• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn

[23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
16.06.2024, 00:18  ✶  

Aniołek wziął głęboki wdech i zaczął zawodzić:

— Chcę zostać z tobą trochę dłuż—

Dźwięk gwałtownie urwał się, gdy magia zalepiła jego usta na stałe, wygładzając miejsce pomiędzy nosem a podbródkiem, odbierając niewybrednej płaskorzeźbie możliwość mówienia. Figurka pokazała Erikowi międzynarodowe pozdrowienie przyjaźni, czyli środkowy palec i chyba próbowała się jakoś odgrażać, ale Erik nie miał dowiedzieć się już niczego od obrażonego, nachmurzonego cherubinka, który będzie wyzywać go nawet gdy Longbottom już dawno o nim zapomni, a czar rozpłynie się w powietrzu.

W międzyczasie zaś detektyw na randce zaparł się, napiął mięśnie i... oto lustro ruszyło się, bez większego problemu kilkadziesiąt centymetrów, dokładnie po tych samych śladach, po których wcześniej zostało dostawione. Podmuch przeciągu połaskotał czarodzieja po karku, jakby kolejna złośliwość, ale był to jedynie wiatr.

Pierwszą rzeczą, którą zauważył Erik, to to, że odsłonił przejście, ciemny korytarz, czy raczej jego fragment, na tyle ile za jednym zamachem zdążył odsunąć lustro, zanim parkiet przyblokował tarciem kolejne pchnięcia. Mógłby zacząć się rozglądać za czymś nadającym większego poślizgu, w końcu wiedział, czego szukać, ale wtedy dostrzegł drugą rzecz.

Tafla lustra służyła za drzwi, którymi można przejść, bez odpychania ich. Nie było to magiczne przejście, jedynie malutkie zawiasiki, które zauważył, gdy jego dłonie ułożyły się na ramie lustra, a opuszki palców wyczuły metalową nierówność stali w pozłacanym drewnie. Wystarczyło pchnięcie, aby dostać się do korytarza, w którym prawdopodobnie zniknął Anthony. Odsuwając ramę, wystawił się szybciej na dźwięki korytarza, ciemnego i chyba długiego, do którego prowadził powiew i głośnych kroków, biegu, który odbijał się echem. Jednak zmysły BUM-owca szybko podpowiedziały ci, że to więcej niż jedna osoba i są zbyt ciężcy, aby być Shafiqiem.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
18.06.2024, 00:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2024, 00:57 przez Erik Longbottom.)  
Intensywna gestykulacja cherubinka nie zrobiła na Eriku wielkiego wrażenia. Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie może i uchodziła za instytucję przyjazną dzieciom, jednak żaden woźny i nauczyciel nie był w stanie kontrolować każdego obrazu wiszącego w zamku. Było to po prostu niemożliwe.

A co jak co, jeśli nastolatkowie z dostępem do magii byli w czymś nadzwyczaj dobrzy, to właśnie w prowokowaniu innych. A obrazy były łatwym celem. Nie mogły się za bardzo odgryźć i bezpośrednio odegrać się na uczniu. Za to pokazanie środkowego palca? To już było całkiem prawdopodobne.

— Ależ ty jesteś wulgarny — mruknął z wyraźną nutą sarkazmu w głosie, przez krótką chwilę napawając się wściekłością aniołka. — Wiesz co? Może gdybyś nie był taką wredotą, to by cię to nie spotkało. To mogła być bardzo krótka i bardzo przyjemna rozmowa. Ale ty wolałeś sobie robić jaja. Kochaj ludzi... Kochaj, o tyle proszę cię. Może wtedy twoje życie będzie łatwiejsze.

Gdy tajemnicze przejście odsłoniło się przed nim, Longbottom wiedział, że nie ma innego wyjścia, jak tylko wejść do środka. Powoli zaczynał akceptować to, że z jakiegoś powodu Anthony postanowił podążyć tą samą ścieżką. Nie wiedział tylko z jakiego powodu zdecydował się na taki ruch. Może to była jakaś... Gra? Element przedstawienia Selwynów? Może dlatego zostali ściągnięci za kulisy? Przypadkowi goście mogli doświadczyć tej małej... Przygody?

Mężczyzna zmarszczył brwi i biorąc ze sobą marynarkę Shafiqa, ruszył prosto w mrok. Odgłosy odbijające się od ścian korytarza nie umknęły jego uwadze, jednak w pierwszej chwili nie za bardzo był w stanie ocenić, czy faktycznie dobiegają z samego korytarza, czy też z pomieszczeń znajdujących się za jego ścianami.

Dopiero po dziesięciu-piętnastu krokach zdał sobie sprawę, że dźwięki były nieregularne i szybkie. Ktoś biegł. Kilku ktosiów. Erik momentalnie przyspieszył kroku. Może to obsługa teatru próbowała dostarczyć Anthony'ego w odpowiednie miejsce, zanim zdoła go dogonić i zepsuć całą grę?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
18.06.2024, 07:19  ✶  

Echo gubiło sens kroków oraz żywiołowej rozmowy, w której w tym wypadku nie było już śliskiego chichotu cherubinka. Był za to ten losu. Żaden z głosów, za którymi podążał Erik nie należał do jego randk. Mógł jednak wyczuć, że dwóch mężczyzn o coś się kłóci i próbuje utrzymać ściszony głos.

Korytarz początkowo wyglądał jak zwykłe przejście, a obracając się ku przejściu z lustrem, Erik mógł dojrzeć, że zostało wcześniej zaplanowane jako drzwi i nawet ma framugę. Ot słabo oświetlony korytarz, przy czym słabo stanowiło eufemizm do wcale, nie licząc światła z garderoby i echa światła różdżki, które podążało razem z ciężkimi krokami dwóch osób.

Trach.

Ciężki dźwięk otwieranej, metalowej, zardzewiałej bramy, dźwięk zamykanej bramy i... Chlupot wody.  Cóż to były, paryskie katakumby? Może prawdziwy upiór w operze miał mieć miejsce w teatrze Selwynów. Czy Erik dobrze się kierował? Nie było innej drogi, tylko prosty korytarz i długie, kręcone schody w dół, które napotkał, ziejące wilgocią i ciemnością.

W świetle, jeśli zdecydował się zapalić swoją różdżkę, bo innego źródła nie było, mógł dostrzec, że to jakaś stara część budynku, nieużywana. Na ścianach były zacieki, a podłoga została zamieciona z kurzu tylko pobieżnie, tak że ślady butów, w obie strony, odciskały się płytko na szarych smugach. Cztery ślady, dwa w jedną, dwa w drugą, przy czym te powracające w głębiny teatru, a przynajmniej jedne, zdawały się jakieś nierówne.

Tik-tak, tik-tak.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#14
20.06.2024, 01:42  ✶  
Coraz mniej mu się to wszystko podobało. W coś ty się wpakował, Tony?, zachodził w głowę Erik, raz przyspieszając kroku, a raz go zwalniając, nie mogąc się zdecydować, czy bardziej zależy mu na tym, aby jak najszybciej zmniejszyć dystans dzielący go od obcych czy raczej pozostać niewykrytym. Na samym początku założył, że jego towarzysz po prostu się teleportował.

Nie miał racji. Chwilę temu sądził, że to była jakaś gra ze strony pracowników teatrów - element przedstawienia. Miał wrażenie, że rzeczywistość powoli wyprowadzała go i z tego błędu. Ale skoro żadna z tych opcji nie była tą słuszną, to... Co tutaj się właściwie wyprawiało? Jak ci się coś stało, to cię zabije, pomyślał rozgorączkowany, zaciskając mocniej palce na różdżce. Och, jak się cieszył, że w międzyczasie zdołał zerwać rytuał łączący go z Norą i Elliotem. Przecież to był wręcz doskonały materiał na kolejny spór.

A w tym przypadku nie miał żadnej dobrej wymówki. Te rzeczy po prostu się działy. Nie miał nad tym żadnej kontroli. W końcu, kto by przewidział, że podczas zwykłej wizyty w teatrze dojdzie do czyjegoś zniknięcia w jakiejś kanciapie służącej za garderobę aktorów? Erik pokręcił głową i nagle zamarł, gdy dotarły do niego odgłosy otwieranej bramy. Próbował wsłuchać się w odgłosy z naprzeciwka, jednak ewentualne głosy zdawały się ginąć w szumie echa i krwi dudniącej w uszach Erika.

Oczywiście, nie zamierzał tego tak zostawić: musiał iść dalej. Najpierw zadbał o to, aby mieć jakiekolwiek źródło światła, a potem - licząc, że będzie to miało jakieś znaczenie - wycelował różdżką w swoje buty. Może była to ostrożność wyniesiona z biur Brygady Uderzeniowej, ale przecież taka drobna przewaga mogła mu tylko pomóc, prawda? W zależności od efektów zaklęcia Erik zaczął poruszać się pewniej i szybciej lub, jeśli zaklęcie nie zadziałało, utrzymał powolny chód, dbając o to, aby zachowywać się jak najciszej.

(Transmutacja) Zaczarowanie podeszew butów, żeby nie wydawały odgłosów/kroki były bardziej ciche x2
Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 60
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
25.06.2024, 09:36  ✶  

Korytarz w podziemiach Opery Paryskiej był miejscem mrocznym, tajemniczym i pełnym napięcia. Było to wąskie przejście, oświetlone tylko migoczącymi płomieniami pochodni, które rzucały długie cienie na ściany. Kamienne ściany były zimne i wilgotne, a z sufitu zwisały pajęczyny, nadając miejscu ponurego i opuszczonego wyglądu. Powietrze było ciężkie i stęchłe, co utrudniało oddychanie, ale pomimo obecności wody tuż za metalową, rzeźbioną kratą, zamkniętą na kłódkę. 

— Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem, wielkim lasem szedłem, nocy nie przespałem, żeby ciebie spotkać w małym kącie świata, żeby z tobą zostać na calutkie lata — Erik usłyszał męskie nucenie po drugiej stronie zbiornika wodnego. Mężczyzna fałszował tak strasznie, że można było odnieść wrażenie, że próbuje torturować same dźwięki. Jego głos był chrapliwy i piskliwy, skacząc niekontrolowanie pomiędzy tonacjami. Wysokie nuty były krzykiem, który przenikał przez uszy jak ostrze, natomiast niskie brzmiały jak stłumione pomruki. Wszystko to było przeplatane niezręcznymi przerwami, jakby zapominał słów lub nie mógł złapać oddechu. Zaraz po nim inny głos.

— Zamknij ryj.

Podziemny zbiornik wodny, otoczony ciemnością i tajemnicą. Woda w jeziorze była spokojna, ale jej głębia i nieprzejrzystość budziły lęk. Brzegi jeziora jednak nie były pokryte śliskimi kamieniami, ale nad wodą unosiła się lekka mgiełka, która dodawała miejscu eterycznego i niemalże nierealnego charakteru. Od jeziorka tchnęło chłodem, lecz... Wydawało się dziwnie świeże.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#16
29.06.2024, 01:31  ✶  
Naprawdę przeszliśmy taki kawał?, pomyślał Longbottom, wychylając się z tunelu, aby lepiej przyjrzeć się skrytemu kilka dobrych metrów pod ziemią sztucznemu zbiornikowi wodnemu. Gdyby miał do tego podejść zdroworozsądkowo, to stwierdziłby, że tunele spod Teatru Selwynów sięgały aż do Tamizy, a wodna komnata korzystała z zasobów wodnych miasta. Tylko czy faktycznie udałoby im się przejść ten dystans w tak krótkim czasie? A może tak, jak w przypadku wielu innych cudów dzielnicy czarodziejów, tutaj również zadziałała magia?

Chociaż przez wspólną przeszłość z Laurencem i okazjonalnie wizyty towarzyskie bywał w teatrze, tak nie wyraził zbyt dużej chęci zapoznania się z jego historią. Nie miał więc pojęcia, czy właściciele w ogóle wiedzieli o ukrytym przejściu, wyrytym w kamieniu korytarzu i podziemnym jeziorze. To jak z jakiejś legendy, pomyślał, biorąc głęboki oddech. Zaczynał mieć już dosyć tej zabawki w kotka i myszkę. Chciał wiedzieć, co się tutaj wyprawiało, a tajemnica, chociaż może i targała struny w jego sercu, które były odpowiedzialne za euforię związaną z przygodami, tak nie była priorytetem w obliczu zniknięcia Anthony'ego.

Wziął głęboki oddech, po czym wypuścił powietrze z ust, po czym przesunął się w stronę zamkniętej kraty, celując w nią różdżką z zamiarem otworzenia jej przy pomocy prostego zaklęcia otwierającego. Jeśli mu się to udało, zbliżył się do brzegu jeziora, rozglądając się na prawo i lewo w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki co do tego, co właściwie się tutaj wyprawiało.

(Percepcja) Czy Erik coś zauważa? x2
Rzut Z 1d100 - 52
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 27
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#17
30.06.2024, 17:33  ✶  

Anthony


Z zaklęcia otumaniającego obudziło go uderzenie w twarz i ostry ból wargi, która pękła od ciosu, a wraz z powracającą świadomością i ostrością widzenia, przybył też ból, daleki od tego przyjemnego. Anthony szybko zorientował się, że jest przywiązany so twardego krzesła, jego ręce związane z tyłu wprawiały barki w napięcie i cierpnące mrowienie. Dodatkowo niesamowicie bolała go głowa po jednej stronie, pulsując w rytm jego własnego tętna.

Pierwsze, co zobaczył to dwóch mężczyzn, maksymalnie trzydziestoletnich, całkiem przystojnych i podobnych do siebie na tyle, że z góry dało się założyć bliskie pokrewieństwo. Jeden przeglądał jakieś przedmioty w pomieszczeniu, drugi stał tuż przed Anthony'm i bawił się jego różdżką, którą przezornie mu odebrał.

Znajdowali się w magazynie na scenografię, w otwartej przestrzeni wypełnionej kartonowymi dekoracjami, sztucznym balkonem dla Romeo i Julii, wielkimi maskami wiedźm Hamleta, które w wykonaniu teatru unosiły się nad bulgoczącym kotłem. Z bliska były jeszcze bardziej szkaradne, lecz nie w przerażający sposób, a ze względu na niedoróbki, których i tak nie widać w dymie z widowni.

— Myślałeś że co, uwiedziesz ją, dasz jej pierścionek, a później zostawisz? — zapytał retorycznie mężczyzna z różdżką Shafiq'a, po czym skinął głową na brata. Ten sięgnął po drewniany młotek, chyba z inscenizacji sceny krokieta z Alicji w Krainie Czarów dla dzieci, zamachnął się i uderzył nim przywiązanego mężczyznę w brzuch.

— I jeszcze jej bachora wmówiłeś, padalcu. Hipnoza, kurwa. Zobaczymy jak hipnozujesz z poprzestawianym ryjem.

Uderzenia nie były może aż tak mocne, nie te w brzuch, nie miały poczynić trwałego urazu, ale złamać całkowicie jego wolę walki.


Erik


Zamek otworzył się bez problemu, nie trzeba było być do tego geniuszem. Na dodatek nie odezwały się żadne zabezpieczenia, przynajmniej nie na głos. To, co zaś usłyszał Erik, gdy podszedł do brzegu sztucznego zbiornika wodnego, to echo monologu, dostatecznie zrozumiałe, aby wyłapać kontekst.

Erik bez trudu pojął, że dwójka mówi o jakiejś kobiecie ze złamanym sercem, której pojmany obiecywał gruszki na wierzbie i zahipnotyzował ją, aby myślała, że jest w ciąży. Usłyszy też wszelkie odgłosy, które wyda z siebie Anthony, podczas ataków. Głos dochodził zza dużych, na wpół otwartych drzwi po drugiej stronie wody, ledwie widocznych w świetle różdżki. Zalanie było długie, nie wiadomo też co kryło się na dnie.

Tik-tak. Tik-tak.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#18
02.07.2024, 15:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2024, 15:26 przez Anthony Shafiq.)  
Tam była plama, na tej srebrzystej tafli, tam była plama a teraz cały świat był poplamiony.

Anthony czuł każdy skrawek ciała zbrukany przemocą, rozcięcia skóry, metaliczny smak w ustach, czuł każde otarcie liny o nadgarstki (prymitywny powróz, to dopiero barbarzyństwo!), mrowienie barków i ból powracającej świadomości. Utrata przytomności wiązała się też z utratą ostatecznej obrony, tej spowijającej jego umysł. Jak mógł podejść się tak łatwo?! Szeroko rozwarte oczy próbowały ocenić gdzie jest, skołowany umysł rozpaczliwie dążył do tego, by nie poddać się przerażeniu, które go zalewało. Koszmar w którym się znalazł paraliżował go, jakby był zaszczutym wilkiem z własnego snu.

Dopadli mnie. Dopadli...

Jeszcze chwilę temu, jeszcze nim stanął z Erikiem u progu teatru, próbował racjonalizować własną paranoję, a teraz utknął w samym jej środku. Śmierciożercy zwierali szyki, trzeba byłoby być idiotą, żeby nie wiedzieć, że Longbottomowie walczą z nimi otwarcie, zbyt łatwo, według Anthony'ego, można było dojść do informacji, że walczą również omijając prawo. I teraz on, tak lekkomyślnie w ostatnim miesiącu pojawiający się w towarzystwie Erika i Morpheusa, tak lekkomyślnie okazujący atencję, mimo lat ostrożności. Och, zbyt łatwo mógł się stać sztyletem wbitym między ukochane żebra. Zgnieść Longbottomów to jak zdeptać wszelką nadzieję, a przecież teraz, pozbawiony różdżki, pozbawiony ochrony, mógł przyjąć każdy rozkaz, każdą sugestię, jak marionetka w rękach tych – w to nie wątpił – którzy chwilę wcześniej popijali z nimi chianti przy jagnięcej wątróbce...

...dasz jej pierścionek, a później zostawisz? – Zamrugał załzawionymi oczyma nie rozumiejąc w ogóle o co chodzi. A wtedy dotarł do niego sens, dotarło do niego w końcu to, że twarze tych mężczyzn nie skrywają absurdalne maski popleczników tego, który kazał się nazywać swoim pseudonimem artystycznym tak trywialnie z duńska łączącego przemoc i śmierć.

Nie był w stanie powstrzymać uśmiechu, parsknięcia ulgi. To tylko jacyś głupcy, to tylko
– ... to nieporozumienie, panowie nigdy nie uczyniłbym czegoś...– urwał, przełykając boleśnie ślinę na widok młota, bo może i to nie jest najgorszy scenariusz, ale najlepszy też nie był.

– To nie ja. To nie mnie szukacie. To musiał być ktoś bardzo podobny do... uhhhhh – tłumaczył się szybko, ale urwał momentalnie po pierwszym ciosie w brzuch na szczęście, a nie w twarz, może jednak nie powinien groźby "poprzestawianego ryja" traktować aż tak dosłownie. – Sprowadźcie ją to Wam po... khe... khe...– Pusty kaszel wypchnięty został z trzewi, a ból promieniował po sam kręgosłup. Zawisł na krześle, boleśnie wyciągając napięte barki, zagryzając krwawiącą wargę. Chciał spróbować przywołać splot, stworzyć pilnik, nożyczki, cokolwiek co przecięłoby więzy. Tamten bawił się różdżką, ale przecież już nie potrzebował cisowej witki, już mógł... mógł, prawda? Dłoń pozostawała pusta. Próżno szukać ratunku a nagle omdlenie wydawało się przyjemniejszym stanem, szkoda że tego też nie umiał robić na zawołanie.

– Czego chcecie? – wysapał, widząc jak bardzo ubrudzone miał kolana. A jeszcze chwilę temu rozpaczał na myśl o marynarce zawieszonej na haku... Jak to można było nagle nabrać innej perspektywy wraz z doświadczeniami, których nigdy wcześniej się nie miało.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#19
02.07.2024, 15:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2024, 16:04 przez Erik Longbottom.)  
Nawet słabe zabezpieczenia zastosowane przez porywaczy nie były w stanie naprowadzić Longbottoma na żadną logiczną wskazówkę co do tego, czemu akurat Anthony stał się celem tego ataku. Przecież trafili na zaplecze teatru zupełnie przypadkowo. To mógł być każdy. A jednak to właśnie Shafiq stał się ofiarą. Nie przeszło mu nawet przez myśl, żę mogła to być robota czarnoksiężników. Chociaż dla Śmierciożerców porwania i wymuszenia to był chleb powszedni, tak Erik wiązał ich obecnie z większymi widowiskami.

Ty to jak w coś się wpakujesz, to po szyję, pomyślał przelotnie Erik, wsłuchując się w echo, które odbijało się od ścian wodnej komnaty. Kobieta ze złamanym sercem? Ciąża? Skrzywił się na samą myśl. Chociaż nie był w stanie wyłapać całych komunikatów, które ginęły w szmerze, tak... W dalszym ciągu nic mu się tutaj nie dodawało. Czemu Anthony miałby chcieć czegokolwiek od jakieś baby? I jeszcze wmawiać jej, że będą mieli dziecko? Od tego wszystkiego zaczynała go już boleć głowa, jednak... Musiał też myśleć o bezpieczeństwie Shafiqa. Zacisnął zęby, gdy do jego uszu dotarł urywany kaszel mężczyzny.

Rozejrzał się na prawo i lewo. Nie było czasu, żeby szukać jakiejś łódki, poza tym podróż nią na drugi brzeg zbiornika zajęłaby mu zbyt dużo czasu. Musiał się teleportować. Oby tylko zabezpieczenia teatru tutaj nie działały, pomodlił się bezgłośnie Longbottom, po czym wziął głęboki oddech, skupiając się na tym, aby zwizualizować sobie w głowie cel podróży: drugi brzeg, ledwo widoczny nawet w ostrym świetle różdżki. Z racji na mały dystans nie przejmował się zbytnio ryzykiem rozszczepienia. Wprawdzie nie był w stu procentach spokojny, jednak nikt mu też w tej chwili nie groził różdżką. Powinno się udać i...

Faktycznie się udało. Erik zjawił się u celu z cichym pyknięciem, po czym... Bez wahania szarpnął za drzwi do bocznego pomieszczenia, bez jakiegokolwiek uprzedzenia celując różdżką w obcych czarodziejów. Nawet nie zastanawiał się, zbytnio nad tym co robił: sięgnął po magię translokacyjną, co by od razu posłać obu mężczyzn prosto na przeciwległą ścianę. Zareagował instynktownie, skupiając się przede wszystkim na tym, aby jak najbardziej zminimalizować zagrożenie.

(Translokacja) Przygwożdżenie napastników magią do ściany x2
Rzut N 1d100 - 91
Sukces!

Rzut N 1d100 - 60
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#20
03.07.2024, 08:29  ✶  

Całego świata w posadach drgnieniem, tym była miłość. I tym było zaklęcie, które rzucił Erik na oprawców Anthony'ego. Obaj mężczyźni zostali gwałtownie odrzuceni od związanego Shafiqa, przy czym jeden tylko przewrócił się na kolana, wypuszczając różdżkę swojej ofiary, która potoczyła się po podłodze i zaczął natychmiast szukać własnej, a drugi, ten z młotkiem, wpadł na zdecydowanie prawdziwą ścianę, uderzył w nią i upadł, jak jedna więcej marionetka do przedstawień dla najmłodszych, będąc całkowicie nieprzytomnym.

— Teraz przychodzicie! Ratować szumowinę! — wykrzyknął powalony czarodziej z różdżką. — A jak wam zgłaszaliśmy problem, to nic się nie dało z tym zrobić. — Zaczął przedrzeźniać typową odpowiedź urzędników, gdy ci nie chcieli zajmować się jakąś sprawą. Najwidoczniej rozpoznał Erika, co prawda bardziej przez jego wywiad niż pracę w BUM-ie, ale kojarzył, że tamten jest, cóż, psem. Panika zaczęła wchodzić w mężczyznę, ręka się trząść, gdy rzucił nagle zaklęcie.


Rzut NPC na atak wybijający różdżkę Erikowi
Rzut N 1d100 - 85
Sukces!

Zza pleców Erik mógł usłyszeć czyjeś nawoływania; obsługa teatru szukała ich dwójki.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (3614), Bard Beedle (1837), Erik Longbottom (4166)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa