Teraz jednak mógł się odprężyć, łagodny uśmiech mógł powrócić na jego twarz wraz z deklaracją Morpheusa co do jego ślubów czystości. Mógł wyłożyć się wygodnie na profilowanym schodku, mógł zaufać, że żadne z nich choćby dla zabawy nie będzie próbowało oblewać go woda. Woda, woda... Delikatny ciurkot z kranu, bańki magią podtrzymywane. Na języku rozpływała się wędzona w dymie dębów szynka, gdzieś w tle pobrzękiwały echa dawnych rozmów, które tu odbyli. Na powierzchni toczyła się wojna, tu czas zatrzymał się, rozciągał i zamierał w doskonałym zachwycie chwilą odprężenia.
– Chciałbym poprosić o oddzielny apartament, najlepiej przedzielony ścianą wygłuszającą – mruknął, zwilżając usta czerwonym winem i rozkładając się wygodniej. Założył ręce za głowę i przymknął oczy, czując że na twarzy odbijają mu się kolory syreniego witrażu. Przez szarość powiek przebijał błękit. To było miłe. – Albo najlepiej w drugim budynku. Myśleliście już o tym gdzie chcecie jechać? Po Kambodży możemy mieć problem z ministerialnymi świstoklikami, więc muszę dać znać do transportu nieco wcześniej gdzie chcę jechać na delegacje ze swoim zastępcą. No i musimy wyznaczyć kogoś na stanowisko kierownicze. Masz jakiś pomysł Johny? Na zastępcę zastępcy?