29.11.2022, 19:59 ✶
Szczerze mówiąc miała nadzieję, że po przyjeździe tutaj otrzyma pomoc od swojego kuzynostwa. Nie była do końca pewna, jakiego rodzaju pomocy oczekiwała, ale każdego rodzaju wsparcie byłoby tutaj adekwatne. Tymczasem los postanowił po raz kolejny z niej sobie zakpić przez co trafiła właśnie na Castiela, który jak się okazało, za cholerę nie zamierzał okazać względem niej dobrej woli, czy zrozumienia.
Na pytanie o ucieczkę sprzed ołtarza, po prostu wzruszyła ramionami, bez zbędnego tłumaczenia tego zagadnienia, jakby uciekanie od swojego przyszłego małżonka było czymś kompletnie normalnym i praktykowanym przynajmniej od pokoleń. Nie zamierzała się tłumaczyć. Sama nie wiedziała, co to wszystko oznacza, dlaczego takie a nie inne kroki podjęła. Poza tym, już teraz czuła, że Castiel jej nie zrozumie. Jak widać to nie był ten typ człowieka, który zamierzał dobrowolnie pomagać ludziom nie oczekując niczego w zamian. Lub Sophie nie wpisywała się w kanwa tak bliskich dla niego osób. Cokolwiek nim kierowało, Amerykanka czuła, że powinna się stąd ulatniać jak najszybciej. A miała nadzieję na trochę spokoju...
Pokiwała głową, jakoby przyznając mu rację, że tej rozmowy nie należało toczyć w takim miejscu. Nie do końca wiedziała, że zależny mu wyłącznie na tym aby utrzymać dobre nazwisko. To nie tak, że sama Sophie o nie nie dbała. Jedynie w tamtym momencie był to dla niej najmniejszy spośród wszystkich problemów, które posiadała. Gotowa była już nawet za nim iść, kiedy to padły słowa, które zatrzymały ją w pół kroku. Uniosła brew ku górze, jakby niedowierzając temu, co właśnie słyszała. Zamierzał ją wydać? Tak po prostu, choć wyraźnie błagała go o to, aby tego nie robił?
- Castiel, ja nie proszę cię o to, abyś mnie ukrywał. Proszę cię abyś nie wspominał o tym spotkaniu - zaakcentowała te słowa, dalej patrząc na niego jak na dopiero co poznanego człowieka. Nie jak na kuzyna, najbliższą rodzinę, choć co prawda z innego kontynentu. I o ile wcześniej sądziła, że uda jej się przenocować kilka dni na kanapie kuzyna, tak teraz doskonale wiedziała, że to nie jest możliwe. Z końców jej palców poleciało na bruk kilka iskier, choć sama Sophie nie zwróciła na to uwagi. - Muszę najpierw sama wymyślić co dalej, a wiem, że kiedy mój ojciec się dowie, gdzie jestem, na pewno zaraz się tutaj zjawi - dodała, mając nadzieję, że wyrazi się na tyle jasno, aby jednak przekonać mężczyznę do swoich racji.
Świadomie zignorowała kolejne jego słowa. Nie zamierzała gdziekolwiek się ruszać z nim o ile nie zapewni jej o tym, że nie rozpowie o jej obecności wszystkim, których znał. A już w szczególności tym, których ona też znała.
Na pytanie o ucieczkę sprzed ołtarza, po prostu wzruszyła ramionami, bez zbędnego tłumaczenia tego zagadnienia, jakby uciekanie od swojego przyszłego małżonka było czymś kompletnie normalnym i praktykowanym przynajmniej od pokoleń. Nie zamierzała się tłumaczyć. Sama nie wiedziała, co to wszystko oznacza, dlaczego takie a nie inne kroki podjęła. Poza tym, już teraz czuła, że Castiel jej nie zrozumie. Jak widać to nie był ten typ człowieka, który zamierzał dobrowolnie pomagać ludziom nie oczekując niczego w zamian. Lub Sophie nie wpisywała się w kanwa tak bliskich dla niego osób. Cokolwiek nim kierowało, Amerykanka czuła, że powinna się stąd ulatniać jak najszybciej. A miała nadzieję na trochę spokoju...
Pokiwała głową, jakoby przyznając mu rację, że tej rozmowy nie należało toczyć w takim miejscu. Nie do końca wiedziała, że zależny mu wyłącznie na tym aby utrzymać dobre nazwisko. To nie tak, że sama Sophie o nie nie dbała. Jedynie w tamtym momencie był to dla niej najmniejszy spośród wszystkich problemów, które posiadała. Gotowa była już nawet za nim iść, kiedy to padły słowa, które zatrzymały ją w pół kroku. Uniosła brew ku górze, jakby niedowierzając temu, co właśnie słyszała. Zamierzał ją wydać? Tak po prostu, choć wyraźnie błagała go o to, aby tego nie robił?
- Castiel, ja nie proszę cię o to, abyś mnie ukrywał. Proszę cię abyś nie wspominał o tym spotkaniu - zaakcentowała te słowa, dalej patrząc na niego jak na dopiero co poznanego człowieka. Nie jak na kuzyna, najbliższą rodzinę, choć co prawda z innego kontynentu. I o ile wcześniej sądziła, że uda jej się przenocować kilka dni na kanapie kuzyna, tak teraz doskonale wiedziała, że to nie jest możliwe. Z końców jej palców poleciało na bruk kilka iskier, choć sama Sophie nie zwróciła na to uwagi. - Muszę najpierw sama wymyślić co dalej, a wiem, że kiedy mój ojciec się dowie, gdzie jestem, na pewno zaraz się tutaj zjawi - dodała, mając nadzieję, że wyrazi się na tyle jasno, aby jednak przekonać mężczyznę do swoich racji.
Świadomie zignorowała kolejne jego słowa. Nie zamierzała gdziekolwiek się ruszać z nim o ile nie zapewni jej o tym, że nie rozpowie o jej obecności wszystkim, których znał. A już w szczególności tym, których ona też znała.