• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[listopad 1970] Nie ma światła bez ciemności

[listopad 1970] Nie ma światła bez ciemności
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
01.06.2024, 09:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:10 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V

To nie było miejsce dla dziewczynki czystej krwi z dobrego domu.
Ale Brenna od dawna nie była już dziewczynką, w jej dobrym domu jako dziecko częściej bawiła się drewnianymi mieczami niż lalkami, a gdy weszła do Rejwachu, twarz nie była tą twarzą, którą oglądali czystokrwiści. Nos zmienił swój kształt, podobnie jak usta i podbródek, co w połączeniu ze zmianą koloru włosów sprawiało, że ciężko było ją rozpoznać, nie znając naprawdę dobrze.
Zdarzało się jej bywać na Nokturnie w ostatnich dwóch latach. Akcje, informatorzy, patrole. Rzadko zapuszczała się jednak w te rejony i jeszcze rzadziej robiła to sama - była nieostrożna, bywała durna, ale nie tak całkiem głupia. Tu jednak najłatwiej było znaleźć Woody'ego Tarpaulina.
Clemensa Longbottoma.
Detektyw Longbottom przeistoczył się w przedziwny sposób i na długo znikł z jej życia. Dopiero stosunkowo niedawno, bo rok czy dwa lata temu, Brenna kiedyś tak bardzo idealistyczna, mogła może nie zupełnie wybaczyć, a zrozumieć pewne rzeczy: gdy o raz za dużo jakiś drań mógł bezpiecznie krążyć po ulicach, bo zabrakło dowodów do jego zamknięcia. Potrzeba było powolnego wzrostu napięcia w ich świecie, aby wysłała wiadomość do człowieka, który kiedyś pokazywał jej, jak zamykać dłonie w pięści, aby poprawnie uderzyć i kto siadał naprzeciwko niej przy rodzinnych obiadach. (Nie była wtedy pewna, czy odpisze: chyba ją trochę zaskoczyło, że to zrobił. Bo ostatecznie zaczął nowe życie, z nową pracą, nowym nazwiskiem.) I potrzeba było kolejnych, długich miesięcy, aby się tu pojawiła. Rozejrzała się za progiem, za opustoszałym jeszcze pomieszczeniu.
Rejwach tak bardzo pasował do Woody’ego.
Tak bardzo nie pasował do Clemensa.
Nie była pewna, na ile pasowała tutaj ona, nawet w najstarszych i najbardziej powycieranych ubraniach, jakie miała, z czarnymi włosami i z odmienioną twarzą. Mając za sobą kilka lat pracy w Brygadzie, będąc nie tylko tą panienką z bogatego domu, ale też gliną. Przyszła jednak, tuż przed godzinami otwarcia, wcześniej posyłając krótki liścik z prośbą o spotkanie. Wchodziła ostatnio do wielu różnych miejsc – wynajmowanych, niewielkich mieszkań jak to Mavelle, wspaniałych, pięknie udekorowanych kamienic bogaczy jak Jonathan Selwyn, i lokacji takich, jak to, gdzie dość łatwo oberwać w gębę.
– Cześć, wujku – powiedziała, wdrapując się na jeden z taboretów przy ladzie. Obca twarz, znajomy głos, znajome oczy i znajomy uśmiech, który nie zmienił się w pełni nawet przy częściowej modyfikacji rysów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#2
08.06.2024, 11:11  ✶  
W Rejwachu nie bywało zwykle tak cicho. Tego dnia jednak — na pierwszy rzut oka podobnego do każdego innego — zawisła w pubie jakby uroczysta atmosfera. W końcu… nie bywała tu zwykle także rodzina Longbottoma, prawda?
Na hałaśliwe portrety o niewybrednym poczuciu humoru opadła więc szkarłatna kurtyna wygłuszająca, zaklęta obustronnie silencio, usuwając je z zasięgu wzroku i słuchu, jak kolegów, których się powstydziło. Na tych przygotowaniach jednak Woody poprzestał. Nie chciał się przecież dać zwariować; odsunął się od rodziny między innymi właśnie po to, żeby nic już nie musieć. Przede wszystkim nie musieć myśleć, co wypada i jak postąpić.
