Z pewnym cieniem uśmiechu obserwował swojego gościa jak pił, jak myślał, jak próbował zrozumieć jaka to jest próba, jeśli w ogóle jakaś była. Anthony sam upił dwa łyki, nawet trzy i z przyjemnie otwierającym oczy uniesieniem brwi odpowiedział pytaniem na pytanie:
– Hm? Czy nie miałem winnicy we Francji? – odłożył kieliszek ze stuknięciem szkła na stolik, po czym przesunął go o ćwierć cala w głąb, dla zachowania złotej proporcji między brzegami w węższej części stołu. Przez moment patrzył na ów stół przez pryzmat kryształu wypełnionego niemalże pociągniętym złotem napitku, jasnym jak sierpniowe popołudnie. Przez moment znalazł się w innym miejscu, pozwalając milczeniu wybrzmieć między nimi szumiącym wiatrem przemykającym po południowym zboczu. Był koneserem. Był w stanie znaleźć tę winnicę po samym smaku, ustalić nie tylko kraj i region, ale dokładny adres. Niemalże wiedział z której części tego miejsca dokonano zbioru, jakie drzewo osłaniało swoimi gałęziami część winorośli. Niemal czuł na podniebieniu to wszystko co w dniu, gdy spróbował tego wina po raz pierwszy.
– Sądzę, że takie sprawy powinno załatwiać się od ręki, a skoro jest możliwość. Za moment będzie Victoria, sądzę, że Garrik nie będzie robił problemów. To w końcu sytuacja nadzwyczajna. – Dopił wino i podniósł się ze swojego miejsca. – Muszę jeszcze coś sprawdzić przed wyjściem, Twoje ubrania są już gotowe, nie zamierzam trzymać Cię w dyskomforcie przebywania w salonie w samym szlafroku. – Kiwnął głową w kierunku zydla stojącego przy drzwiach od łazienki, na którym rzeczywiście czekały odświeżone białe pióra dla już nie tak upadłego anioła. Anthony tym czasem zgodnie ze słowami przeszedł do korytarza i ruszył w głąb do biblioteki. Skoro mieli iść do Ollivandera, wypadał jakoś połechtać starego różdżkarza, o którego w zabieganiu nie dbał zbytnio. Może też warto byłoby mu wspomnieć, że nie zostanie tak szybko teściem?