23.11.2022, 22:42 ✶
Widok Brenny, która wynurzyła się z kuchni właśnie w tym momencie, w którym miał zamiar pożegnać się z Mavelle pocałunkiem, sprawił, że Patrick mimowolnie się wyprostował, jak przyłapany na gorącym uczynku uczniak. Zagapił się na kobietę, próbując wymyśleć w głowie jakiś pretekst, który wyjaśniałby co właściwie robił w korytarzu rezydencji Longbottomów o tej porze, czemu Mavelle miała na sobie jego sweter i dlaczego to z pewnością nie było dokładnie to, na co musiało wyglądać nawet średnio rozgarniętemu gumochłonowi.
Bo pierwszą myślą Stewarda wcale nie było, że tej nocy stało się coś bardzo złego i przez to Brenna nie zmrużyła oka. Jego pierwszą myślą było to, że musiała się zamartwiać, bo odkryła zniknięcie kuzynki. A teraz właśnie poznała jego powód.
Już otwierał usta by powiedzieć coś skrajnie głupiego w rodzaju: „było jej zimno, więc poszliśmy do mnie, żebym mógł dać jej sweter”, gdy Brenna odezwała się. Trochę jak bezwolne cielę dał się poprowadzić do kuchni, zachowując tyle przytomności (albo nieprzytomności) umysłu, by na chwilę przed wejściem do środka, odwrócić głowę w stronę Mavelle i rzucić:
- Do zobaczenia w pracy. – Nie były to najwłaściwsze słowa do pożegnania się, ale też nie miał już czasu na sklecenie czegoś mądrzejszego. Pozostawało mu wierzyć, że panna Bones nie potraktuje ich jak rodzaju bezmyślnej odprawy, choć trochę tym właśnie w tym momencie były.
Mimo tego, że był jednym z gości na balu u Longbottomów, Steward nie wyglądał tak, jakby nie przespał dobrze nocy, albo jakby męczył go kac. Dzięki temu, że odprowadzał Mavelle, zdążył się przebrać w wygodne ubranie, a chociaż rzeczywiście był niewyspany, magiczne słowo „Zakon” rozbudziło go natychmiast.
Zapatrzył się na znajdującego w kuchni młodego mężczyznę, odruchowo sprawdzając jego aurę. To nie tak, że nie ufał Brennie, po prostu zwyciężało w nim pielęgnowane przez lata przyzwyczajenie.
- Jak rozumiem, chcesz go ukryć tutaj? – zapytał, ciągle patrząc na Charlesa. Być może to, że Patrick mówił o nim w tym momencie w trzeciej osobie nie brzmiało szczególnie grzecznie, ale nie miał czasu by przejmować się grzecznościami. – Czemu śmierciożercy obrali sobie was za cel? – zainteresował się, teraz kierując pytanie bezpośrednio do młodszego mężczyzny. – Powinniśmy się śpieszyć, Brenno. Trzeba sprawdzić to mieszkanie, o którym wspomniałaś. Jak najszybciej. Dalsze kroki podejmiemy już po tym pierwszym.
Bo pierwszą myślą Stewarda wcale nie było, że tej nocy stało się coś bardzo złego i przez to Brenna nie zmrużyła oka. Jego pierwszą myślą było to, że musiała się zamartwiać, bo odkryła zniknięcie kuzynki. A teraz właśnie poznała jego powód.
Już otwierał usta by powiedzieć coś skrajnie głupiego w rodzaju: „było jej zimno, więc poszliśmy do mnie, żebym mógł dać jej sweter”, gdy Brenna odezwała się. Trochę jak bezwolne cielę dał się poprowadzić do kuchni, zachowując tyle przytomności (albo nieprzytomności) umysłu, by na chwilę przed wejściem do środka, odwrócić głowę w stronę Mavelle i rzucić:
- Do zobaczenia w pracy. – Nie były to najwłaściwsze słowa do pożegnania się, ale też nie miał już czasu na sklecenie czegoś mądrzejszego. Pozostawało mu wierzyć, że panna Bones nie potraktuje ich jak rodzaju bezmyślnej odprawy, choć trochę tym właśnie w tym momencie były.
Mimo tego, że był jednym z gości na balu u Longbottomów, Steward nie wyglądał tak, jakby nie przespał dobrze nocy, albo jakby męczył go kac. Dzięki temu, że odprowadzał Mavelle, zdążył się przebrać w wygodne ubranie, a chociaż rzeczywiście był niewyspany, magiczne słowo „Zakon” rozbudziło go natychmiast.
Zapatrzył się na znajdującego w kuchni młodego mężczyznę, odruchowo sprawdzając jego aurę. To nie tak, że nie ufał Brennie, po prostu zwyciężało w nim pielęgnowane przez lata przyzwyczajenie.
- Jak rozumiem, chcesz go ukryć tutaj? – zapytał, ciągle patrząc na Charlesa. Być może to, że Patrick mówił o nim w tym momencie w trzeciej osobie nie brzmiało szczególnie grzecznie, ale nie miał czasu by przejmować się grzecznościami. – Czemu śmierciożercy obrali sobie was za cel? – zainteresował się, teraz kierując pytanie bezpośrednio do młodszego mężczyzny. – Powinniśmy się śpieszyć, Brenno. Trzeba sprawdzić to mieszkanie, o którym wspomniałaś. Jak najszybciej. Dalsze kroki podejmiemy już po tym pierwszym.