Oto więc on: wolny człowiek wytyczający własne ścieżki — mężczyzna u progu pięćdziesiątki, z parodniowym zarostem, ubrany na mugolską modłę: w sztruksową bluzę ze stójką, spodnie o szerokiej nogawce, czerwoną apaszkę i kapelusz wyrwany z taniego westernu. Gdy zdawał mundur brygadzisty, miał jeszcze włosy, w roku 1970 ostało się tylko ich wspomnienie. Tak oto ten wolny człowiek siedzi teraz w jednym z boksów w głębi sali, bawi się scyzorykiem, stopa postukuje w rytm skocznej jazzowej nuty.
Odkąd zaś Brenna przekroczyła próg pubu, śledził ją uważnie wzrokiem.
— Zamknięte! — zagrzmiał, żeby się z nią podroczyć, po czym wstał, wsuwając scyzoryk do kieszeni. — Ale nie odmówię ciężko pracującym strażnikom prawa i porządku. A szczególnie Longbottomom.
Cieszył go jej widok, nawet jeśli przez magiczny kamuflaż nie wyglądała do końca jak ona. Nie zmieniła jednak wyglądu na tyle, aby zupełnie nie dostrzegł znajomych rysów, które przebijały się spod maski. Poza oczywistym — praktycznym — wymiarem tej transformacji, Woody dostrzegał jeszcze inne zalety: czary rozproszyły znak czasu na twarzy bratanicy. Tarp nie mógł porównać jej do nastolatki, którą znał z poprzedniego życia; ujrzeć na własne oczy, na jak długo odszedł. To lepiej.
Nie do końca właściwie wierzył, że Brenna przyjdzie. Napisała, a potem na tak długo zamilkła. Niepotrzebnie robił sobie na początku nadzieję na to, że być może coś się w końcu zmieniło. Naiwnie było myśleć, że będą chcieli mieć z nim nic wspólnego wcześniej niż na łożu śmierci albo i dopiero po zejściu z niego. A potem napisała ponownie, zapowiedziała się i rzeczywiście była tu.
Woody stanął za ladą, opierając się oboma dłońmi o blat i patrząc na nią wyczekująco.
— Zatem jestem do usług, młoda damo. Polać coś? Jak pani brygadzistka na służbie, to poleję nawet podwójnie na przetrwanie zmiany.


piw0 to moje paliwo
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
09.06.2024, 09:22  ✶  
Czy przyjście tu było dobrym wyborem? Nie miała pojęcia. Co innego odezwanie się do wuja, że właściwie chyba rozumie jego decyzje, co innego wciąganie go w coś... takiego. Detektywa Longbottoma prosiłaby o pomoc bez wahania, ale jak było z Woodym z Rejwachu? Możliwości miał wiele, może i więcej niż Brygadzista, ale czy nie zmienił go Nokturn?
- Jakby to, że gdzieś nie wolno wchodzić, kiedykolwiek mnie powstrzymało - powiedziała, przyglądając się mu uważnie. Do licha, tak dziwnie wyglądał bez włosów. Pewnie lepiej dla niego, zmieniło go to trochę i trudniej było ludziom skojarzyć te dwa wcielenia, policyjnego wygę i właściciela klubu.
Nie oceniała wystroju. Nie wstrząsnęłyby nią i najbardziej ordynarne słowa portretów. Nie była już nastolatką, przepracowała parę lat, a poza tym w Brennie tkwił ten paradoks, że była dziewczyną z dobrego domu, która świetnie odnajdywała się na balach, ale tkwił w niej i chochlik, który sprawiał, że jeszcze w Hogwarcie musiała, po prostu musiała, zwiedzić i Świńskiego Łba. Bywała w eleganckich domach i najpodlejszych spelunach, i jakoś w każdym z tych miejsc nie czuła się ani trochę niepewnie.
Ale gdyby wiedziała, że wyciszył je ze względu na nią, pewnie by to doceniła.
- Nie jestem na służbie. Gdybym była, pewnie musiałabym sama siebie aresztować.
Trochę przesadzała: choć odrobinę tylko. Na razie nie zrobili nic nielegalnego przecież. Byli jedynie... grupą zaniepokojonych obywateli, organizujących siatkę samopomocy, zbierających informacje, zasoby, trzymających rękę na pulsie. Ale Brenna nie była na tyle naiwna, by nie wiedzieć, że prędzej czy później coś nielegalnego zrobią. Będzie musiała ukrywać informacje przed Ministerstwem, by nie dostał ich ktoś niepowołany, będą używać legimencji, będą czyścić pamięć i wyciągać veritaserum, a może i robić gorsze rzeczy.
W imię wyższego dobra?
