• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[9.08 wieczór | Posiadłość A.J. Shafiq'a] Riders of the storm

[9.08 wieczór | Posiadłość A.J. Shafiq'a] Riders of the storm
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#11
30.05.2024, 16:36  ✶  
– Jeśli chcesz to mogę być wyjątkowo damą twojego serca – zapewnił Morpheusa, pomiędzy kolejnymi gryzami ciasta. Merlinie, Anthony jednak wiedział, gdzie zamawiać torty. Przy okazji dla podkreslenia swoich kolejnych słów teatralnie założył nogę na nogę. – Podobno całkiem sympatycznie wyglądam w sukienkach. Gdy planowaliśmy nasz ślub krawcowa płakała w kącie, że to Lottie musi ubrać w suknię, a nie mnie. – Absolutnie nie było takiej sytuacji, jakby ktokolwiek jakim cudem miał jakieś wątpliwości.
Wywrócił oczami na słowa Anthony'ego.
– Jak to jest, że wy Krukoni zawsze macie jakieś dziwne definicje polowania? W Hogwarcie było tak samo. Powiedziałeś, że mamy zorganizować polowanie, a potem, że to jednak nie będzie polowanie. Akurat gdy udało mi się już przekonać pierwszoroczniaków, że udawanie niuchaczy w Zakazanych Lesie sprawi, że w przyszłości będą mogli się tym chwalić na randkach. – A może Tony wtedy powiedział gra terenowa, a nie polowanie. No ale gra terenowa jednak też zakładała teren. A teren raczej nie zakładał biegania po korytarzach Hogwartu. Zresztą nie ważne.
– Obiecuję, że nie skrzywdzimy żadnego smoka, nawet stworzonego z iluzji – zapewnił solennie, jedną rękę kładąc sobie na sercu, a drugą na chwilę opierając na ramieniu Shafiqa. – Dobrze. W takim razie postanowione! Będzie mantikora!
Uśmiechnął się i wrócił do jedzenia ciasta, na chwilę próbując jeszcze wyłapać wzrok Morpheusa, by dyskretnie skinąć na Anthony'ego w bezgłośnym pytaniu Co z nim?. Bo przecież ich przyjaciel wyglądał na szczęśliwego, i całe szczęście, ale jeszcze niedawno szczęśliwy nie był. A potem oczywiście i na Lammas i na weselu Blacków zachowywał się tak, jakby to Jonathan coś sobie wymyślił. Nie, że to było coś złego. Po prostu nie wiedział, czy była to poprawa, czy zwiastun kolejnego kryzysu. A oczywiście nie mógł odczytać jego aury bo ktoś musiał się nauczyć oklumencji. Taki kolega.
– To ty jesteś ekspertem w zakresie win. My się po prostu będziemy ciebie słuchać i zdecydowanie ignorować jakiekolwiek rady tej twojej amerykańskiej ambasadorki – skomentował, jednocześnie unosząc kieliszek na kolejny toast Lottie. – A życie to jest jedno wielkie przedstawienie Charlotte. Nie powiesz mi, że nie. I plany na kolejny występ mam, ale niestety teatr jeszcze się nie chce na nie zgodzić. Chyba będę musiał przekonać do niego jakiś bardziej awangardowy zespół aktorów. Krainę snów też się da załatwić. I już nie bądz taka surowa dla naszych kolegów i koleżanek z rocznika. Mieli przy nas ciężką konkurencję, by się czymś popisać.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#12
04.06.2024, 23:28  ✶  

Na wspomnienie tego polowania w Hogwarcie, czy raczej zabawy terenowej, Morpheus zrobił dziwną minę. Za dobrze pamiętał tamtą sytuację, chociaż z zupełnie innego powodu, niż pamiętał to Antoniusz, Charlotte czy Jonathan. To był ich ostatni rok w Hogwarcie, Anthony niesamowicie wzdychał do Selwyna, Charlotte trzęsła całym swoim domem, a on... A on spoliczkował Vakela Dolohova w ich pokoju wspólnym, a tamten oddał mu w Wielkiej Sali, pełnej innych prefektów. Kiedy patrzył na to z perspektywy, z wiedzą, którą miał obecnie, całość wyglądała znacznie bardziej tragicznie. W teorii był to początek przyjaźni, która rozpadła się z hukiem. Jeźdźcy Apokalipsy wiedzieli, że to, co łączyło jego i Vakela nie należało do lekkich tematów i że Morpheus nawet lata później krygował się przed nimi, aby nazwać to konkretnym imieniem, tak jak raczej milczał, gdy we własnym sosie wspominali o preferencjach seksualnych Anthony'ego. Longbottom od czasów szkolnych prowadził ze sobą nierówną walkę o akceptację. I tak jak rzeczywiście otworzył się, aby przed trójką najlepszych przyjaciół wspominać konkretną płeć kochanków, a nie osoby, tak nadal bardzo nie chciał wspominać o ich nazwiskach. Oni wiedzieli, oczywiście, nie byli kretynami, ale on miał czyste sumienie. Sam nie chciałby, aby któryś z jego kochanków bardzo swobodnie wspominał o tym, że z nim sypia.

— Zawsze będziesz pierwszą damą mojego serca, Jonathanie— przyłożył wolną dłoń do serca, ignorując jego bardzo metaforyczne kłucie. Najlepszy rocznik. Przeklęty rocznik, ot co. — Muszę zacząć zapisywać te pomysły. A co do Antoniusza, oczywiście, że się zakochał i z tego, co wiem, jak zwykle dramatyzował. Ale dla was, mogę specjalnie sprawdzić...

Podniósł się, podszedł do swojej bratniej duszy, zanurzył dwa palce w winie i dotknął nimi jego czoła. Cała trójka wiedziała, że jedną z dodatkowych przewag tego kręgu znajomych nad innymi, którzy otaczali Morpheusa, było to, że nie zalewali go falami widzenia, swoich przyszłych decyzji. Ich oklumencja trzymała ich przyszłość w ślicznych pudełeczkach, do których miał kluczyk, musiał tylko dopasować konkretny z setek dostępnych. Odrobina wysiłku, ale to cena, którą był gotów płacić za to, że jego głowa nie płonęła.

Kropla wina spłynęła z jego palców na czoło Shafiq'a. Nie musiał go dotykać, ale bawiło go to, więc to zrobił. Poza tym lubił patrzeć, jak ludzie zezują na jego dłoń. Tracili wtedy całkowicie jakąkolwiek powagę.


Rzut na Jasnowidzenie (przeciwko Oklumencji)
Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#13
04.06.2024, 23:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 08:11 przez Anthony Shafiq.)  
– Kraina snów brzmi obłędnie, ale to chyba w mniejszym gronie. Nie jestem pewien, czy czcigodni goście dźwignęliby wyobrażenie tej domeny, zwłaszcza mając na względzie testowane przez was w Departamencie o onyksowych ścianach specyfiki. – W celach naukowych oczywiście, bo jakich innych? Departament Tajemnic trzymał swoje karty przy orderach, a jednak zawsze można było się dowiedzieć, jakie dobra były tam dostarczane. Dokumentacja zaopatrzenia... przyjemna lektura do poduszki od czasu do czasu.

Rozmowy trwały, bardzo lubił ich po prostu słuchać i być sobie gdzieś obok, w spokoju, w ciszy, by tylko czasem wtrącić...
– Napiszmy jakąś sztukę, czemu nie? Stać nas przecież na jej wystawienie, wynajęcie sceny. Choćby i do pustych ścian, chociażby dla kilku osób. Wolałbym w sumie amfiteatr, wiecie te czerwone obicia... – umilkł znów, sycąc się tortem zdobnym w kawałek pozłacanej podobizny wychudzonego konia. Sam sobie przydzielił wagę, tym przecież się zajmował, a nie dotykał oliwy i wina zgodnie z zapisem w księdze, która zdawała mu się raczej ciekawostką kulturową, nieprzebranym źródłem europejskich tropów mielonych przez wieki na wszystkie sposoby, aniżeli wyznacznikiem moralności czy więcej nawet – zbawienia. Lubił myśleć o porządku wyznaczanym przez różne archetypy, o tym jak pasował do niego trzeci z nich, ostatni poprzedzający nadejście Śmierci. Myśli płynęły przyjemnie a potem padły słowa, które zatrzymały łyżeczkę tuż nad kolejnym fragmentem słodkiego ciasta.

To nie było tak, że jego przyjaciele nie wiedzieli. Przed kilkoma tygodniami powiedział o dwa słowa za wiele, gdy Jonathan znalazł go w takim stanie w jakim znalazł i zaniepokojony rozesłał wiadomość do pozostałej dwójki. Wiadomość, która najprawdopodobniej nie dotarłaby nawet do Anthony'ego, gdyby nie to, że następnego dnia ściągnął niewidomego Morpheusa do siebie, do Little Hangleton, a sowy nawet magiczne, nie są zbyt mądre. Więc wiedział, że oni wiedzą. Liczył, że rozejdzie się to po kościach, gdy pojawią się inne, ciekawsze tematy. Nie spodziewał się jednak takiej ekspozycji.

Powietrze zamrowiło, czuł jak pieką go policzki, czuł drganie ścięgna na skroni. Miął w ustach ripostę, niewinne pytanie o to jak plotkowało się z Vakelem na ślubie, czy dobrze mu się rozmawiało, jak jasnowidz z jasnowidzem i czy wyjasnowidzili sobie świetlaną przyszłość. Wiedział jednak, że mówić będzie gniew, nie on, więc nie oddał emocji ni skrawka więcej, niż powierzchnia zaciśniętych zębów.

Pozwolił mu więc zanurzyć palce w winie, pozwolił się pobrudzić z pełną świadomością obojga, że ta plama będzie mu ciążyć na czole przez kolejne dni i choćby mył twarz godzinami, choćby niczym Lady Macbeth zaklinał plamę by odeszła, nawet jeśli nie była krwawa, to nie będzie mógł o jej istnieniu zapomnieć. Pozwolił mu na to i nie zezował na rękę, a patrzył na wprost, w czerń dwóch buńczucznych turmalinów, myśląc, że ich widok winien oczyszczać i uzdrawiać. Powinien dawać ujście trudnym emocjom kłębiącym się w sercu.

Tak się nie działo.

Być może tylko mu się zdawało, że wyczuł wewnątrz swej głowy woń wypalonego tytoniu podbitą kwaskowatością rozlanego wina, woń która tak bardzo kojarzyła mu się z Morpheusem. Dym, mający na celu wyłudzić wiedzę, którą Anthony pilnie strzegł, niczym smok swego skarbca w lojalności do siebie i wszystkich, którzy powierzali mu swoje sekrety. Być może tylko mu się zdawało, że dym ten jak mgła nad czarną taflą lodowatej wody, próbuje znaleźć uziemienie, przeniknąć przez gładką i nieprzeniknioną ton i ujrzeć. Poczuć. Okraść go. Być może.

Rozproszenie IV na stopień pogardliwości we wzroku
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!


– Dość. – Słowo wysmyknęło się z jego ust niby przypadkiem, choć w swej celowości było ciche i nieprzyjemnie oschłe. Zaraz po nim podniósł się odkładając nadpoczęty kawałek ciasta. I nim Morpheus zdążyłby powiedzieć choćby słowo, Anthony odwrócił się do drzwi prowadzących ku głównej części posiadłości i odszedł, nie zamierzając słuchać nic z tego co ich grupowy wróżbita miał do powiedzenia. Nie dziś. Nie w ten sposób.

Podwójne drzwi z ogrodu prowadziły wprost do wewnętrznego kwadratowego holu, który udawał atrium przez magiczny sufit imitujący brak swojego istnienia. Kafelki ułożone w szachownicę mieniły się w oczach, a olbrzymie marmurowe schody prowadziły na piętro do dwóch skrzydeł, pana i nieobecnej już pani domu. On jednak swoje kroki skierował wprost do fontanny zdobiącej sam środek tego miejsca, gdzie Urobos, ogromny wąż oplatał dwukrotnie ziemię, szykując się do jej pożarcia. Z tymże ziemia, nie była ziemią, a złocistą kulą przywodzącą bardziej na myśli słońce. Westchnął, czując że gniew ustępuje miejsca goryczy. Wino ściekało mu wąską strużką wzdłuż nosa, przez wargę po brodzie, ale nie dbał o to. Odpowiedni gest wykonany na brzegu małego, zdobnego zbiornika osuszył fontannę, odsłaniając schody do piwnicy, którymi zamierzał dostać się do jednej z komnat. Łazienka prefektów czekała, cóż, najwyraźniej będzie w niej pierwszy.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#14
06.06.2024, 08:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 08:02 przez Charlotte Kelly.)  
- Nasza krawcowa płakała w kącie, bo tak wybrzydzałeś, skarbie. Podobno doznała przez ciebie załamania nerwowego, rzuciła potem zawód i założyła księgarnię - powiedziała Charlotte, wygodniej rozsiadając się w fotelu. Prawda czy fałsz? Charlotte usta miała pełne kłamstw i nawet oni, znający ją tak dobrze, nie zawsze mogli być pewni, kiedy zmyśla: dla zysku, efektu czy czystej rozrywki.
Ale ich przynajmniej oszukiwała tylko w błachych sprawach, głupich opowiastkach, jakby bawiła się tym, czy odgadną, która niewiarygodna historia jest prawdziwa i gdzie zaczyna się wiarygodne kłamstwo.
- A może to było z rozpaczy, że nie założyłam ślubnej sukni? - zastanowiła się, a po jej ustach przemknął leniwy uśmiech.
Miała nadzieję, że nie sprowadzą mantikory, ale, pechowo, wcale nie była tego pewna. Jej letni chłopcy wyobraźnię miewali bujną, za to żyć lubili z rozmachem i nie zdziwiłaby jej chyba nawet prawdziwa mantikora, pojawiająca się na tym polowaniu. Mającym uczynić Morpheusa ziemianinem z pięknego Yorkshire. A dokładnie tych jego rejonów, gdzie stała czarna magia, a w lesie natykało się na trupy.
Ach, te ich gusta.
- Obawiam się, że świat nie jest jeszcze gotowy na twój geniusz reżyserski, Johny - powiedziała z poważną miną. Wiele lat temu miała nawet wyrzuty sumienia, że przez nią Selwyn zarzucił pracę w teatrze: nigdy nie widziała go w innym zawodzie niż aktor albo reżyser właśnie. Ostatecznie jednak być może lepiej wyszło, czy to dla niego, czy dla Teatru Selwynów.
Jej nie było stać na zatrudnianie trup aktorskich. Już nie. Nie była biedna, zarabiała dobrze, ale nie była też tak bogata, by rzucać pieniędzmi na prawo i lewo. Doskwierało jej to jedynie z rzadka, bo przywykła, a i chociaż chciała być niezależna, i nie zamierzała na nich żerować, nigdy nie pozwalała, by jakieś głupie duma czy złość zabarwiły ich relację czernią. Och, gdyby choć raz spojrzeli na nią z góry z tego powodu, trzasnęlaby drzwiami, wypadając z pomieszczenia i z ich życia. Nie robili tego, więc i ona nie zamierzała pielęgnować goryczy i bez oporów raczyła się drogim winem i przyjmowała czasem drogie prezenty.
Oświadczenie Morpheusa nie wstrząsnęło Charlotte, bo list od Jonathana już dawno uświadomił ją, że coś jest nie tak. Zwróciła spojrzenie na profetę, ale wyraz jej twarzy nie zmienił się ani o jotę. Oczywiście, że się zakochał, pechowo ludziom czasem się to zdarzało. Miała ochotę powiedzieć, że to paskudna choroba, której trzeba pozbyć się jak najprędzej, ale zmilczała ten jeden raz. Bo Anthony mógł wydawać się najbardziej z nich oschłym, surowym, zdystansowanym, a zawsze to jego miała za tego najbardziej miękkiego. Morpheus bywał emocjonalny i wrażliwy, Jonathan ekspresyjny, a jednak gdyby miała wskazać, kogo z nich najłatwiej zranić, wyliczyłaby beż wahania: Tony, Morphy, Johny i Lottie.
Domyślała się, że chodziło o mężczyznę i to wszystko komplikowało, bo nie było szans, aby ten związek wyszedł na światło dzienne. Wyłączyłby Anthonyego z socjety, sprawiłby, że straciłby pracę pod byle pretekstem. Nigdy nie rzucała w tym względzie komentarzy, hipokrytka jakich mało, wychowana w pogardzie do takich skłonności, ale zbyt lojalna wobec swoich trzech przyjaciół, by choćby mrugnąć.
Wolałaby jednak, aby Tony się nie zakochiwał.
Miłość przynosiła same problemy. Kto jeśli nie ona wiedział o tym najlepiej?
Z ust Charlotte wydobyło się westchnienie, nim się podniosła, ruszając za Shafiqiem, ku podziemnej części posiadłości.
- No już, nie dąsaj się, Tony, jeśli koniecznie chcesz, przewiążemy go wstążeczką i dostarczymy na twój próg.
Prawdopodobnie tylko żartowała.
Prawdopodobnie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#15
06.06.2024, 12:20  ✶  
– Świetnie! – Jonathan niemal zerwał się z miejsca w ekscytacji. — Jeśli chcesz amfiteatr załatwimy ci amfiteatr. Coś wymyślimy Tony. Mam już nawet kilka pomysłów. Słyszałeś kiedyś o teatrze immersyjnym? Chociaż może lepiej iść w klasykę. Potem porozmawiamy o szczegółach. – Selwyn najchętniej wystawiłby kontrowersyjną sztukę, jasno potępiającą zwolenników Voldemorta, jak i Ministerstwo za to, że nie podejmują odpowiednich kroków. Już miał nawet kilka pomysłów na nazwę i fabułę. Świnie w zupie spaczenia. Zakładał jednak, że zarówno Shafiq jak i on nie chcieli stracić swojej pracy, (To znaczy on by jeszcze mógł, ale nie chciał tego robić przyjacielowi), więc ten pomysł odpadał.
Zerknął na Charlotte.
– Oczywiście moje ty uciekające złoto. Oczywiście, że rzuciła pracę z mojego powodu, jakbym swoim pojawieniem się w jej życiu zawodowym wcale nie wyrwał jej z poważnego przypadku kryzysu twórczego. – Jonathan wybrzydzał. Nie, że był nieuprzejmy, ani nie szanował czasu krawcowej, ale zdecydowanie wybrzydzał i jeszcze się irytował, kiedy rodzina nie pozwalała mu na pewne modowe rozwiązania w obawie, że przyćmiłby pannę młodą, która i tak miała się nie pojawić. – A świat nigdy nie był bardziej gotowy na mnie jako reżysera ludzkiego dramatu na scenie.
Na zapewnienie Morpheusa, że zawsze będzie damą (i to pierwszą!) jego serca, Jonathan westchnął głośno, niczym zakochane dziewczę i sam złapał się za serca, jakby słowa Morpheusa były najpiękniejszą melodią, jaką Jonathanowi przyszło kiedykolwiek usłyszeć. Eh... Głupi wieszcz. Selwyn pewnego pięknego dnia wyjawił mu, że zamierza być na niego obrażony za dołączenie do kółka niecodziennych zainteresowań Brenny (bo przecież z ich czwórki tylko on miał prawo ryzykować życie dla sprawy) i jakoś ciągle o tym zapominał żartując z nim, jakby nigdy nic. Może w pewnych aspektach nigdy nie wyszli z Hogwartu. Na przykład w reakcji na to, że ich przyjaciel się zakochał.
– Masz chłopaka? – spytał ożywiony, jakby zdanie oczywiście, że się zakochał i z tego, co wiem, jak zwykle dramatyzował dało się bezpośrednio przetłumaczyć na A Tony ma chłopaka. Oczywiście jedno nie oznaczało drugiego, ale skoro jego przyjaciel przeszedł z trybu marność nad marnościami w tryb w sumie to życie nie jest takie złe, to może jednak coś się zadziało. Bo to, że Shafiq był zakochany wiedział. Może jednak nie aż tak nieszczęśliwie?
Dość.
Oj... Drażliwy temat.
Możliwe, że też, jak w czasach Hogwartu czasem przesadzali. Anthony wyszedł. Lottie za nim. Jonathan zerknął na Morpheusa i przyjacielsko poklepał go po ramieniu.
– Jeśli kiedyś poproszę cię, byś przewidział moją przyszłość mój drogi, to zamawiam dramatyczne krople wina na czole. Inaczej się nie liczy, nawet jak przepowiesz mi śmierć. Chociaż nie. Nie przepowiaj mi śmierci. Nie zasłużyłeś po tym, jak sam się teraz pchadz w jej objęcia – powiedział i sam ruszył za Charlotte i Anthonym bez względu na to, czy Longbottom zrobił to samo, czy też nie.
Gdy ich dogonił, bez wahania objął ramieniem ramię Shafiqa i przyciągnął go do siebie.
– Hej, ale to dobrze. Cieszę się. Martwiłem się o ciebie. Chcesz nam coś o nim powiedzieć? Nigdy nie mogłem rozgryźć twojego typu, wiesz? Albo nie, nie musisz nic mówić oczywiście. No chyba, że jednak ten idiota dalej nie widzi tego jak wspaniały jesteś. Wtedy to... Oh, po prostu powiedz, czy jesteś szczęśliwy, Tony. Martwimy się.
A Tony się zakochał. A Tony się zakochał.
Jakby nie wiedział o tym od połowy lipca.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#16
06.06.2024, 15:16  ✶  

Gniew w drugą stronę również zaistniał, błysnął na twarzy Morpheusa, jak iskry z ogniska. Longbottomów tak ciągnęło do wody, ponieważ stworzeni byli z ognia. Chociaż zrozumiał, że przesadził, to zabolało, że znów ktoś pomyślał, że będzie paplał o czymś ważnym na głos w otoczeniu osób postronnych, nawet jeżeli to byli przyjaciele. Nie dbał o zdanie Neila, który teraz go głównie frustrował, ale Anthony? Właśnie po tym Longbottom wiedział, że przesadził. Spojrzał w bok, na ogromną, płytką, prostokątną sadzawkę, która odbijała swoim gładkim lustrem wieczorne niebo.

Przejdź przez lustro.

Zagryzł wnętrze policzka. Podbiegł do reszty przyjaciół, nieświętej trojcy. Nie bardzo rozumiał koncepcje związane z chrześcijaństwem, ale potrzebował żydowskiej kabały i podstawowej wiedzy o religiach bliskiego wschodu do interpretacji dogłębnej kart tarota. Był naukowcem, nie szarlatanem z cyrku czy cygańskiego taboru.

— Namaszczę cię olejem rytualnym, jak masz ochotę nawet — zapowiedział Jonathanowi, chociaż w nieco przygaszony sposób. Dotknął odruchowo czasozmieniacza.

— Antoniuszu. Antoniuszu... — zawołał i złapał za dłoń. — Wybacz mi. Przesadziłem.

Jaka długa droga była za Morpheusem, któremu niegdyś słowa skruchy nigdy by nie przeszły przez gardło, nie w towarzystwie innych. Przy nich jednak, nawet jeśli to było trudne, umiał przyznać się do błędu.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#17
06.06.2024, 17:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 17:39 przez Anthony Shafiq.)  
Dotknął złocistej klamki w kształcie syreniego ogona, miękka skóra dłoni intelektualisty, który nigdy nie doświadczył odcisków monotonii fizycznej pracy, wyczuwała bez trudu każdą łuskę, chłód, wilgoć która już zdążyła osiąść na kluczu do ich dzisiejszego odprężenia. Konglomerat myśli nasilał się i słabnął, falował irytując swoją nieoznaczonością. Słowa kotłowały się podobnie jak emocje, wewnętrzny splątany krzyk wielu myśli, lęków, pragnień, nadziei i obaw, to wszystko było irytującą niedogodnością, która trwale wytrącała go z równowagi upośledzając kolejno funkcje życiowe. Zaraz się zacznie, zaraz kolejno przyjdą nękać go w miłosnym uścisku ludzi, którzy byli dla siebie gotowi skoczyć w ogień, co nie znaczyło wcale, że zawsze i wszędzie pragnął ich towarzystwa. Zaraz Charlie będzie wysnuwać mordercze fantazje, żeby podnieść go na duchu. Jonathan spragniony informacji zaleje go potokiem pytań, licząc że tym razem któreś przylepi się do pobladłej fasady. I przyjdzie też Morpheus, który wie, a zachował się tak jakby nie wiedział nic. Zlecą się trzy czarne kruki chcące szarpać wątłe ciało, które samo przecież nie znało odpowiedzi, gubiąc się w znaczeniach, aluzjach i niedopowiedzeniach.

– Nie dziękuję, ja nie... nie chciałbym tak. – odpowiedział Charlie, nie podejmując gry, nie chcąc się przekomarzać o tym, że na prezenty był czas dzisiaj, licytować kto lepiej zrobiłby kokardę i jaki kolor złota najbardziej odpowiadałby mu na materiale. Ta stacja była najprostsza. Razem z żelazną puchonką myśleli podobnie, mieli bardzo pragmatyczny stosunek do świata. Postąpił dwa kroki do przodu do pomieszczenia skąpanego w magicznym, wielobarwnym świetle wpadającym przez trzy piękne witraże przedstawiające piękne korzystające z pięknego dnia morskie hybrydy. Woda w obszernej wannie, będącej tak na prawdę basenem pokryta była różowiącą się pianą o słodkim zapachu brzoskwiń. Na niewysokich stolikach stojących przy brzegach umieszczone były butelki z winami i niewielkie patery z łakociami i słonymi przekąskami – serami i plastrami ostrych włoskich szynek i kiełbas wzbogacanych o orzechy i całe ziarenka pieprzu.

Stacja druga, tej drogi krzyżowej. Czy dlatego im nie powiedział, gdy tylko się zorientował tych kilka lat temu?
– Nie, nie chcę nic mówić, to jeszcze nic pewnego. – Tkwił stłamszony w Jonathanowym uścisku, zastanawiając się jaka byłaby jego mina, gdyby w końcu po niemal trzydziestu latach przyznał się mu uczciwie jaki jest jego typ i dlaczego w pewnym momencie przestał odwiedzać prefecką łazienkę, gdy wiedział, że będzie w niej Selwyn. W tle przygrywały łagodne dźwięki harfy imitujące płynącą przez Czechy rzekę. Czuł jak dotyk go pali i wprawia w coraz większy dyskomfort. Umknął więc, by przenieść się do wieszaka stojącego w roku i pozostawić na nim jedwabny, wyszywany szlafrok. Stał on przy niewielkich drzwiczkach prowadzących do wykuszu w którym przyjemny mozaikowy buduar pozwolał na odrobinę prywatności w przygotowaniu się do kąpieli, jeśli ktoś chciał natrzeć się olejkami, upiąć fantazyjnie włosy, czy zwyczajnie poza wilgocią usiąść na otomanie i poczytać książkę. Tam też znajdowały się ręczniki, choć miękkie, pachnące kwiatowo leżały już przygotowane bliżej schodów pozwalających zejść do kuszącej wody.

Anthony chciał tylko zostawić materiałową warstwę ochronną, może sięgnąć po coś czym mógłby zetrzeć powoli zasychającą czerń... Nie zdążył. Stacja trzecia – Somnia złapał jego rękę. Był na niego wciąż wściekły. Był bardziej niż wściekły. Nikt tak jak Morpheus nie wiedział, jakie to było trudne i bolesne, nikt tak jak on, nie wiedział jak bardzo brakowało Anthony'emu w tych zagadnieniach dystansu i swobody wypowiedzi. Może kiedyś będzie umiał żartować z tych chwil. Może nigdy. I nie chodziło w tym wcale o to, że bał się kilku słów za dużo w gronie najbliższych przyjaciół. Nie chodziło nawet o lęk, że jasnowidz mógłby zobaczyć coś nieodpowiedniego, nawet jeśli pozostawał w tej sytuacji duży dyskomfort, że naruszałoby to przecież prywatność jego krewniaka. Najgorsze, czego Anthony się spodziewał to fakt, że Morpheus mógłby zobaczyć koniec tego kruchego porozumienia, które udało się wypracować tak niedawno w splocie dziwnych okoliczności wieczornych dogasającego lipca. A jeśli Morpheus by to zobaczył, to on też znalazłby odbicie żalu w jego ciemnych tęczówkach. Wiedziałby, a nie chciał wiedzieć. Nie chciał, by los tej relacji wykrwawił się pod ostrzem samospełniającej się przepowiedni.

Dotknął czołem jego czoła i odetchnął głęboko. Wrażenie było lekko lepiące i śmierdzące roztartym na skórze winem.
– Szczerze, nie rozumiem czemu akurat to jest tematem godnym rozgrzebania w tym szacownym gronie. – brzmiał swobodnie, kokieteryjnie wręcz – Czy Morpheus chwalił się Wam już, że zainspirowani Vesperą i Blackiem poszliśmy do mugolskiego parku i ślubowaliśmy sobie, potwierdzając więź na moście obrośniętym żelaznymi kłódkami? Nie dostałem co prawda pierścionka zaręczynowego, ale kłódka udała Ci się Somnia całkiem znośna. – Odsunął głowę, jego słowa brzmiały lekko, choć uśmiech jeszcze nie sięgnął przygaszonych oczu. Jeszcze moment, potrzebował kilku sekund dla siebie, by odzyskać pion i kontrolę nad rozmową. Żałosne. Musiał zacząć opracowywać taktyki i potencjalne linie dialogowe, na wypadek, gdyby ktokolwiek, kiedykolwiek znów chciałby go wypytywać w tym temacie.

Zsunął z ramion jedwabną materię i odwiesił ją na profilowany hak, po czym podszedł do basenu, zszedł kilka stopni i przysiadł w wodzie tak, że sięgała mu do linii piersi. Na wyciągnięcie ręki miał najbliższą z pater, umieszczoną obok fikuśnych kraników odwzorowanych jeden do jednego z jego ulubionej szkoły. Jak na osobę, która nie znosiła Hogwartu, miał zaskakująco wiele takich detali w domu, a ten był zdecydowanie największym z nich.
– Jestem nieco rozczarowany, bo jeśli rzeczywiście jesteśmy anam cara, to spodziewałem się dostępu do rozmowy w myślach co najmniej. Jakiejś ciemnej rysy na własnej tęczówce. Taka skaza byłaby bardzo adekwatna. A co tam u Was gołąbeczki? Blackowie Was również zainspirowali? Dobrze słyszałem, że szykuje się drugie wesele, a czwarty bąbelek w drodze? – oparł się o marmurową posadzkę i sięgnął po rulonik cienko ściętej prosciutto crudo.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#18
06.06.2024, 19:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 19:09 przez Charlotte Kelly.)  
– Zażądałeś zmian w swojej szacie siedemnaście razy – przypomniała jeszcze Charlotte, na podobieństwo tej żony, co pamięta, co mąż odstawił dwie dekady temu, chociaż była żoną byłą i to nie jego, a on z kolei był mężem niedoszłych.
Żadnych żartów ze strony Shafiqa – śmiertelna powaga. Och, to było poważne. To znaczy Anthony bywał poważny, najpoważniejszy z nich wszystkich, potrafiących przybierać maski clownów, ale teraz zdawał się dotknięty do żywego. Trafiło go, do licha, absolutnie go trafiło i to wyrwało kolejne westchnienie z ust Charlotte, gdy schodziła do „łazienki”, inspirowanej tą hogwarcką, przeznaczoną dla prefektów. Minęła ich obu, nie komentując, pozwalając im na ten moment pojednania, jakby niczego nie dostrzegała.
Tamtego ostatniego wieczora w Hogwarcie wszyscy zgodnie przyznali, że będą za tą łazienką koszmarnie tęsknić, może najbardziej ze szkoły, a Anthony najwyraźniej wziął to sobie do serca. Był sentymentalny, a Charlotte, gdy była w nastroju do „bycia Charlie”, kpiła z tego lekko, chociaż w istocie sama też nosiła w sobie odrobinę sentymentów i była do tego miejsca ogromnie przywiązana.
W przeciwieństwie do Anthony’ego nie odwiesiła szlafroka, a pozwoliła by zsunął się z jej pleców i opadł na kafelki. Chwilę później, już zmierzając do basenu, ściągnęła przez głowę obcisłą, złocistą sukienkę, zostając w skąpym kostiumie, o który zadbała na tę okazję, a różdżkę ułożyła na jednej z pater. Dawno minęły czasy, gdy krępowała się ich trochę – nawet w Hogwarcie to skrępowanie kryła póki nie znikło, a teraz nic jej nie obchodziło, że jest w basenie półnaga z trzema mężczyznami. Zresztą, od dawna wiedziała, że przed Tonym mogłaby tańczyć całkiem naga zumbę, a on co najwyżej oceniałby technikę tańca. Morpheus nie był do końca jej typem – jeśli szło o nią, to ona sama uważała, że jest w typie każdego, a z kolei Morpheus nie miał jednego typu, ale lubił krótkie przygody i żadne z nich nie psułoby w ten sposób przyjaźni. Jeśli szło o Jonathana, za dobrze i za długo go znała, by się krępować, a i kiedyś, w Hogwarcie, ona pokochała Neda, który ją hołubił, Johny zaczął oglądać się za Shafiqiem, później zaś żadne nie chciałoby ryzykować rozpadnięcia tego kwartetu, gdyby doszło do jakichś dramatów.
Zsunęła się do wody i ułożyła obok brzegu, dłonie układając na krawędziach basenu.
– Czyżby w tym zakochaniu chodziło o Morpheusa? – zakpiła lekko na tę opowieść, choć wiedziała przecież doskonale, że w tym wypadku chodziło o coś więcej: tych dwóch mężczyzn łączyła więź raczej braterska niż romantyczna. – Och, wiesz, Tony, to wygląda tak, że prezenty sprzed dwudziestu trzech lat się trochę zużyły. Wymyśliliśmy, że trzeba powtórzyć całą zabawę, to może znowu dostaniemy trochę upominków. Tylko z jakichś powodów nikt nie chce potwierdzić przybycia na uroczystość i obawiam się, że jednak nie dostaniemy tylu prezentów, żeby to było warte zachodu – westchnęła, odchylając głowę w tył i przymykając oczy. – Nie wiem, o czym mówisz, Jonathan ślubował zachować dziewictwo aż do ślubu.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#19
08.06.2024, 13:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.06.2024, 13:55 przez Jonathan Selwyn.)  
– Jasne. Rozumiem – powiedział szczerze, jeszcze raz ściskając ramię Shafiqa, a potem wreszcie dał mu trochę przestrzeni, zarówno tej fizycznej, jak i metaforycznej. Oczywiście Selwyn wręcz umierał z ciekawości kim mógł być ten tajemniczy Romeo na białym koniu, ale nie zamierzał naciskać, jeśli przyjaciel nie czuł się gotowy. – Ale cieszę się. Naprawdę.
Może nie powinien, może powinien martwić się, że skoro ta miłosna historia Anthony'ego rozpoczęła się tak burzliwie, to czy nie skończy się podobnie, a to nie tylko mogło zakończyć karierę jego szefa, ale i serce. Jonathan jednak najwyraźniej nie uczył się niczego na własnych przeżyciach i dalej gdzieś tam pozostawał strasznym romantykiem, który chciał widzieć uśmiech na twarzy przyjaciela.
– Anam Caram i przysięgi. No proszę – zagadnął, gdy już pozwolił pogodzić się w ciszy Morpheusowi i Anthony'emu. – Mam tylko nadzieję, że nie weźmiecie przykładu z wielu czarodziejskich sztuk, które o tym traktują i nie umrzecie dramatycznie w swoich ramionach. – Obrzucił Longbottoma bardzo pobieżnym spojrzeniem, jakby zerknął na niego tylko przez przypadek. – Ani w ogóle.
Spróbowaliby mu tylko umrzeć, a by ich zamordował. Przynajmniej dwa razy. Na scenie, przy świadkach, aby było im dodatkowo głupio.
– W każdym razie wasze zdrowie. Wasze oczy wyglądałyny bosko maźnięte kolorowem tęczówek tego drugiego. – Selwyn nachylił się, by podnieść jeden kawałek sera i uniósł go do góry w geście toastu, zanim znalazł się w jego ustach, myśląc o tym, że jeśli kiedykolwiek miałby wskazać przykład anam caram, istniejący poza fikcyjnymi światem dramatów, to byłaby to właśnie ta dwójka.
Słysząc dalsze słowa zarówno Anthony'ego, jak i Charlotte, wywrócił oczami i bardzo dramatycznie zrzucił z siebie szlafrok, by zanurzyć swoje piękne, dziewicze ciało w różowej pianie.
– Zapewniam cię Lottie, że gdybym był dziewicą, to armia czarnoksiężników codziennie próbowałaby włamać się do mnie, aby złożyć mnie w swoich czarnomagicznych rytuałach, bo przecież lepiej zabić najpiękniejszą dziewicą niż żadną – oznajmił na chwilę, przymykając oczy, by nasycić zmysł węchu brzoskwiniowym zapachem, dokładnie jak to robił wiele razy w Hogwarcie. Za każdym razem, gdy wchodził do shafiqowej wersji tej łazienki, do jego głowy przychodziła mu myśl, że nawet gdyby mógł cofnąć czas, i ponownie uczęszczać do szkoły to nie czułby najmniejszej potrzeby, by to zrobić. W końcu wyniósł z tych lat szkolnych, to co było dla niego najważniejsze. Nie edukację, oczywiście, jak próbowali przekonać go rodzice, gdy rozpoczynał swoją naukę. Chociaż Selwyn uczył się dobrze, był zdania, że wszelkie braki w wiedzy zawsze można było nadrobić, gdyby nagle poczuł pilną potrzebę studiowania zielarstwa, a i nie uważał też, że to znajomość dat historycznych przeprowadziła go przez cięższe momenty w życiu. Przyjaźń z tą trójką już tak. Nigdy nie chciałby cofnąć się do lat szkolnych, bo otrzymał od nich to co było dla niego najcenniejsze. Otworzył oczy.
– Gdy Lottie oznajmiła swojej matce, że jesteśmy zaręczeni, zrobiłem to co każdy zrobiłby na moim miejscu – powiedział, zerkając na przyjaciółkę, obok której siedział teraz w basenie. – Obawiałem się, że całość nie wybrzmi tak dobrze bez nieślubnego dziecka na horyzoncie, jako wisienki na torcie. Od razu podziałało. Żałujcie, że nie widzieliście miny Persephone. W każdym razie nie obawiajacie się. Nie jesteśmy w sobie zakochani, a nawet jakbyśmy z jakiegoś powodu byli, zabralibyśmy was ze sobą na naszą podróż poślubną, by nie było wam smutno.
Selwyn chyba nie chciał poznawać tej alternatywnej rzeczywistości, w której w młodości skończyli z Lottie jako małżeństwo. Nie twierdził, że nie byliby udaną aranżowaną parą, ale obawiał się, że ich przyjaźń by tego nie przetrwała. Nie kiedy pewnie oboje byliby wściekli, że ich życie zostało za nich zaplanowane, a Charlotte dodatkowo nie mogłaby być z Nedem, tak jak tego by chciała. Bałby się, że ta frustracja obróciłaby ich oboje przeciwko sobie, a to byłoby gorsze od każdego skandalu, który razem wywołali.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#20
12.06.2024, 11:51  ✶  

On z kolei nie chciał bardzo rozmawiać o tym, co działo się na weselu. Nic się nie działo, poza kapibarami, różami i całym nonsensem z drinkami. Chciał porozmawiać o tym, co się stało, nie wspominając, jak bardzo to bolało. Musiał istnieć sposób, aby dbać o rany, nie otwierając ich ponownie. Aby nazwać ból, nie zapraszając go z powrotem do siebie. Oczywiście, że nic się nie działo. Nikt tu nie był winny, nie stało się nic.

Gwiazdy nadal nad nimi świeciły.

— Och tak, teraz mam męża i obowiązują mnie śluby czystości — powiedział, opierając się jak dama na ramieniu Anthony'ego na chwilę i parsknął. — Wiem, że jestem najprzystojniejszą wolną partią na rynku, skoro Jonathan teraz ma cię, Charlie, ale musisz uszanować, że nasza miłość jest oderwana od fizycznych aspektów, całkowicie metafizyczna.

Zawsze bawiło go to, jak cała trójka myślała, że by się z nimi nie przespał, aby niczego nie rujnować, kiedy, po pierwsze, na bezrybiu i rak ryba, a po drugie, w przeciwieństwie do nich, dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Ludzie przywiązywali do aktu seksualnego zbyt dużo znaczenia. Zawsze można nie patrzeć sobie w twarz, żeby się nie przywiązać. Były jednak rzeczy, których nie mówił na głos. Jak wszędzie.

Zgodnie z obowiązującymi ślubami, Morpheus zdjął z siebie ubranie i ułożył je, luźno złożone, z daleka od mokrych przestrzeni, nie chcąc narazić śliskiego jedwabiu na zniszczenie. Przeciągnął przez głowę bawełniany podkoszulek, zostając w kąpielówkach, dla komfortu Charlie. On nie miał żadnego wstydu. Mógł pokazywać się nago z liniami opalenizny w różnych stopniach, zrobionych przez ubranie, gdzie najbledsze były plecy, chociaż nie dość, by nie stwierdzić, że jak zwykły śmiertelnik, chodził bez koszuli na zewnątrz oraz z zadrapaniami na plecach.

— Tym razem nic wam nie kupię, straciliście swój fundusz za pierwszym razem — stwierdził. Zamiast jednak zanurzyć się w wodzie, sięgnął ku małemu pudełeczku, z którego wyciągnął gazę, strzykawkę i ampułkę z insuliną. Przetarł skórę na brzuchu odkażaczem, założył świeżą igłę, nabrał leku i wbił ją pod skórę. Powoli naciskając tłok, czekał, aż rozmowa popłynie dalej. Nie chciał rozmawiać o ślubach, nie gdy plotkowano, że niby ma go brać z Septimą Ollivander, nie kiedy wrócili ze ślubu całkiem niedawno, nie kiedy myślał o nieszczęśliwych ślubach. Nie, gdy czuł na sobie słodki dotyk mroku. Popływa, zrobi mu się lepiej, tak.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (3746), Charlotte Kelly (3079), Jonathan Selwyn (2955), Morpheus Longbottom (2133)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa