Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
—23/08/1972—
Londyn, Aleja Horyzontalna
Erik Longbottom & Anthony Shafiq
![[Obrazek: TvMOjZZ.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=TvMOjZZ.png)
Opera has the power to warn you that you have wasted your life. You haven't acted on your desires. You've suffered a stunted, vicarious existence. You've silenced your passions. The volume, height, depth, lushness, and excess of operatic utterance reveal, by contrast, how small your gestures have been until now, how impoverished your physicality; you have only used a fraction of your bodily endowment, and your throat is closed.
![[Obrazek: TvMOjZZ.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=TvMOjZZ.png)
Opera has the power to warn you that you have wasted your life. You haven't acted on your desires. You've suffered a stunted, vicarious existence. You've silenced your passions. The volume, height, depth, lushness, and excess of operatic utterance reveal, by contrast, how small your gestures have been until now, how impoverished your physicality; you have only used a fraction of your bodily endowment, and your throat is closed.
Aż w końcu przyszedł wyznaczony wieczór, nie sposób było przed premierą nie odczuwać tremy. Elegancki garnitur, muszka, materiał lekko lśniący głębokim, melancholijnym lazurem. Gdzieś błyszczały też srebrne detale, spinki do mankietów z symbolem Merkurego, guziki koszuli, sygnet na małym palcu z godłem Departamentu. Anthony nie miał pojęcia, że te zdobne piórka na nic mu się dziś nie przydadzą, choć w sumie mógł przewidzieć, że czas spędzony z Erikiem zwykle był czasem nieprzewidywalnym.
Już od progu, nim zdążyli uraczyć się winem, nim na dobre okrzepli w marmurowej przestrzeni, podeszła do nich jedna z pań z obsługi i w kilku słowach wyjaśniła sprawę. Ktoś zachorował, nie pojawił się i potrzebny był dubler, a Anthony z jakiś powodów zdawał się być doskonałym zamiennikiem brakującego członka zespołu. Kiedy byli już w garderobie upchanej strojami, zdobnym parawanem zasłaniającym olbrzymie, wolnostojące lustro w złocistej ramie, dyplomata zachodził w głowę jak to się właściwie stało, że się tu znaleźli? Mieli iść na samą górę, do loży, mieli w końcu mieć szansę obejrzeć razem jakiś spektakl od początku do końca. Czy to on się wahał, a Erik popchnął go do podjęcia decyzji? A może to właśnie wahanie Erika sprawiło, że chciał nim potrząsnąć, zaburzyć pierwotny plan, rozbawić go i odwrócić uwagę. Nawet jeśli sprawdził, och jak dokładnie sprawdził i dopilnował, żeby tej nocy w teatrze był tylko jeden, ten sceniczny upiór...
Jakkolwiek to się stało, fakt pozostawał faktem – obaj stali teraz w zamkniętej, udostępnionej bocznej garderobie, oddzieleni od rejwachu panującego na korytarzu. Anthony milczał przez chwilę, wpatrując się w zapisaną na kartce przez kobietę, która ich tu ściągnęła kwestię:
Wymamrotał to kilkukrotnie i zaśmiał się w niedowierzaniu rozglądając po ciasnej przestrzeni, skupiając się rychło na złocistej sukni mieniącej się cekinami na jedynej wolnej sofie. Ujął ją i pokazał towarzyszącemu mężczyźnie.
– Wystarczy, że zmienisz suknię, a ja poszukam kapelusza? Może jakiegoś pięknego cylindra, wiem przecież jak bardzo kochasz mnie w cylindrach. – wyszczerzył się do Erika w nieukrywanym wcale sarkazmie i kiwnął mu głową w stronę oczyszczonego miejsca, samemu przerzucając damski przyodziewek na szafkę, z której rychło kreacja spadła na ziemię. – To niedorzeczne, przecież to scena z bardzo dużą ilością ludzi, aktorów, statystów, ktokolwiek mógłby powiedzieć te słowa, ktokolwiek z zespołu, cóż to za niedorzeczny pomysł. – Niby gderał, ale nie sposób było nie usłyszeć zaszytego pod tymi słowami podekscytowania. Wytarł dłonie o poły marynarki i zaczął się rozglądać za przebraniem, które mu polecono. Przebierał między barwnymi fatałaszkami początkowo bardzo entuzjastycznie, szybko jednak można było dostrzec grymas niezadowolenia. Faktura materiału, jego jakość, odbiegała drastycznie od standardów do których nawykł Shafiq.
Nagle obrócił się do swojego kompana i na szyi Erika nieoczekiwanie pojawiło się łaskoczące w nos, lśniące bielą i brokatem pierzaste boa.
– Mam pomysł, zróbmy to razem! Będzie śmiesznie i tak nikt w zamieszaniu na zapleczu nie zorientuje się w liczbie ludzi, to duża zbiorowa scena... Wybiorę Ci maskę, gdzieś tu leżały... – wyprostował się rozglądając po pomieszczeniu jak dziecko wpuszczone do Sugarplum's Sweets Shop. – Będziemy mogli sprawdzić czy dekoracje mają równie tandetne jak wiszące tu szmaty. Tylko toasty pewnie będą wznoszone wodą, ale to nie istotne, mam nadzieję, że Twój jacht będzie dobrze zaopatrzony, żeby to nadrobić? – wizja portu została już oswojona na tyle, by nie miał drżenia w głosie, ani kolanach gdy wspominał o zaplanowanej drugiej części wieczoru. Chociaż tyle dobrego... – Ocho! Tu są! Znajdę jakąś pasującą do... Co powiesz na tą, pasuje do...szala? – wyciągnął ku niemu białą maskę wilka bogato rzeźbioną, o złocistych obramówkach oczu ze lśniącym czarnym nosem i szkiełkami imitującymi kamienie szlachetne.