Sam jednak unikał tematu potomstwa, albo nacisków jakie sam musiał znosić ze strony ojca. Thomas – wydziedziczony starszy brat – z oczywistych względów przestał się liczyć, a on... cóż, nie zanosiło się aby kiedykolwiek spłodził potomstwo, czy nawet chciał udawać, że jakieś dziecko jest jego. Tym bardziej cieszył się z nominacji, bo ona oznaczała ucieczkę. Oznaczała osiągnięcie pułapu, który zaplanował dla niego ojciec. Czy oznaczała wolność?
– Szczerze nie mogę się doczekać wyjazdu z wysp. Francja zdaje się mieć łagodniejszy klimat i przede wszystkim ma doskonałe wina, zwłaszcza Prowansja. – Przyznał z uśmiechem, popijając myśl o wybornym winie piwem, od którego zazwyczaj stronił ale przecież nie wypadało odmawiać tego napitku, skoro taki był wymóg "wdzięczności" zaproponowany przez Richarda.
Energicznie pokiwał głową, zaprzeczając temu, by papierosy jakkolwiek mu przeszkadzały.
– Ależ oczywiście, że nie. Ja unikam, moje płuca kiepsko radzą sobie z tytoniem na dłuższą metę, ale Ty pal do woli. Jest tu przecież wystarczająco przestrzeni. – Uśmiechnął się. Na tym etapie pozostawały mu tylko wodne shishe, ale tu znów preferował tytonie aromatyzowane, nie surowy popiół. Nawet jeśli czasami za nim tęsknił, za szarością pokrywającą usta od wewnątrz, za gryzącym dymem spływającym przez nozdrza.