- Unikam alkoholu od pewnego zdumiewającego zbiegu okoliczności, gdy pod jego wpływem ostatniego dnia Hogwartu skończyłam najpierw w Zakazanym Lesie, a potem na krokwi w wieży astronomicznej, a we wszystko zamieszany był też posąg goblina i przynajmniej jeden duch - powiedziała, a kąciki warg zadrgały jej lekko. Półprawda, bo od tamtego świętowania końca szkoły faktycznie nie piła za wiele, ale teraz po prostu się bała. Nie tyle że Woody coś by jej dodał do drinka, wierzyła, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego, ale po prostu nie chciałaby wyjąć stąd na Nokturn podchmielona ani teleportować się po alkoholu. - Chciałam spytać...
Zawahała się na moment. Jak na kogoś, kto zwykle gadał, gadał i więcej gadał, w takich chwilach często brakowało jej słów. Od czego zacząć? Mavelle i Jonathana spytała po prostu, czy chcą zrobić coś głupiego.
W końcu wyciągnęła z kieszeni zmięty artykuł. Na zdjęciu nieba poruszał się lekko mrocznym znak.
- Co o tym myślisz? - spytała, podsuwając go mężczyźnie. To nie było prawdziwe pytanie, a wstęp do niego. Bo wprawdzie prędzej zjadłaby żabę niż uwierzyła, że ten poprze śmierciożerców, nawet pracując tutaj nie chciała dać wiary, że zmieniłby się tak bardzo, ale może Woody teraz chciał mieć już po prostu spokój.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#4
27.06.2024, 14:16  ✶  
Zmiany w wyglądzie rzeczywiście nieco pomagały mu się kamuflować. Być może nie wypierał się nigdy tego, że nazwisko, które widnieje w jego papierach, to wciąż Longbottom, ale jeśli nie było potrzeby, wygodnie milczał na ten temat. W początkach swojej nielegalnej kariery faktycznie miewał z racji na pochodzenie trudności, ale po latach jednym jego tożsamość spowszedniała, inni w ogóle o niej nie wiedzieli. Clemens Longbottom rozmył się gdzieś na Nokturnie, został Tarp. Zupełnie jakby od zawsze stał w Rejwachu i serwował piwo.
— To jak nic musi płynąć we krwi Longbottomów — skwitował jej inklinacje do włażenia, gdzie nie powinna.
On też doskonale znał smak przekraczania granic tego, co dozwolone. Może nawet lepiej, co czyniło go doskonałym kandydatem do projektu działającego poza granicami tego, co oficjalne.
— Aresztować? A bo co? To teraz nielegalne kumać się z poczciwymi przedsiębiorcami z Nokturnu?
Odkładając jednak żarty na bok, od razu wyczuł, że sprawa zmierza w ciekawą stronę. Aresztować, ha! Już sama otoczka wokół spotkania — list z prośbą, odwiedziny po latach — zwiastowała interesujący biznes, a teraz jeszcze to.
— I się tą przygodą nigdy nie pochwaliłaś — żachnął się z wyrzutem. Nie żeby Brenna miała wiele czasu na opowiadanie mu historyjek z zakończenia szkoły. Gdy ona opuszczała mury Hogwartu, on zdążył akurat wylecieć z pracy, obrazić się na pół rodziny za to, że nie przyklasnęli jego występkom, i coraz więcej czasu spędzał na Nokturnie. — Nie uwierzę, że masz aż tak słabą głowę. W winę ducha? No, prędzej. Skurczybyki, niby toto nieszkodliwe, ale mam tu takiego, co po nocy jego skowytów się budzę w gorszym stanie niż na najpodlejszym kacu. — Zniesmaczony, wzniósł oczu ku niebu. Czy też raczej poddaszu, na którym mieściło się leże ducha. — Gdyby cię jednak naszła ochota, mam też bezalkoholowe drinki.
Myślami był już jednak przy jej momencie zawahania, przy podsuniętej mu gazecie. Mroczny znak migotał złowrogo na niebie. A więc to o to chodziło.
— To samo, co zawsze myślałem o ludziach tego pokroju. — Wraz z głębokim, zmęczonym westchnieniem uleciała z jego twarzy na chwilę maska zawadiackiego właściciela pubu. Poświęcił pół życia na walkę z podobnymi Śmierciożercom, lecz nigdy nie widział takiej mobilizacji jak w ich przypadku. — Jeśli nie rozpędzimy ich teraz i pozwolimy się temu rozplenić, skończymy z problemem na lata.
Mimo że swoją nową codzienność zbudował wśród łotrzyków i nędzników, wciąż pogardzał nikczemnością i okrucieństwem. Była pewna zuchwałość w tym, że Woody rościł sobie prawo do decydowania o tym, które zło można wybaczać, a które nie. Żył przeświadczeniem, że eksploracja umysłów przestępczych przy pomocy legilimencji dała mu odpowiednią perspektywę; umiejętność odróżnienia pokrzywdzonego przez los dzieciaka, który wyrósł na zbója, od bestii, która powinna zgnić w Azkabanie.
Był czymś na kształt podstarzałego, łysego Robin Hooda z problemem alkoholowym: puszczał strzały w tyłek władzy i śmiał się prosto w te świętoszkowate, pełne frazesów o moralności gęby starych dziadów, którzy wypędzili go z Ministerstwa. Gdy jednak stawka haczyła o coś więcej niż kilka palet skradzionych kociołków, gdy w grę wchodziło życie niewinnych, porzucał bez wahania swoją złośliwą vendettę i pisał się na współpracę z Departamentem.


piw0 to moje paliwo
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
27.06.2024, 20:36  ✶  
- Tata zawsze zwala to na krew Potterów, ale ja uważam, że po prostu dostała mi się wybuchowa mieszanka.
Brenna nie była może zupełnie bezmyślna - a przynajmniej nie była zupełnie bezmyślna teraz. Ale od dzieciństwa miała skłonności do sprawdzania każdej dziury w płocie, umykania spod kurateli krewnych do Kniei, w Hogwarcie badała każdy zakątek, do którego tylko dałoby się wcisnąć, a w wakacje przełaziła przez płoty opuszczonych domów tylko po to, by sprawdzić, co znajduje się po drugiej stronie.
Brenna naprawdę bardzo rzadko prosiła o pozwolenie na cokolwiek. Pod tym względem mocno wdała się ponoć w dziadka Pottera.
- Skąd wiesz, może gdzieś po drodze ukryłam zwłoki i właśnie przychodzę, żebyś dał mi albi? - spytała, podpierając łokcie o blat i przechylając się trochę na wysokim taborecie. To nie było idealnie siedzenie dla Brenny: ani się na nim kręcić, ani kołysać, w ogóle najlepiej było siedzieć w bezruchu. - Obawiam się, że zrobiłam tak jakby błąd nowicjusza, i zmieszałam kilka różnych rzeczy, ale mógłbyś grozić mi różdżką, i nie przypomniałabym sobie, co to dokładnie było... Właściwie to z tamtej nocy pamiętam głównie bieg przez Zakazany Las i chowanie się przed Irytkiem - stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. To było miłe wspomnienie, jak z innego życia, z tego, w którym wujek jeszcze nie wyleciał z pracy i nie poróżnił się z ojcem, w którym niewielu zdawało sobie sprawę z nadciągającego nad kraj widma wojny. Nie opowiadała o nim wtedy nikomu, bo jednak w śmieszną anegdotę zamieniło się dopiero po wielu latach: w tych pierwszych miesiącach po nim, między nią i Victorią panowała zgodna zmowa milczenia odnośnie wybryku, na który sobie pozwoliły.
Uśmiech wygasł jednak, gdy spuściła wzrok na mroczny znak, kołyszący się na zdjęciu.
Odpowiedź wuja była dokładnie taka, jakiej mogłaby spodziewać się po wujku Clemensie: tym który miał jeszcze włosy, żonę, siadał do stołu ze swoim czczącym prawo dziadkiem (może to przez to umiłowanie prawa przez Godryka Brenna nie dogadywała się z nim szczególnie dobrze), siostrzenicy pokazywał, w jaki sposób układać dłoń do ciosu, by nie połamać kciuka, i nazywał ją dzieciną. Nie ktoś powinien coś z tym zrobić, nie trzeba coś z tym zrobić, a jeśli my tego nie rozpędzimy. Może ostatnie parę lat i Nokturn nie zmieniły go aż tak bardzo: a może tylko Brenna nie chciała wierzyć, że to zrobiły.
– Jeśli nie ma swoich ludzi w Ministerstwie, to jestem cholerną baletnicą, więc rozpędzanie go przez aurorów i brygadzistów może nastąpić mniej więcej nigdy – powiedziała, unosząc wzrok na Woody’ego. – A przynajmniej tak sądzi Dumbledore, a ja wierzę mu chyba bardziej niż Ministrom Magii.
Eugenia Jenkins była słaba: była człowiekiem na czas pokoju, a pokój wziął i poszedł się jebać. Jej poprzednik Noby Leach był oznaką zmian, ale świat nie był jeszcze gotowy na to, aby te poszły tak daleko i został zniszczony. Malfoy, który pełnił ten urząd wcześniej, jawił się jako strażnik i orędownik starego porządku, zamknięty w skorupie tradycji, nie mających od dawna sensu.
– Chcesz się przyłączyć? – spytała wprost. Nie wyjaśniła może do czego, ale kontekst tej wizyty i wypowiedziane wcześniej słowa popychały już do określonych wniosków.
Znowu wpakowała się gdzieś, gdzie wpakowywać się przynajmniej w teorii nie powinna i właśnie pytała, czy może miał ochotę zrobić to samo.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#6
09.07.2024, 16:33  ✶  
Trzeba było przyznać Jeremiahowi rację z tą mieszanką wybuchową, którą zmajstrował. O jej intensywności również Woody miał się okazję przekonać, gdy mała Brenna zostawała pod jego opieką.
— Jakie znowu zwłoki? — Tarp rozłożył ręce w geście teatralnie bezbrzeżnego zadziwienia. — Dziewczyno, siedzisz tu od rana. Nie miałaś szansy wyjść do żadnych zwłok. Jesteś bezpieczna… dopóki Brygada nie dowie się, że miałaś szansę pożyczyć od innego wuja zmieniacz czasu po świętej pamięci babci — tę ostatnią część, choć wciąż była utrzymana w żartobliwym tonie, dodał ciszej. Tak dla pewności i z przyzwyczajenia.
Opowieść Brenny nasunęła staremu Longbottomowi na myśl analogię do jego własnego położenia. Jego osobista rebelia była pod pewnymi kątami podobna jej nastoletniemu wyskokowi, choć nie da się ukryć, że odbywała się na większą skalę. Zamiast Zakazanego Lasu była zakazana ulica, zamiast Irytka nerwy szarpał mu niczym struny swojej nieszczęsnej lutni duch-grajek Enjolras. Jedyna różnica w tym, że jego położenia nie dało się usprawiedliwić słowami: błędy nowicjusza.
Kiwał głową z uśmiechem, a jego oczy zdawały się mówić: moja krew. Był zadowolony z tego, że Brenna ma takie beztroskie (z obecnej perspektywy) wspomnienia, których mogła się czepić. Wiedział, że to ważne, szczególnie po Tessie. Pojawiła się w jego życiu jako dziewczynka, która mimo młodego wieku zdążyła już wiele przejść. Jemu było zawsze łatwiej: miał naprawdę dobre dzieciństwo. Dobre… w zasadzie do pewnego momentu dobre całe życie. W codzienności bywało różnie, ale funkcjonował bardzo długo w szczęśliwym zakątku, do którego mógł wracać teraz zawsze pamięcią i szukać pokrzepienia. Jedną z rzeczy, które przyniosły mu w życiu najwięcej radości i dumy, było otworzenie tego właśnie zakątka również dla Tessy, aby i ona zakosztowała bezpiecznego, dobrego życia.
A przynajmniej do czasu, kiedy wszystkiego nie rozjebał.
Od tego czasu wszystko dookoła niego poleciało na łeb, na szyję. Poczynając od jego osobistych problemów, a kończąc na… właśnie na tym:
— Niestety, Dumbledore zapewne się nie myli. Chory radykalizm pęta czarodziejów na każdym szczeblu. Biednych, bogatych, w Ministerstwie czy nie. Cholera, bywa, że za tą czy inną poronioną ideą opowiadają się nawet ci, którzy najwięcej na niej stracą.
I dopóki się z tym nie obnoszą, formalnie nie można z nimi zrobić absolutnie, kurwa, nic. Używali swoich psich gwizdków na ministerialnych korytarzach; przeczucie w bebechu mówiło ci, że nie można im ufać. I cóż? Nie można było takiego złapać za fraki i wywlec z instytucji, jeśli nie miało się dowodów. A jeszcze gorsi byli ci, których się nie myślało podejrzewać.
Gdyby zaś przejęli Ministerstwo… od samej tej wizji mdliło. Machina ministerialna, która miała chronić czarodziejów przed czarnoksiężnikami, trzebić ich szeregi, mogła w rękach śmierciożerców przeobrazić się niepostrzeżenie w potężne narzędzie opresji, z którym ciężko walczyć.
Ktoś powinien coś zrobić i wcale nie dziwiło go, że tym kimś jest Brenna Longbottom, ale…
— I to Albus Dumbledore cię w to wciągnął? — zapytał, zamiast odpowiadać na jej pytanie. Na jego czole pojawiła się zmarszczka strapienia; w zamyśleniu bębnił palcami o ladę.
Nie, nie zastanawiał się nad tym, czy dołączyć. Zastanawiał się, czy powinien udać się do Dumbledore’a i uciąć sobie z nim pogawędkę.
Był dumny z Brenny, gdy dotarły do niego wieści, że poszła śladami kariery, którymi szedł wcześniej jego własny ojciec, potem on sam. Nie była to nigdy najbezpieczniejsza praca, lecz sytuacja polityczna przeniosła zagrożenia na nowy poziom. Woody nie chciał widzieć Brenny w obliczu tych zagrożeń i na krótką chwilę zakłuł go gniew na pierdolonego Albusa Dumbledore’a, który mieszał jego młodą bratanicę w swoje fantazje o ruchu oporu.
Tarp nie potrzebował jednak długiego namysłu, aby uświadomić sobie, że nie było sposobu, w jaki mógłby Longbottomównę od tego projektu odwieść. A przynajmniej sposobu takiego, po którym mógłby jeszcze kiedykolwiek liczyć na jej wybaczenie. Pozostawało mieć na nią oko i pomagać na miarę możliwości, toteż:
— Możecie na mnie liczyć.


piw0 to moje paliwo
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
10.07.2024, 10:42  ✶  
– A tak. Wiesz, takie drobne zaniki pamięci, czasem mi się zdarzają, nie wiem, gdzie ja mam głowę – odparła Brenna, i mimo całego tematu tej rozmowy jakoś odczuła nagle ulgę, bo rozmowa toczyła się prawie jak dawniej, i pomyślała, że naprawdę za nim tęskniła. – Na całe szczęście drobną tajemnicę Morpheusa zna tylko rodzina – powiedziała i kąciki ust drgnęły jej lekko. Może i dobrze, że prototyp zmieniacza czasu nigdy nie trafił w jej ręce: z pewnością by go nadużywała.
Też miała dobre życie.
Właściwie to sytuacji rodzinnej można było Brennie tylko zazdrościć, a ona doskonale o tym wiedziała. Gdy wielu jej znajomych wychowywało się w rodzinach pełnych konfliktów, niepełnych, biednych, przemocowych albo toksycznych w inny sposób – na przykład przy kontrolowaniu każdego kroku dziecka – tak ona miała krewnych bogatych, uprzywilejowanych, kochających się, a przy tym obdarzonych pewnym zdrowym rozsądkiem. Było ewenementem i to, że mimo tego, jak duża była rodzina Longbottomów, bo Godryk miał kilkoro dzieci, nie było między nimi wielu dramatów i animozji, a największym konfliktem rodzinnym był ten, jaki wybuchł między Clemensem i jego ojcem. (Brenna miała wrażenie, że Godryk, mocno przywiązany do prawa – mocniej niż wszystkie jego dzieci – był wściekły o to wszystko, ale że tak naprawdę rozwścieczyło go to wyniesienie się na Nokturn. Inaczej pewnie wybaczyłby synowi marnotrawnemu.) Miała więc rodziców, wujków, ciotki i kuzynostwo, miała pieniądze, i całkiem sporo swobody, byli też przyjaciele i ta miła siatka, rozpięta pod tobą: gdyby podwinęła się jej noga, Warownia, krewni i pieniądze w banku zawsze czekały.
Teraz jednak w kraju działy się takie rzeczy, że żadna siatka nie zapewniała bezpieczeństwa.
– Taaaak. Niektórzy czystokrwiści będą chcieli utrzymać swoją pozycję, półkrwi będą liczyć, że ugrają coś na tym, że ich wesprą i będą mogli stać wyżej niż ci z „gorszym” pochodzeniem, nawet jeśli to oni są bardziej utalentowani, i tak dalej – mruknęła Brenna, a potem uśmiechnęła się do Woody’ego promiennie. – Ależ mnie w nic nie trzeba było wciągać, sama się wepchnęłam, czy mnie chcieli, czy nie.
Za parę lat pewnie miała czuć się całkiem podobnie go Woody’ego, gdy Dumbledore zabierze się do rekrutowania Jamesa i Franka. Osiemnastolatków zaledwie. Ale ona miała jednak dwadzieścia pięć lat: nie była dzieckiem i sądziła, że wie, w co wchodzi.
– Wujku, nie rób tego przypadkiem ze względu na mnie – oświadczyła stanowczo, podpierając łokcie o blat i przechylając się lekko w jego stronę, patrząc mu w oczy. – Naprawdę bym nie chciała, aby nagle się okazało, że w Zakonie jest kilka osób, które w to weszły tylko dlatego, że uznały, że trzeba mnie pilnować. Nie trzeba.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#8
26.07.2024, 21:33  ✶  
Wyglądało na to, że wszyscy za wszystkimi tęsknili, co nie było ani trochę dziwne w rodzinie Longbottom. Choć generalnie Woody bawił się na Nokturnie nie najgorzej i wcale za Ministerstwem nie tęsknił, to wymazanie z pamięci rodziny i wszystkich przyjaciół nie było wcale łatwym zadaniem. Prawdę mówiąc: niewykonalnym. Tęsknił nawet za tym swoim nieszczęsnym ojcem, z którym podzielił go konflikt i którego oficjalnie enuncjował dupkiem.
— Rodzina i pewnie z tuzin kochanek — dopowiedział Woody, przewracając oczami. Niczym wścibska ciotka, nigdy nie opuszczał okazji do dopieczenia bratu z racji na jego rozwiązłość i… jak to Morpheus określał? Pojemne serce?
Bycie powodem największej rodzinnej dramy było osiągnięciem, choć trudno powiedzieć, aby było to osiągnięcie, z którego można być dumnym. Zapytany o to Woody zapewniłby, że niczego nie żałuje i to była jedyna słuszna opcja. Gdyby podrapać głębiej… cóż, nigdy nie chciał, żeby tak to wszystko wyszło. To znaczy: nie chciał, żeby jego wykroczenia wyszły na jaw. Sama reakcja? Jak inaczej mógł odpowiedzieć na środkowy palec pokazany mu przez Ministerstwo? Podkulić ogon i założyć własną działalność na rogu Pokątnej? Pomóc żonie prowadzić jej biznes? No... były to rozsądne opcje, ale nie mógłby sobie patrzeć w oczy po tym upokorzeniu.
— Nie jestem zaskoczony — poddał się i zostawił temat Albusa Dumbledore’a w spokoju. W pełni wierzył, że Brenny nie trzeba było długo zachęcać. Czy zachęcać w ogóle.
Tak samo zresztą jak i jego. Nawet gdyby to nie jeden z Longbottomów pojawił się w jego pubie z propozycją, zgodziłby się bez wahania. Mógł nie tęsknić za korytarzami Ministerstwa, biurokracją i strukturami, ale przed laty nie wybrał swojej kariery bez powodu. Chciał nieść pomoc tym, którym działa się krzywda, a już na pewno nie godził się na dyktatury i prześladowania.
— Nie robię tego dla ciebie. — Nie tylko dla ciebie, skorygował w myślach. — Niech te stare kości przysłużą się jeszcze czemuś szczytnemu, zamiast rozpijać całymi dniami Nokturn.
Nie był może rzeczywiście tak tragicznie stary, ale hej, niektórzy trzydziestolatkowie mówią o sobie geriatria, to i jemu można było uciec się takiej hiperboli.
— Kilka osób? — Zainteresował się tym fragmentem. — Kto jeszcze się w to wciągnął? Erik? — To ostatnie w zasadzie nie powinno być w ogóle pytaniem. Oczywiście, że Erik również był w to zaangażowany. Zagadką było, kogóż jeszcze upolował Dumbledore. Dziewczyny Derwina? Mavelle? Jakichś Crawleyów? Morpheusa?


piw0 to moje paliwo
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
28.07.2024, 15:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2024, 15:26 przez Brenna Longbottom.)  
– Nie sądzę, by się im chwalił – powiedziała Brenna, uśmiechając się lekko. Nie była już małą dziewczynką i doskonale wiedziała, że podejście wuja do pewnych spraw jest bardzo różne niż jego rodzeństwa, z których wszyscy byli w długoletnich związkach – a Derwin po stracie żony nie związał się już z nikim. Nie znała szczegółów, nie próbowała w nie wnikać, bo jedną z podstaw życia w tak dużej grupie było trzymanie się kilku istotnych zasad, ale zarazem nie wtykanie za głęboko nosa w cudze sprawy. Wątpiła jednak, by wujek chętnie opowiadał o sekrecie swojej matki, dziedzictwie, jakie od niej otrzymał, osobom, z którymi spędzał parę nocy.
– Jestem taka… nudna i przewidywalna – roześmiała się, gdy wspomniał, że nie jest zaskoczony. W gruncie rzeczy pod pewnymi względami faktycznie była bardzo przewidywalna. Ruchliwa, energiczna, mknąca do przodu, ale większość jej działań dało się bardzo łatwo prognozować, i to nawet bez niezwykłej umiejętności wuja Morpheusa. – Dobrze – skwitowała, już z większą powagą, uśmiech powoli się rozpłynął, kąciki ust opadły. Nie chciała, by ktokolwiek robił coś takiego dla niej. By narażano życie z obawy przed tym, że inaczej ona, niepilnowana, zrobi coś głupiego. Nie chciała być powodem, dla którego pewnie złamią prawo i być może ucierpią. Przynajmniej tu i teraz. Jej skrupuły miały rozmywać się z czasem, znikać jak ten uśmiech, ale w tej chwili wyrzuty sumienia nie dałyby Brennie spokoju.
– Derwin, tata… nie ja ich wciągnęłam – zastrzegła, tak na wszelki wypadek. Obaj opowiadali się lata temu przeciwko Grindewaldowi, więc było jasne, że nie poprą kolejnego mrocznego czarnoksiężnika. Dziadek z kolei… tutaj Brenna nie miała pojęcia, co zrobi: na pewno nie stanie po stronie Voldemorta, ale jego przywiązanie do prawa zdawało się wykluczać możliwość działań, których nie sankcjonowało Ministerstwo. Morpheus i Crawleyowie nie mieli pojęcia… w tej chwili. To jednak miało przyjść z czasem. – Mav.
Ją już jak najbardziej wciągnęła sama. I to na swój sposób było naturalne, gdzie Brenna, tam i Mavelle – i żadna z nich nawet nie przeczuwała, że będzie to kolejna rzecz, którą pewnego dnia zmieni wojna.
– Ktoś rozmawiał z Lucy. Danielle nie wie. A Erik… – Brenna uśmiechnęła się, jakby z odrobiną zakłopotania. – Chyba uznał, że trochę sobie z niego żartuję.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#10
29.07.2024, 10:43  ✶  
Woody też raczej wierzył w rozsądek Morpheusa w sprawach wyższej wagi, ale braterska złośliwość była zbyt silna. On sam zdecydowanie znajdował się po stronie braci trzymających się jednej kobiety przez długie lata, pomijając ten drobny szczegół, że się z nią rozwiódł. Nie to, że zamierzał cokolwiek narzucać najmłodszej latorośli Godryka, ale kto to widział, żeby taki stary kawaler z takiego dobrego domu.
— Nudna. — Pokręcił z niedowierzaniem głową, jakby nie mieściło mu się w granicach pojmowania, że Brenna w ogóle mogła w takim kontekście o sobie pomyśleć. Przewidywalna? Pod pewnymi względami może momentami tak, ale tego drugiego żadną miarą nie mógł jej zarzucić.
Był zadowolony, słysząc, że do tej pory zaangażowali się w sprawę przede wszystkim jego bracia, nie młodsze pokolenie. W lepszym świecie karku by nadstawiały tylko te stare pryki, a młodsi przyszli po nich ewentualnie posprzątać. Nie brakowało im przecież sił ani doświadczenia. W idealnym świecie nie musiałby karku nadstawiać nikt, ale okoliczności nie pozostawiały wyboru. W praktyce. W teorii mogli zgiąć karki i cieszyć się statusem czystokrwistych, ale nie trzeba było legilimenty, aby domyślić się, że nikomu w Warowni to nawet przez myśl nie przeszło.
— I niech mu będzie dane do końca wierzyć, że to tylko żart. — Bo w 1970 roku była jeszcze nadzieja, że sprawa rozejdzie się po kościach. Przejściowy okres wzburzenia, który zakończy się rozgonieniem wyznawców Voldemorta i powróceniem do znanego porządku. Nadzieja, że może grupa, która miała stać się Zakonem Feniksa, nigdy nie będzie musiała się rozwinąć i stanąć do prawdziwej walki.
Tak oto rozpoczęła się przygoda w Zakonie Feniksa dla Woody’ego Tarpaulina, czarnej owcy Longbottomów. Stał się ich oczami i uszami na Nokturnie, ręką zdolną sięgnąć tam, gdzie pozostali mogli nie być mile widziani.

Koniec sesji


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2209), Woody Tarpaulin (2182)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa