02.06.2024, 21:33 ✶
28.07.72
Dom w okolicy Farlight Cove
Basilius & Jagoda
Pojawiła się przed Dziurawym Kotłem dokładnie o godzinie siedemnastej i długo nie musiała czekać na towarzysza. Zapewne jej ubiór, nawet na czarownicę nieco wyróżniający ją z tłumu, sprawiał, że nie była trudna do rozpoznania i czarodzieje szybko odnaleźli się w odpowiednim miejscu. Jagoda przedstawiła się grzecznie, ze skinieniem głowy i przeszła do działania, gdy wyciągnęła chłodną dłoń w stronę mężczyzny, zaś w drugiej trzymała małą monetę, będącą świstoklikiem, który miał przenieść ich w odpowiednie miejsce. Jagoda wyglądała dokładnie tak, jak można było ją sobie wyobrazić. Biała sukienka odkrywająca szczupłe ramiona, na niej zaś spódnica, wiązana w talii, czarna, z niebieskimi haftami po bokach rozstępujących się lekko, by można było zobaczyć misternie przygotowany materiał pod spodem. Jej twarz nie zdradzała wiele, poza łatwymi do zauważenia cieniami pod oczami i jedynie wprawne (lub kobiece) oko mogło zauważyć, że przyciemniła makijażem rzęsy, musnęła różem policzki, a pomadką usta.
Lekkie szarpnięcie, uczucie tracenia gruntu pod nogami, bardzo znajome każdemu czarodziejowi, a następnie dało się wyczuć pod podeszwami butów ścieżkę, nieco miękką od ostatniego deszczu, ale nadal wydeptaną. Pojawili się przed chatą, całą zbudowaną z burgundowej cegły i pokrytą zielonym bluszczem. Zaraz przy chacie znajdował się mniejszy budynek, również murowany, jednak bardziej otwarty, by wypuszczać wydobywający się z ciężkiego, żeliwnego pieca ogień i dawać choć odrobinę powietrza, gdy kuźnia była w pełni pracy. Powietrze pachniało lasem i morską bryzą, było również nieco chłodniejsze niż w centrum Londynu.
- Zapraszam do środka, sir. - Jagoda nie patrzyła w stronę Basiliusa, nawet gdy do niego mówiła. W połączeniu z jej wręcz nimfową urodą, uspokajającym głosem i nienagannymi manierami tę postawę można było uznać za wrodzoną nieśmiałość. Otworzyła metalową bramkę, prowadzącą na teren ogrodu i zamknęła ją za gościem, kierując się do domu, który pomimo dosyć posępnej atmosfery prezentował się dość przytulnie.
Wnętrze zdecydowanie było większe w środku niż na zewnątrz. Najpierw powitało ich pomieszczenie, w którym można było zostawić płaszcz czy buty, lecz z racji na porę roku w tym momencie dostrzec można było tylko parasol, zestaw butów i płaszcz przeciwdeszczowy. Zaraz po nim kobieta wprowadziła Prewetta do pomieszczenia dziennego, połączonego z maleńką kuchnią, wypełnioną w większości kociołkami niż garnkami. Całość prezentowała się dosyć chaotycznie i ciemno, pomimo tego, że po przekroczeniu progu od razu zapaliły się wiszące w powietrzu świeczki. - Czy życzy sobie pan herbatę? - Brytyjczycy z jakiegoś powodu uwielbiali ten napój. - Dysponuję też naparem ziołowym... Według upodobań.
Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Sudbina je moja kleta