Aniołek wziął głęboki wdech i zaczął zawodzić:
— Chcę zostać z tobą trochę dłuż—
Dźwięk gwałtownie urwał się, gdy magia zalepiła jego usta na stałe, wygładzając miejsce pomiędzy nosem a podbródkiem, odbierając niewybrednej płaskorzeźbie możliwość mówienia. Figurka pokazała Erikowi międzynarodowe pozdrowienie przyjaźni, czyli środkowy palec i chyba próbowała się jakoś odgrażać, ale Erik nie miał dowiedzieć się już niczego od obrażonego, nachmurzonego cherubinka, który będzie wyzywać go nawet gdy Longbottom już dawno o nim zapomni, a czar rozpłynie się w powietrzu.
W międzyczasie zaś detektyw na randce zaparł się, napiął mięśnie i... oto lustro ruszyło się, bez większego problemu kilkadziesiąt centymetrów, dokładnie po tych samych śladach, po których wcześniej zostało dostawione. Podmuch przeciągu połaskotał czarodzieja po karku, jakby kolejna złośliwość, ale był to jedynie wiatr.
Pierwszą rzeczą, którą zauważył Erik, to to, że odsłonił przejście, ciemny korytarz, czy raczej jego fragment, na tyle ile za jednym zamachem zdążył odsunąć lustro, zanim parkiet przyblokował tarciem kolejne pchnięcia. Mógłby zacząć się rozglądać za czymś nadającym większego poślizgu, w końcu wiedział, czego szukać, ale wtedy dostrzegł drugą rzecz.
Tafla lustra służyła za drzwi, którymi można przejść, bez odpychania ich. Nie było to magiczne przejście, jedynie malutkie zawiasiki, które zauważył, gdy jego dłonie ułożyły się na ramie lustra, a opuszki palców wyczuły metalową nierówność stali w pozłacanym drewnie. Wystarczyło pchnięcie, aby dostać się do korytarza, w którym prawdopodobnie zniknął Anthony. Odsuwając ramę, wystawił się szybciej na dźwięki korytarza, ciemnego i chyba długiego, do którego prowadził powiew i głośnych kroków, biegu, który odbijał się echem. Jednak zmysły BUM-owca szybko podpowiedziały ci, że to więcej niż jedna osoba i są zbyt ciężcy, aby być Shafiqiem.