• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[28.07.72] Więc jak z tą klątwą... | Basilius & Jagoda

[28.07.72] Więc jak z tą klątwą... | Basilius & Jagoda
ova duša nema ton
zabierz mnie tam,
gdzie głos obowiązku
a kompletny brak serca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Unosi się za nią zapach palonej mięty, jaśminowca i mchu. Do jej wzrostu (165) kilka centymetrów dodaje kaskada długich, puchatych, brązowych loków, odstających kompletnie nieokiełznanie. Błękitne oczy albo nie patrzą na Ciebie wcale, albo wgapiają się z nadzwyczajną intensywnością. Rysy twarzy jakby wyrwane z portretu średniowiecznej piękności, dzisiaj jednak ten duży nos i cofnięta szczęka nie wywołują nadmiernych zachwytów. Nosi spódnice we wzory niespotykane nigdzie indziej.

Jagoda Brodzki
#1
02.06.2024, 21:33  ✶  

28.07.72


Dom w okolicy Farlight Cove


Basilius & Jagoda


Pojawiła się przed Dziurawym Kotłem dokładnie o godzinie siedemnastej i długo nie musiała czekać na towarzysza. Zapewne jej ubiór, nawet na czarownicę nieco wyróżniający ją z tłumu, sprawiał, że nie była trudna do rozpoznania i czarodzieje szybko odnaleźli się w odpowiednim miejscu. Jagoda przedstawiła się grzecznie, ze skinieniem głowy i przeszła do działania, gdy wyciągnęła chłodną dłoń w stronę mężczyzny, zaś w drugiej trzymała małą monetę, będącą świstoklikiem, który miał przenieść ich w odpowiednie miejsce. Jagoda wyglądała dokładnie tak, jak można było ją sobie wyobrazić. Biała sukienka odkrywająca szczupłe ramiona, na niej zaś spódnica, wiązana w talii, czarna, z niebieskimi haftami po bokach rozstępujących się lekko, by można było zobaczyć misternie przygotowany materiał pod spodem. Jej twarz nie zdradzała wiele, poza łatwymi do zauważenia cieniami pod oczami i jedynie wprawne (lub kobiece) oko mogło zauważyć, że przyciemniła makijażem rzęsy, musnęła różem policzki, a pomadką usta.
Lekkie szarpnięcie, uczucie tracenia gruntu pod nogami, bardzo znajome każdemu czarodziejowi, a następnie dało się wyczuć pod podeszwami butów ścieżkę, nieco miękką od ostatniego deszczu, ale nadal wydeptaną. Pojawili się przed chatą, całą zbudowaną z burgundowej cegły i pokrytą zielonym bluszczem. Zaraz przy chacie znajdował się mniejszy budynek, również murowany, jednak bardziej otwarty, by wypuszczać wydobywający się z ciężkiego, żeliwnego pieca ogień i dawać choć odrobinę powietrza, gdy kuźnia była w pełni pracy. Powietrze pachniało lasem i morską bryzą, było również nieco chłodniejsze niż w centrum Londynu.
- Zapraszam do środka, sir. - Jagoda nie patrzyła w stronę Basiliusa, nawet gdy do niego mówiła. W połączeniu z jej wręcz nimfową urodą, uspokajającym głosem i nienagannymi manierami tę postawę można było uznać za wrodzoną nieśmiałość. Otworzyła metalową bramkę, prowadzącą na teren ogrodu i zamknęła ją za gościem, kierując się do domu, który pomimo dosyć posępnej atmosfery prezentował się dość przytulnie.
Wnętrze zdecydowanie było większe w środku niż na zewnątrz. Najpierw powitało ich pomieszczenie, w którym można było zostawić płaszcz czy buty, lecz z racji na porę roku w tym momencie dostrzec można było tylko parasol, zestaw butów i płaszcz przeciwdeszczowy. Zaraz po nim kobieta wprowadziła Prewetta do pomieszczenia dziennego, połączonego z maleńką kuchnią, wypełnioną w większości kociołkami niż garnkami. Całość prezentowała się dosyć chaotycznie i ciemno, pomimo tego, że po przekroczeniu progu od razu zapaliły się wiszące w powietrzu świeczki. - Czy życzy sobie pan herbatę? - Brytyjczycy z jakiegoś powodu uwielbiali ten napój. - Dysponuję też naparem ziołowym... Według upodobań.


Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
03.06.2024, 14:58  ✶  
Gdy Basilius przeczytał pierwsza część listu poczuł narastającą w nim irytuacji. Ostatnio był bardziej zmęczony, niż zwykle, być może lekko przepracowany, kuzynka ciągle gadała mu, że powinien udać się na urlop, a on uparcie udawał, że wie o co jej chodzi. A teraz jeszcze to.
Miałam dość szczęścia by usłyszeć od niej, że wcześniej była leczona ze swojej klątwy przez Pana, jednak nie dało ono żadnych rezultatów.
Nie dało ono żadnych rezultatów. Przecież to nie wydawał się być szczególnie trudny przypadek. Zawroty głowy, nieznikające kolorowe kształty przed oczami, problemy z sennością i powtarzanie ostatniego słowa na końcu każdego zdania. Nie wspominając już o tym, że badania, które przeprowadził nie wskazywały na silną klątwę, właściwie to niemal w ogóle nie wyczuwał klątwy. Wniosek był więc taki, że nie dość, że pani Brown nie stosowała się do jego zaleceń, to jeszcze poszła do innej klątwołamaczki, twierdząc że jego leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów. Zamiast po prostu się go słuchać i mieć to z głowy.
Na szczęście szybko przeczytał drugą część listu, która wyjawiała nieco więcej i rzucała znacznie inne światło na tę całą sytuację. Tak, zdecydowanie powinien się spotkać z panią Brodzki i to wyjaśnić, bo wychodziło na to, że był to poważniejszy przypadek, niż przypuszczał.
Na umówione miejsce spotkania przyszedł kilka minut przed czasem, ubrany jak zwykle dość elegancko w ciemną koszulę i spodnie. Przywitał się grzecznie, a gdy tylko podał rękę Jogodzie, czarownica mogła zorientować się, że poza sińcami pod oczami i poniekąd profesją, łączyła ich również niska temperatura dłoni.
– Dziękuję. Nic nie trzeba – odpowiedział na pytanie o herbatę, gdy już znaleźli się na miejscu, rozglądając się po pomieszczeniu, które było nieco zbyt chaotyczne, jak na pragnące ładu i porządku gusta Prewetta.
– A więc pani Brodzki – mówiąc to próbował nawiązać kontakt wzrokowy z czarownicą, ale jeśli ta go unikała, starał się to uszanować i nie być namolny. Chciał po prostu szybko wyjaśnić tę sprawę. Nie wyciągnął jednak jeszcze ze swojej torby żadnych notatek poczynionych na temat ich wspólnej pacjentki. – Powiedziała pani, że pani Brown najprawdopodobniej nie leczyła się jedynie u nas. Mogę panią zapewnić, że leczenie, które jej przepisałem powinno być skuteczne, ale z tego co zrozumiałem z pani listu, nie dość, że nie podziałało, to jeszcze nagle zmieniły się objawy. Gdy nasza pacjentka przyszła do mnie skarżyła się na zawroty głowy, kolorowe kształty przed oczami i bezsenność. Zauważyłem też, że powtarza każde słowo na końcu zdania, chociaż sama nie wydawała się być tego znajoma. Twierdziła, że złe samopoczucie męczy ją od dwóch tygodni, kiedy to wróciła ze zjadu rodzinnego.
ova duša nema ton
zabierz mnie tam,
gdzie głos obowiązku
a kompletny brak serca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Unosi się za nią zapach palonej mięty, jaśminowca i mchu. Do jej wzrostu (165) kilka centymetrów dodaje kaskada długich, puchatych, brązowych loków, odstających kompletnie nieokiełznanie. Błękitne oczy albo nie patrzą na Ciebie wcale, albo wgapiają się z nadzwyczajną intensywnością. Rysy twarzy jakby wyrwane z portretu średniowiecznej piękności, dzisiaj jednak ten duży nos i cofnięta szczęka nie wywołują nadmiernych zachwytów. Nosi spódnice we wzory niespotykane nigdzie indziej.

Jagoda Brodzki
#3
06.06.2024, 21:15  ✶  
Chwilę krzątała się po swoich kuchennych kafelkach. Ona zdjęła buty na wejściu, przyzwyczajona do tego z domu, ale zanim nawet pan Prewett zdążył jej odpowiedzieć na pytanie o napój, na stół, najbliżej tego gdzie się ulokował, podleciał po machnięciu różdżki gliniany kubek z naparem. Brodzki zerknęła na niego, troszkę zdziwiona, ale tylko przez chwilę, zaraz zachowywała się dokładnie tak jak wcześniej.
- Różeniec górski, zielona herbata i werbena. Pobudzają i pomagają na zdrowszy sen. - powiedziała. Chociaż czytanie emocji przychodziło jej z trudem, widziała cienie pod oczami mężczyzny, oraz wysiłek na twarzy odznaczający się, gdy próbował zebrać myśli do wyjaśnienia sytuacji.
Jagoda trzymała różdżkę, ale schowała ją gdy usiadła przy stole, a imbryk polał naparu również do jej kubka. Patrząc po stanie jego zużycia, pewnie ulubionego.
Zerkała na blat i pukała w niego paznokciem, kiedy uzdrowiciel zaczynał tłumaczyć jej sytuację, lekko pochylona, z całym ramieniem opartym na stole. Mruknęła tylko pod nosem - Panno... - Ale tak cicho, że można było uznać to za bełkot. W końcu nie była zamężna, nie powinno jej się nazywać panią. To brzmiało tak nienaturalnie przy jej nazwisku.
Dopiero, kiedy Basilius skończył mówić, przestała stukać paznokciem w blat. - Tak właśnie myślałam... - Jagoda wstała raptownie z krzesła, lekko szturchając stolik, podeszła do komody przy drzwiach i złapała za notatnik. Nie usiadła więcej przy swojej herbacie, a teraz, niby zupełnie nonszalancko, a niby bardzo dramatycznie zaczęła przeglądać swoje notatki. - Ogromną zagwozdkę wywołało u mnie to, jak pani Brown bardzo nalegała na interwencję klatwołamacza. Ani objawy, które ukazały się u Pana, ani te u mnie w ogóle nie pasują do objawów klątwy. Nie są z jednego worka. Nie jestem ekspertem, ale przy takich poradziłabym komuś spotkanie się z lekarzem, bo brzmi jak dziwna odmiana magicznej grypy. - Przeszła już do końca pomieszczenia i zawróciła się. Jej spódnica załopotała. - Coś mi nie pasowało, więc postanowiłam doszukać się śladów czarnej magii... I były one śladowe. Jeśli była na niej nawet już schodząca klątwa to by się od niej niemal świeciła.
W tym momencie spojrzała na uzdrowiciela bardzo krótko, by posłać mu lekki uśmiech. Zapewne już domyślał się do czego mogła dążyć. Dlaczego klątwa miałaby imitować objawy niegroźnych chorób magicznych, nawet nieudolnie?
Może pójście do Basiliusa zasugerował kobiecie ktoś kto rozumiał, że jej objawy nie są klątwowe, ale jednak nadal się przy tym upierała? Zupełnie jakby coś wpływało na jej sposób myślenia.


Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
07.06.2024, 15:06  ✶  
Spojrzał się na nią nieco zaskoczony, ale nie odsunął od siebie herbaty, a z delikatnym uśmiechem na twarzy podziękował czarownicy skinieniem głowy i usiadł przy stole.
– Dziękuje. Praca – rzucił półkłamstwo. Był przyzwyczajony do tego, że ludzie podtykali mu pod nos różne ziołowe wywary, w swojej kuchni miał ich już zdecydowanie za dużo, a większość z nich była naprawdę paskudna. Wątpił jednak, że ta, którą właśnie dostał, wywoła w nim odrazę, skoro, sądząc po worach pod jej oczami, sama Jagoda Brodzki wiedziała coś o zmęczeniu i pewnie jak sobie dobrze z nim radzić.
– Przepraszam? – spytał, gdy czarownica mruknęła coś pod nosem, ale niestety nie dosłyszał co.
– Upewniłem się, że to nie jest odmiana grypy– zapewnił czarownicę, powoli wyciągając ze swojej torby sporządzone na temat tej sprawy notatki, wszystkie zapisane bardzo metodycznie, starannym charakterem pisma, przechowywane w obitym w brązową skórę notatniku, który nie miał ani jednego zagiętego rogu. Zrobił też tabelki, a jeśli na stole dopatrzył się jakiś okruszków, lub czegoś co mogłoby ubrudzić notes, spróbował się tego dyskretnie pozbyć, tak by mieć spokój, a jednocześnie nie urazić gospodyni.
Westchnął ciężko.
– Badania diagnostyczne wykazały, że rzeczywiście pani Brown coś dolega, ale wyglądało to na co najwyżej obecność bardzo słabą klątwę, zakładałem, że ktoś może rzucił coś słabego na nią na spotkaniu rodzinnym. Coś co miało po prostu uprzykrzać jej życie, ale było bardzo nieudolne. – Zamilkł wpatrując się we własne zapiski, a potem podsunął je czarownicy, by sam zastanowić się nad jej słowami. Dziwne objawy, śladowa ilość czarnej magii, chociaż oboje coś wykrywali, to że była już u wielu innych klątwołamaczy... Na Matkę, pani Brown naprawdę miała szczęście, że poszła do Jagody Brodzki, której udało się połączyć te fakty. Gdy napotkał jej spojrzenie, sam posłał jej krótki uśmiech. Chyba rozumiał co miała na myśli.
– To na pewno nie jest klątwą – powiedział, bardziej, by utwierdzić w tym siebie, bo zakładał, że druga klątwołamaczka już doszła do takich wniosków. – Ale coś, lub ktoś, w pobliżu pani Brown musi na nią negatywnie wpływać. Nie mogła mieć tego przy sobie podczas naszych wizyt, bo byśmy to wykryli, więc to nie jest raczej jakiś przeklęty medalik. Nie jest to też dziwny przypadek atencji, skoro wyczuliśmy czarną magię, nawet w tak niewielkiej ilości. Proszę mi powiedzieć, pani Brodzki, te objawy, które opisywała nasza pacjentka... Skarżyła się jedynie na nie, czy obawiały się one w czasie wizyty? – Był świadomy tego, że dolegliwości, które przedstawiła mu pani Brown, były możliwe do upozorowania. Zastanawiał się, więc jak to wyglądało w przypadku drugiej klątwołamaczki.
ova duša nema ton
zabierz mnie tam,
gdzie głos obowiązku
a kompletny brak serca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Unosi się za nią zapach palonej mięty, jaśminowca i mchu. Do jej wzrostu (165) kilka centymetrów dodaje kaskada długich, puchatych, brązowych loków, odstających kompletnie nieokiełznanie. Błękitne oczy albo nie patrzą na Ciebie wcale, albo wgapiają się z nadzwyczajną intensywnością. Rysy twarzy jakby wyrwane z portretu średniowiecznej piękności, dzisiaj jednak ten duży nos i cofnięta szczęka nie wywołują nadmiernych zachwytów. Nosi spódnice we wzory niespotykane nigdzie indziej.

Jagoda Brodzki
#5
10.06.2024, 23:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2024, 23:12 przez Jagoda Brodzki.)  
Historia jej worów pod oczami była nietypowa dla Anglików i doskonale o tym wiedziała. Problemy ze snem pojawiły się u niej jeszcze, kiedy była nastolatką. Wiązały się z koszmarami, które pojawiły się zaraz po kilku pierwszych zajęciach z czarnej magii. Gdy się jest tak młodym i zmusza samego siebie do wywołania emocji tak okropnych, by użyć najgorszego znanego rodzaju magii, zostawia to na człowieku piętno. Można wierzyć lub nie, ale Jagoda była kiedyś inna niż teraz. Ciepła, troskliwa i kontaktowa. Dziwaczała z każdym kolejnym kontaktem, jednak dawno już zapomniała, że istnieje inna ścieżka w życiu. - Moja też. - Posłała mu szybki uśmiech. Nie musiał się tłumaczyć. Była dobra w dostrzeganiu detali, tylko przypisywanie ich do odpowiednich szufladek nie było dla Brodzki zbyt intuicyjne... Wprowadzała logikę tam, gdzie trudno było jej użyć.
Poruszyła niespokojnie ramionami, zupełnie jakby złapał ją nagły skurcz i lekko potarła szyję dłonią. - Panno... - Poprawiła swój ton, dosyć wymuszenie, nawet na chwilę zadbała o zniknięcie akcentu. Jak się postarała to rzeczywiście umiała naśladować mowę swojej matki. - Nie jestem zamężna.
W jej kulturze takie konwenanse były o dziwo dosyć ważne. Z drugiej strony jako stara panna już dawno z nich wypadła... Czy naprawdę powinna się nimi tak przejmować? Czuła taką powinność... Może po prostu za dużo o tym myślała?
- Właśnie to mnie zaniepokoiło. Widziałam w tym objawy grypy, ale skoro nie zauważył tego zdolny medyk, musiało coś być na rzeczy, prawda? - Nadal elaborowała swój punkt. Wciąż jednak odpowiedzi nie były wcale blisko, co ją... ekscytowało. Wspaniała zagadka, taka naprawdę nietypowa, coś ciekawego w takim nudnym, wydawałoby się, przypadku. W oczach Jagody tańczyły ogniki, zupełnie jakby nagle nieco odżyła. Na swój sposób było to przyciągające, oglądanie jak zaczyna palić się w niej pewna pasja. - Tak, występowały, ale nie wszystkie. Przy mojej wizycie pokazała się tylko wysypka w postaci zaczerwienionej skóry oraz ból uda... - Chociaż równie czerwoną skórę można mieć nawet po drapaniu tego miejsca zbyt długo paznokciami... Dotąd o tym nie pomyślała. Czuła, że zbliżali się do dobrego tropu. W swojej wędrówce po kuchni trafiła na miejsce bliższe Prewettowi, pochyliła się nad stołem tuż przy nim, wypełniając atmosferę zapachem swoich jaśminowcowych perfum i wskazała na notatki na kartkach papieru swojego zeszytu. - Ale te objawy mogły zostać... Zasymulowane. I przyczyna jest w otoczeniu... I pacjentka zmienia specjalistów tak szybko, by nikt nie mógł się zbyt długo pochylić nad sprawą... Śmiem podejrzewać, że klątwa wpływa na umysł.
Cholera, to w ogóle nie jej specjalizacja.


Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
12.06.2024, 23:24  ✶  
Posłał jej słaby uśmiech zrozumienia, nawet jeśli, o czym nie mógł wiedzieć, oboje pewnie zakładali inne przyczyny zmęczenia u tej drugiej osoby i wziął łyka herbaty. Rzeczywiście przeczucie go nie myliło i herbata była naprawdę smaczna. Gdyby tylko był jeszcze w stanie zagwarantować sobie tyle godzin tego zdrowego snu ile tak naprawdę potrzebował.
– Ah, tak przepraszam. Nie wiedziałem– powiedział, gdy poprawiła go, że wcale nie jest panią, kryjąc zaskoczenie faktem, że kobieta przywiązywała do tego taką wagę. Z drugiej strony był w stanie usłyszeć akcent w jej słowach, chociaż nie był w stanie zlokalizować skąd pochodziła, więc może w jej stronach bardziej dbano o takie szczegóły.
Z każdym jej słowem, pobudzającym głowę Prewetta do dalszej pracy, przychodziło nie tylko skupienie, ale i pewna ekscytacja. Prewett, wbrew temu co mówił, lubił takie przypadki. Dziwne i skomplikowane. I oczywiście, może nie wypadało, aby uzdrowiciel liczył na to, że na jego pacjentów spadnie jakiś bardziej pogmatwany przypadek, ale jednak gdy już takie się zdarzał... Wraz z determinacją, by się go szybko pozbyć przychodziła również radość, że wreszcie działo się coś ciekawego.
– Zasymulowane... – mruknął, zerkając na nią, gdy nachyliła się obok niego, by pokazać mu notatki. Uśmiechnął się. Tak, to wszystko miało sens. To wszystko miało tak dużo sensu. A i sprawa wydawała sie być fascynująca. Na pewno mógłby potem napisać o niej w jakims artykule naukowym, oczywiście uzwgledniając fakt, że nie był jedyną osobą, która nad nim pracowała. – A więc mówimy o czymś z otoczenia pacjentki, co wpływa na jej umysl i nakazuje udawanie tego wszystkiego – powtórzył, możliwie, że nie kryjąc się z ekscytacją, tak bardzo jak powinien, a potem dotarło do niego co tak właściwie to oznaczało i uśmiech mu zrzedł. Po pierwsze o ile czasem zdarzyło mu się łamać klątwę, która wpływała na umysł, to jednak te cięższe przypadki kierowano od razu do Lecznicy Dusz. Po drugie jak mieliby się dowiedzieć, co takiego wpływało na panią Brown, kiedy raczej nie będą mieli wstępu do jej domu, a i nie wiadomo, czy sama zainteresowana będzie chciała się z nimi ponownie spotkać.
– Panno Brodzki, czy byłaby panna – Pani? Panna? Byłabyś? Co brzmiało mniej głupio? Jak się mówiło do panny? – Jakoś przekonać panią Brown do ponownej wizyty? Najlepiej w jej własnym domu? – No bo przecież nie będą się włamywać do domu pacjentki, nawet dla jej dobra. To by było zdecydowanie zbyt problematyczne. – Możemy... Napisać list, w którym zasugerujemy jej, że klątwa zaraz objawi się nowymi symptomami, może... I że niektóre objawiają się jedynie w domu? Są przecież klątwy. Może to ją zainteresuje? Chyba, że mówiła coś o jakiejś pamiątce rodzinnej, która ostatnio dostała? – Patrzył na nią pytająco, bo może też on zbytnio kombinował, a ona miała już jakiś pomysł.
ova duša nema ton
zabierz mnie tam,
gdzie głos obowiązku
a kompletny brak serca
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Unosi się za nią zapach palonej mięty, jaśminowca i mchu. Do jej wzrostu (165) kilka centymetrów dodaje kaskada długich, puchatych, brązowych loków, odstających kompletnie nieokiełznanie. Błękitne oczy albo nie patrzą na Ciebie wcale, albo wgapiają się z nadzwyczajną intensywnością. Rysy twarzy jakby wyrwane z portretu średniowiecznej piękności, dzisiaj jednak ten duży nos i cofnięta szczęka nie wywołują nadmiernych zachwytów. Nosi spódnice we wzory niespotykane nigdzie indziej.

Jagoda Brodzki
#7
22.06.2024, 00:21  ✶  
W rozmowach takich jak ta pozwalała sobie na większy luz. Przez słowa jej akcent przebijał się dość często, szuranie wzrokiem po pokoju towarzyszyło jej ciągle. Była bardzo naturalna w swoich ruchach, zupełnie tak jakby obecność, do niedawna, zupełnie nieznajomego mężczyzny w ogóle nie przeszkadzała jej w ciekawym, teoretycznym rozważaniu. Zazwyczaj nie było jej łatwo skupić się w obecności innych, gdy próbowała pracować. Ale w obecności doktora Prewetta to przyszło tak szybko i naturalnie. Wyglądał jakby był w podobnym jej wieku, więc pewnie borykał się z podobnymi problemami życia codziennego. Szybko połączył ich podobny, zaintrygowany błysk w oku, wyraźnie zabawiający Jagodę. Ciekawość była jej motorem napędowym.
Ta radość, ciekawość, zaintrygowanie polepszało nastrój, na chwilę zapominało się o ciężkich powiekach. Niczym paliwo. Spojrzenie Brodzki nie oceniało jego fascynacji, a wyraźnie ją podzielało. Kobieta, wciąż trzymając swój otwarty notatnik, usiadła zaraz obok Basiliusa, przywołując jednym małym ruchem różdżki samopiszące pióro.
- Czy udawanie to nie wiem... Ona wydaje się wierzyć w pełni w to, co jej się dzieje, więc możemy mieć do czynienia... nie halucynacje... zablude... Urojenia, tak urojenia. - Skupienie nie sprzyjało jej poprawnej angielszczyźnie.
Poruszyła się przez chwilę niezgrabnie i utkwiła błękitne spojrzenie w siedzącym obok mężczyźnie, wpatrując się nieodgadnionym wzrokiem. - Nie, to jest... Takie niezręczne. Ekhm... Po prostu Jagoda, w porządku? - Podała mu rękę w geście oficjalnego przedstawienia. Często towarzyszyła jej niezręczność, jednak tutaj było jej za dużo nawet dla niej.
Coraz częściej dawne przyzwyczajenia ją opuszczały. Kiedyś nie proponowałaby w takich warunkach mówienia po imieniu... Ale powoli zbliżała się do wieku, w którym nawet na Jugosłowiańskich salonach było to zupełnie normalne. A przecież już tak długo nie miała nad sobą rodzinnego bata...

To musiała być naprawdę skomplikowana klątwa, kto mógłby chcieć nałożyć taką? Może była bardzo stara? - Niestety nie wspominała o nowych rzeczach w domu... Mnie nawet nie mówiła o powrocie ze spotkania rodzinnego. - To też był zaskakujący fakt. Jeszcze bardziej nabierała podejrzeń, że to właśnie tam pani Brown znalazła coś, co spowodowało jej stan. Im więcej czasu od pierwszego kontaktu, tym więcej ukrywała?
- Możemy tak zrobić... Niestety nie znam jej adresu zamieszkania. - Wydawało się, jakby to był jedyny dostrzeżony przez damę z bałkanów.


Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
28.06.2024, 00:51  ✶  
– A więc sama wywołuje objawy i jeszcze w nie wierzy – mruknął, zapisując nagle coś starannym charakterem pisma w swoich notatkach. Nie wypadałoby mu określić na głos tej sprawy mianem fascynującej, ale zdecydowanie za taką ją uważał. Nie po to przecież wybrał tę konkretną specjalizację, by zadawalać się do końca życia jedynie nudnymi, powtarzalnymi przypadkami. Zerknął na siedzącą obok niego kobietę. A może nie powinien się powstrzymywać, skoro ona widocznie też podzielała jego fascynację? Pacjenci, co było zrozumiałe, zazwyczaj burzyli się, gdy ktoś kategoryzował ich przypadki na te nudne i ciekawe, ewidentnie bardziej ciesząc się z tych drugich, ale był pewny, że ona to rozumiała. W końcu sama była klątwołamaczką.
– Basilius – powiedział, ściskając jej dłoń, tym samym zgadzając się, by przeszli na ty. Tak, tak zdecydowanie było wygodniej.
– W takim razie mam nadzieję, że go sobie nie wymyśliła – skomentował na uwagę o tym, że ich pacjentka nie wspomniała Jagodzie o wycieczce do rodzinnego domu. To był dobry trop i naprawdę liczył na to, że uda im się go trzymać.
– Jeśli zgodzi się na wizytę u siebie w domu, pozbędziemy się problemu z adresem – stwierdził i zastukał w zamyśleniu palcami o blat stołu. Pozostawały jeszcze tylko inne problemy. Kobieta mogła się nie zgodzić. Cokolwiek co wywoływało tę klątwę, mogło być ukryte gdzieś w domu. – Myśli pan... To znaczy myślisz, że jeśli napiszemy odpowiedni list, to udałoby nam się odwiedzić ją we dwójkę? – spytał, biorąc kolejnego łyka herbaty, która naprawdę była zaskakująco smaczna. Nagle się zawahał. – Chyba, że wolisz zająć się tym sama. Ostatecznie teraz to twoja pacjentka.
Oczywiście liczył, że kobieta przyjmie jego pomoc, naprawdę był ciekawy tej sprawy i chciał zobaczyć, co takiego wywoływało tę wszystkie omamy, ale potrafił uszanować to, gdyby Jagoda postanowiła działać na własną rękę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (1600), Jagoda Brodzki (1571)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa