogo się obracał Antoniusz. Jaka była szansa, że... Że to ta cisowa różdżka zadała cios w jego brata? Że na ręce jego połowy duszy znajdował się symbol Voldemorta? Jaka była szansa, że rzeczywiście zanurzył się w czarnej magii? Pamiętał doskonale, że komentarzami podsycał nienawiść do Leecha, że nie stronił od szemranych interesów. A jeśli byli stworzeni z tej samej materii, z tej chwili mroku w gobelinie świata, to było to możliwe.

Nie chciał w niego wątpić, nigdy. Na pewno, jeżeli współpracował ze Śmierciożercami, jeśli istniała taka możliwość, to jedynie dlatego, że go zmuszono. Chciał w to wierzyć. 

— Tak, Antoniuszu? Widziałeś mnie w najgorszym stanie, nie będę cię oceniać. — Położył swoją dłoń na rękach Shafiq'a, aby zatrzymać nerwowe wyrywanie palców, tak nienaturalne dla opanowanej gestykulacji obojga. Jeśli rzeczywiście wpadł w te tarapaty... Wymyślą coś. Już w głowie kreował trzy-cztery plany, które pozwolą na ucieczkę Anthony'ego z objęć mroku, przed śmiercią z obu stron konfliktu.

Z jednej strony byłoby to tragicznie słodkie, jedna dusza, po dwóch stronach barykady, ale w praktyce nie miało to możliwości zadziałać. Musieli mu pomóc. Koniecznie. Panikował. Bardzo. I bał się zajrzeć w przyszłość, aby słowa nie padły zbyt szybko.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#15
20.05.2024, 21:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 22:14 przez Anthony Shafiq.)  
Między mężczyznami i bez przysiąg i zaczarowanych artefaktów, informacje od zawsze przepływały płynnie, a boska synergia pozwalała im się utrzymywać na powierzchni przez lata. Znali swoje grzechy, przewiny, nie śledząc ich za bardzo, czasami wręcz maczając palce w tuszowaniu niektórych spraw. Fakt, że nie byli zwykle widywani razem, działał na ich korzyść. Anthony z takim samym zapamiętaniem bywał na wszystkich wystawnych przyjęciach, jak unikał Warowni, z kolei Morpheus pojawiał się na nich okazjonalnie, tylko po to by umknąć co prędzej. U Shafiqa nie pojawiał się wcale. Nie był członkiem klubu. Zupełnie jakby ich relacja zeszła do podziemia, ale to odpowiadało im wtedy, gdy jeden musiał ręczyć za drugiego. Nigdy przeciwko drugiemu...

Anthony był skonsternowany dotykiem, ale w końcu przestał kompulsywnie wyłamywać sobie palce. Pamiętał ostatni raz gdy prowadzili taką rozmowę, z takim napięciem między nimi. Pamiętał, tę chwilę jakby to było wczoraj, choć minęło ponad dwadzieścia lat, gdy przyznał się przyjacielowi do tego, jak bardzo jego partner źle zniósł wieści o ślubie. Nie jestem w stanie przewidzieć, co on zrobi. Ty... Ty z nim pracujesz, może uda Ci się na niego jakoś wpłynąć? Tak bardzo boję się, że zniszczy ceremonię, ja... nie jestem w stanie z nim rozmawiać. Już nie... – Trząsł się wtedy jak osika, przeklinając się w duchu za to, że uległ, że pozwolił sobie na uczucia, które mogły nagle przekreślić wszystko. Alcuin był zbyt postępowy, nie raz wspominał, że trzeba walczyć o swoje prawa, że gdyby mugole i czarodzieje dowiedzieli się jaka jest skala, ugięliby się. Był moment, gdy mu to imponowało, był moment, gdy nerwowo próbował go uspokoić a potem, wraz z każdym coraz twardszym naciskiem ze strony ojca, był lęk, lęk który przemienił ukochaną osobę w największego wroga.

Wieść o śmierci mężczyzny, o wypadku przy pracy, dotarła do niego tydzień przed planowaną uroczystością. Czas na żałobę przyszedł już po ceremonii, nie chciał swojej żonie Edith i jej prawdziwej miłości Lisie zepsuć tego czasu, ich umowy pozwalającej na jej szczęście, a jego spokój. Bogowie tylko wiedzieli jak bardzo nienawidził ślubów. Poprzysiągł sobie wtedy, że to nie nastąpi więcej, że nie pozwoli tej bezmyślności na zawładnięcie umysłem i ciałem. Było to gorsze, obrzydliwsze niż przebicie oklumenckiej bariery. Obiecał sobie, przysiągł. Na próżno...

– Próbowałem przed tym uciec, ale im bardziej uciekam, tym jest jeszcze gorzej. Wybacz, że... że tak ignorowałem Twoje zaproszenia do Warowni, wiesz... nie chodziło tylko o psy, ja... – szeptał znów drżąc, jakby sięgnięcie do tego było dotknięciem największej skazy, którą tyle lat przed nim daremnie chował. – Zakochałem się w Twoim bratanku Morpheus. W Eriku. I...i nie mam pojęcia co z tym dalej zrobić.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (4268), Morpheus Longbottom (3088)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa