03.06.2024, 03:10 ✶
Słysząc te jego francuskie, pieszczotliwe określenia, wyszczerzył się szerzej.
- Ooooh, zawsze byłeś takim romantykiem - powiedział, wywracając przy tym oczyma, zupełnie tak, jakby sam tym romantykiem nie był. A przecież był! Oh Black miał na to całkiem sporo dowodów, nawet jeżeli w czasach kiedy byli ze sobą, okazywanie swojej delikatniejszej natury nie wychodziło mu za dobrze. - Pierwszy raz miałem ochotę ich posłuchać. - Brzmiał tak, że ciężko było wyczuć, czy mówi to na poważnie, czy jednak robi sobie żarty.
- Jest okej - to mówiąc, zwrócił się do swojego brata, a Berg mruknął coś pod nosem i odszedł. Najwyraźniej nie chciał mieć z tą sceną nic do czynienia, ale i tak mógł usłyszeć przynajmniej pierwszą część tego co Flynn... nie, już Crow chyba, co Crow mówił do stojącego obok Perseusa. - To dobrze. Jakby pierwszemu lepszemu wypłoszowi mówili, gdzie jestem, to wtedy na pewno byś mnie nie spotkał, wszystkie te kurwy przyszłyby mnie za to... - W sumie to nie wiedział, co by mu dokładnie zrobili. Fontaine mogłaby go pewnie zabić bez problemu i coraz mocniej czuł, że cisza, jaka pomiędzy nimi zapadła nie była wcale wynikiem braku zainteresowania, ona po prostu nie potrzebowała go jeszcze. A jak będzie go już potrzebowała? Co się stanie...? - Ah nieważne.
A czy musiał jakieś plany na dziś?
- Ta, ubrać się. - I dobrze odpocząć przed pierwszymi występami w Londynie. Black jeszcze pewnie nie zorientował się, co tutaj robił, ale prędzej czy później olśni go, że Crow pracował teraz jako jeden z cyrkowców i... tego się pewnie nie domyśli, ale naprawdę zjadała go trema. Próbował wmówić sobie, że wszystko skończy się dobrze, a ten lipiec wniesie do jego życia więcej dobrych emocji, ale no właśnie - oni dobre zakończenia? On nie miał dobrych zakończeń. Czegokolwiek się chwycił, kończyło się źle. Westchnął, przeczesując ręką wilgotne, ale zaczynające się znów kręcić włosy, po czym ruszył w kierunku wozu Alexandra. Ich wozu? Jakoś nie potrafił się do tego przyzwyczaić. To był wóz Alexandra.
- Tak, możesz iść ze mną Perseuszu.
Do tego małego, ciasnego wozu, w którym Alexander Bell zbudował swój mikroskopijny świat - ze stosami papierów na biurku, z wysokim regałem, na którym tylko na jednej, najniższej półce nie leżały rzeczy należące do niego. Na najniższej półce wyłożona była kolekcja noży, pojedyncza książka i zagadkowy woreczek. To była półka Flynna. Przez tyle lat nie zmienił się ani trochę - wciąż nie przywiązywał się do przedmiotów, wciąż nosił w kółko te same ubrania. Kiedy chwycił na spodnie przewieszone przez oparcie, szelest materiału musiał przywoływać wspomnienia tego, jak bardzo narzekał musząc chodzić w czymś innym - bo nic tak dobrze nie leżało na jego ciele jak ta jedna rzecz, orana tak długo, aż nie popękała i nie nadawała się już do użytku.
- Ooooh, zawsze byłeś takim romantykiem - powiedział, wywracając przy tym oczyma, zupełnie tak, jakby sam tym romantykiem nie był. A przecież był! Oh Black miał na to całkiem sporo dowodów, nawet jeżeli w czasach kiedy byli ze sobą, okazywanie swojej delikatniejszej natury nie wychodziło mu za dobrze. - Pierwszy raz miałem ochotę ich posłuchać. - Brzmiał tak, że ciężko było wyczuć, czy mówi to na poważnie, czy jednak robi sobie żarty.
- Jest okej - to mówiąc, zwrócił się do swojego brata, a Berg mruknął coś pod nosem i odszedł. Najwyraźniej nie chciał mieć z tą sceną nic do czynienia, ale i tak mógł usłyszeć przynajmniej pierwszą część tego co Flynn... nie, już Crow chyba, co Crow mówił do stojącego obok Perseusa. - To dobrze. Jakby pierwszemu lepszemu wypłoszowi mówili, gdzie jestem, to wtedy na pewno byś mnie nie spotkał, wszystkie te kurwy przyszłyby mnie za to... - W sumie to nie wiedział, co by mu dokładnie zrobili. Fontaine mogłaby go pewnie zabić bez problemu i coraz mocniej czuł, że cisza, jaka pomiędzy nimi zapadła nie była wcale wynikiem braku zainteresowania, ona po prostu nie potrzebowała go jeszcze. A jak będzie go już potrzebowała? Co się stanie...? - Ah nieważne.
A czy musiał jakieś plany na dziś?
- Ta, ubrać się. - I dobrze odpocząć przed pierwszymi występami w Londynie. Black jeszcze pewnie nie zorientował się, co tutaj robił, ale prędzej czy później olśni go, że Crow pracował teraz jako jeden z cyrkowców i... tego się pewnie nie domyśli, ale naprawdę zjadała go trema. Próbował wmówić sobie, że wszystko skończy się dobrze, a ten lipiec wniesie do jego życia więcej dobrych emocji, ale no właśnie - oni dobre zakończenia? On nie miał dobrych zakończeń. Czegokolwiek się chwycił, kończyło się źle. Westchnął, przeczesując ręką wilgotne, ale zaczynające się znów kręcić włosy, po czym ruszył w kierunku wozu Alexandra. Ich wozu? Jakoś nie potrafił się do tego przyzwyczaić. To był wóz Alexandra.
- Tak, możesz iść ze mną Perseuszu.
Do tego małego, ciasnego wozu, w którym Alexander Bell zbudował swój mikroskopijny świat - ze stosami papierów na biurku, z wysokim regałem, na którym tylko na jednej, najniższej półce nie leżały rzeczy należące do niego. Na najniższej półce wyłożona była kolekcja noży, pojedyncza książka i zagadkowy woreczek. To była półka Flynna. Przez tyle lat nie zmienił się ani trochę - wciąż nie przywiązywał się do przedmiotów, wciąż nosił w kółko te same ubrania. Kiedy chwycił na spodnie przewieszone przez oparcie, szelest materiału musiał przywoływać wspomnienia tego, jak bardzo narzekał musząc chodzić w czymś innym - bo nic tak dobrze nie leżało na jego ciele jak ta jedna rzecz, orana tak długo, aż nie popękała i nie nadawała się już do użytku.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)