01.06.2024, 09:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:10 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
To nie było miejsce dla dziewczynki czystej krwi z dobrego domu.
Ale Brenna od dawna nie była już dziewczynką, w jej dobrym domu jako dziecko częściej bawiła się drewnianymi mieczami niż lalkami, a gdy weszła do Rejwachu, twarz nie była tą twarzą, którą oglądali czystokrwiści. Nos zmienił swój kształt, podobnie jak usta i podbródek, co w połączeniu ze zmianą koloru włosów sprawiało, że ciężko było ją rozpoznać, nie znając naprawdę dobrze.
Zdarzało się jej bywać na Nokturnie w ostatnich dwóch latach. Akcje, informatorzy, patrole. Rzadko zapuszczała się jednak w te rejony i jeszcze rzadziej robiła to sama - była nieostrożna, bywała durna, ale nie tak całkiem głupia. Tu jednak najłatwiej było znaleźć Woody'ego Tarpaulina.
Clemensa Longbottoma.
Detektyw Longbottom przeistoczył się w przedziwny sposób i na długo znikł z jej życia. Dopiero stosunkowo niedawno, bo rok czy dwa lata temu, Brenna kiedyś tak bardzo idealistyczna, mogła może nie zupełnie wybaczyć, a zrozumieć pewne rzeczy: gdy o raz za dużo jakiś drań mógł bezpiecznie krążyć po ulicach, bo zabrakło dowodów do jego zamknięcia. Potrzeba było powolnego wzrostu napięcia w ich świecie, aby wysłała wiadomość do człowieka, który kiedyś pokazywał jej, jak zamykać dłonie w pięści, aby poprawnie uderzyć i kto siadał naprzeciwko niej przy rodzinnych obiadach. (Nie była wtedy pewna, czy odpisze: chyba ją trochę zaskoczyło, że to zrobił. Bo ostatecznie zaczął nowe życie, z nową pracą, nowym nazwiskiem.) I potrzeba było kolejnych, długich miesięcy, aby się tu pojawiła. Rozejrzała się za progiem, za opustoszałym jeszcze pomieszczeniu.
Rejwach tak bardzo pasował do Woody’ego.
Tak bardzo nie pasował do Clemensa.
Nie była pewna, na ile pasowała tutaj ona, nawet w najstarszych i najbardziej powycieranych ubraniach, jakie miała, z czarnymi włosami i z odmienioną twarzą. Mając za sobą kilka lat pracy w Brygadzie, będąc nie tylko tą panienką z bogatego domu, ale też gliną. Przyszła jednak, tuż przed godzinami otwarcia, wcześniej posyłając krótki liścik z prośbą o spotkanie. Wchodziła ostatnio do wielu różnych miejsc – wynajmowanych, niewielkich mieszkań jak to Mavelle, wspaniałych, pięknie udekorowanych kamienic bogaczy jak Jonathan Selwyn, i lokacji takich, jak to, gdzie dość łatwo oberwać w gębę.
– Cześć, wujku – powiedziała, wdrapując się na jeden z taboretów przy ladzie. Obca twarz, znajomy głos, znajome oczy i znajomy uśmiech, który nie zmienił się w pełni nawet przy częściowej modyfikacji rysów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.