Wnętrze jaskini było tak ciemne, jak aury dwóch śmierciożerców. U Traversa poza znaną czernią, przebijałby się jakiś fiolet. Nicholas nie miał co prawda pojęcia o innych zdolnościach ich towarzysza aurora. Ale gdyby ten faktycznie chciałby się z aury czegoś dowiedzieć, to raczej nie było to odpowiednie miejsce. Gdyż ta jaskinia, sama w sobie posiadała podejrzaną aurę działania na ich ciała i umysły.
Idąc za Atreusem, Nicholas utrzymywał światło ze swojej różdżki oświetlając sobie nie tylko drogę przed sobą, ale i z boku, o ile przejście na to pozwalało. Chcąc nie chcąc, musiał iść pochylony. Duchota, ciasnota, starał się utrzymywać aktywowaną oklumencję, aby nie pozwolić sobie na działanie magii tego miejsca względem jego umysłu. Nie pozwolić iluzji nim zawładnąć. Otoczenie nie sprawiało pozytywnego odbioru. A tym bardziej kiedy fizycznie było coraz dokuczliwiej.
Poza duchotą i ciasnotą, dochodził chłód tego miejsca. Sam w sobie dla Traversa nie był dokuczliwy. Lecz gdy zdawało się, że temperatura spada, odczuł to na sobie. Przeklinał w duchu na przeklętość tego miejsca. Czym ono było?
Poniekąd nauczony tego, że w podejrzanych miejscach, nie powinno się niczego dotykać dla własnego bezpieczeństwa, tak jednak tutaj Nicholas musiał podeprzeć się ściany. Zauważył w pewnym momencie, że towarzysz przed nim, nieco zwolnił. Musiał zrobić to samo. Wzrokiem podążył za siebie, aby upewnić się, czy Rodolphus nadal dotrzymuje im towarzystwa. Skoro wciąż był za nimi, powrócił uwagą na otoczenie przed nimi.
Rzut na oklumencję
Sukces!